Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Wstań rycerzu i walcz!

10 posts / 0 new
Ostatni
Krzakin
Nieobecny
Wiek: 21
Miejscowość: Gdańsk

Dołączył: 2015-09-06
Punkty pomocy: 0
Wstań rycerzu i walcz!

Witam was moi drodzy,
Dawno tu nie zaglądałem. To że znajdujecie czas, żeby odpowiadać i wysłuchać kolegów i im doradzić to jest coś na prawde zajebistego. Jak bedzie w moim wypadku okaże się.
Jednak do rzeczy. Rozpiszę się, aczkolwiek postaram sie zamieścic cenne informacje.

Nawiązując do tematu. Byłem tu kiedyś. Tak dawno to było, 6 lat temu. Przeglądałem i nabierałem wiedzy na temat uwodzenia dość wcześnie. Chwała bogu, że tu trafiłem. Jednak po 6 latach wracam, z doświadczeniem. Mam 21 lat studiuję. Chciałbym, zeby nie było tak monotonnie ale też nie chaotycznie to co chce opisać.

Skuteczne podrywanie w czasach mojej znacznej młodości było waznym celem. Starałem sie cały czas polepszać w kontaktach z dziewczynami. I tak utworzyłem siebie atrakcyjnego rycerza do walki. Jednak rycerz po 6 latach poznał któraś z kolei damę. Na poczatku zdobył jej serce. Ulotne spojrzenia, namiętne pocałunki, seks. Wcale nie chciałem, żeby tak sie wydarzyło. Zaszumiało na imprezie. To dziewczyna mnie poderwała, w dodatku koleżanka ze studiów. Przeprowadziła się po miesiącu studiowania do miasta gdzie studiujemy. Wprowadziłem się do niej, można tak napisać bo ciągle byłem u niej na noc. Zostałem obecny w jej życiu. Przez 6 miesięcy mnie zdobywała. Nie był to związek ale po jakimś czasie ona naciskała na związek i to bardzo. Nie określiłem się czego oczekuje od naszej relacji, stąd nic dziwnego że sie zakochała. Jednak to ona dawała od siebie maksa co może kobieta dać. Robiła wszystko abym z nią był. Ja jednak bałem się zaangażowania i ukrywaliśmy się na uczelni. Długooo, bardzo dłuugo. Była fantastyczną dziewczyną i materiałem na coś poważniejszego. Tak, po pewnym czasie zgodziłem się zostac jej facetem. Na początku wakacji przeprowadziliśmy sie do naszych wspólnych znajomych. Na wakacje mieliśmy mieszkać z nimi. Jej kłopoty zdrowotne z przeszłości na początku trwania naszego związku wróciły (uszkodzony jajnik). Musiała brać hormony od których potrafiła dostawać niekontrolowane wybuchu złości. Wcześniej też brała hormnony, ale nie wpływały na jej charakter. Związek robił sie toksyczny, wiele kłotni, momentami miałem mysli że robi sie coraz gorzej i zaraz to upadnie. Jednak myslami gdzieś błądziłem, że jednak dam szanse i coś z tego będzie. Tak, to ja kontrolowałem związek. To ja kiedy chciałem od niej odejśc na krok, to wieszała sie na szyji i błagała ze łzami w oczach zebym został. Powaznych kłótni nie było wiele, ale jak już były. To były intensywne. Niektóre przy naszych wspólnych znajomych. Wyjechaliśmy na wakacje po Polsce. Przed wyjazdem oparzyła się, była jedynym kierowcą, a plan był w miarę ambitny. Była rozdrażniona upałami i swoim cierpeniem jaki jej przynosiło oparzenie i kierowanie pojazdem w takich warunkach. Ale jednak chciała sie skupić na wakacjach, tak jak ja. Było raz lepiej raz gorzej, było momentami mega toksycznie. Wisiało na włosku. Byłem momentami egoistyczny i momentami mało wyrozumiały. Denerwowało mnie też jej wieczne narzekanie. Jednak przetrafliśmy te wakacje, które nie były takie super jakie sobie planowaliśmy. 2 dni spędziłem z nią po wakacjach i wyjechałem do siebie na obóz młodzieżowy na 3 dni. Po tym obozie mieliśmy sie spotkać. Do spotkania nie doszło. Była na impreze na domkach, gdzie byli moi kumple i dużo par. Uświadomiła sobie coś w tych dniach i na spotkanie nie przyjechała. Jednak ja o tym nie wiedziałem, telefon jej był wyłączony. Nastepnego dnia opieprzyłem ją za jej zachowanie. A ona napisała, że musimy spotkać się i ogólnie pogadać. Zadzwoniłem. Jej głos był chłodny, a słowa jej mało precyzyjne o co jej chodzi. Pierwsza myśl? Zdradziła mnie? poznała kogoś? Nie, nie ona. I na pewno mnie nie zdradziła.A czy poznała? wątpie. Byli tam nasi wspólni znajomi, którzy byli zdziwieni naszą późniejszą rozłąką. Mówili, że na pierwszych dniach na domku. Gdzie mój chłopak? Gdzie mój chłopak? , a później jej sie to zmieniło...
Pierwsze spotkanie było burzliwe, pytałem czy to postanowione ? czy chcemy to naprawić..? Nie chciała rozmawiac o nas, ale tez nie potrafiła skonczyc. I tułała się między tymi dwiema opcjami. Dużo emocji. Sam podjąłem decyzje patrząc jak sie męczy i nie może tego powiedzieć, ze to koniec. Jak straciłem ją, to tym bardziej doceniłem. Po rozstaniu zrobiłem rachunek sumienia. Z przebiegu sytuacji oceniam go na nieobiektywny, bo byłem zakochany. idealizowałem ją. Nastepnego dnia miałem przyjśc po odbiór rzeczy do kolegów, przyszedłem o 11 żeby móc z nia rozmawiać
. Rozmawialiśmy, płakała przy moim monologu mowiąc o swoich błedach w związku które nie widziałem, chciałem rzeczywiscie sie zmienic. Jednak słowami jej nie przekonałem, one są inne. Emocjonalne... Później już rozmawialiśmy jak ochłonęła. Jednak mówiła, że tracąc mnie poczuła ulge. To były ostatnie słowa. Uderzyły we mnie ze zdwojoną mocą. Straciłem ją. Smutny spakowałem się. To koniec pomyślałem. Minął tydzień

