Cześć, kilka dni temu umieściłem temat na forum odnośnie konczacego sie 4 letniego zwiazku ( pol roku zareczeni ).
Postanowiliśmy sie rozejsc, nie chcialem zeby kobieta, z ktora jestem byla ze mną nieszczęśliwa.
Twierdziła, ze mnie kocha ale jest ze mna nieszczęśliwa. Szczerze ? Nie rozumiem tego.
Próbowałem to jeszcze jakos ratować, dowiedzialem sie ze ma problemy rodzinne, z którymi nie moze sie uporać od dłuższego czasu,i ktore wpływały na nasz zwiazek.
Powiedziałem, ze musimy sie rozstać po czym zasypywala mnie telefonami ze zaluje i zebym jej wybaczyl. Usiedlismy do jeszcze jednej rozmowy ze wzgeldu na to ze jest to dla mnie najważniejsza kobieta w moim zyciu. Po drugie tłumaczyłem to sobie tym ze moze miec naprawde problemy, zaproponowalem wizyte u lekarza. Pojechaliśmy, po rozmowie z lekarzem sie rozstalismy.
Co powiedział lekarz ? Ze ma naprawdę powazne problemy i musi podjac sie leczeniu, ze najpierw musi zająć sie soba i swoim problemem jesli chce byc szczesliwa. A jesli chodzi o nasz związek to lepiej żebyśmy sie rozstali.
Nie znam sie na tego typu sprawach i jak powinien poradzic lekarz ale zeby takie kroki podejmować ? Moim zdaniem lekarz powinien powiedzieć ze w takiej sytuacji mam ja wspierać.
Z tym, ze moja byla juz kobieta wspomniala o naszym zwiazku, ze rutyna, ze monotonnia itp.,. Lekarz powiedział ze zamiast myśleć o sobie to mysli o tym aby mnie nie skrzywdzić.
Moze to sie jakos laczy i rzeczywiście zeby odbudowac nasz zwiazek musi najpierw odbudować siebie ? Nie mam pojęcia, bo w głowie mi sie to nie mieści.
Dostalem wiadomość od byłej, ze :
Jak najszybciej chce sie leczyć, ze mam nadzieje ze zrozumiem i ze jesli bedzie lepiej z nia to moze do siebie wrócimy jesli bede tego chcial bo nadal mnie kocha. Ze chce sie dzielic ze mna swoimi postepami i bedzie mi o nich pisac. A pierścionek zostaje na jej palcu.
Napisałem jej ze mam nadzieje, ze jak najszybciej dojdzie do siebie i ze moze pisać.
Bo szczerze tego chce. Chcialbym zeby bylo jak dawniej, pewnie pisze to ze wzgledu na to, ze to jest swieze ale pisze tez tak ze wzgledu na to, ze po części staram sie ja zrozumiec i tlumacze sobie nasze rozstanie problemami zdrowotnymi (psychicznymi).
Z drugiej strony ciagle będziemy w kontakcie i ciągle bede cierpial chca powrotu, chociaż to ona musiałaby naprawde wiele zrobić.
Nie wiem czy to dobre rozwiązanie bo wysiade psychicznie.
Jestem juz wykonczony psychicznie, jeszcze na dodatek straciłem dzisiaj prace i ciężko mi sie podnieść panowie.
Jak mam teraz działać ? Jak mam sobie radzic ?
Jesli jest możliwość to prosze o to zeby post ten byl widoczny tylko dla zalogowanych osob.
Tak na wszelki wypadek..... Miałem cię wywalić po ostatnim wykasowaniu, ale czysteskarpety odnalazł poprzedni temat i wkleił na końcu
Cześć, kilka dni temu umieściłem temat na forum odnośnie konczacego sie 4 letniego zwiazku ( pol roku zareczeni ).
Postanowiliśmy sie rozejsc, nie chcialem zeby kobieta, z ktora jestem byla ze mną nieszczęśliwa.
Twierdziła, ze mnie kocha ale jest ze mna nieszczęśliwa. Szczerze ? Nie rozumiem tego.
Próbowałem to jeszcze jakos ratować, dowiedzialem sie ze ma problemy rodzinne, z którymi nie moze sie uporać od dłuższego czasu,i ktore wpływały na nasz zwiazek.
