Siemanko wszystkim.
Pewnego wieczora jakieś 2 tyg temu wszystko wymknęło mi się spod kontroli. Jednej nocy kompletna zmiana sytuacji w związku. Jestem z dziewczyną już 9 miesięcy
Jej półmetek-impreza na początku ok, trochę tańca, trochę gadania o pierdołach, idziemy na parkiet i jej koleżanka mi ja zabiera. Ok, spoko, ja żartem mówię, że ja też idę z jakąś koleżanką potańczyć. Grzecznie zatańczyłem, chwilę pogadałem i wracam, a ta już jakaś oschła, nie chce ze mną rozmawiać tańczyć, chuj wie o co chodzi. Mówi, że się nie chce.(co jej się nigdy nie zdarzało, zawsze pełna energi) Dobra, staram się zachowywać normalnie. W pewnym momencie gdy po chwili tańca znowu chce siąść, ja ironicznie, że po co tańczyć skoro można siedzieć. Ona mówi, że mam racje. Wkurwiłem się, bo zdałem sobie sprawę, że specjalnie mnie olewa z nieznanego powodu. Kompletnie ją olałem, wyciągnąłem telefon i się nim bawiłem, mając wszystko w dupie. Potem mi zrobiła awanturę o moje zachowanie, że jej lipę przed koleżankami zrobiłem, że się zachować nie umiem. Mówię jej, że było mnie nie olewać wcześniej. Ona mówi, że miała powód i chodziło o to, że ja się niby obraziłem na nią jak chciała z koleżanką tańczyć(Kompletna głupota, tym bardziej, że nigdy nie robiłem jej żadnych scen zazdrości)
Uznałem, że nie ma co się dalej kłócić, przeprosiłem za zachowanie, akcję z tym tel i tyle. Ona dalej fochnięta resztę imprezy wyraźnie nie chciała się ze mną bawić. Dobra, wyjebane, jakoś sobie radzę. Potem w szkole przez cały czas na przerwach udaje, że mnie nie widzi, jak przychodzę pogadać, to odpowiada dwa słowa i z łaski, totalna olewka.
W środę mam studniówkę, na próbach poloneza też gada ze wszystkimi na około, mnie traktuje jak powietrze.
W sumie to nie wiem co zrobić. Czasem to mnie kurwica bierze mam ochotę ją opieprzyć i skończyć ten związek. A czasami jednak przychodzi myśl, że szkoda, bo to był fajny związek i to w sumie pierwszy kryzys. Wina za całą aferę leży w sumie po obu stronach w moim odczuciu, nie powinna się o byle gówno obrażać.
Panowie, co by tu zrobić? Pogadać z nią jakoś normalnie, czy skończyć tą farsę? Trochę będzie szkoda, ale takiej sytuacji też tolerować nie zamierzam.
Wiesz, możliwe, że tak było, nie chciałem już więcej scen robić, trochę mojej winy w tym było, ale kurwa, żeby o coś takiego taki numer odpierdolić?
Nigdy Jak Niewolnik, Zawsze Jak Król
temat i problem taki, że się zastanawiam, czy Ty się do studniówki szykujesz, czy do I Komunii...
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
Gdyby nie fakt, że wypierdoliła focha o byle co jak nigdy, to bym nikomu dupy nie truł. Jak sobie kiedyś podpadłem, to nie było takiej afery, a teraz byle syf i kurwa wielki foch. Nie potrzebuje hejtów, chce kurwa jakieś pomocy, po prostu się z tym zachowanie nie spotkałem, ja jebie.
Nigdy Jak Niewolnik, Zawsze Jak Król
Jak Cie to tak strasznie męczy i masz sie zadreczac czemu tak, czemu twoja ukochana sie na ciebie obrazila
(( to zerwij z nia i po sprawie. Albo druga opcja bierzesz swoje jaja w garść i olewasz ją, jak zobaczy, ze Ci to koła dupy lata to odpusci... ale z tym przeproszeniem zjebales, masz prawo do swojego zdania i moze Ci sie to nie podobac, ze poszla tanczyc z ta kolezanka i mozesz jej to powiedziec, ale sie nie obrazac jak male dzieci w przedszkolu.
Ja sie wcale o to nie obraziłem, to się jej coś ujebało, i od tego się zaczęło. Jak w jebanej brazyliskiej telenoweli:)
Jesteście kurwa zajebiści, jeden przez drugiego, wszyscy alfa pua i chuj wie co, trzeba koniecznie kogoś najpierw wyśmiać, bo przecież wam się nie zdarza błędu popełnić:D
Marko masz racje chyba, postawie to jasno, bo zdałem sobie sprawę, że nic można tak za nią latać z byle. W sumie niewiele mam już do stracenia.
Nigdy Jak Niewolnik, Zawsze Jak Król
King Kong dzięki za konstruktywną krytyke. Wiesz, pójdzie ze mną na stówę, tego się nie boję. Nie pisze do niej nic, kontakt zredukowany do minimum. Z tym, że znowu może być jakaś szopka. Wcześniej się nic takiego nie zdarzało, raz zjebałem, to przyznaję, tutaj nie ma co ukrywać, biorę to na klatę, każdemu się zdarza, mam dobrą nauczkę. Raz opuści się gardę i czasami już można się zbierać. Nie chcę tylko żeby mi zjebała imprezę, postaram się dobrze bawić, jak się będzie zachowywać to sprawa idzie w niepamięć, a jak znowu jakieś fochy to żegnaj.
Nigdy Jak Niewolnik, Zawsze Jak Król
Iii... o to chodziło! O zwykłe wyciągnięcie wniosków. Jesteś mądrzejszy o doświadczenie. Do tego sam doszedłeś do tych przemyśleń. Czy to nie piękne?
Jedyna rada, jaką dam Ci w Twojej sytuacji to wygospodarowanie 40 minut i przeczytanie PODSTAW po raz kolejny
Pamiętaj - to, co napisał Gracjan DZIAŁA. Polecam więc dobre wbicie sobie tych zasad do głowy, żebyś później nie przepraszał jej za coś, czego nie zrobiłeś.
Pozdro
PS. Jeszcze jedno: błąd, który ja też popełniałem. Kiedy ona wkurwiła się o byle co, Ty dałeś narzucić sobie ramę i również się wkurwiłeś. Do tego cały czas siedziałeś obok niej. Zapamiętaj sobie: kiedy ona robi fochy o byle co i nie chce rozmawiać - zachowaj spokój, po prostu odejdź, idź bawić się dalej. Najczęściej wygląda to tak, że ona po chwili przylatuje sama. Słodziutka jak przedtem.
Kolega wyżej dobrze napisał. Kiedy panienka jest wkurzona zlej to i idź się bawić, możesz jeszcze powiedzieć "znasz moja opinię na Twoje zachowanie" i odejdź. To właśnie działa najlepiej. Jak laska zrobi Ci jeszcze awanturę na studniówce to rzuć ją, bo szkoda czasu na takie panny.