Witajcie.
Mam 23 lata na portal trafiłem w wieku 18 lat.
Byłem wtedy nieśmiałym prawiczkiem, który nigdy nie pocałował kobiety i bał się wyjść ze znajomymi na imprezę.
Przez rok poderwałem mnóstwo starszych jak i młodszych dziewczyn, bawiłem się tym wszystkim zdobywałem doświadczenie. Mimo, że nie miałem markowych ciuchów, pieniędzy, samochodu nie było to dla mnie przeszkodą w podrywie.
Potrafiłem jechać z kolegą na spotkanie do koleżanki 30 km do innego miasta z 5 złotówką w portfelu i mimo tego byłem bardzo pewny siebie.
Po roku czasu podrywania, beztroskiego życia i uczenia się trafiłem na kobietę, z którą byłem 3,5 roku w związku (ona 19 lat). Wydawała się tym czego szukałem i vice versa.
Związek był toksyczny oboje popełniliśmy dużo błędów, za szybko zamieszkaliśmy razem itp (temat rzeka)
Przez cały związek byłem bardzo wierny, chodząc na imprezy dużo kobiet mnie podrywało nie karmiłem się tym lecz z szacunku do partnerki ignorowałem to.
Ja podczas związku zacząłem zarabiać, kupiłem sobie samochód, mam odłożone dość sporo pieniędzy, mam markowe ciuchy lecz też zaniedbałem się fizycznie, mianowicie przytyłem na brzuchu przez co mam kompleks i ciężko mi się tego pozbyć.
Po rozstaniu (minął miesiąc), może nie tylko rozstaniu, a po prostu przez cały związek moja samoocena, pewność siebie i męskość bardzo spadały.
Z powrotem stałem się tym samym nieśmiałym chłopakiem, który trafił tu pierwszy raz żeby coś zmienić w życiu, różnica jest taka, że teraz mam samochód, firmę i pieniądze...
Pierwsze pytanie:
Jak się odbudować po rozstaniu? (ona podjęła decyzję o rozstaniu, okazało się że od miesiąca z kimś pisała) Bardzo mnie to dotknęło dodatkowo wirus pogrążył mnie całkowicie i psycha siada.
Drugie pytanie:
Założyłem Tindera i Badoo żeby zabić czas i poflirtować (zawsze dążyłem do jak najszybszego spotkania się ale niestety wirus na to nie pozwala).
Na profilu pokazałem, że lubię podróżować, pokazałem siebie z krótkim opisem bez wywyższania się i większych szczegółów. Moim profilem jest bardzo małe zainteresowanie.
Mam wrażenie, żeby zwrócić uwagę na siebie w internecie musiałbym dodać zdjęcie w samochodzie ze złotym zegarkiem i pokazać jaki to nie jestem, jednocześnie pokazując się w ten sposób trafiał bym na same materialistki. Nie szukam szlaufa choć i taką nie pogardzę choć wolałbym normalną dziewczynę.
Warto podkolorować profil? Czy lepiej zostać sobą i czekać na perełkę.
Zadałem tylko dwa pytania lecz musiałem choć troszkę tego z siebie wyrzucić bo wiem, że jest tutaj bardzo dużo wartościowych facetów, którzy mnie podniosą na duchu.
Mimo tego, że mam wsparcie od znajomych, rodziny to i tak zdecydowałem się tutaj napisać troszkę wypocin. Z sentymentu do tej strony i informacji, które pozwoliły mi zmienić relacje z kobietami.
"Zadałem tylko dwa pytania lecz musiałem choć troszkę tego z siebie wyrzucić bo wiem, że jest tutaj bardzo dużo wartościowych facetów, którzy mnie podniosą na duchu."
Witamy wśród żywych
"Jak się odbudować po rozstaniu?"
Ja tu trafiłem kilka lat temu. Po odkryciu tej strony zacząłem czytać mase blogów. Kumpli nie miałem bo odrzuciłem ich. Byla zima i ja sam w domu. Tez mi baniak rozpierdalo, ale po pewnym czasie, gdy to wszystko przetrawiłem bylo tylko lepiej. Wez pod uwagę, ze ta zaraza wiecznie trwac nie będzie, jest za oknem świetna pogoda.