Ten rachunek sumienia o którym wspominałem, teraz już badziej obiektywny. Jednak może być ciutke naciągnięty. Jeszcze jestem zakochany, emocje są. Jednak znacznie obiektywniejszy.znacznie.. Nie będe pisał o niej, bo dziewczyna jak odchodzi to odchodzi przez faceta..a więc

-to ona dawała od siebie maxa, ja niewiele
-bałem się często uzewnętrznić ze swoimi emocjami. Rzadko słyszała kocham, mało ją doceniałem. Czesto droczyłem się, nawet jak już były to powazne pytania. Jednak wiedziałą ze ją kocham, tylko nie slyszała tego, mało prawiłem jej komplementów. Mało ją doceniałem na codzień, więc z jej inicjatywy padały czesto jakieś pytanią o nią, czy inne w których mogła dowartosciować się
-to ona pracowała po nocach, ja byłem leniwy od początku i praktycznie wcale nie pracowałem podczas studiów. Finansowo też czasami wchodziłem na jej budżet. Jednak miała wysokie alimenty i było to tak od początku i nie przeszkadzało to jej to żeby inwestować że tak nazwe w nas(we mnie), a mi tym bardziej nie przeszkadzało. To byłko nawet wygodne. Jednak już w okresie wakacyjnym narzekała że nic nie robię, ze jestem leniwy. Coś tam popracowałem, ale ogólnie za mało..Jednak na wycieczke samą starczyło..
- nie słuchałem jej na codzień, nawet z głupim wywieszeniem prania był problem, bo po prostu nie słuchałem ją. Momentami była jak katarynka, która w dodatku unosiła się nieproprocjonalnie gniewem do problemu, dzięki czemu bagatalizowałem jej problemy i jej zastrzeżenia do nas, do mnie..
-przesadzałem z alkoholem, odbiło sie to też na zdrowych relacjach
-rózniliśmy się troszkę ideologicznie i nasze kłótnie czasami były kłótniami o polityce, o światopoglądzie. Nie umiała przyjąc moich argumentów, rozumiała je jako atak na nią i że jej nie akceptuje. Chyba bardziej chodziło o sposób w jaki sposób z nią rozmawiam. A ten było różny, czasem ironiczny, czasem argumentowanie swoich racji strice skupiajac sie na logice problemu.

