Jako że ostatnio moje życie kręci się na wysokich obrotach to mam mało do rozmyślania - co w sumie jest dobre.
Przechodząc do sedna, jestem z kobietą 1,5 roku, dość szybko wszystko się rozwinęło oraz był już okres krytyczny gdzie dostałem prawie zajoba z braku "sensu w życiu" (też pisałem o tym wcześniej na forum).
Wziąłem się w garść i obróciłem się o 180 st i jak miałem za dużo czasu to teraz go nie mam - rozwój 
No dobra i w sumie nie z gruchy ni z pietruchy codziennie jadąc do pracy myślę "czy ja ją kocham?". Dała mi już kiedyś do zrozumienia że lepiej kończyć wszystko wcześniej niż brnąć i brnąć. Jest mi z nią dobrze, kocha mnie, ja też to zdeklarowałem i się zastanawiam skąd te myśli?
Podoba mi się, lubię z nią przebywać,przytulać, rozmawiać,seks super,dużo by wymieniać, podsumowując widzę ją jako moją kobietę i chciałbym zapytać doświadczonych skąd takie myśli się biorą ?
Jakie wątpliwości was dopadają w związkach długotrwałych?
Wiadomo nie jest idealna, ale ideału nie potrzebuję. Ma się ze mną zgrywać w każdym aspekcie i niby tak jest, no ale...
Mamy po 26 lat.
Ogólnie moje życie nie wygląda ostatnio jakoś super, praca, nauka, rozwój - w weekend staramy się działać coś razem.
Może to być też spowodowane tym że mam bardzo mało znajomych w nowym mieście i ona tak samo. Wiec wszystko jakby sprowadzało się że robimy razem.
Nowa praca, nowe miasto, to wiadomo, że w głowie będą pojawiać się wątpliwości odnośnie wszystkiego (wliczając w to związek). Nie wiem jak długo przebywasz w nowym miejscu, ale na początek daj sobie czas na oswojenie się z nowym otoczeniem. Po tym będziesz mógł spojrzeć na swój związek nieco chłodniejszą głową.
Fajnie spędzać ze sobą czas, albo mieć wspólne zainteresowania, ale spędzanie ze sobą każdej wolnej chwili na dłuższą metę nie przynosi nic dobrego. Wraz z upływem czasu zdasz sobie sprawę, że każdy dzień wygląda tak samo, w życiu brakuje polotu i zaczyna wiać chujem, co oczywiście nie umknie uwadze Twojej wybrance serca.
Emocje (te pozytywne, a nie pierdlnięcie czasem dziewczynie po pysku, jak to miał chyba w zwyczaju któryś z podrywajów), pomysły, ciekawe randki są potrzebne, ale najważniejsze to mieć czas dla SIEBIE SAMEGO. Daj jej pomyśleć "ciekawe co robi", "o której wróci". Nie masz znajomych? Daj sobie okazję poznać nowych, ale nie na siłę. Kurs tańca, językowy, siłownia- możliwości jest od cholery, a ogranicza Ciebie tylko własna wyobraźnia.
Czy sam miałem wątpliwości odnośnie związku i mojej wybranki? Oczywiście, że tak! Planując wspólne życie zawsze w myślach zadasz sobie pytania (nie dotyczy dyskotekowych "zalewaczy form"):
- Czy jestem w stanie z nią szczęśliwie przeżyć całe życie?
- Czy ona mnie nie zawiedzie? Czy jest godna zaufania?
- Czy będzie dobrą matką dla moich dzieci?
- Czy za 25 lat nie powiesz do niej- "Kurwa jakbym Ciebie wtedy zabił, to teraz już bym wychodził"?
btw. w przypadku strasznej nudy przeczytaj moje wpisy na blogu odnośnie związków.
