Hej! Minęło sporo czasu od kiedy byłem tutaj ostatni raz - wiadomo znalazłem kobietę, no ale się dosyć pokręciło i potrzebuję fachowej porady...Czas na hisotryjkę o związku..
Otóż jestem w związku od 1,5 roku. Przez pierwsze około 7 miesięcy było super, ja wkładałem w ten związek +- 40%,czyli generalnie tak jak powinno być. Zawsze ją wspierałem kiedy było trzeba. Jednak zimą pojawiła się pierwsza poważna sprzeczka. Panna stwierdziła, że jej nigdzie nie zabieram, co też prawdą do końca nie było ponieważ jestem muzykiem i zabierałem ją w różne kąty naszej ojczyzny. Jednak ona potem mi się wyżaliła ze ona to robi tylko dla mnie i ona chce do klubów tańczyć. Tak w bonusie spamowała mi że nie mam dodatkowej pracy zarobkowej (student
, była do tego dla mnie oschła bez uczuciowa, czepiała się dosłownie o wszystko, wymyślała nawet pierdoły w stylu, że ja powinienem wiedzieć kiedy mam zejść po jej torby i że powinienem się w ten sposób wykazać. Dosłownie nic do niej nie docierało. Dodatkowo wymyśliła sobie że ja całą winę zrzucam na nią. A działało to na takiej zasadzie że jak ja mówiłem coś, że panna robi źle i tak rzeczywiście było, to ona się od razu wściekała i mówiła ze ja wszystko zrzucam na nią i czego to ona źle nie robi.Całe tego typu zajścia kończyły się w ten sposób, że ona po prostu musiała się "sparzyć" na czymś, dopiero odpuszczała. Fakt, panna miała sporo stresów w tym czasie, co na pewno miało na nią wpływ - poza upartością bardzo lubi sobie znajdować problemy. Koniec końców się pogodziliśmy i wszystko wróciło do sielankowego związku. Nawet mnie potem przeprosiła za swoje zachowanie, co uznałem za pewnego rodzaju osiągnięcie, ze względu na jej upartość.
Sielanka mijała, ja niestety byłem bardzo zawalony na studiach, czego panna nie bardzo potrafiła pojąć chociaż zimą sama witała i żegnała dzień z księgą w reku. Wieczorami odwiedzałem ją jak miałem wolną chwilę, czasem na jakąś domówkę się wybraliśmy. Jakoś oboje przeżyliśmy sesję i rozpoczęły się wakacje. Było świetnie. Cieszyliśmy się, ponieważ poza rokiem akademickim mamy do siebie daleko bo aż 160km. Dostała praktykę w miejscowości oddalonej o 50km od mojego miejsca zamieszkania. Byłem u niej pierwszy raz. Było genialnie, seks całe po południe i ogólnie sobie wypoczywaliśmy. Cały czas aż do tego momentu, często powtarzała mi że jest jej ze mną dobrze i takie tam. Jednak od tego czasu było coraz gorzej. Panna poprosiła mnie żebym pojechał z nią na rodzinną imprezę. Była to dla mnie komplikacja, jednak jakoś udało mi się do niej dotrzeć, pomimo problemów z autem (
)..O to tez miała pretensje, no ale co tam... no i pojechałem do niej, ona już jakaś taka bardziej zdystansowana, mniej uczuciowa, po całej imprezie powiedziała że mnie kocha i tym podobne. Jednak jak wróciłem było jeszcze gorzej. Była dla mnie oschła, zarówno w rozmowie jak i w piśmie. No i potem nadszedł krytyczny cios. Otóż napisałem jej wiadomość na urodziny - A ona miała pretensję że nie zadzwoniłem.(wiem błąd, ale nie aż tak poważny żeby związek na krawędź prowadzić) No i od tego się zaczęło. Pojechałem do niej, chciałem ją zabrać gdzieś dać kwiaty prezent, jednak ona dostała jakiejś chorej fazy że ona nie wie co ma zrobić, generalnie płacz i nic nie słuchała. Wyrzuciła mi znowu to że nie wychodzimy - trochę w tym prawdy jest, ale jak mówiłem wcześniej, zabierałem ją na koncerty, no i fakt że są wakacje, to ja też nie siedzę na zadzie - mam obowiązki. Miałem zostać na noc, to mnie wyprosiła i powiedziała, że "tak będzie lepiej" No i tak się próbowałem z nią godzić. Potem pojechałem do niej już do tej dalszej miejscowości. Znowu złapała histerię, jednak jakoś ją ugłaskałem, zabrałem do kina, było lepiej - wcześniej nie dała się tknąć. Na drugi dzień, znowu zima jak na syberii, co mnie strasznie zabolało, bo generalnie miała gdzieś to wszystko co podziałałem. Posiedziałem i zawinąłem się do domu mówiąc że się nie zachowała najlepiej.