Już nie wazne,bo jej nie ma. Jestem tydzień po rozstaniu. Staram sie zyc, nie pisze do niej, kontakt urwany. Odkochuje się, jednak coś tam do niej czuje. I kwestia taka moi drodzy? Mam pytania do siebie, do Was.

1.Staram sie zmienic, swoje słabości. Walcze z nimi. Z moim lenistwem, z alkoholem. W głębi duszy wiem że to za nami, a z drugiej strony jednak fajnie nam było razem. I tu ta zasadnicza kwestia. Czy warto wracac? Nawet jeśli byłoby to krótki czas trwania rozłąki? Wydaje mi się że czas kieruje na nasza niekorzyśc. Może to dobrze, może to źle. Jestem w stanie ją stracić na zawsze i być gotowy podrywac nowe kobiety, ale zalezy mi. Jedno jest pewne, że kontakt na uczelni będe musiał z nią podrzymywać. Będzie w moim życiu. Będzie mi przypominała o sobie. Mamy mnóstwo wspólnych znajomych.

Jak uważacie? powrót byłby błędem? Czy myśl o nim jest błędem? Czy po prostu mam zacząć życ swoim życiem? Jestem w stanie to zrobić, umiem kontrolować swoje emocje nawet jeśli chciałbym do niej wrócić. Jestem w stanie zachowywać sie wobec niej jako zwykły kolegą, jednoczesnie chcąc w jakis sposob naprawić to. Aczkolwiek naprawić to, zaczynając od siebie.. A może to błąd myslenie w taki sposób? Może lepiej zyć, podrywać inne..Tylko co jak zaczne zyć swoim zyciem, a ona do mnie wróci? A jeszcze tam zadnej nowej kobiety nie będzie? Wiem że wiele zadaje sobie te pytania. Jednak patrząc na sytuacje która Wam opisałem, może Wam przybliży mój problem

PS. Zyje już swoim zyciem, ale na razie jest ono wypełnione pustką. Dziekuje za przeczytanie, licze na Wasze rady ;]

Konstanty
Portret użytkownika Konstanty
Nieobecny
Ta osoba pomogła w składce na serwer
Płeć: mężczyzna
Wiek: 33
Miejscowość: 3city

Dołączył: 2014-03-13
Punkty pomocy: 3525

Wróć do niej, przekonaj się na własnej dupie jaka chujnia z tego wyniknie i nie zadawaj więcej pytań, na które i tak znasz odpowiedź.

Tylko dzieciaka jej nie zrób. I będzie wszystko git. Smile

____________________________________________
"Umysł jest jak spa­dochron. Działa tylko kiedy jest otwarty" - Albert Einstein

Krzakin
Nieobecny
Wiek: 21
Miejscowość: Gdańsk

Dołączył: 2015-09-06
Punkty pomocy: 0

Czyli podsumowując, jak odeszla to olac ja? I nigdy nie warto wracać do byłej? Takie jest Twoje przesłanie?

Konstanty
Portret użytkownika Konstanty
Nieobecny
Ta osoba pomogła w składce na serwer
Płeć: mężczyzna
Wiek: 33
Miejscowość: 3city

Dołączył: 2014-03-13
Punkty pomocy: 3525

Przeczytaj jeszcze raz swój temat. No co ja Ci mam napisać? Tam nie ma do czego wracać przecież.

Ja Cie rozumiem. Emocje zalewają Twój mózg, wspomnienia sielanki, piękne chwile, oh, ach ja chce jeszcze raz. Nie da się tak. Możesz odgrzać na krótko, króciutko, ale narobi się jeszcze większy smród i o ile teraz jesteś w jako takiej formie, to po kolejnym rozdaniu może nie być co po Tobie zbierać. Bywa i tak.

____________________________________________
"Umysł jest jak spa­dochron. Działa tylko kiedy jest otwarty" - Albert Einstein

Krzakin
Nieobecny
Wiek: 21
Miejscowość: Gdańsk

Dołączył: 2015-09-06
Punkty pomocy: 0

Ok postaram się zrozumieć, dzięki za odpowiedź.

