Witajcie. Każdy z was zapewne kiedyś się zakochał w kobiecie, był z nią długo, ale tą miłość utracił. Został porzucony, może z dnia na dzień niczego się nie spodziewając. Takie sytuacje są przykre i wzbudzają ogrom negatywnych emocji oraz niepewność.
W moim życiu ostatnio także zaistniała taka sytuacja. Byłem z dziewczyną rok, byliśmy szczęśliwi, była we mnie bardzo zakochana. Mogliśmy wszystko, przewidywaliśmy swoje sukcesy, dbaliśmy o siebie w trudnych chwilach. Było naprawdę wspaniale, jednak z czasem zacząłem popełniać błędy. Zbyt zaborczy, zbyt kontrolujący. I stało się, jednego dnia uśmiecha się do mnie i chwyta moją dłoń, następnego ciężko się z nią rozmawia i pada w końcu oświadczenie. "Zmieniłeś się, teraz to zauważyłam".
Zależy mi na niej bardzo, więc postanowiłem podjąć próbę odzyskania jej. Ostatnio jednak dowiedziałem się o incydencie.
Incydent nazywa się "dopuszczenie do majtek swojego kolegi dwa dni po zerwaniu". Nigdy nie posądzałbym tej dziewczyny o zrobienie czegoś takiego, gdy była ze mną. To po prostu nie wchodzi w grę i zaufajcie mi w tej kwestii na 100%.
Kwestia tego, że gdy to usłyszałem poczułem się... źle. Pytałem siebie "dlaczego?", "co się z nią stało?" itd. Teraz mam pytanie do was.
Oczywiście, jest już sama i może się pieprzyć z kim chce, to nie podlega wątpliwości. Nie możemy jej sądzić jako człowieka bo nie popełniła żadnej zbrodni. Pozostaje jednak kwestia moralności. Proszę was, abyście wskoczyli na chwilę w moją skórę. Wraz z tą dziewczyną mieliśmy naprawdę wspaniały czas, niesamowity rok. Uczucie istniało i było silne. Widziałem jak jej zależy, dostawałem dowodu jej oddania i miłości. W obliczu tego wszystkiego, gdy dowiedziałem się, że sypiała z innym tak prędko poczułem się po prostu niedoceniony. Żeby nie było, dowiedziałem się tego od niej, sam pytałem. Pytałem czy coś do niego czuła, mówiła, że nie, czy chociaż jej się podoba, także przecząca odpowiedź. Stwierdziła, że był to efekt "zachłysnięcia" się nagłą wolnością. Relację tą aktualnie zakończyła, aby nie ranić innej osoby i nie robić jej nadziei.
Proszę was o opinię w tej sprawie. Nie oczekuję kazań i rad odnośnie próby odzyskania jej, nie piszę tu w tym celu więc proszę Was, abyście nie naprzykrzali się z tym. Chcę wiedzieć co wy, jako ludzie, często doświadczeni w relacjach damsko-męskich, sądzicie o takim zachowaniu? Czy to była oznaka braku szacunku do mnie? Czy to zwykłe odreagowanie i nie powinienem czuć się z tym źle? Będę ogromnie wdzięczny za wasze subiektywne odczucia odnośnie tej sprawy, gdyż ja jestem w tym momencie zwyczajnie napompowany emocjami i trudno mi o obiektywny osąd.
Będę ogromnie wdzięczny.
Po co Ty to jeszcze analizujesz?!
Jeżeli masz pytania - pisz PW
Dokładnie. Dziewczyna pewnie potrzebowała rękawa, który jednocześnie okazał się być dobrym kochankiem.
Nie napisałeś, jak było u was w łóżku, a to może faktycznie zmieniać postać rzeczy. Autorze?
W gruncie rzeczy, ludzie nie powinni uczyć się tego jak prowadzić biznes, podrywać dziewczyny czy zarządzać ludźmi, ale tego jak tworzyć, podkreślać i wykorzystywać autorytet, bo cała reszta to tylko jego przejawy.
Było minęło i tyle. Nie żyj jej życie..żyj SWOIM życiem!!
Ja wiem, że masz w dupie teraz to, bo interesuje Cie tylko ona..ale dla was obojga, a już na pewno dla SIEBIE powinieneś urwać z nią kontakt. To koniec, tak zwyczajnie po prostu koniec.
YOLO.