Powiedziałem, ze musimy sie rozstać po czym zasypywala mnie telefonami ze zaluje i zebym jej wybaczyl. Usiedlismy do jeszcze jednej rozmowy ze wzgeldu na to ze jest to dla mnie najważniejsza kobieta w moim zyciu. Po drugie tłumaczyłem to sobie tym ze moze miec naprawde problemy, zaproponowalem wizyte u lekarza. Pojechaliśmy, po rozmowie z lekarzem sie rozstalismy.
Co powiedział lekarz ? Ze ma naprawdę powazne problemy i musi podjac sie leczeniu, ze najpierw musi zająć sie soba i swoim problemem jesli chce byc szczesliwa. A jesli chodzi o nasz związek to lepiej żebyśmy sie rozstali.
Nie znam sie na tego typu sprawach i jak powinien poradzic lekarz ale zeby takie kroki podejmować ? Moim zdaniem lekarz powinien powiedzieć ze w takiej sytuacji mam ja wspierać.
Z tym, ze moja byla juz kobieta wspomniala o naszym zwiazku, ze rutyna, ze monotonnia itp.,. Lekarz powiedział ze zamiast myśleć o sobie to mysli o tym aby mnie nie skrzywdzić.
Moze to sie jakos laczy i rzeczywiście zeby odbudowac nasz zwiazek musi najpierw odbudować siebie ? Nie mam pojęcia, bo w głowie mi sie to nie mieści.
Dostalem wiadomość od byłej, ze :
Jak najszybciej chce sie leczyć, ze mam nadzieje ze zrozumiem i ze jesli bedzie lepiej z nia to moze do siebie wrócimy jesli bede tego chcial bo nadal mnie kocha. Ze chce sie dzielic ze mna swoimi postepami i bedzie mi o nich pisac. A pierścionek zostaje na jej palcu.
Napisałem jej ze mam nadzieje, ze jak najszybciej dojdzie do siebie i ze moze pisać.
Bo szczerze tego chce. Chcialbym zeby bylo jak dawniej, pewnie pisze to ze wzgledu na to, ze to jest swieze ale pisze tez tak ze wzgledu na to, ze po części staram sie ja zrozumiec i tlumacze sobie nasze rozstanie problemami zdrowotnymi (psychicznymi).
Z drugiej strony ciagle będziemy w kontakcie i ciągle bede cierpial chca powrotu, chociaż to ona musiałaby naprawde wiele zrobić.
Nie wiem czy to dobre rozwiązanie bo wysiade psychicznie.
Jestem juz wykonczony psychicznie, jeszcze na dodatek straciłem dzisiaj prace i ciężko mi sie podnieść panowie.
Jak mam teraz działać ? Jak mam sobie radzic ?
Jesli jest możliwość to prosze o to zeby post ten byl widoczny tylko dla zalogowanych osob.
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
Rozumiem, kasowalem posty ze względu ze kobieta z ktora bylem kiedyś natrafiła na moje slowa ma forum. Takze wybaczcie.
No tak durnej wymówki do rozstania to jeszcze nie słyszałem. Serio. Lekarz jej kazał zerwać z tobą, śmiechu warte. Ciekawe czy posłuchałaby lekarza(gdyby na prawdę tak powiedział, w co wątpię) gdyby było między wami wszystko dobrze. Nie bądź naiwny i nie wierz w te jej bajki, kobiety zazwyczaj wymyślają jakieś wymówki i zostawiają sobie drogę powrotną w stylu "może do siebie wrócimy". A facet siedzi na dupie i czeka na ten wielki powrót, który być może i nastąpi, ale po spróbowaniu przez laskę innego/innych fiutów i stwierdzeniu, że jednak twój jest smaczniejszy.
Takie sytuacje są konsekwencją tego, że przez długi czas zaniedbywałeś związek. Nie dostarczałeś kobiecie odpowiednich emocji, zaniedbałeś siebie i ją, bo myślałeś, że co zostało zdobyte jest twoje na zawsze. A tu psikus, prztyczek w nos, okazuje się, że miłość nie działa bezwarunkowo? Oczywiście, że nie działa bezwarunkowo. Nawet jeśli nastąpi wielki powrót to nie możesz na niego bezczynnie czekać, uznaj że to już koniec waszej relacji, bo się chłopie psychicznie zarżniesz.