Co do tindera to teraz malo, która sie chce spotykac. Musisz miec zajebiste zdjęcie i ciekawy opis. Zresztą są tu spece od tego więc podpowiedza ci. Z jednej strony tinder czy badoo zajmą twoja głowę, a z drugiej wez pod uwage, ze jak zostaniesz odrzucony przez laske to to pogłębi twoje chujowe samopoczucie.
Twoje rozstanie jest świeże i dopiero zaczniesz trzeźwo myśleć za jakis czas. Reasumując musisz to wszystko przetrawić bo jak sie teraz bedziesz brac za inne to chuja z tego będzie. Fajnie jakbyś się obracał w damskim gronie, ale obecnie to niemożliwe. No nic, odsyłam cię do czytania blogów bo materiałów jest mnóstwo.
Pino ma rację, na razie nie ma sensu iść w panny, poczuj się ze sobą elegancko, sam potem będziesz wiedział jak uderzyć w podryw. Wyluzuj
Nie uzależniaj sie od statystyk 
Spełniaj się i nie szukaj na siłę kobiety. Sama się znajdzie w najmniej oczekiwanym momencie. Zacznij od odbudowywania siebie, jakieś ćwiczenia nawet w domu a potem już tylko z górki. Mówię Ci z własnego doświadczenia bo przerabiałem to po rozstaniu i szukanie zamiennika zanim ogarnąłem swoją głowę nic mi nie dało
Nie miałeś "na zewnątrz" nic, wszystko kumulowałeś "w środku" i czułeś się świetnie a na panny to działało.
Teraz przeniosłeś to co miales inside - outside - autko, firma itd. Czujesz się jak gówno, bo co? Bo przerzuciles definiowanie siebie na dobra zewnętrzne. A to nie Ty.
Wróć do korzeni. Tylko Ty wiesz co to dla Ciebie znaczy, co Cię jara, co sprawi, że odżyjesz ponownie.
A co do tindera, no to już może poczytaj tu blogi na ten temat, albo u Adepta na stronie, sporo tego. Od siebie dam receptę: zdjęcie aktywności, zdjęcie ukazujące wnętrze, może być artystyczne lekko, zdjęcie z uśmiechem. 1-3 fotek, krótki opis, trochę tajemniczy, nie bądź zbyt jajcarski, ale może być lekki dystans ukazany. I od razu umawiaj spotkanie. I wróć do tego po kwarantannie, teraz chuja ugrasz, albo ugrasz ale przeinwestujesz i nie warto.
Ten czas wykorzystaj na powrót do korzeni.
Właśnie z tym szukaniem na siłę to u mnie jest po prostu przyzwyczajenie.
Bo odkąd zacząłem podrywać kobiety zawsze ktoś był. Jak nie jedna to druga. Starałem się robić tak żeby to one latały i do mnie wypisywały więc czułem się w centrum uwagi.
Teraz znów potrzebuje kogoś z kim będę mógł popisać i kto będzie się mną interesował.
Po 3.5 letnim związku wiadomo teraz mi bardzo ciężko.
Przede wszystkim brakuje bliskości, uwagi, troski i wspólnego spędzania czasu.
Dochodzę powoli do siebie po tym wszystkim bo szczerze na początku było bardzo źle, a w głowie miałem, że wrócimy jeszcze do siebie, że to ja zjebałem dużo rzeczy i zaczynałem mieć bardzo duże poczucie winy. Już o samym rozstaniu nie wspomnie bo zachowałem się jak frajer i nie mogło do mnie dotrzeć, że się rozstajemy.
Co do tego, że „na zewnątrz nie miałem nic” to faktycznie tak było ale za to miałem pasje jaką była piłka nożna, często się spotykałem ze znajomymi, których miałem bardzo dużo, a teraz mimo lepszego stanu finansowego to stan duchowy kuleje.
Po związku po prostu zdziadziałem.
Siedzieliśmy często w domu na imprezy zacząłem wychodzić dopiero pod koniec związku.( ona nie lubiła imprez) i po prostu to wszystko zmieniło mnie w chłopca, którym byłem na początku.