Kiedyś słyszałem takie piękne hasło :"Najszybciej zapomnisz o byłej , jak przelecisz 10 innych kobiet" - może się do tego zastosowała
Czas dla Ciebie minął - skończył się w momencie rozstania, więc teraz nie możesz sobie nic zarzucić. Równie dobrze, Ty mógłbyś zrobić to samo - swoją drogą , czemu nie?
Trzymaj się!
też to kiedyś przeżywałem więc łączę się z Tobą w bólu
jako bardziej doświadczony już od Ciebie mogę Ci tylko powiedzieć - przywykniesz
muay thai guy
"Czy to była oznaka braku szacunku do mnie?" - NIE.
Nie bądź taki przeczulony na swoim tle, bo to jest bardzo słabe i świadczy o niskim poczuciu własnej wartości (typowym dla osób zaborczych, zazdrosnych i kontrolujących).
"Czy to zwykłe odreagowanie i nie powinienem czuć się z tym źle?" - RACZEJ TAK
Jeśli chodzi o odreagowanie, bo każdy kto się uwalnia z toksycznego układu (patrz wyżej) rzeczywiście ma ochotę na zażycie swobody i zaczerpnięcie łyku czegoś orzeźwiającego jak np. WOLNOŚĆ.
Co do Twojego samopoczucia, myślę że na pewno gdy się o tym dowiedziałeś, aż Ci się flaki skręciły ze złości, frustracji i uczucia bezradności, ale pomyśl czy na to nie zasłużyłeś?
Zapracowałeś sobie na takie zachowanie z jej strony.
A co do panny, wydaje się być (na podstawie Twojego opisu) bardzo w porządku osobą, wierną, godną zaufania, prawdomówną i szczerą, zaangażowaną emocjonalnie w związek, jasno się wyrażającą, bez skłonności do gierek i manipulacji, uczciwie stawiającą sprawę.
I teraz żałuj, bo straciłeś wartościową kobietę. A jeśli jest rozsądna (a raczej tak), nigdy do Ciebie nie wróci, a nawet gdy da drugą szansę, bo gdzieś jeszcze w jej sercu tli się sentyment do Ciebie i tak ponownie odejdzie, bo Ty się wcale nie zmieniłeś.
Nadal ją kontrolujesz, zawłaszczasz, osądzasz, mimo że się tego wypierasz ("Pozostaje jednak kwestia moralności"), co Cię obchodzi jej moralność i jej majtki, skoro z Tobą nie jest? A obchodzi Cię bo założyłeś ten wątek.
Na dodatek masz bardzo nieładne podejście do sfer seksu, gdy z Tobą uprawiała seks, też się "pieprzyła"?
Reasumując
Jest taki ładny cytat z dramatu "Wesele", poszukaj sobie. To ten o złotym rogu i czapce z piór.
bo jak kobieta się bzyka po rozstaniu to z rozpaczy, a jak facet to jest zimnym, nieczułym chamem bez uczuć

they hate us cause they ain't us
Elba, dzięki za odpowiedź, ale wysnuwasz trochę zbyt pochopne wnioski.
Będę szczery. Nie uważam, że zasłużyłem na odrzucenie. Dbałem o nią, troszczyłem się, zapewniałem bezpieczeństwo. Problem się pojawił, gdy chciałem pomóc w rozwiązywaniu jej problemów. Problemów, które nie były moje, ale zaczęły wpływać na nasze wspólne życie. Byłem delikatny i radziłem jej dobrym słowem. Gdy widziałem, że ona nic z tym nie robi zacząłem sugerować jej jakieś działanie. To było błędne koło, bo sprawa nie ruszała więc wracałem do rozmowy z nią na ten temat i za każdym razem ostatecznie przyznawała mi rację. Wiedziała, że ją mam, ale uznawała to za moje naciski, za próbę dostosowania jej do mojego tempa.
Zawsze się troszczyłem o nasz związek. Byłem za rozwiązywaniem problemów, a nie zamiataniem ich pod dywan. To było ustalenie między nami - jeżeli się dzieje źle, mówimy o tym. W tym problem. Nie mówiła, kryła w sobie to wszystko, a gdy się nagromadziło, bańka pękała, tak jak przed rozstaniem. Sam miałem czasami przebłyski w których myślałem sobie "czy na pewno robię wszystko dobrze?" i wiesz co? Dzwoniłem do niej, rozmawiałem z nią o tym, pytałem czy jest szczęśliwa a ona odpowiadała "Właściwie to przed chwilą myślałam o tym jakie mam szczęście, że jestem z tobą". Nie oceniaj mnie pochopnie, bo zbiór informacji jakie podałem jest naprawdę szczątkowy. Popełniłem pewne błędy, owszem. W niektórych sprawach miałem rację, ale przesadzałem. Nie było to nic, czego nie dałoby się wyjaśnić i naprawić, ale ona tego nie zrobiła. Nie zareagowała, chociaż obiecywała, że to zrobi.
