Siema panowie, ostatnio starałem się pomagać wam, teraz to ja potrzebuję obiektywnego prysznica i spojrzenia na sprawę, która według mnie musi zostać w końcu rozwiązana.
Czuję, że ostatnio w moim związku wpadłem w błędne koło.
Gdy jest dobrze między nami, szukam problemów na siłę. Że głupiego smsa nie napisała, że przyzwyczaiłem się do jej tyłka i już mnie tak nie kręci (i co jest najgorsze, czasami mam większą chęć na dużo mniej atrakcyjne dziewczyny tylko dlatego że są nowe. Też tak mieliście? Zajebiście niedobre uczucie), że chciałbym być wolny w sumie, że tracę młodość itd. Gdy jest dobrze, nie potrafię cieszyć się związkiem i życiem więc tworzę problemy na siłę, przez które się kłócimy i jest źle...
Więc wtedy robię wszystko, żeby było między nami dobrze. Nagle jej wartość w moich oczach wzrasta, zależy mi by było między nami dobrze i nie wyobrażam sobie w takich chwilach, że nie ma jej w moim życiu. Nie mogę zająć się żadną rzeczą i skupić na niej, bo myślę o niej. Więc robię wszystko, by było między nami ok, w w końcu się uspokaja i... wracamy do pierwszego akapitu.
Cóż, najlepiej i dla mnie i dla niej byłoby się rozstać, ale co jest najgorsze, to tego nie chce. Nie wiem czy to chemia, czy przyzwyczajenie, czy miłość, ciężko mi patrzeć na to obiektywnie.
Co najgorsze, jest ona świetną partnerką, lecz czuję że przez potrzebę "bycia samemu" prowadze do sabotowania tej relacji podświadomie.
Parą jesteśmy 18 miesięcy, w "łóżku" od 24.
Także panowie, liczę na waszą pomoc. Dzięki!
masz 20lat... nie wiem ile jesteście parą - normalne ,że włączają Ci się takie rozkminy...
coż - rutyna, przyzwyczajenie - ale jak już masz mieszanie uczucia, to nie męcz jej i siebie.. tylko później nie żaluj , bo bywają i takie przypadki
Parą jesteśmy 18 miesięcy, w "łóżku" od 24.
W gruncie rzeczy, ludzie nie powinni uczyć się tego jak prowadzić biznes, podrywać dziewczyny czy zarządzać ludźmi, ale tego jak tworzyć, podkreślać i wykorzystywać autorytet, bo cała reszta to tylko jego przejawy.
Powiem Ci ze miałem tak samo. Jak było źle to się starałem, jak było dobrze to mi odwalalo. Wieczna huśtawka nastroju. Aż tego nie wytrzymała. Kolejna kłótnia, cisza z obydwu stron, pojawił się inny na horyzoncie a ja zacząłem wtedy za nią biegać. Nic nie ugralem, są razem..
Tak wie mocno się zastanów na czym Ci zależy.
Jest to zdecydowanie uzależnienie od drugiej osoby, od jej bliskości, sexu z nia i etc..

Widzę, ze ten poziom zadowolenia czy szczęścia w Tym związku jest dziwnie nie stabilny..
Tak jakbyś na sile chciał stworzyć cos zajebistego z i tak upadającej już relacji..
Uważam , ze w pewnym stopniu wypalił się ten związek.
Wiem sam z doświadczenia, że w dłuższym związku (jak tez u mnie bylo), takie cos się przytrafia. Ja ze swoją była postanowiliśmy zakończyć to, ze względów w/w.
Później zostaliśmy przyjaciółmi do sexu na kilka miesięcy
Podsumowujac, zastanów się czy aby na pewno chcesz się marnować w tym układzie, bo ewidentnie widać brak szczęścia, a jak juz są jakieś przeblyski to tylko chwilowe.
Zakończenie tego będzie bolesne, nie mówię , że nie. Być może i tego się obawiasz.
Pozdrawiam opos1
Możliwe, że za bardzo przesiąkłeś tematem podrywania i relacji między kobietą, a facetem. Zamiast skupić się na innych dziedzinach swojego życia, to właśnie ten temat stał się Twoim głównym hobby, przez co za dużo analizujesz.
Jak jest między wami dobrze, to zgaś podrywaj.org na kilka tygodni i zajmij się jakąś inną tematyką, a związkowi pozwól się rozwijać, zamiast szukać problemów, a wiem z autopsji, że wiedza ze stronki może się odwrócić przeciwko Tobie właśnie wtedy, kiedy jest dobrze.