Gdzieś tam podróżowaliśmy po świecie, ale zamiast robić coś szalonego poza schematy to po prostu zwiedzaliśmy.
Wiadomo ze znajomymi też się kontakt pourywał bo kobieta była ważniejsza.
Troszkę mało spójnie pisze ale wylewam to co siedzi w głowie i nie bardzo wiem jak to poukładać w tekście.
Dziękuje za odpowiedzi!
Przede wszystkim wykorzystaj tę epidemię do zrzucenia brzucha, kup jakieś hantelki i zacznij ćwiczyć w domu. Paradoksalnie dla kogoś takiego, jak Ty, to najlepsza okazja: w "podrywie" nic się nie dzieje (a jak się dzieje, to ryzykujemy...), na Tinderze będziesz teraz tylko tracić "chętne" lasek, bo ustalicie, że się widzicie za 2-3 miesiące, jak to się skończy, a ona już dawno zapomni. I tak będzie z każdą, bo nie utrzymasz uwodzicielskiego kontaktu tak długo. Przy okazji pojawią się jej inni. Musiałbyś przejść na maila czy fejsa, a cholera wie, czy dasz rade pisać tak długo i zgodnie z zasadami uwodzenia (czyli nie przesadnie często, ale tez niezbyt rzadko, musisz wyczuć laskę i w ogóle może jeszcze się pojawić ze 100 innych czynników, do których trzeba się dostosować, łącznie z tym, że laska z tych ni pisatych). Nie ma teraz możliwości na szybkie spotkania po kilku godzinach lub po jednym dniu pisania. Zaproponowanie może wręcz być uznane za lekceważenie zagrożenia, czyli też atrakcyjność w dół.
Nie bać się, tylko działać.
Też mi się wydaje, że to pisanie z kobietami teraz to troszkę strata czasu bo owszem zainteresuje kobietę i co dalej? Będę klepał w klawiaturę bez sensu aż jej albo mi się znudzi bo do spotkania tak jak napisałeś dojdzie za kilka miesięcy o ile w ogóle dojdzie.
Ćwiczyć już zacząłem wdrażam się z powrotem więc sylwetka to kwestia czasu i wydaje mi się, że wtedy pewność siebie również wróci.
Ogólnie wcześniej spotykałem się z kobietami najdłużej 2-3 miesiące i jak coś się psuło uciekałem do kolejnej.
Teraz mam wyzwanie bo w związku byłem 3.5 roku, nie jestem w stanie siebie podbudować poprzez podryw bo nie ma na ten moment możliwości. Jednak chcąc czy nie chcąc zmienił mnie bardzo i wyrządził krzywd psychicznych i staram się odbudować ale jest bardzo ciężko.
Od rozstania minął miesiąc, czytałem dużo forum i na pewno wiem, że co by się nie działo to powrót do niej to byłby największy błąd i głupota.
Wiedzę z forum i blogów mam bardzo dużą ale niestety przez mój charakter i to, że wychowałem się bez matki ciężko mi ją zastosować w praktyce. Po prostu mam zbyt miękkie serce i jestem za dobry dla ludzi.
Kilka miesięcy temu miałem Twoje myślenie.
"Teraz znów potrzebuje kogoś z kim będę mógł popisać i kto będzie się mną interesował.
...
Przede wszystkim brakuje bliskości, uwagi, troski i wspólnego spędzania czasu."
Myślałem, było mi tak dobrze. Zawsze w każdej chwili mogłem do niej napisać i wiedziałem, ze mogę z nią pogadać. Później telefon zamilkł. Co prawda wychodziłem ze znajomymi, dużo, ale było to nieporównywalne z tym kontaktem z nią. Własnie brakowało mi tego, żeby ktoś się tak mna bezinteresownie interesował (?).