M4rass
Portret użytkownika M4rass
Nieobecny
Wiek: 22
Miejscowość: Bydgoszcz

Dołączył: 2012-03-31
Punkty pomocy: 30

Mój kumpel skończył kiedyś związek z dłuższym stażem, w którym kisił się jak ogórek. Po kilku wzlotach i jeszcze liczniejszych, bardziej spektakularnych upadkach w końcu nie wytrzymał - tej toksyczności, ograniczenia itd. Wracali do siebie chyba 2 razy wcześniej, po 1-2 dniowych przerwach... Skutek "reanimacji" jest więc połowiczny. Trzym się ramy, a z ręką w nocniku się nie obudzisz. Powodzenia! Smile

"Tam najtrudniej iść naprzód, skąd już wszyscy wracają".

czysteskarpety
Portret użytkownika czysteskarpety
Nieobecny
Wiek: 24
Miejscowość: 3miasto

Dołączył: 2014-11-06
Punkty pomocy: 2597

Ta, fajnie wam było razem. Zawsze są momenty w których jest fajnie nawet kiedy związek to jedno wielkie gowno. A wy nie potrafiliscie nawet miło spędzić wspólnych wakacji, coś zdecydowanie nie grało. Nie ma tu czego już ratować, zakochany jesteś to bierzesz całą winę na siebie a laske wciąż idealizujesz. To nie jest tak jak napisałeś, że jak laska odchodzi to jest to wina faceta. Często jest to wina jebnietej laski, facet powinien od takiej odejść ale zbyt się przywiazal i nie potrafi, kurwica go bierze ale nie odejdzie, aż w końcu ona to robi. Skoro nie było za ciekawie to powrót nie sprawi że będzie dobrze. Będzie tak samo.

M4rass
Portret użytkownika M4rass
Nieobecny
Wiek: 22
Miejscowość: Bydgoszcz

Dołączył: 2012-03-31
Punkty pomocy: 30

" facet powinien od takiej odejść ale zbyt się przywiazal i nie potrafi, kurwica go bierze ale nie odejdzie, aż w końcu ona to robi. " Przeszedłem przez to gówno, wielu moich znajomych tez przeszło przez to gówno i na pewno wieeelu nieznajomych tez przeszlo przez to piekło. No coz, jak to sie mowi człowiek nie nauczy sie dopoki sie nie wyj*bie. Czesto jeden raz nie wystarczy. Smile

"Tam najtrudniej iść naprzód, skąd już wszyscy wracają".

Krzakin
Nieobecny
Wiek: 21
Miejscowość: Gdańsk

Dołączył: 2015-09-06
Punkty pomocy: 0

Cześć chłopaki,
Macie dużo racji, niestety. Od kilku lat śmiało zajmowałem sie podrywaniem, ale z utrzymaniem związku jest inaczej. To był pierwszy poważny związek. Napisałem tu nie po to, zeby wylać żale czy męczyć ją żeby wróciła. Tylko sam z ciekawości jakie błędy musiałem popełnić? Zawsze uczyłem sie na cudzych błędach, a teraz przyszło mi na moich uczyć się.

czysteskarpety - tak było fajnie przez większosć czasu. Szkoda, ze mnóstwo tych wspomnień jednak dotyczy okresu przed związkowych.. chociaż w związku bywały i te radosne chwile. CIężko mi ocenić ile? ale fakt jest taki że bywały momenty toksyczne. Pewnie nie tak wiele ale bywały.

Pisząc tu zastanawiałem się nad swoimi błędami, nadal to robie, bo to nic dziwnego. Miałem związek pod full kontrolą. To jej zależało, to ona dzwoniła, to ona dawała od siebie. Co tu nie gra? Wypisałem powyższy rachunek sumienia. Jak to czysteskarpety zauwazyły ze jak laska odchodzi to nie jest wina faceta. Tak jest w tym ziarno prawdy, teraz staram sie nie idealizować. Jednak szukam winy w sobie, żeby móc wyciągać błędy. To co napisałem wyżej, ten rachunek sumienia okazuje się chyba małoważny w kontekscie co przeczytałem tutaj na blogu, który zaraz postaram się z Wami przenalizować. A Wy drodzy koledzy uczcie się na cudzych błędach!

http://www.podrywaj.org/nie_wart...
ten artykuł mnie nakierował na moje błędy. Mam nadzieję ze pisane przez osobe ciut znająca sie na rzeczy.