Pomyślałem i stwierdzam, że nie. Nie zasłużyłem na to. Nikt nie zasługuje na zranienie za coś, czego nie jest świadomy. Nie byłem świadom tego, że w pewnych sprawach przesadzałem. Wręcz przeciwnie, dostawałem od niej znaki, że robię wszystko w porządku. Uważasz, że zasłużyłem na coś takiego?
Twoje wychwalanie jej jest raczej przesadzone. Wierna - owszem, jednak jak się okazuje nie była ze mną w 100% szczera. I uważam, że to jest powód dla którego ten związek się skończył - błąd w komunikacji.
Uważasz, że się wcale nie zmieniłem. Mylisz się. Ta cała sprawa, zerwanie, dało mi ogromnie wiele do myślenia. Przesiedziałem noce by zastanowić się nad tym co mogłem zrobić źle. Zebrałem feedback od każdego od kogo mogłem, nawet jej własnej matki. Przemieliłem wszystko na temat tego związku. I tak, wiem, że zrobiłem parę rzeczy źle. Przyznaję, ale są to rzeczy które zrozumiałem i wiem aby na nie w przyszłości uważać. Ale to nie ja jestem wszystkiemu winny, więc nie mów tak, bo za mało napisałem na początku, abyś wysnuwał takie wnioski. I nie obwiniam jej, nie dopóki nie upewnię się, że mam rację w pewnych sprawach, dlatego między innymi piszę tutaj - aby poznać waszą opinię. Wiesz, tak na prawdę cały czas się biję z myślami czy na pewno dobrze o tym wszystkim myślę i szukam opinii innych ludzi. Tak powstał ten topic.
Wiedziałem, że straciłem wartościową kobietę na samym początku. Teraz mam co do tego coraz więcej wątpliwości.
Co do słownictwa. Tak, brzydko to nazwałem. Przepraszam za brak kultury.
bo to jest ta różnica między wami że ty starasz sie to analizować, uzyskać odpowiedzi i nauczysz sie (nawet na jakiś tam swoich błędach) czegoś
a ona będzie zgrywała pokrzywdzoną królewnę bzykając się z najgorszymi trolami aby podbudować swoje ego
i już ci to ułatwiam, bo co byś nie zrobił to i tak jest tylko twoja wina
i zapewniam cie że to nie koniec tej historii
idę o zakład, że jeszcze w inny sposób będzie próbowała ci dopiec
to jest różnica że ty masz szacunek i swoje wartości bro
tego sie trzymaj i nie daj se gówna wmówić
they hate us cause they ain't us
Ten post ma się do pierwszego, jak klocek lego do papierowego puzzla marki Trefl
Za chwilę napiszesz trzeci i to będzie lego Duplo.
Proponuję nie zmieniać poglądów jak tylko wiatr zawieje.
To nie mnie masz przekonać o swoich racjach, a siebie i ewentualnie ex-pannę.
To pierwsza moja uwaga.
Druga moja uwaga: jeśli szukasz rady w jakiejś sprawie, załóżmy zepsuł Ci się samochód, czy bardziej będziesz sobie cenił ten "feedback" od mechanika, który jeździ fajnym i sprawnym samochodem, czy też od takiego który owszem radzić, radzi chętnie (a jeszcze chętniej krytykuje innych mechaników, zwłaszcza tych którzy sobie radzą...), a sam porusza się PKS-em lub z buta, bo ma od lat zepsute auto i nie potrafi go zreperować.
To a propos doradców i tego fragmentu:
"Wiedziałem, że straciłem wartościową kobietę na samym początku. Teraz mam co do tego coraz więcej wątpliwości."
Reasumując:
Masz wątpliwości, że nie jest wartościowa (Twoja ex), więc powinieneś się teraz cieszyć i podskakiwać pod sufit z radości, że udało Ci się uniknąć życiowej pomyłki, ale dlaczego ja jakoś nie czuję tego entuzjazmu???