Lekarz dosłownie tego na pewno nie powiedział, stwierdził ze bez poradzenia sobie z problemem, ktory ja dotyczy nie bedzie mogla budować czegos innego.
Rozumiem co piszesz, mam podobne zdanie na ten temat, jak kazdy normlany facet.
Narazie nie wiem jak reagować w stosunku do niej, jestem dość mocno przybity bo wiele spraw sie skumulowalo w jednym momencie i jak narazie zycie od dobrego miesiaca mnie negatywnie zaskakuje.
Lekarz dosłownie tego na pewno nie powiedział, stwierdził ze bez poradzenia sobie z problemem, ktory ja dotyczy nie bedzie mogla budować czegos innego.
Rozumiem co piszesz, mam podobne zdanie na ten temat, jak kazdy normlany facet.
Narazie nie wiem jak reagować w stosunku do niej, jestem dość mocno przybity bo wiele spraw sie skumulowalo w jednym momencie i jak narazie zycie od dobrego miesiaca mnie negatywnie zaskakuje.
Byłeś tam u lekarza razem z Nią jak to mówił? Zalecił rozstanie?
Nie bylem.
Z tego co wiem tak jak pisałem wcześniej lekarz stwierdzil, ze najpierw musi uporać sie ze swoimi problemami a potem cos budować.
Musi wybrać, czy chce sie wyleczyć, czy dalej zyc tak jak zyje.
Kilka moich przemyśleń po większym ochłonięciu.
1. Nie wiem co ze sobą zrobić, muszę szukać nowej pracy, bo jak pisałem dwa dni temu ją straciłem. Ale psychicznie jestem tak rozbity, że nie mogę się na tym skupić.
2. W głębi nadal wierzę, że moglibyśmy do siebie wrócić, bo sprawa rozstania nie jest tak oczywista. Człowiek chory różnie może się zachowywać i różne rzeczy robić, więc może po leczeniu wszystko się rozjaśni. Chociaż idąc w drugą stronę nie wiem, czy mógłbym normalnie wrócić do tego związku.
3. Zgodziłem się, że będzie mnie informować o swoich postępach w leczeniu. A co za tym idzie dalej mamy kontakt - z mojej strony są to krótkie zdawkowe odpowiedzi ale jednak są. Co nie pozwala mi zapomnieć. A jak próbuje jej coś odpisać na te postępy to mimo, że jest to jedno zdanie to siedzę nad nim 15 min, bo nie chce żeby po mojej zbyt zlewczej odpowiedzi przestała mnie o tych postepach informować. Wiem, głupie to i sam tego nie mogę zrozumieć.
4. Nie wiem, czy informować rodzinę o sytuacji, nikt narazie o tym nie wie. Dość niewygodna sytuacja dla mnie.
5. Dodatkowo zauwazyłem, że każdą decyzje którą chce podjać konfrontuje z mysla co pomyślałaby ona. Np. a co jeśli wyjadę z miasta i będę mieszkał gdzie indziej ? Jak ona wtedy do mnie dotrze ? A co jeśli wyjadę z granice ?
Wiem Panowie, że to dziwne i ja zdaje sobie z tego sprawę, ale ciężko przekwalifikować mi się na inne myslenie po tak długim związku i wspolnych planach.
Po drugie niby się rozstaliśmy a jakbyśmy byli dalej razem. Zdjecia zostaja u niej, zdjecia na portalach to samo, to ze jestesmy zareczeni również, piersionek na palcu itp.
6.Więc narazie nie wiem co ze sobą zrobić, jak postępować.
Z własnego doświadczenia;
-Lekarz musi chronić własny tyłek i doprowadzić pacjenta do stabilności psychicznej, mi psychoterapeutka w reakcji na to że mam partnerkę z borderline od razu kazała ją zostawić.
-Laska zostawia kontakt miedzy Wami bo snuje scenariusze w których wpadasz do Niej niczym na białym rumaku, sprzeciwiasz się wszystkiemu nawet lekarzowi, i magicznie odmieniasz jej życie, trzyma kontakt bo czeka na coś co radykalnie zmieni dotychczasową sytuację. Oczywiście wszystko na Twojej głowie.