Na przestrzeni kolejnych tygodni zaczeło się to zmieniać za sprawą własnie tego forum. Od listopada wchodzę tutaj codziennie, czytam, czytam, czytam. Zrozumiałem, ze nie potrzebuje nikogo by być szczęśliwym, że nie potrzebuje kontaktu z nią by być szcześliwym. Złapałem nowe zajawki, które w jakiś tam sposób wypłniają mi ten czas. Dobrze mi jest samym z sobą. I Twoje myślenie też się zmieni, ale miesiąc czasu to jest bardzo mało. Mnie niekiedy 2-3 miesiące po jeszcze łza leciała, także daj sobie czas. Nie bez powodu powstało powiedzenie "czas leczy rany". Zgadzam się z nim w 100%.
Dobrze, że trafiłeś na to forum tak wcześnie. Czytaj ile wlezie np o samorozwoju. Ja załuje, ze zaniedbałem wchodzenie w czasie związku, może gdyby nie to, to dalej byłbym z kimś. A są tutaj naprawdę świetne blogi (i nie tylko).
Jesteś świeżo po rozstaniu więc i różne dziwne myśli będą zaprzątać Ci głowę. Daj sobie trochę czasu, to wszystko minie. Musisz natomiast trochę temu pomóc. Staraj się nie rozmyślać tyle nad przeszłością i przede wszystkim wyrzuć z głowy to że brakuje ci/potrzebujesz bliskości, uwagi i kogoś kto się będzie tobą interesował. Takimi myślami będziesz tylko pogrążał się w smutku i dołował się bardziej. Musisz zrozumieć jedna bardzo ważna rzecz. Do szczęścia nie jest Ci nikt potrzebny. Musisz być szczęśliwy sam ze sobą. Twoje życie musi dawać Ci radość i wtedy dopiero to wszystko nabierze sensu. Kobiety widząc zadowolonego szczęśliwego faceta same będą chciały Cię poznać. Odpuść sobie narazie podryw i poukładaj swoje życie. Dopóki tego nie zrobisz to wszystko będzie na siłę, nie będziesz miał takiej energi, werwy do życia, a tak na dłuższą metę nie zainteresujesz żadnej panny. Wspominałeś coś o brzuchu. Masz teraz dużo czasu aby to szybko naprawić. Jeśli chcesz odezwij się na priv podpowiem co i jak. Poprawisz swoja sylwetkę. Będziesz miał zajęcie i przestaniesz tyle myśleć. Będzie dobrze ćwicz, czytaj blogi i idź przed siebie nie rozmyślaj nad przeszłością. Ty kreujesz swoje życie i rób tak żebyś był w tym szczęśliwy. Pozdro
_____________________________________
''Człowiek może powiedzieć Ci miliony pięknych słów, ale kiedy patrzysz na jego zachowanie, dostajesz wszystkie odpowiedzi.''
Nie ścigaj kogoś kto nie chce być złapany.
Snumik od początku podrywu zawsze miałem kogoś kto się mną interesował stąd mi teraz tego brakuje.
Zajawką od 16 roku życia piłka nożna, intensywnie trenowałem. Teraz niestety jest to nie możliwe. Przez wirusa przeżycie mojego rozstania jest o wiele trudniejsze bo posypało się dużo rzeczy. Nie mogę normalnie wyjść na imprezę, spotkac się ze znajomymi, iść na trening gdzie zawsze było pełno kolegów no i sprzedaż w firmie spadła o 90%.
Rozrywkowy właśnie czytałem, że jeśli sam ze sobą nie będę szczęśliwy i nie pokocham siebie to nigdy nie będę szczęśliwy z kimś. I jest w tym dużo racji bo kto spojrzy na zaniedbanego, smutnego faceta bez pasji. Jeśli sam ze sobą nie będę szczęśliwy to dlaczego ktoś ma ze mną być szczęśliwy.
Przez związek zaniedbałem piłkę, bliskich znajomych i to tez w pewnym sensie mnie pogrążyło.
Portal czytam codziennie przed snem i staram sobie wszystko w głowie poukładać.
Dziękuje za wasze rady Panowie na pewno będę wyciągał wnioski i działał.
Mam nadzieje, że po moich doświadczeniach pomogę świeżakom.
Wiedzę w teorii mam bardzo dużą, a niestety w praktyce gorzej przez brak chłodnej głowy.