Siedzisz, piszesz (również na PW), dopytujesz, a potem zmieniasz front pod wpływem porad kogoś, kto pogłaskał Cię po główce.
I jeszcze na koniec: gdy idę do fryzjera, patrzę jak jest uczesany.
Podstawy - polecam http://www.podrywaj.org/jak_odko...
Idź, ruchnij sobie coś, po flirtuj, po podrywaj, wyskocz na piwo z koleżankami, zrób coś z sobą. Siedzisz na dupie i myślisz, analizujesz, obwiniasz się pewnie. Stary jesteś niewinny, nie wierzę że od tak poszła sobie z kimś do łóżka, albo to musiało trwać dłuższy czas albo ona jest "lekka".
Im więcej będziesz się zadawał z innymi kobietami i dobrze się z nimi bawił tym szybciej odkryjesz że inne też mają i może nawet są fajniejsze.
Jeśli nadal masz wątpliwości to zadaj sobie pytanie, czy warto się tym truć i wchodzić w to samo drugi raz? (szczególnie że prawdopodobnie będziesz miał do niej ten żal jeszcze długi czas) Czy może warto odkryć coś nowego i po eksperymentować, masz 18 lat, jesteś bogiem swojego życia!
_________________________
A poza tym, bądź jak Łysy z Brazerss ( ͡° ͜ʖ ͡°)
"jeśli szukasz rady w jakiejś sprawie, załóżmy zepsuł Ci się samochód, czy bardziej będziesz sobie cenił ten "feedback" od mechanika, który jeździ fajnym i sprawnym samochodem, czy też od takiego który owszem radzić, radzi chętnie (a jeszcze chętniej krytykuje innych mechaników, zwłaszcza tych którzy sobie radzą...), a sam porusza się PKS-em"
z racji że siedziałem w temacie, znam mechaników z autoryzowanych warsztatów
- jeden jeździ rowerem (nie lubi korków)
- drugi starą mazdą (lubi starsze auta, a dwa buduje dom więc kasa leci też w inne miejsce)
- trzeci jest miłośnikiem youngtimerów (porsche 924)
p.s. dodam jeszcze że zwykle im bardziej kiepski mechanik tym bardziej się lansuje-reklamuje (bo musi)
they hate us cause they ain't us
No tak, szewc bez butów chodzi.
Boli Cię to, że Ty, tuż po rozstaniu chodziłeś struty i rozkminiałeś co by było gdyby, przeżywałeś po związkową żałobę, a ona w tym samym czasie ściągała majteczki przed jakimś napalonym, obcym typem, który brał to co do tej pory było tylko Twoje, jak schaboszczaka z Tesco.
Inna wrażliwość inny charakter. Mnie osobiście takie coś by ostatecznie do niej zraziło. Osoba, która leczy kłopoty związkowe przygodnym seksem to nie materiał na przyszłość. Obstawiam, że albo miała już wcześniej upatrzoną opcję i chciała znaleźć wymówkę, żeby z niej skorzystać, albo seks to dla niej rzecz taka jak picie i sranie, do której odrobina uczuć jest jej zupełnie niepotrzebna. I w jednym i w drugim przypadku powinieneś cieszyć się z wolności i skupić na perspektywach jakie się przed Tobą otwierają. Masz wiecej czasu wiec zajmij się sobą, zadbaj o siebie i o to co lubisz. Powodzenia.
____________________________________________
"Umysł jest jak spadochron. Działa tylko kiedy jest otwarty" - Albert Einstein
na ch*j drążyć temat?
1. Gdybyś mógł, to byś pieprzył się z inną nawet 2 godziny po zerwaniu.
2. Tłumaczenie "zmieniłeś się, teraz to widzę" to klasyczna wymówka na "zakochałam się w innym" albo chociaż "nie ogarniam, ale już nie jestem przy Tobie mokra". Przyczyny mogą być różne. Jedną z bardziej zjebanych rzeczy w tym całym PUA jest fakt, że po wszystkim laska Ci nie powie, co dokładnie zjebałeś - bo sama nie wie, tylko czuje.
A poza tym każdy normalny facet po zerwaniu, oprócz 95% żalu czy czegoś, czułby też 5% powiewu wolności. Co najmniej 5%. To, że u Ciebie tego nie ma - źle świadczy.
90% of a woman's emotional problems stem from feeling unloved. [D.Deida]
baby potrafią cuda ze swoim deklem robić... [gen]
Skuteczność kosztem swobody? [Vimes]
Blog ANDREW