Panowie, około miesiąc temu za radą kolegi napisałem do jego znajomej w celu zapoznania sie itd... Dziewczyna normalnie odpisała, troszkę zaskoczona moją bezpośredniością. Normalna, wesoła rozmowa, zapoznawcza można powiedzieć. Moją pierwsza propozycję spotkania skwitowała stwierdzeniem że musi ze mną dłużej popisać i bardziej mnie poznać... Ok... Nie naciskałem. W końcu sama zaproponowała spotkanie po 2 tygodniach. Widzieliśmy się w tą sobotę. Kobieta naprawdę zjawiskowa. Buziak w policzek na przywitanie. Spacer. Mnóstwo kina, żartów, historyjek, droczenia się. Jakbyśmy znali się 100 lat. Zadawała mnóstwo pytań. Oboje byliśmy po ciężkim dniu na uczelni więc poszliśmy coś zjeść do mojej zaufanej włoskiej knajpki. Bardzo jej się podobała. Potem krótki spacer w kierunku przystanku. Było troszkę zimno więc ją przytuliłem. Nie stawiała oporu. Wysiedliśmy razem kilka przystanków dalej. Jej tramwaj właśnie podjechał. Przytuliła mnie i powiedziała z uśmiechem "do zobaczenia". Ja poszedłem do swoich znajomych, ona wskoczyła do tramwaju. Kiedy dojechała, napisała sms ze jest już w domu. Następnego dnia wieczorem zadzwoniłem z zapytaniem co słychać( w dniu randki miała nowe buty,trochę poobcierała sobie stopy
) krótka rozmowa, trochę śmiechu. Dopadło ją lekkie przeziębienie, leżała już pod kołdrą więc życzyłem dobrej nocy i to tyle.
Kontakt w poniedziałek odpuściłem sobie. Podsumowując mogę powiedzieć że całe spotkanie przebiegło idealnie. Aż byłem zdumiony. No i właśnie co teraz... Ona jest w moim mieście w weekendy co dwa tygodnie. Myślałem żeby zadzwonić dziś, pogadać, zapytać jak się czuje, wstępnie umówić się na następne spotkanie. Czy na to nie za wcześnie? Panna nie jest skora do odzywania się jako pierwsza. Nie chcę też wyjść na natręta i jakiegoś podjarańca i bombardować ją codziennie wiadomościami i telefonami aż do momentu kolejnego spotkania. Co byście mi poradzili aby ta znajomość rozwijała się w miarę normalnie. Nie chciałbym przestrzelić i popełnić błędu. Z góry dziękuje za jakieś sensowne pomysły.
jak co dwa tygodnie ? o co z tym chodzi - wyjaśnij
skoro macie się zobaczyc znów za dwa tygodnie to ja bym zagadał, ale tak za dzień dwa najwcześniej
muay thai guy
Studiuje zaocznie w moim mieście. Ma zjazdy co dwa tygodnie.
"Czas to mistrz z którym nikt nie ma szans"
Za szybko chcesz wszystko zrobić..
Daj jej odpocząć od gierek smsowych, daj jej przemyśleć wszystko.
Zadzwoń za 4/5 dni i zapytaj co u niej, jak się czuje i zaproponuj spotkanie, podaj 2 terminy jak się zgodzi to staraj się na spotkaniu wkleić KC
Tyle, powodzenia.
"Pierwsza minuta może być ostatnią dlatego ceń jak ostatnią."
Niedługo będzie na stałe w moim mieście gdyż zaczyna pracę. Możliwości spotykania się będą większe.
Bardziej chodzi mi tutaj o częstotliwość kontaktowania się i kiedy poruszyć temat następnego spotkanie które chciałbym żeby było za 2 tygodnie.
"Czas to mistrz z którym nikt nie ma szans"
Rozumiem. Cały czas bardzo podobne myśli kłębiły mi się w głowie. Potrzebowałem po prostu utwierdzenia w tym dla tzw świętego spokoju. Można powiedzieć że temat jest zamknięty. Pozdro !!!
"Czas to mistrz z którym nikt nie ma szans"
może w ten weekend umów się z nią i pojedź Ty do jej miasta ?
muay thai guy