Krótko i treściwie - ona jest (wydaje się?) złotą kobietą.
Troskliwa, ciepła i kochająca. Nawet lekko nadopiekuńcza.
Jakiś czas temu musiałem rozwiązać umowę o wynajem pokoju - więc prosto z mostu zaproponowała, żebym się wprowadził do niej (i jej rodziców). Ona sama większość tygodnia jest na studiach dwie godziny drogi stąd, więc nie ma tragedii.
Jakieś dwa tygodnie temu oznajmiła mi, że bierze kota od koleżanki - postawienie przed faktem dokonanym praktycznie, kot oczywiście jest tu na miejscu - to trochę ważne dla dalszego ciągu.
Od jakiegoś czasu zacząłem się zastanawiać, czy rzeczywiście chcę to kontynuować.
Może zwyczajnie chodzę przemęczony, bo do i z pracy jedzie się godzinę, często wychodzę o 8 i wracam tuż przed 11 wieczorem.
Może chce mi się uskuteczniać coś na boku, może nie dojrzałem do tego.
Może to zwyczajnie nie to.
Spadło mi libido, nie chce mi się chwilowo nawet z nią rozmawiać. Dopadła mnie chandra dopalana wiecznym brakiem czasu na cokolwiek.
Więc już od dłuższego czasu skłaniałem się ku temu, żeby wynieść się z tego mieszkania, nad przyszłością związku waham się praktycznie nadal - tyle, że kot spowodował coś, co skłania mnie ku jednej decyzji.
Głupi sierściuch przegryzł mi słuchawki.
Od dziewczyny oczywiście opieprz, że to też mój kot (nie prosiłem się), że mogłem lepiej słuchawek pilnować. Nie muszę oczywiście mówić, jaka była jej reakcja kiedy się dowiedziała, że kot bawi się jej strojem kąpielowym który znalazł w szafie.
Mam dziś do niej jechać, ale nie chce mi się. Autentycznie.
Jestem teraz wkurwiony, tracę panowanie nad gniewem i całą frustrację wyładowuję na kocie.
To jest sytuacja z którą muszę coś zrobić.
Nie może być tak, że nie wiem co ze sobą zrobić, a zwierzę ma pod górę.
Na 90% będę się wynosił z tego mieszkania, związek stoi pod znakiem zapytania i wciąż nie umiem podjąć jakiejś decyzji.
Więc tu są dwie drogi:
- Zrywać?
- Jeśli nie, to jak to ustawić do pionu?

Ustaw do pionu, ale siebie.
Ps. Trudno być zadowolonym z życia pracując od 8 do 23. Gdzie tu miejsce na rozrywki, pasje, hobby, przyjemności, wysiłek fizyczny, zdrowy tryb życia, itd., itp.?
Nie nie, nie pracuję do 23.
We wtorki i czwartki mam karate, ale między pracą a treningiem nie zdążę do domu.
Trening kończy się o 21, a u siebie jestem 22:30. To tak dla ścisłości.
Wiem, że powinienem się ustawić do pionu, bo ona zasługuje na coś więcej.
Rzecz w tym, że sam nie jestem pewien, czy mi się "znudziło", nie dojrzałem czy to w ogóle nie to, czy to po prostu chwilowa apatia czy jakiś inny uj.
"Wiem, że powinienem się ustawić do pionu, bo ona zasługuje na coś więcej."
To zdanie dobitnie pokazuje, że powinieneś się ogarnąć, ale planujesz zrobić dokładnie odwrotnie. "Bo ona zasługuje na coś więcej." Żenada.
Skrótowo:
- Cierpisz na oneitis
- "Zasługuje na kogoś lepszego"... Daj spokój. Ty zasługujesz na najlepszą, a skoro tracisz do niej uczucia, nie chce Ci się jechać to ona nie jest najlepszą dla Ciebie. Więzi emocjonalnej już nie czujesz. Widzisz, że jest fajna, ale się nie zmusisz do uczuć.
