Witam Panowie.
Pisze ten temat ponieważ mam kurwa jakiś depresyjny wieczór, tak jakby mój mózg nie miał nic innego do roboty..
Słuchajcie, jestem z panną, jest bardzo dobrze zresztą opisywałem moją sytuacje już w niejednym poście. Wydaje mi się, że panuje nad tym związkiem i dzięki temu jest ładnie pięknie
ale..
Przy tym jakże zjebanym, czwartkowym wieczorze naszły mnie takie myśli - jak mój stosunkowo młody organizm zniółby nagłe rozstanie?
Mam już za sobą jedno rozstanie po 4 letnim związku, które zniosłem naprawde ciężko, mogę powiedzieć że właśnie wtedy odkryłem w sobie ogromną wrażliwość. Ostatnio tak nawet rozmyślałem i doszło do mnie że z moją psychiką mogłoby być bardzo słabo. Przyszły mi takie pomysły do głowy, że gdyby to co jest teraz nagle upadło to rzuciłbym studia i wyjechał za granice szukać przygód bo w domu bym raczej nie wysiedział.
Wydaje mi się, że gdyby zaczęło dziać się coś złego to straciłbym pewność siebie i kompletnie się załamał.
W tym wątku chciałbym poznać wasze zdanie ... jak i co zbudować w sobie - teraz - gdy życie jest sielanką, a nagle by miało runąć - nie mieć myśli samobójczych - z jajem przetrwać kiepskie sytuacje.
Post jest chujowy, wiem, ale moze ktoś ma podobnie, moze ktoś doda otuchy
Mysle kolego, ze nie ma co sie martwic na zapas. JEzeli bedziesz sie nakrecal myslami co by bylo gdyby, to w koncu cos sie spierdoli.
Dlatego badz soba, nie daj wchodzic sobie pannie na glowe, panuj na zwiazkiem (jak to napisales), i ciesz sie waszym szczesciem.
PS. Poki co sam w tej chwili rozkminiam, jak zalagodzic z panna i jednoczesnie nie wyjsc na dupe
Proś, a nie dają bierz sam...
Z każdym rozstaniem będziesz miał łatwiej, z autopsji to wiem. Pamiętaj o znajomych, oni zawsze cie wysluchają po rozstaniu.
Zawsze miej czas i dla dziewczyny i dla kumpli, wtedy nie będzie aż takiej pustki po rozstaniu.
No niby tak, ale gdy patrze na to dziś wydaje mi się, że może być naprawde krucho i ciężej niż wtedy, ponieważ:
Pierwszy związek - długi staż, dziewczyna ładna, ciężki charakter, częste kłótnie, mało rozrywkowa, bylismy jak dwa, nieprzyciągające się przeciwieństwa jednak ucierpiałem po rozstaniu bardzo - pół roku mnie trzymało i kto wie czy nie trwało by to dalej gdyby nie wakacje i nowa (aktualna) dziewczyna.
Aktualny związek - dziewczyna piekna, rozyrywkowa, ogladamy razem mecze, seksowanie wyglada w koszulce Barcelony w której czasem ze mną śpi, mamy wspólne tematy no po prostu mój ideał panowie.
Stąd ta reflaksja...
Wiem, ze dopoki mam to pod kontrolą jest dobrze ale towarzystwo i otoczenie robi swoje i nie zawsze jesteśmy w stanie wszystkiego ogarnąć koledzy.
################
Nie bój się stracić dziewczyny, bo właśnie przez to ja stracisz...
Fakt faktem dobrze, że się nad tym zastanawiasz, ale pamietaj, że nigdy nie przewidzisz co może się wydarzyć, zwłaszcza jesli w grę wchodzi kobieta
sama nią jestem, więc też znam swoje zmiany zdania na minutę 
Moja rada jest taka bys przestał się kurczowo zamartwiać, że moglibyscie się rozstać, tylko rób tak by to ona nie chciała sie z tobą rozstawać
a przy tym nie pieskuj!
"Wydaje mi się, że gdyby zaczęło dziać się coś złego to straciłbym pewność siebie i kompletnie się załamał."
Właśnie w tym poście ukazujesz brak pewności siebie. Gdybyś był pewny siebie, to znałbyś swoją wartość i wiedział że kobieta lgnie do Ciebie, a Ty jesteś sobą, realizujesz siebie, swoje pasje i ona stanowi ZALEDWIE dodatek dla Twojego szczęścia.
Oj coś czuję że trochę zaczynasz ją stawiać wyżej od siebie po mału. Naprawdę zmień myślenie bo z takim podejściem pełnym obaw, rozkmin właśnie przybliżasz się do tego czego się obawiasz.
Ty masz być zajebistym, pewnym siebie kolesiem, który nie ma czasu na rozmyślanie czy ona odejdzie czy nie. Rób swoje, a nad tym nie główkuj!