Po pierwsze: Boli, ale zadaj sobie pytanie jakim jesteś człowiekiem i czego chcesz. Jeśli kręci Cię stabilność, twarde stąpanie po ziemi, plany na dom ożenek i dobre wychowanie dzeci to nie radzę liczyć na Nią, to nie ten typ kobiety. Jeśli zaś nie w głowie Ci taka przyszłość, leć do Niej i faktycznie sprzeciw się wszystkiemu w tym lekarzowi, wygeneruj masę emocji typu przeprowadzka razem gdzieś indziej, nowi ludzie i może coś zdziałasz, ale nie będzie to efekt permanentny i trzeba będzie to robić co jakiś czas by zapewnić jej emocjonalną ucieczkę od własnych problemów(jak tego nie zrobisz koło się zatoczy i znowu będzie lekarz i rozstanie). Zrób sobie pros-cons.
Po drugie: odwiedzenie terapeuty jednorazowo by poukładać sobie to wszystko i spytać o fachową opinię o tej sytuacji może Ci naprawdę pomóc jeśli jeszcze nie byłeś.
Ogólnie współczuję i trzymam kciuki by się wyklarowało.
P.S.
Ja bym uciekał, ale pewnie dlatego ze emocjonalne laski to bagno moim zdaniem.
Kolejny Don Bosco
Takie terapie moga trwac latami i na koncu i tak nie przyniesc zamierzonych efektow. Zadaj sobie pytanie.. Przez te pare lat bedziesz na nia czekac a ile mogles poznac potencjalnych kobiet lepszych od niech w ktorych moglbys sie zakochac bez zaburzen psychicznych?
Odpowiedz znasz sam
Z tego co wiem tak jak pisałem wcześniej lekarz stwierdzil, ze najpierw musi uporać sie ze swoimi problemami a potem cos budować.
Musi wybrać, czy chce sie wyleczyć, czy dalej zyc tak jak zyje.
Co to był za "lekarz"? Psychiatra? I tak po jednej wizycie od razu stwierdził, że najpierw musi się uporać ze swoimi problemami, a potem coś budować?
Sytuacja wygląda mi na taką, gdzie ona zupełnie nie potrafi być blisko, a jak robi się daleko, to powtórnie "prosi o rozmowę", mówi "że kocha, ale jest nieszczęśliwa".
Jak w ogóle rozumiesz słowa "kocham Cie, ale jestem z Tobą nieszczęśliwa?" Bo dla mnie Ona nie chce z Tobą być, ale chce, abyś pozostał.
Powiem Ci tak - tu nie jest nawet istotne to co ona mówi. Chcąc dowiedzieć się jak jest naprawdę, będziesz miał jeszcze większy bałagan w myślach, ponieważ dzisiaj powie Ci jedną wersję, za tydzień drugą, za dwa tygodnie zapoda dwie kolejne, a Ty będziesz się czuł jak w matrixie nie wiedząc co to jest "pięć".
Porównaj sobie to do takiej sytuacji, gdzie chcesz dojechać do punktu B i w pełni słuchasz się nawigatorki obok. Ale w końcu zdajesz sobie sprawę, że nawigator w taki sposób podaje Ci drogę, że krążysz ciągle w tym samym miejscu. Niby skręcasz w prawo, potem w lewo, ale wracasz do punktu wyjścia.
A co w takiej sytuacji? Chyba przestaniesz się słuchać, bo zwariujesz i zdasz się na swoje przeczucia?
A Twoje przeczucia odnośnie niej na pewno nie są dobre. I nie daj tego zmienić żadnymi obiecankami, bo prędzej dolecisz bananem na księżyc, niż ona się "poukłada ze swoim życiem".
Lekarz musi chronić własny tyłek i doprowadzić pacjenta do stabilności psychicznej, mi psychoterapeutka w reakcji na to że mam partnerkę z borderline od razu kazała ją zostawić.
Psychoterapeuci nie udzielają porad. Chyba psycholog tak Ci powiedział. Bo w psychoterapii nigdy nie dostaniesz porady "wprost". Sam musisz wpaść na rozwiązanie. Terapeuta nigdy nie mówi co jest dobre, a co jest złe. Tak czy inaczej psycholog miał rację.