1. Spędzanie ze sobą za dużo czasu, to najczęstsza przyczyna. Za dużo, czyli więcej niż 3 razy w tygodniu. Jeśli ktoś spędza ze sobą cały piątek, sobotę i niedzielę, to też to jest za dużo i w niedzielę wieczorem takie pary już nie mogą na siebie patrzeć.

- Tak spędzalismy mnóstwo czasu od momentu fazy uwodzenia, nocowałem u niej często, za dużo. Jednak myslalem ze jak ona się stara to wszystko jest okej.Przecież ona biega za mna, a nie na odwrót? Smile ehh. W związku tak samo,mieszkałem z nią i nie dość ze widzieliśmy sie na uczelni, to i dużo czasu poza nią, bo mieszkałem z nią. Po 2 msc przeproowadzka do znajomych. Czasami nie robiliśmy nic konstruktywnego. Często po prostu siadałem z kolegami i zajmowałem sie z nimi grami, filmikami. Ona wtedy zajmowała się sobą.

2. Nuda. Aby utrzymać zainteresowanie i rozwijać związek trzeba robić nowe rzeczy, w nowych miejscach. Nowość to afrodyzjak, dlatego na początku wszystko jest łatwe. Siedzenie z kobietą w domu prawie na każdej randce to najszybsza droga do zabicia zainteresowania i znudzenia się kobiecie. Masz z kobietą randkować i zabierać ją na zewnątrz. Masz być liderem w relacji i sam wymyślać pomysły i je proponować, i zabrać kobietę na randkę. To Twoja ROLA i Twoja ODPOWIEDZIALNOŚĆ jako lidera i inicjatora w relacji! Kobieta nie cierpi, gdy się facet nie wie, co będziecie dzisiaj robić. Ma dosyć tego, że jedyne miejsce gdzie ją zabiera to nudny spacer do parku, o który jeszcze musiała się upomnieć. Nuda i przewidywalność.

-bywały imprezy, wypady, jakieś wyjścia. Tylko jak sie zastanawiam dużo z jej inicjatywy. Było ich za mało!! Na poczatku potrafiłem zorganizować sylwestra dla 100 osób w fazie uwodzenia, dużo imprez razem, ale to wszystko na początku w fazie uwodzenia. Później rozleniwienie i rozleniwienia, bo miałem dość tych dyskotek. Szkoda że nie pomyślałem o fajniejszych alternatywach, albo ich było za mało. A raczej to drugie.

5. Nie byłeś romantyczny, co w kobiecym języku oznacza spontaniczny. Zero niespodzianek, zero nieprzewidywalności, zero nowych emocji i nowych miejsc. Co 4 do 5 tygodni dajesz kobiecie niespodziankę w postaci zabawnej pocztówki, lizaka, t-shirtu, breloczka – jakiś drobiazg, który znajdzie ukryty dla niej. Faceci po 6 miesiącach nie robią tego i to dobija kobiety. Na urodziny, święta i walentynki to za mało.

- tak, ten punkt mnie rozjebał. Co do upominków, nie było. Pewnie coś sie zdarzyło jakieś spontanty. Już tak nudno nie było! jednak pewnie to i tak mało..A mi ciężko z mojej główki wyjąc nie dość ze coś obiektywnego, to i prawdziwego.

8. Branie kobietę za pewnik. To drugi największy killer zaraz po spędzaniu za dużo czasu razem. A oprócz brania kobiety za pewnik zabija atrakcyjność pozwalanie kobiecie brać nas za pewnik. Zero tajemniczości = zero miłości

-brałem ją za pewnik, tylko nigdy o tym nie mówiłem. Mówiłem momentami "jak nie ta to następna" uśmiechając sie ironicznie. Zawsze dla mnie sie ulepszała bo była świadom że mam dużo atrakcyjnych cech, które powoli zaczęły stagnować i gnić i upadać jej zainteresowanie moja osobą.