Pozdrawiam
Jeżeli chodzi o moje doświadczenie, to powiem Ci, że zawsze kiedy nachodziły mnie takie myśli... to moja kobieta też się nad tym zastanawiała i zawsze pierwsza zaczynała ten temat. Tak jakbyśmy nadawali na tych samych falach, takie trochę magiczne, ale prawdziwe. Pogadaj z nią na ten temat, co ona czuje.. może nie dba o Ciebie należycie? Może coś zraziło Cię do niej? Ewentualnie zauważasz, że poradzisz sobie bez niej?
Powiem inaczej facetowi po 30stce powoli coraz mniej się chce ja przed 30stą zdecydowałem się na rodzine dziecko szkołe rodzenia wspólny poród i to było wspaniałe.Mój ojciec był po 40stce jak się urodziłem i mam mu troch za złe bo był dla mnie troche jak dziadek.
Inni narzekają że rodzina ich ogranicza a ja powiem że g.... prawda tylko trzeba mieć jaja by to poprowadzić bo inaczej to nawet dzieciak cie oleje i jesteś przegrany.
Narząd nie używany staje się nie użyteczny
@Lian - czego chcesz od życia? Gdybyś wygrał parę milionów w totka, to założyłbyś rodzinę, wybudował dom i posadził drzewo czy ruszył w podróż dookoła świata pod tytułem "zaliczę 100 dziewczyn ze 100 różnych krajów"?
Najpierw zastanów się gdzie chcesz być, co chcesz robić, jak ma wyglądać Twoje życie, do czego dążysz. Bez tego nie wymyślisz czy ta dziewczyna jest odpowiednia, czy też będzie Ci kulą u nogi.
Stary do tej pory byłem w 3 długich związkach i zawsze nastaje chwila, kiedy wątpisz i zastanawiasz się czy uczucie jakim darzysz drugą stronę to na pewno miłość, bo niby jak ją zdefiniować. Półtora roku, to jest taki czas, kiedy emocje trochę siadają i zaczyna się widzieć z za różowych okularów i normalne jest, że myślisz że co by było gdyby. Powtórzę raz jeszcze, że trawa po drugiej stronie jest zawsze bardziej zielona niż na własnym podwórku.
Wydaje mi się, że z czasem zakochanie, jakiego doświadczamy na początku zamienia się w uczucie podobne do tego którego darzymy naszą rodziną, ja to tak odbieram i nie widzę nic złego, bo tak na prawdę jest to coś bardzo głębokiego.
Widzi mi się dokładnie co innego. Gdy jesteś z kimś, z kim Ci dobrze i wiesz że tego właśnie chcesz to nie będzie tego echa z tyłu głowy.
Kiedyś Gen napisał tu tak:
"Whisky się wypije, chleb się zje,
szklanki wytłuką, słowa
przebrzmią i zostaną zwykłe,
normalne dnie - i to jest to sito,
co przesiewa chłopców od
mężczyzn, pozerów od
autentyków, kumatych od
nieudaczników itd..."
Bez urazy rzecz jasna, ale jak na mój rozum puenta tego tematu.
Jakbym wygrał w totka to był myślał nad biznesem, ustatkowaniem się i dalszym rozwojem.
Dzięki za odpowiedzi.
mr_Motaba myślę że możesz mieć rację co do znajomych, bo jak się zastanowię to nawet o dupie marynie nie mam z kim porozmawiać. Fb się nie liczy.
Slay "Widzi mi się dokładnie co innego. Gdy jesteś z kimś, z kim Ci dobrze i wiesz że tego właśnie chcesz to nie będzie tego echa z tyłu głowy." - no właśnie się z tym nie zgodzę. Jesteśmy ludźmi, tworzymy sobie problemy, zawsze będą jakieś rozterki,dylematy i zawsze przyjdzie taka myśl z dupy, a potem siedzisz i myślisz skąd ona się wzięła itd...aż powstaje temat na forum, bo nie ogarniasz czy Ty jesteś wykolejony,czy środowisko w ogół Ciebie, czy może trzeba by spojrzeć na to z innej strony.
Carpe diem.