Siema,
jak w temacie, mam mega problem z dziewczynami które już znam od czasów podstawówki lub też tych które znam. Problem jest tak duży, ze nie potrafię żadnej zaprosić na zabawę gdzie potrzebuje osoby towarzyszącej :/
Z początku miałem iść sam, ale okazało się, ze jestem wpisany z osoba towarzysząca. Impreza już w sobotę, a ja nie potrafię wykonać jednego, kilku telefonów do dziewczyn z propozycja pójścia razem. Tyczy się to głównie dziewczyn które znam ja, a one znają mnie.
Przykład wczoraj, gdzie byłem na zabawie tanecznej ( festyn majowy ) i była tam moja znajoma, z która ciagle utrzymujemy kontak z czasów gimnazjum. Podchodzę, gadka szmatka, ale zaproszenia brak. Wracam do stołu, gdzie siedzi koleżanka kolegi której kompletnie nie znam. Witam się, przedstawiam się, jakaś tam rozmowa i bez problemu pytam się o jej plany na sobotę. Odrzuciła propozycje, bo matury i nauka, odbiłem to, ale wiadomo jak to bywa z przyjaciółeczkami, nic z tego.
Zostaje dziewczyna, którą znam, z jednej strony chcę zadzwonić i zdaje sobie sprawę z tego jakie to zadanie jest proste, ale oczywiście wymówki dają się we znaki, bo ona ma zwyczaj mało co odbierać telefon i moja mała główka wmawia mi, ze mam nie dzwonić, bo to przecież za 2 dni i co ona pomyśli, ale to nie wesele tylko zwykła potańcówka, gdzie nie trzeba się stroić. Kopnijcie mnie w tyłek, bo jestem „miękka faja”.
Post pisany z telefonu więc sorka za błędy.
Liczysz do 3 i niezależnie jakie wymówki masz w głowie, wykonujesz telefon/zapraszasz bezpośrednio
"Prawdziwe efekty pojawiają się wtedy, gdy już brak Ci sił"
Jeśli to zwykła impreza, nie masz z kim iść to idź sam i baw się dobrze
Może tam kogoś ciekawego poznasz?
Szkoda, że oczekujesz tylko kopniaka w zadek i nie obligujesz nas do wydzwaniania w twoim imieniu!
Masz numery, znasz dziewczyny i masz jakieś rozterki... Chociaż w sumie znać to się można, ale nic nie wiadomo na temat jakości tych relacji. W każdym razie powodzenia.