10. Wprowadzanie się ze sobą lub oświadczyny wcześniej niż 2 lata. Wprowadzenie się wcześniej niż 2 lata to totalne zabicie wyzwania i wtedy już na bank nie będziecie za sobą tęsknić, a bez mojego systemu szybko zabijesz zainteresowanie, bo będziesz zbyt dostępny. Żeby kobieta zakochała się w Tobie na tyle, że będzie pragnąć z Tobą mieszkać lub wychodzić za mąż, to musi chodzić z Tobą wystarczająco dłuuugo, żeby się zaangażować i dobrze Cię poznać. Inaczej poczuje się pospieszana i ucieknie. Nawet jeśli to będzie jej pomysł i zechce zamieszkać po 5 miesiącach, to jeśli jej to dasz, to jej zainteresowanie zacznie po krótkim czasie opadać, ponieważ za mało zainwestowała w tą relację i za słabo się znacie. Łatwo przyszło, łatwo poszło. Ludzie nie doceniają tego, na co nie musieli sobie zapracować.

- tak jak wyżej, od poczatkowej fazy uwodzenia po przespaniu, już u niej byłem.

SPADEK ZAINTERESOWANIA.
ciężko mi wyłapać ten spadek zainteresowania, bo on wg mnie nie miał miejsca po prostu wcześniej kochaliśmy sie jak króliczki, a później już było nawet z tym gorzej. Tylko czy to jest wyznacznik? Jak miała problemy zdrowotne? Może po części tak. Na pewno to wyżej co opisałem w rachunku sumienia wpływało na spadek zainteresowania. Stąd przytocze 3pkt

3) Kobieta zaczyna nie rozumieć czemu jej zainteresowanie spada i zaczynamy ją irytować. Pojawiają się drobne sprzeczki, kłótnie o jakieś pierdoły, pretensje o drobiazgi, które pojawiają się co raz częściej aż po czasie urastają do rozmiarów awantur. Kłócenie się to kolejny największy killer atrakcyjności. Do kłócenia się trzeba dwojga. Nie wolno kłócić się z kobietą, bo zawsze przegrasz. Po prostu się nie kłócisz i rozluźniasz atmosferę humorem, a jeśli ona nadal szuka problemów, to przekładasz randkę na kiedy indziej i się grzecznie żegnasz. Mówisz, żeby sobie odpoczęła. Wychodzisz i czekasz aż ona do Ciebie zadzwoni, gdy jej rozum wróci do głowy i nie będzie szukać problemów do kłócenia się.

-zawsze jej awantury brałem na bke, może dlatego troche ciut wydłużył sie ten związek, bo by upadł szybciej? Tak jestem typem co jak ktoś na Ciebie krzyczy to obracam to żart, nawet jak mega poważna awantura. JEdnak do czasu kiedy ktoś poważnie mnie nie zdenerwuje to wtedy już potrafię wymienić kilka ostrych zdań. I tak było podczas związku, częściej kłócilismy sie z powodu ideologicznych. Ale ja tu byłem bardzo spokojny i opanowany. To ona bardziej żywiołowo do tego podchodziła. Ja po prostu wyrażałem swoją opinie. A to ona odbierała to jako atak na siebie, a wręcz czasem to co mówie interpretowała pod siebie. Własną interpretacje. To chyba był ten spadek zainteresownaia? żeby móc kopnąć mnie za coś. Nie za friko. Jestem normalnym facetem któremu zdarzyło się zachlać czy inne rzeczy które tam wypisałem. Jednak nadal z wieloma pozytywnymi cechami, które ją już nie obchodziły.Ahh te kobiety..Smile

i 4) moi drodzy

4) Miarka przelewa się. Zainteresowanie spada poniżej 50% i teraz kobieta jest z nami, ale będzie nam już tylko robić fałszywe nadzieje. Kłótnie będą narastać, ponieważ ona będzie chciała nas zniechęcić do siebie oraz musi zebrać w sobie pogardę, żeby nas rzucić bez żadnych wątpliwości. Raz będzie miła, a raz wredna. Te mieszane sygnały to już dawno koniec. Ona już się męczy wtedy z facetem i będzie z przyzwyczajenia to jeszcze ciągnąć, ale jej zainteresowanie już nigdy nie wzrośnie.

Genialny blog. Dużo mi pomógł. Te błędy zauwazyłem dopiero teraz. NIe wiedziałem dlaczego mnie rzuciła. Zastanawiałem się. Teraz już wiem.

Dziękuje Wam i czytajcie panowie. WIedza mało kosztuje, a pomaga nam żyć z kobietami! Fajnie jest tu wrócić i otrzymać od Was wsparcie osób, które kompletnie nie znam. Ale coś nadal jednak nas łącży. Dzieki !