Oczywiście jak najbardziej- doprowadziła mnie samego do tych wniosków że jest to dla mnie bardzo niezdrowe. Za duży skrót myślowy zrobiłem chcąc szybciej coś poradzić.
Autorze- ode mnie(i myślę że nie tylko)-szanuj się. Laska jest psychicznie niestabilna, a Ty lekiem na całe zło w jej pokrzywionym świecie nie będziesz nigdy chocbyś i się dwoił i troił. Been there done that i skończyło się dla mnie jeszcze gorzej niż zakładał nawet najgorszy scenariusz. Wg mnie powinieneś ochłonąć, uspokoić myśli, spojrzeć na to od boku, bez usprawiedliwiania jej że w życiu wiele przeszła, a potem urwać kontakt raz na zawsze(ten typ kobiety nigdy do końca nie wyzdrowieje ani nie będzie stabilny- potwierdzone naukowo).
Głowa do góry, życzę by jaja pokierowały Twoim działaniem, nie serce czy mózg.
"Co to był za "lekarz"? Psychiatra? I tak po jednej wizycie od razu stwierdził, że najpierw musi się uporać ze swoimi problemami, a potem coś budować? "
Był to psycholog. Teraz chodzi do psychoterapeuty. Może nie powiedział jej tego wprost, ale mniej więcej taki to miało sens.
"Jak w ogóle rozumiesz słowa "kocham Cie, ale jestem z Tobą nieszczęśliwa?" Bo dla mnie Ona nie chce z Tobą być, ale chce, abyś pozostał."
Jako zwykły facet to ja nie rozumiem takich słów. Wiem jedno, że jak się kocha to się próbuje coś naprawić.
Jednak tłumaczyłem sobie, że może rzeczywiście ja nie potrafię tego pojąć i tak musi być jeśli człowiek ma problemy, z którymi nie może sobie poradzić.
"Powiem Ci tak - tu nie jest nawet istotne to co ona mówi. Chcąc dowiedzieć się jak jest naprawdę, będziesz miał jeszcze większy bałagan w myślach, ponieważ dzisiaj powie Ci jedną wersję, za tydzień drugą, za dwa tygodnie zapoda dwie kolejne, a Ty będziesz się czuł jak w matrixie nie wiedząc co to jest "pięć". "
Z tym się zgodzę w zupełności. Przy tych tłumaczeniach naprawdę codziennie mówiła co innego, nawet podczas jednej rozmowy sama sobie zaprzeczała, po czym kiedy zwracałem na to uwagę stwierdzała, że jej nie rozumiem.
Tak właściwie nie wiedziałem o co chodzi, gdybym znał drogę to pomógłbym zrobić cokolwiek, ale ja tak naprawdę nie wiedziałem czego ona oczekuje.
Jednego dnia mówi coś a już za jakiś czas nie trzyma się to całości, jej zachowanie staje się zupełnie odbiegające od tego co mówiła.
Oczywiście myślałem, że rzeczywiście może nie jestem w stanie zrozumieć i poczuć tego co ona czuje, tylko tak właściwie to nie wiem, czy ja psychicznie byłem (jestem) bardziej wykończony, czy ona.
I tak naprawdę niby wiem co zrobić, niby wiem że wiele się nie zmieni, ale za chwile myślę sobie, że po terapii ona wróci zgoła odmienna ?
Na dodatek ona nie pozwala mi o sobie zapomnieć, dając mi do zrozumienia, że cały czas o mnie myśli. Czy to ma sens i jakieś logiczne wytłumaczenie ? W takim razie jeśli dalej mnie kocha i tęskni to wystarczyłaby zwykła rozmowa, pomógłbym jej.
Nie wróci odmieniona, prowadzałem za rękę na terapię 2 lata. Tam zakładała inną maskę niż do związku. Lekarz o 14 00 mówił ze robi progres a tej samej nocy ganiałem za Nią sfochowaną po osiedlu bo naszły ją krzywe fazy.
Chcess cudownego azylu? Dam Ci taki który jej nie upokorzy i Tobie da cień nadziei: deadline.
Stawiasz granice. Mówisz wprost że nie możesz tak żyć.
Że albo jest z Tobą i decyduje się na ścieżkę życia przy Tobie i ta ścieżka ją satysfakcjonuje, albo nie.