Jeśli masz możliwość wrócić do piłki i chcesz zrób to
ja bym oddał wiele by móc znów grać. Też kiedyś byłem piłkarzem, sportowa klasa, klub, co weekend mecze ligowe wszystko git aż tu nagle wyszło coś z sercem. Skierowanie na dodatkowe badania gdzie próby wysiłkowe wyszły dobrze ale zalecenie zrobienia przerwy i tak zakończyła się moja kariera w chwili poważnego rozkwitu. Później nie było do czego wracać a badania wyszły jednak ok. Teraz moja pasja która zresztą też realizowałem za czasów gry w piłkę jest kulturystyka. Nie poddawaj się i do przodu będzie dobrze mordo. Ty jesteś Panem swojego losu pozdro byku 
_____________________________________
''Człowiek może powiedzieć Ci miliony pięknych słów, ale kiedy patrzysz na jego zachowanie, dostajesz wszystkie odpowiedzi.''
Nie ścigaj kogoś kto nie chce być złapany.
Takiemu to sie z przyjemnością podaje pomocną dłoń
"słuchasz co ci mówimy", nie udajesz mądrzejszego, niz jesteś, czytasz blogi i wiesz juz nad czym pracować. Przy odpowiedniej pracy, sukcesy wróżę 
Pinochet dziękuje bardzo. Liczę na to, że moje wewnętrzne ja nie weźmie górą nad mózgiem w relacjach z kobietami. Bo mieć wiedzę to jedno, a dwa trzeba ją skutecznie wykorzystać
.
Trzeba przestać być miękką pipą i wziąć się za siebie. Czas być mężczyzną nie chłopcem
Rozrywkowy ja zacząłem grać jak miałem 16 lat bo też miałem problemy z sercem. Zwężona aorta i szmery na sercu całe szczęście wraz z wiekiem się unormowało.
Do piłki nożnej na pewno wrócę, gdyż lubię ten sport bo to nie tylko bieganie po boisku za piłką ale także wspólne treningi ze znajomymi, wyjazdy, spotkania poza boiskiem i wspólne przeżywanie meczy. Uwielbiam tą całą otoczkę.
Jeśli chodzi o mój charakter to wydaje mi się, że bardzo duży wpływ na mnie miało to, że wychowywałem się z ojcem, a później doszła macocha, z którą miał kolejnego syna.
Ja byłem zawsze na drugim planie i brakowało mi miłości, o wszystko mnie obwiniano, a także ciągle słyszałem, że nic ze mnie nie będzie, że pracy nie znajdę itp..
Wyprowadziłem się w wieku 19 lat, miałem już pracę i w wieku 23 lat jestem w lepszej sytuacji finansowej od rodziców. Dopiero teraz tata jest ze mnie dumny i chwali się przy kolegach..
Nie odpowiem Ci wprost na Twoje pytania, ale nakreślę Ci mniej więcej sytuację.
Jeśli chodzi o bycie singlem, nie jest dla mnie problemem spotykanie się z kilkoma seks przyjaciółkami na raz, nie mówiąc już o laskach które chcę poderwać. Jestem typowym chujem, który mimo tego że olewa, to jest tym do którego zawsze będzie je ciągnąć.
Jednakże w związku mam zajebiście miękkie podbrzusze.
Związek od lat jest dla mnie pewną drogą w której zrzucam "zbroję", zamiast się jak najszybciej dozbroić. Bo związek to ciągła walka podjazdowa. (Piszę to tylko i wyłącznie na bazie własnych doświadczeń - nie wykluczam istnienia PRAWDZIWIE szczęśliwych związków, gdzie ta bezinteresowność jest obustronna i trwa). Jeśli okażesz słabość, Twój błąd zostanie skwapliwie wykorzystany w tym czy późniejszym czasie. Z tej osoby którą byłeś w związku (na pewno wiesz jak Cię postrzegała, a jeśli nie to zróbmy ćwiczenie. Zamknij oczy, odpręż się i postaw się na jej miejscu na początku waszego związku. Co w Tobie mogła zauważyć, jaki byłeś, co o Tobie sądziła?), stałeś się kapciem (tak jak wspomniałeś). To straciłeś stary. Z rycerza w czarnej zbroi i na czarnym ogierze stałeś się co najwyżej giermkiem na starym ośle.