Nie, tu na pewno nie o to chodzi. Zajmuje się wieloma innymi rzeczami a temat "podrywania" jest już moją codziennością, która nie ma wpływu na mój związek, bo jestem w tym świecie już naprawdę długo i dawno ukształtowałem swoje myślenie. W dodatku na podrywaju i tak jestem najlepiej raz na tydzień takze ;d
W gruncie rzeczy, ludzie nie powinni uczyć się tego jak prowadzić biznes, podrywać dziewczyny czy zarządzać ludźmi, ale tego jak tworzyć, podkreślać i wykorzystywać autorytet, bo cała reszta to tylko jego przejawy.
Może potrzebujesz mocnych emocji. Podczas kłótni, gdy się sypie to je dostajesz. Wyjścia masz dwa. Ja bym się skupił na uwiedzeniu jej jeszcze raz jeśli to wartościowa kobieta, a na to nie narzekasz. Bądź czulszy, wystopuj z seksem, rób jej niespodzianki, wymyślaj ciekawe miejsca do spotkania i może znajdź wspólną rzecz do zrobienia - kurs tańca, taniec z yt, nauka hiszpańskiego itd. Zobacz czy wywołasz po raz drugi motyle w brzuchu, dasz jej mega szczęście. To trudniejsze niż za pierwszym razem.
Albo skończ to.
-----
W życiu nie chodzi o racje a o wibracje.
W tym sprawa, że ona jest naprawdę za mną. Nie przypominam sobie problemów, które ona by wywoływała. Sprawia, że gorzej się czuje, ale to ja zaczynam tą spirale złych emocji w 90%. Daje mi zupełną wolność, wspiera w moich rozwojowych projektach, cieszy się mną, relacja kuleje tylko wtedy gdy albo właśnie wymyślam jakiś problem-kłótnię (ostatnio potrafiłem być zły, że nie umie mi wysłać smsa z pracy, żadnego konkretnego, ale po prostu, no takie typowe babskie rzeczy w wykonaniu faceta), albo właśnie przez to gdy nagle sobie przypominam że np. nie ekscytuje mnie praktycznie w ogóle (w sensie stanąć stanie, ale nic nowego, no dziwne do wytłumaczenia ale jeśli ktoś był w długim związku to rozumie o co mi chodzi). Ona się czuje mega szczęśliwa, bo chce wyjechać na Niemcy na rok, i to wiąże się z rozstaniem bo i ona nie chce takiego związku na odległość i ja, ale to ona bardziej chce żebym został, żebym wymyślił coś innego, żeby nasza relacja się nie kończyła. Robiłem dużo rzeczy, za które w normalnym związku facet dostałby szybko spuszczony w wucecie, ale ona zawsze, jak źle nie było, nie potrafiła ze mną zerwać.
W gruncie rzeczy, ludzie nie powinni uczyć się tego jak prowadzić biznes, podrywać dziewczyny czy zarządzać ludźmi, ale tego jak tworzyć, podkreślać i wykorzystywać autorytet, bo cała reszta to tylko jego przejawy.
Czyli wychodzi na to, że coś podświadomie Ci w niej (czy w ogóle w tej relacji) nie pasuje, więc niejako odbijasz to sobie, robiąc różne krzywe akcje w stosunku do jej osoby? Może to po prostu "nie ta" albo Ty nie dojrzałeś jeszcze do związku? Dodatkowo ona nie kręci Cię jak kiedyś (i jak inne, nawet brzydsze), masz do niej coraz mniej szacunku przez jej 'pieskowanie': "Robiłem dużo rzeczy, za które w normalnym związku facet dostałby szybko spuszczony w wucecie, ale ona zawsze, jak źle nie było, nie potrafiła ze mną zerwać." Nie ma co się dziwić, że jest jak jest. Mam wrażenie, że wydaje Ci się, że możesz mieć kogoś lepszego od tej obecnej, która ponadto będzie (przynajmniej początkowo) nowym wyzwaniem niosącym ze sobą srogie emocje. A ta - jest, bo jest, ponadto w relacji w której Ty możesz wszystko, ale nic nie musisz, bo ona niczego od Ciebie nie wymaga, dodatkowo akceptując rzeczy, które nawet Twoim zdaniem są nie do zaakceptowania. Ja bym zastanowił się nad zakończeniem - również dla jej dobra, bo wydaje mi się, że już jej nie szanujesz.
* "Intuicja to wołanie rozumu"
* "Nie zgadzaj się na kompromisy, z którymi źle ci się żyje"
* "Człowiek niepotrafiący zadbać o własne granice jest jak ogród bez ogrodzenia, z którego każdy może korzystać, kiedy tylko mu się podoba."
Ona się czuje mega szczęśliwa, ale ja chce wyjechać na Niemcy na rok, i to wiąże się z rozstaniem bo i ona nie chce takiego związku na odległość tak samo jak i ja, ale to ona bardziej chce żebym został, żebym wymyślił coś innego, żeby nasza relacja się nie kończyła.