Potem nadeszły moje urodziny gdzie właściwie ona już była na takim etapie że nawet "cześć" było prowokacją. Napisała mi życzenia smsem i nie zadzwoniła. Na co ja napisałem, że niech nie robi mi tego co jej nie miłe. Wymyślała głupoty w stylu - "piszesz z inną wściekła jestem" Dorabiała sobie ładną ideologię, swoja wersję zdarzeń rodzicom okazała, który już nie tak chętnie się ze mną witali. Generalnie problem leży też w przekonaniach panny. Ona uważa, że to facet powinien za kobietą chodzić. Ja na to odpowiadałem, że to nie do końca prawda, bo w związku są dwie osoby, a jak panna też namiesza to i ona powinna się ruszyć z miejsca. Zaprosiłem ją na nasz koncert. Ona odpowiadała, ze nie wie czy ma po co przyjechać. Potem się dowiedziałem od kumpla że ona nie ma zamiaru wpadać. To stwierdziłem - " Dobra, gdzieś coś zwaliłem, nie odbuduję, odpuszczam kontakt i gram zajebisty koncert' - zaiste taki był :>. No i ku mojemu zdumieniu panna się zjawiła. Wszyscy ją ładnie przywitali mało się nie popłakała z tego faktu. Zabrała mnie na stronę i...atak! że jak to ja się ostatnio zachowuję, że jestem gnojem i w ogóle, że ona przyjechała i w ogóle ( mówiła to tonem łaski, i tak generalne to wynikało z wypowiedzi). Jakoś tam jej przetłumaczyłem, że to już nagromadzenie emocji doprowadziło do tego że nie chce z nią pisać. Przemówiłem jej, przedstawiłem warunki, że nie liczę na czułość i normalność i parę słów bez ciągnięcia za język. Ona, że chce wychodzić, i chce żebym dzwonił. OK. Jakoś tak nawet pokojowo już było. Całusy na pożegnanie. Wczoraj napisałem jej że ją kocham, a ona na to że chce usłyszeć. No i na koniec powiedziała że to teraz tylko odemnie zależy. CO olałem.
Dzisiaj dzwonię, zapytałem się czy może mnie kocha, wiecie tak flirtem chciałem zagadać. A ona na mnie że jak to nie, że ona pojechała do mnie na koncert i że jeszcze się pytam (?!!). Do tego że ją atakuję, co było nie prawdą. Potem padł test z jej strony klasyczny " uważaj bo się zezłoszczę" Ja się wnerwiłem, powiedziałem że co ona sobie myśli itd. Potem padło jeszcze parę haseł z jej strony, że jak to tak to ma wyglądać, too.. ( wiecie o co chodzi.
Poza tym, fajna ciepła i miła - przynajmniej w takiej sie zakochałem. Jednak jej drugie oblicze to
uparta i nieustępliwa i złośliwa. Kiedyś nawet powiedziała "No przecież wiadomo że ja mam więcej racji niż ty" Taa.. no właśnie
Przepraszam za długość i mieszanie faktów, pisarz ze mnie żaden,jedynie muzykant.
A teraz czas na moje pytanie,
Panowie, czy ja mogę coś jeszcze zdziałać, doprowadzić to do ładu ?
Sezon na streszczenia czas zacząć
Życie to fala podjętych działań w oceanie możliwości.
Masz mega zajebiste życie, po huj Ci ona skoro rozpierdala wszystko?
Jakieś parę godzin temu z nią pisałem. Znowu wyszło że to ja wszcząłem kłótnię. Fakt poniosło mnie i niestety powiedziałem jej żeby spadała
Macie Panowie rację..ale żeby to cholernie uczucie dało się tak jednym przyciskiem wyłączyć..A i powiedziała mi, że miłe słowa mi da jak ja dam jej stabilność. Ehh
Z tymi emocjami to też może coś być, bo mało się widzimy w wakacje, ale to też nie z mojej winy, bo jadę kiedy mam czas i środki, a ona nie jeździ bo z pieniędzmi słabo ostatnio.
Sam nie wiem, tyle fajnych chwil razem, tylu znajomych. Najbardziej mnie dziwi czemu mi powtarzała, że jej dobrze w tym związku...
jest kilka przycisków, które trzeba "wduszać" jeden po drugim. Na ostatnim (czerwonym) jest napisane USUŃ.