- Nie popieram wprowadzania się do dziewczyny, a już do dziewczyny i teściów, to w ogóle
- Wyjątkowy kot, że zjada słuchawki. Masz prawo być sfrustrowanym, bo nie konsultowano z Tobą tego. Z drugiej strony Ty jesteś tak na doczepkę. Nie masz prawa głosu. Kazus kota, tylko to pokazuje.
Możliwe, że koniec i odżyjesz. Głupio by było, jakbyś zakończył i chciał wrócić. Musisz być przekonany. Zatem bez gwałtownych ruchów. Wyprowadź się od dziewczyny i jej rodziców. Potem zobaczysz.
-----
W życiu nie chodzi o racje a o wibracje.
słuchawki ? Stary...
Gtx 1080,i7, 16 GB RAM i inne duperele wszystko w pizdu, przez jebanego kota
"Pomyliłeś niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu.."
Nie pij tyle mleka,bądż facetem.
Narząd nie używany staje się nie użyteczny
Większość lasek które nadmiernie wielbią koty mają zryty beret- byłem z taką i nie polecam.
Widać, że taki układ Ci nie odpowiada to po jakiego ch*ja wacława tam z nią mieszkasz?
No i kota zostaw w spokoju - kot też stworzenie.
"To co mówi kobieta jest jak chmura wędrująca po niebie: dobrze uformowana i spójna, a po chwili nie do poznania"
Jak dla mnie to tu jest pies pogrzebany:
"Od jakiegoś czasu zacząłem się zastanawiać, czy rzeczywiście chcę to kontynuować.
Może zwyczajnie chodzę przemęczony, bo do i z pracy jedzie się godzinę, często wychodzę o 8 i wracam tuż przed 11 wieczorem."
Powoli przez tę pracę się wypalasz, co ma niestety też wpływ na inne sfery Twojego życia. Rozejrzyj się za jakąś nową pracą, bo spędzając, tyle czasu w obecnej to jest jakiś obóz pracy.
Zresztą sam po sobie widzisz, że wracasz do domu i masz serdecznie wszystkiego dosyć.
Jeśli zmiana pracy nie zmieni Twojego podejścia do tej relacji to kawa na ławę. Nie masz, w obowiązku akceptować wszystkiego czego przecież nie chcesz akceptować. A robisz to przede wszystkim dla siebie.
O czym myśliciel myśli, empiryk udowadnia
Dzięki wszystkim za odpowiedzi.
Ronlouis całkiem sensownie to chyba ujął - przyjechałem do niej w piątek, dopiero ze dwie godziny temu wróciłem.
Oprócz kilku poważnych kwestii które musieliśmy we dwoje poruszyć to zdałem sobie sprawę, że nie chcę tego kończyć, i to wszystko jest po prostu przemęczeniem, brakiem kontaktu z kobietą, stresem i wuj wie czym jeszcze.
Pora podciągnąć rękawy i zacząć pracę nad tym.
Obecnie luba mnie straszy, że zrezygnuje ze studiów, bo nie może tak się ze mną nie widywać i sam nie wiem, czy ją przekonywać do tego, żeby jednak na nich została, czy egoistycznie przyklasnąć temu.
Za trudne to wszystko.
W mojej opinii kwintesencją zdrowej relacji jest być dumnym z chęci rozwoju drugiej osoby. Gdyby do mnie moja kobieta przyszła z taką propozycją, to bym postukał ją po czole.
Edit: Nie wytrzymałem jednak, mam jaja by robić i mówić to
na co mam ochotę. "Obecnie luba mnie straszy, że zrezygnuje ze studiów, bo nie może tak się ze mną nie widywać i sam nie wiem, czy ją przekonywać do tego, żeby jednak na nich została, czy egoistycznie przyklasnąć temu".
Nie ma w języku ludzi kulturalnych słownictwa na coś takiego. Jest to po prostu niewyobrażalne, że jesteś tu 4 lata, słownie cztery lata i masz takie rozterki.
-----
W życiu nie chodzi o racje a o wibracje.