Nie mogę poprawić postu, tak to powinno brzmieć.
I nie, nie wydaje mi się by ona w jakiś sposób "pieskowała" bo ja też robiłem różne rzeczy, kiedy ona była o coś zła itd. Troszkę źle to opisałem ale w naszej relacji wszystko występuje praktycznie w 50/50, bo wiem że np. większość facetów wkurwiało by się o rzeczy które ona robi a które mnie nie ruszają. Ja dominuje w tej relacji ale odpuszczam w innych dziedzinach, ale wszystko jest 50/50. Tak samo ja nie potrafiłem z nią zerwać, gdy właśnie czułem te emocje które opisałem. I szczerze - strasznie ją szanuje, bo miałem już wiele możliwości na seks, z których nie skorzystałem, a z której wiem że większość by skorzystała.
W gruncie rzeczy, ludzie nie powinni uczyć się tego jak prowadzić biznes, podrywać dziewczyny czy zarządzać ludźmi, ale tego jak tworzyć, podkreślać i wykorzystywać autorytet, bo cała reszta to tylko jego przejawy.
Znajdź sobie więcej zajęć. Wyobraź sobie siebie w roli górnika, drwala czy budowlańca. Człowiek wraca z roboty do domu i zwyczajnie nie ma siły na takie pierdoły jak Twoje rozkminy
oczywiście w weekendy i na urlopie.
Edit: a wiesz jakie libido jest po ciężkim zapierdolu
To też prawda. Zajmuje się pracą freelancerską w swoim mieszkaniu, także nie mam właśnie takiego "zapierdolu". Dlatego też chciałbym wyjechać do Niemiec (pomoc jako elektryk).
W gruncie rzeczy, ludzie nie powinni uczyć się tego jak prowadzić biznes, podrywać dziewczyny czy zarządzać ludźmi, ale tego jak tworzyć, podkreślać i wykorzystywać autorytet, bo cała reszta to tylko jego przejawy.
Na moje to po prostu faza pożądania minęła. Kiedy to ludzie są zafascynowani swoją seksualnością, że nie widzą pryszcza na drugim partnerze. Teraz to test dla waszej relacji, czy razem cenicie coś więcej jak wzajemną podnietę. Czy któreś z was pójdzie za łatwymi emocjami, czy będzie chciało budować coś więcej.
_____________________________________________________________
Osoba, która wiecznie mówi „tak”, nieustannie pomija osobiste potrzeby i powoli buduje w sobie ogromny gniew.
Na moje to po prostu faza pożądania minęła. Kiedy to ludzie są zafascynowani swoją seksualnością, że nie widzą pryszcza na drugim partnerze. Teraz to test dla waszej relacji, czy razem cenicie coś więcej jak wzajemną podnietę. Czy któreś z was pójdzie za łatwymi emocjami, czy będzie chciało budować coś więcej.
To racja, mógłbym za tym pójść, wytrzymać, mieć z nią dzieci, dom, rodzine, udawać że jestem szczęśliwy a przed śmiercią stwierdzić że nie miałem jaj zrobić tego czego chciałem.
W gruncie rzeczy, ludzie nie powinni uczyć się tego jak prowadzić biznes, podrywać dziewczyny czy zarządzać ludźmi, ale tego jak tworzyć, podkreślać i wykorzystywać autorytet, bo cała reszta to tylko jego przejawy.
Rozumiem. Snoofie, cenię Cię bardziej niż większość z tutejszych, więc chciałbym byś odpowiedział mi na pewne pytanie.
Też nie czuję się gotowy na "super-poważną" relację bo nie chcę, tak po prostu takich relacji. Nie czuję że ona jest lepsza od samotnego życia.
Tyle że w naszym życiu wartościuje się własnie monogamię i wierność często bardzo priorytetowo.
Czy żałujesz tego, że opuszczałeś te dziewczyny? Chodzi mi o to czy bardziej wartościujesz scenariusz w stylu "Mogłem z nią być, założyć rodzinkę" itd, czy raczej cieszysz się z podjętych decyzji? Może bardziej wyjaśnie - Czy na łożu śmierci wolałbyś cierpieć przez to, że zostawiłeś tą pierwszą dziewczynę i nie stworzyłeś z nią "super-poważnego" związku, czy raczej tego że zostałeś z nią i zmarnowałeś sobie całe życie? Bo tego chyba większość nie rozumie, a chciałbym byś dobrze to wyjaśnił.
W gruncie rzeczy, ludzie nie powinni uczyć się tego jak prowadzić biznes, podrywać dziewczyny czy zarządzać ludźmi, ale tego jak tworzyć, podkreślać i wykorzystywać autorytet, bo cała reszta to tylko jego przejawy.