Jako, że ostatnio było narzekane, że tematy umierają śmiercią naturalną, to ja napiszę jak zakończyła się moja historia. Oto oryginał:
http://www.podrywaj.org/forum/sp...
Na drugie spotkanie umówiliśmy się dzisiaj. Nie było problemu, żeby się umówić. Poszedłem po rozum do głowy (a raczej zajrzałem do odpowiedzi pod moim wpisem) i zorganizowałem proste, aczkolwiek wcale nie zwyczajne spotkanie. Kilka dni temu obadałem miejsce. Murek, na którym można siąść i coś zjeść. Super miejsce, bo dało się blisko zaparkować. Myślę sobie, teraz już z górki. Nic się zepsuć nie może. Tutaj przyjdziemy, kupię jakąś drobną przekąskę i szybko zjemy. Do samochodu wziąłem kocyk, żeby wilka nie złapała na zimnym murku. Później pojedziemy na górkę spotterską jak się ściemni. Pojechałem do cukierni i wziąłem dwa eklerki, pani ładnie zapakowała jak się dowiedziała o co biega. Poszedłem co Kerfura, kupiłem 2 tymbarki - żeby popiła, to nie będzie bekać - i Kinder Niespodziankę. Zajechałem na miejsce, zaparkowałem 4 mery od murku. No niestety, robi się tam jakiś melanż. Kilku legionistów sobie tam metę urządziło. Widzę, już Smirnoffa otwierają, to chyba prędko się nie zmyją. Podchodzę więc i pytam panów, jak długo planują tutaj najebkę sobie robić. Wyjaśniłem jaki jest temat i za 10 minut przyjdę tutaj z panną. Zapewnili mnie, że już ich tam nie będzie. Umówiłem się z nią pod taką fajną kafejką, żeby nie zwąchała podstępu. Idę po nią, witam buziakiem, choć niechętnie z jej strony, ale nadstawiła polik. Mówi mi, że miejsc nie ma, ale kilka metrów dalej jest inna kafejka i już się tam kieruje. To ja jej mówię "chyba nie spodziewałaś się, że pójdziemy do knajpki i to w tak szczególnym dniu". No i biorę ją w stronę murka. Ona od początku nadaje, że ona nie lubi niespodzianek, że mam jej natychmiast powiedzieć co i jak. No ale idziemy. Dochodzimy do murka, legionistów nie ma. Mówię "w tym lokalu dziś się bawimy, poczekaj". Ona nawet w pobliże murku nie podchodzi. Dziwnie się kręci. Poleciałem do samochodu. Wziąłem ładnie zapakowane ciastka i wcześniej kupioną Kinder Niespodziankę. Co prawda z jajka się ucieszyła, ale "co chowasz z tyłu". No to mówię, że tutaj w tym miejscu zjemy małe ciastko. A ona, że nie będzie nic jadła, bo jadła obiad przed chwilą, a właściwie to tu na pewno beje załatwiają potrzeby fizjologiczne i tu nie zostanę. To chodź na przeciwko na inny murek - mówię. A ona idzie, sugerując żebyśmy szli na spacer. Schowałem ciastka i idziemy. Idziemy i gadamy, ale zrobiliśmy okrążenie i mówię do niej, że jeśli to nie kłopot to pojedziemy na górkę spotterską (dziewczyny różnie reagują na wsiadanie do obcego samochodu). Zbliża się wieczór, samoloty zaraz będą często startować, super widok. A ona oczywiście, że nie, że ona nie lubi i tak dalej "że jeszcze pospacerujmy a później jak tak bardzo chcesz to zobaczymy czy pojechać". No to ja jej mówię, że nie wiem czy bardzo chce, ale jakoś tam zaplanowałem spędzenie miło czasu, żeby nie spacerować tylko i siedzieć na kawie. To ona znowu, że wolałaby nie jechać, ale jeśli bardzo chce to pomyślimy. To jej mówię, a jeśli Ty bardzo nie chcesz to możesz iść do domu, nie ma problemu. No i zmieniłem temat. Doszliśmy do skrzyżowania w stronę mojego samochodu, a ona "to bardzo chcesz na tą górkę? ". Ja mówię "właśnie mi się odechciało. Cześć.". I tak się rozstaliśmy. Nie wiem czy dobrze zrobiłem, bo w końcu pojechałaby skoro "bardzo chciałem", ale jeśli ona nie chciała "równie bardzo" to chyba to bez sensu. Widać było brak jakichkolwiek ruchów fizycznych w moją stronę. Jedynie ten buziak na powitanie. A tak to z daleka. Pierwszy raz drugie spotkanie było dla mnie tak męczące. Wy też uważacie, że ten (sugerowany wcześniej) pomysł z murkiem to bardziej siara? Mówiłem jej, że to murek a nie kibel. Nie wiem sam
Laska nie jest Tobą zainteresowana i bardzo dobrze zrobiłeś kończąc spotkanie wcześniej. Też bym tak postąpił widząc jej humory i ciągłe narzekania.
A co do pomysłu randki to jak dla mnie za bardzo kombinujesz. Coś takiego jest dobre gdy jesteście ze sobą od dłuższego czasu, żeby przełamać rutynę, natomiast spacer czy też kawiarnia na pierwszej/drugiej randce to nic złego, w końcu najważniejsze to aby się lepiej poznać i zdecydować, czy w ogóle chcecie kontynuować tę znajomość.