No już bez jaj panowie, przecież to tylko kobieta. Nic wielkiego, jak ją stracisz to dobrze, poćwiczysz wtedy PU. Jak nie, też ok, sex jest przyjemny. Hartuj się, nie wkręcaj sobie że jesteś wrażliwy czy coś, ludzie w twoim wieku biegają z kałaszami po stepach afryki i nawet im do głowy nie przyjdą takie rozkminy jak twoja.
(sorry...)
sialalalala! mmmmmiłość!
sialalalala! roomantyzm!
sialalalala! ruuuchanie!
sialalalala! penetracja odbytu! -u-u-u!
penetracja odbytu! -u-u-u!
Znajdź sobie pasje której poświęcisz się w razie rozstania.
Trzeba mieć zawsze w życiu kilka takich jakby filarów na których się opiera. Bo jeżeli masz tylko jeden (czyt. dziewczyne/żonę/itd) i ją stracisz to w życiu nie będziesz miał NIC.
Miałem takie same rozkminy, jak Ty.


Tylko ja jeszcze o tym ex mówiłem,że co jak sie rozstaniemy itp itd..
Jak sobie teraz to przypomne.. jakim ja byłem needy i pieskiem..
Wgl jak sobie prypomne ze z nia byłem to aż mam zimne poty
Ale teraz dzięki stronce jestem noowy ja ;P
Głowa do góry !
Wróć. JAJA DO GÓRY !
Moim zdaniem nie można utracić pewności siebie, jeśli jesteś pewny siebie od zawsze lub wyrobiłeś w sobie pewnośc siebie to w razie problemów nic się nie zmienia.
Prowadź ciekawe życie zarówno w związku jak i poza nim. Spotykaj się ze znajomymi, miej zainteresowania, ucz się, poznawaj nowe osoby, wyrabiaj się w kontaktach międzyludzkich tak aby później nie zamknąć się w sobie.
Twoje życie ma być najważniejsze, nie rezygnuj z nauki, pasji, przyjaciół dla kobiety.
"Miłość jak dzwon, po prostu się urywa, wytrzyma przyjaźń bo zwyczajnie jest prawdziwa"
"Wszyscy muszą być kimś, mi wystarcza być sobą"
Nie będę orginalny. Nie raz na tej stronie pojawiał się temat, jak dla mnie najważniejszy, jako impuls do zmiany i odkrycia prawdziwego poczucie szczęścia, takiego w sumie bez warunkowego.
NIE WOLNO BUDOWAĆ SWOJEGO POCZUCIA SZCZĘŚCIA TYLKO NA DRUGIM CZŁOWIEKU!!!!
BO TO RUCHOME PIASKI!!!!
Każdy Ci tu pisze, że przyjaciele/kumple/koleżanki(o tego to nigdy za wiele
)/pasje/ szacunek do siebie...
Wszystko co powoduje cały czas "banana na Twojej gębie"
Żyje się tylko raz...większość ludzi nawet tego nie robi...
Myślę, że przez pół roku odbudowałem pewność siebie. Sam jestem pod wrazeniem. Imprezuje, ciesze się życiem, mam wspaniałą rodzine, nie mam problemów..no sielanka.
Jednak jest to "coś" co trudno mi opisać :
- > gdy na przykład moja dziewczyna wychodzi gdzieś ze znajomymi wtedy gdy ja nie mogę, to rodzą się w mojej głowie dziwne myśli do czasu aż nie pogadamy na drugi dzień. Jest to coś takiego jak tłumienie emocji, nerwów w środku.. przy tym ból brzucha, w klatce piersiowej..
spotkał się ktoś z czymś takim?
Wydaje mi się że jest to związane z zazdrością z którą ostro walcze.
Może za wiele od was wyamagam, może zwyczajnie potrzebuje wizyty u psychologa
################
fuck, takie coś w wieku 16 lat byłoby spoko, nawet romantycznie czy coś, ale teraz.. hmm... średnio.
Zakotwicz się jakoś w związku z jej wyjściami ułóż sobie reakcje tak, aby czuć coś w rodzaju ulgi gdy ona wychodzi wieczorem. (to potrwa troszkę, zanim to w sobie wyrobisz)
Myślisz że to pojebane? w żadnym wypadku. Daje ci to gwarancję, że nie będziesz needy + pozbędziesz się pewnie masy śmiesznych nawyków związanych z jej wyjściami, w stylu pisania jej smsów czy coś.
Z czasem podświadomie zaczniesz jechać P&P a to już będzie magnes dla niej
sialalalala! mmmmmiłość!
sialalalala! roomantyzm!
sialalalala! ruuuchanie!
sialalalala! penetracja odbytu! -u-u-u!
penetracja odbytu! -u-u-u!