Myląc kolejność przycisków, wracasz do początku i jeszcze dostajesz po jajach prądem.. Za każdym kolejnym razem mocniej.
jaka skomplikowana panienka??? - zwykła kobieta, i tyle... może ma w dupie trasy/autokary/hotele/koncerty... zwyczajnego związku może chce, dzidziusia i takich tam... bez strachu, że inna lepiej loda zrobi... w końcu, nie każda musi lubić - dzisiaj tu, jutro tam...
Nie no te wyjazdy, to tak z umiarem, myślałem ze to atrakcja. W tym rzecz że ona lubi się "wietrzyć" ale raczej w klubach na tańcach.
to jest Twoja obserwacja, może te "wietrzenie" jest tak trochę na pokaz - chyba warto temat poruszyć... a może się zwyczajnie mylę - jak to u starych kapciów bywa...
Teraz to już chyba pozamiatane. Jak napisałem wcześniej w przypływie złych emocji, napisałem jej zęby spadała. Ona twierdzi że w ten sposób jej nie szanuję i mówi że póki co ma dosyć. Czyli raczej z tego nic już nie da. :< Jedno słowo za daleko, niestety niszczycielskie konsekwencje.
Panky, młody jeszcze jesteś i nie umiesz czytać między wierszami;)
"Póki co ma dość" to znaczy że chce to ciągnąć, inaczej w ogóle by powiedziała "ok, było miło, żegnaj". A ty słusznie napisałeś jej by spadała. Daj se siana. Masz życie jakie masz i jak ci odpowiada to znajdź dziewczynę której ono też pasi, a nie ciągle zmieniaj swe życie do zrzędliwej księżniczki. Dla wielu innych byłbyś bohaterem za to jeżdżenie i koncertowanie po Polsce.
"Tato, czy kobieta kiedyś zrobiła ci coś tak strasznego, tak odrażającego, że zrujnowało ci to całe życie?"
"Tak synu, ty tę kobietę nazywasz matką"
Al Bundy - król;)
To "Spadaj" to była chyba najfajniejsza rzecz jaką mogłeś zrobić, zdradzę ci sekret:
Bycie w związku ma być przyjemne serio!
Jeśli coś w twoim życiu psuje ci więcej humoru niż daje radości, to dla własnego dobra masz obowiązek odciąć się od tego.
sialalalala! mmmmmiłość!
sialalalala! roomantyzm!
sialalalala! ruuuchanie!
sialalalala! penetracja odbytu! -u-u-u!
penetracja odbytu! -u-u-u!
Czas pokaże, ale mnie już wykańcza cała ta sytuacja. Teoretycznie się godziliśmy a ona przez to jedno słowo "zresetowała" cały proces. Najgorsze jest to, że takie sytuacje niszczę wiarę w samego siebie. No i ona w sumie powiedziała, ze ma dość na razie i że musi to przemyśleć jak ochłonie, więc całkiem jedno znacznego przesłania to nie miało.
Panky... to dziewcze to jakaś "księżniczka' najgorszy dostępny typ...nie ma zielonego pojęcia o co jej chodzi, a z pewnością wszystkiemu jesteś winien Ty...jej prywatny chłopiec do bicia. Aby patrzez jak Ci rogi przyprawi, albo może już to robi. Bo w jej oczach nie masz wartości.
Wynika to z tego, że ona potrzebuje raczej twardej ręki, a Ty skomlisz jak pies na smyczy.
"Ti, ti ti, ...no nie foszkaj się na swoją żabcię..."
Sorry, ale tak to wygląda z opisu.
Sprawiasz wrażenie fajnego faceta, z własnym fajnym życiem. Szanuj to, a napewno znajdziesz dziewczynę która to poszanuje. Bo ta według mnie to jest kotwica co Cię na emocjonalne dno ciągnie.
Nigdy nikomu nie pozwalaj wejść sobie na głowę.
Pozdro
Żyje się tylko raz...większość ludzi nawet tego nie robi...
Prawda. Panna się zaczęła nudzić po prostu. Nie wiem kiedy, ale trochę ona teraz dyktuje warunki. Sprawa jest o tyle trudna, że z resztą moich znajomych ( również zespół nadal ma dobry kontakt). No zasady zasadami, podrywanie i te inne..ale troche jej pojechałem z tym "spadaj" a ona jest honorowa, więc w sumie troche mnie nie dziwi jej postawa. Dzisiaj powiedziała, że ona nie ma na to siły (gada jakby nie wiem ile sama zrobiła). Twierdzi, że ona tego nie zapomni itd.. Nic już do niej nie dociera, co powiem to odbija w głupi sposób. Twierdzi że nasze starania nic nie dają. Dochodzę do wniosku, że czas się przejechać i to zakończyć. Za dużo mnie to nerwów kosztuje. Tylko nadal ciężko się zdecydować..