Nie jestem znawcą od związków, sam w nich popełniałem wiele błędów. Ale głównym moim błędem w związkach było opuszczenie gardy. Rzucenie w kąt większości rzeczy, których nauczyłem się o relacjach damsko-męskich. Zdanie się na jej łaskę, bo się w niej zakochałem i mnie nie skrzywdzi. Jest inna od wszystkich kobiet. Nie, nie jest. Jeśli zauważy że straciłeś swoją męską energię (z początku związku), to skończy waszą relację pod byle pretekstem.
Jakie jest na to remedium? Powiem wam szczerze Panowie że sam nie wiem. Z jednej strony taktyka "wielu jaszczurek" jest zajebista na etapie bycia singlem, doprowadzi do poznania ciekawej kobiety, pozwoli wam na chłodny dystans wobec niej, ale w związku się nie sprawdzi. Z drugiej strony, myślę że dużo osób chce się SZCZĘŚLIWIE zakochać i być kochanym, a o tym nie ma mowy jeśli będą w chodziły w grę jakieś manipulacje z jej czy naszej strony.
Wiem, być może mam zbyt duże oczekiwania co do szczęśliwego związku ale chuj tam, nikt mi tego nie zabroni
Mam nadzieję, że mój post cokolwiek Ci rozjaśnił, mimo tego że pozostawiam w nim więcej pytań niż odpowiedzi.
No niestety ja popełniłem wszystkie możliwe błędy i stałem się cipką. Jak źle się działo to ja latałem za nią nie na odwrót i dostałem kopa.
Ogólnie nadal mnie męczy pewna sprawa bo miesiąc przed końcem związku zaczęła pisać na Instagramie z fagasem (jak na koniec stwierdziła koleżeńska relacja), który mieszka 3 h drogi od niej.
Teraz go dodała na Facebooku i widzę, że relacja kwitnie, a mnie znów od wewnątrz dotyka, że osoba, z którą byłem 3,5 roku, której dałem wiele, pomogłem i nauczyłem szybciutko przeskoczyła z kwiatka na kwiatek. Przede wszystkim, że jest taka naiwna.
Ważną zasadą jest mieć w dupie co u niej itp ale niestety codziennie rano myśli wracają do naszego związku i mam wewnętrzny stres, przypominam sobie sytuacje dobre mimo, że staram sobie wyobrazić te złe aby było mi łatwiej.
Jak to gówno pokonać? Cały dzień/wieczór jest dobrze ale gdy budzę się rano pierwsze myśli, które się rodzą w głowie to o tym co było.
Podczas związku za bardzie się przejmowałem jej decyzjami i czasami sam chciałem za nią myśleć żeby podjęła jak najlepszy wybór i nadal widzę, że mi tak zostało bo nie chcę żeby ktoś ją skrzywdził, a tak naprawdę powinienem mieć to w dupie i sama powinna w końcu dostać kopa i się nauczyć..
Tylko niestety tak jest zawsze,że osoba, która zrywa ma łatwiej..
Zbesztajcie mnie, dajcie mi porządnego liścia bo tego mi trzeba.
Wiem, że użalanie w tej sytuacji jest dla Ciebie najłatwiejsze, najwygodniejsze. Do tego jeszcze ta postawa młodego Wertera. Tak nie zajedziesz daleko.
Laska ewidentnie zajebała Ci kopa w dupę, a Ty nad swój interes wciąż nadkładasz jej.
TROCHĘ SZACUNKU DO SIEBIE! Bo jeśli nie będziesz się szanował sam, to kto to zrobi?
"Nie chcę żeby ktoś ją skrzywdził". Stary, ona sama już siebie skrzywdziła, zamieniając fajnego gościa na typa z instagrama, który jej od kilku miesięcy słodził. Pewnie skoczą do łóżka i za 2 tygodnie będziesz miał balladę pt."Popełniłam błąd". Ale masz sygnał, tego jej w waszym związku brakło. Przestałeś poświęcać jej uwagę, podkreślać jej seksualność, pożądać jej. Nawet nie spuszczenie wzroku ani na sekundę z jej ciała gdy przechodzi obok Ciebie nago kobiety traktują jako komplement.