O, to zupełnie co innego niż pod tamtym postem, na którym opisałem pierwsze spotkanie z nią:
"Jak już umówiłeś się na kawę trzeba było wziąć na wynos, wyjść na spacer, usiąść w fajnym miejscu na murku, ławce, wcześniej obczajonym i fajnym miejscu. Wyjąć babeczki czy inne słodycze, które ona lubi. Nawinąć, że czasami lubisz zacząć posiłek od deseru i to Twój ulubiony moment delektowania się jedzeniem. I czy ona też lubi czasami zacząć wszystko na opak."
Najbardziej splusowany wpis
Za bardzo sie starasz, stajesz na głowie, a ona ma cie w d... a spotyka sie z toba chyba z nudy. Serio chcialbys taka panne? Całe szczescie ze honor uratowales i psozedles w swoja strone.. co ona na to gdy jej powiedziales ze ci sie odchecialo i czesc ?
Po tym jak zrobiles push&pull moze sie odezac i byc bardziej mila dla ciebie... ale po czasie znowu bedzie zimna suka...
Byliśmy już tak daleko od siebie (ona poszła w prawo, a ja zwróciłem się w lewo), że już nie dochodziło do interakcji. Po moim cześć, usłyszałem (chyba) takie ciche "cześć". Coś chyba powiedziała w międzyczasie, ale nie dosłyszałem. Jestem prawie pewien, że jej mina była bezcenna, ale byłem już odwrócony na pięcie, żeby mnie nie korciło zmienić zdanie. Musiała być mega zaskoczona. Dzięki, to już druga pochwała tego co zrobiłem - to na prawdę buduje pewność siebie. Czyli widać że NEXT w wielu przypadkach ułatwia, a na pewno pozwala krócej się męczyć. Ja już po pierwszym spotkaniu napisałem posta, w którym miałem takie podejrzenia. Miałem już właśnie kilka takich dziewczyn wcześniej. Mam wrażenie, że lecą na kasę. No nie będę się przechwalał, ale jednak jeżdżę dobrym samochodem, noszę się bogato (jestem bogaty z domu) i czuje się jak taka "księżniczka", która nie wie czy facet leci na nią, czy na pieniądze jej bogatego starego
Czyli jednak nie leca na kase, gdyby lecialy to byś je ruchał. A tutaj widzę spore problemy z interakcjami.
Nie wiem jak wyglądała rozmowa i twoje zachowanie, ale może byłeś za bardzo taka "księżniczka" i nie wiedziałeś czego chcesz.
A z tym murkiem to osobiście rozbiłbym opory żartem. Opisując śmiesznie sytuację że specjalnie dla niej przepędziłem stado dresów z tego miejsca! I przy okazji posprzątali bałagan... A na dodatek patrz! Tak spierdalal że zostawili kocyk i ciastka!
Wtedy za rączkę i lecisz.
Wszystko czego pragniesz jest po drugiej stronie strachu
`Ćwicz wieczorem, potem rano
I idź po swoje, jakby Ci to odebrano
"Czyli jednak nie leca na kase, gdyby lecialy to byś je ruchał. A tutaj widzę spore problemy z interakcjami." - jedne rucham inne nie.
"Nie wiem jak wyglądała rozmowa i twoje zachowanie, ale może byłeś za bardzo taka "księżniczka" i nie wiedziałeś czego chcesz." - mogło tak być, ale raczej nie było już co zbierać na poprzednim spotkaniu. Teraz uzyskałem pewność
Takie wieczorne randki na murku, ławce to raczej są dla osób, które się już znają. Dziewczyna nie tyle była niezainteresowana, co może miała opory co do sposobu spędzania czasu. W efekcie i tak stała się na końcu niezainteresowana. Pierwsze randki fajnie jak są w miejscach tych 'neutralnych'. Taką skromną randką nie poznasz czy dziewczyna leci na kasę. Bardziej poznasz czy wymaga, żebyś Ty zapłacił za spotkanie albo dużo 'księżniczkuje'. W dobie obecnych czasów nie wiem czy jedzenie na murku mieści się w normach społecznych
ja nie żartuję
Pomysł był sztos! Całość ładnie zaplanowana, zabrakło tylko pewności siebie.
Po siusiaka Ty ją pytasz czy chce? Ona na pewno nie wie czego chce. Bierzesz ją za rękę, prowadzisz na murek, siadasz na kocyku wyjmujesz eklerki i jesz. Jak ona ma ochotę, może dołączyć do Ciebie.
Robisz to na co masz ochotę w danej chwili.
Nie zdradzaj jej co dalej będziecie robić, bo cała magia tajemniczości pryska.
Tekst "nie lubię niespodzianek" to standard ST żebyś się wypaplał. Nie słuchaj tego pierdolenia, każda lubi. Jak są fajne i miłe.
Spokojnie, miałem tak samo. Pierwsze randki paliłem lub nie dogrywałem do końca właśnie przez taki brak pewności siebie. Masz podobny styl randek do mojego.
Z kinderkiem jest dobry patent, rozpakuj jajko delikatnie (kup kilka bo nie zawsze się uda). Zabawkę wywalasz a w środku wrzucasz zapro na następną randkę i nie pozwalasz jej rozpakować do momentu aż do niej napiszesz.
Na mojej twarzy pojawił się uśmiech, łajdacki i triumfalny zarazem, na którego widok jej piersi napięły się jeszcze bardziej.