Po prostu znalazł się ktoś, kto docenił jej seksualność.
Naiwna nienaiwna, to już jej życie, Ty zacznij układać swoje..
Od zawsze miała niskie poczucie własnej wartości.
Obydwoje siebie zaniedbaliśmy w związku, między nami była duża różnica charakterów i wielu rzeczy mi brakowało jak i jej „gościu z instagrama” to podobne zainteresowania, ten sam raper, tatuaże itp.
Ja po prostu taki jestem, że czasami dbam o kogoś bardziej niż o siebie samego co mnie gubi. Stałem się za dużym misiem dla niej, ona nie musiała się bardzo starać. Znudziła się, uczucie wygasło, a ja tego nie zauważałem i myślałem, że co nie zrobię zawsze przy mnie będzie. Trafiła kolesia o podobnych zainteresowaniach, zaczął ją bajerować, a że naiwna to stwierdziła, że jest lepszy i narazie.
Teraz albo będzie szczęśliwa bo teraz ślepo rekompensuje sobie rozstanie albo szybko dostanie kopa i zobaczy co tak naprawdę straciła.
Związek mogła dłuższy czas już ciągnąć na oparach bo jej rodzinny dom jest 60 km od miejsca uczelni i może nie skończyła tego wcześniej bo nie miała by się gdzie podziać. Aczkolwiek od zawsze jak źle się działo to ja o to walczyłem bo ona z charakteru jest sierotą i szybko się poddaje.
Oczy mi się dopiero otworzyły jak definitywnie stwierdziła, że to nie ma już sensu.
Dopiero wiele rzeczy do mnie dotarło bo czułem, że za chwile mogę stracić ważną mi osobę, niestety już było za późno.
Nie mogę po prostu się pozbyć tego wewnętrznego stresu, który mi towarzyszy z samego rana. Jest to taki nerw połączony z tęsknotą, nie koniecznie za nią, a po prostu za bliskością itp.
Reszta dnia już wyglada dobrze prawie wogole o tym nie myśle, a wieczorem czytam podrywaj.org i powoli wracam do gry.
Tak opowiadasz o tych porankach...
Zacznij z rana ćwiczyć. Pompki, przysiady, brzuszki.
Raz że zajmiesz się czymś konkretnym.
Dwa że poprawisz sylwetke.
Trzy że po treningu wytwarzają się endorfiny i nie będziesz już biadolił o tęsknotach.
Cztery w zdrowym ciele zdrowy duch. Poruszasz się troche i świat serio nabiera lepszych kolorów. Na mnie działa. Praktycznie zawsze.
To jest to, że budzę się i nie mam ochoty wystawać nawet. Leżę rozje*any po 2-3 h. Jutro wstanę lecę biegać i chwile poćwiczyć. Zobaczymy co z tego wyjdzie !
Polecam sobie zajebać porządny sprint z rana
Ochota przyjdzie z czasem. Najważniejsza jest WOLA. Na początku zawsze trzeba się zmusić, jakoś przełamać, potem się przyzwyczajasz, potem zaczynasz to lubić. Tak jest prawie ze wszystkim co przynosi korzystne dla nas efekty.
Minął dopiero miesiąc od rozstania a dla osoby z usposobieniem młodego Wertera potrzeba więcej czasu. Ja byłem taki sam i mnie zajelo to 1.5 roku aby sie oczyścić z byłej. Daj sobie czas , jej nieusprawiedliwiaj a i nie badz swoim wewnętrznym katem i niekrytykuj siebie .
Rowerek stacjonarny, pompki, przysiady, hantelki, a dziś nawet pobiegałem. Teraz wytrwale to kontynuować żeby to weszło w nawyk i będzie dobrze. W zdrowym ciele zdrowy duch oby się sprawdziło.
Na razie myśli i tak wracają, humor się psuje ale taka kolej rzeczy, tak samo jak człowiek przywiązuje się do innych rzeczy i musi minąć troszkę czasu. Jedno jest pewne, że dotarło do mnie, że co by się nie działo to nie wrócimy do siebie choćby błagała na kolanach.