Dajesz jej 24 godziny do namysłu, wspierasz w obu decyzjach.
Wydź z tego stanu zawieszenia bo to on Cię dobija.
Zrób tak. Jak nie zrobisz to rollercoaster przyspieszy, niby spór ucieknie a w Tobie zacznie siedzieć syf, dostaniesz tyle ciosów że przestaniesz ją tak mocno kochać. Skończysz w podobnym stanie co ona. To bagno.
Nie chcesz iść dalej w taką zapadnię bo staniesz się przez to gorszym człowiekiem.
Albo ona dźwiga w sobie swoje nieogarnięcie i NIGDY WIĘCEJ nie wraca temat jej nieszczęścia albo niech odejdzie.
Uszanuj obie decyzje i zobacz co bedzie dalej.
Jeśli laska faktycznie po dobie przyjdzie i powie ze chce Ciebie dalej to super- wracacie do siebie ale musi Ci teraz to wynagrodzić. I masz jej oznajmić że jesli kiedykolwiek jeszcze raz wyciągnie słowa ze jest nieszczesliwa ale nie odchodź od Niej, to zrywasz ze skutkiem natychmiastowym na zawsze.
W drugim przypadku mowi Ci ze nie da rady. Tego samego dnia oddajesz wszystkie jej rzeczy, nie żądasz nic w zamian, zero swoich, nie obchodzi Cię to. Pierścionek też niech sobie zostawi. Straciła szansę. Nie jesteś w jej zyciu na tyle ważny żeby przestała być gówniarą i wzięła się w garść. Odchodzisz i zajmujesz się odbudową siebie.
Oba przypadki mają Cię chronić, postawić jej granicę, nieprzekraczalną, a także wyrwą Cię z tego bezsensownego zawieszenia które bez działania pokrzywi Cię.
Nie chcesz tego zapewniam Cię.
Dobrze prawisz. Zgadzam się z Tobą w 100 %.
Ale nie zrobię osobiście żadnego kroku, dopóki ona sama nie pęknie i nie odezwie się do mnie w taki sposób, że będę mógł chociaż przypuszczać, że jakakolwiek rozmowa i ustalanie granic ma sens.
"Był to psycholog. Teraz chodzi do psychoterapeuty. Może nie powiedział jej tego wprost, ale mniej więcej taki to miało sens."
Sprawdź jeszcze tego "psychoterapeutę". W Polsce jest 201 certyfikowanych, a tylko certyfikowany dyplomem PTP może nazywać się psychoterapeutą. Inaczej jest szarlatanem. Chodzi mi o to, że chodząc do szarlatana, może sobie zrobić jeszcze większą krzywdę.
W Polsce jest z tym tragedia, bo zawód terapeuty nie jest regulowany prawnie - czyli i Ty i ja możemy założyć działalność gospodarczą i nazwać się psychoterapeutami - prawo na to pozwala.
I tak naprawdę niby wiem co zrobić, niby wiem że wiele się nie zmieni, ale za chwile myślę sobie, że po terapii ona wróci zgoła odmienna ?
Miałem kontakt z osobą BPD, która była w terapii.... 4 lata. W grupowej i indywidualnej. Mimo tego miała cholerny nieporządek w głowie i obmyślała codziennie samobójczy plan.
Oczywiście nie generalizujmy, bo przecież "każdy przypadek jest inny...". Ale powiem Ci i z doświadczenia własnego i z własnej nauki na studiach - osoby zaburzone są w cholerę do siebie podobne. One wcale nie są wyjątkowe. Jakby tak wszystkie zaburzone zestawić, to są identyczne - przejawiają identyczne, te same prymitywne mechanizmy obronne. W gruncie rzeczy jest to śmieszne, bo te "wyjątkowe i nad wyraz inteligentne" w istocie są niedorosłymi, rozwydrzonymi, skrzywdzonymi dziećmi.
Nie jesteś odpowiedzialny za tą dziewczynę i jej problemy, bo one na 99% były zanim pojawiłeś się Ty - za to jesteś odpowiedzialny (tylko Ty wyłącznie) za swój dobrostan psychiczny. Jeżeli jesteś wycieńczony psychicznie to tylko dlatego, że na to pozwalasz. Odpowiedzialnością dorosłego i jego przymiotem dorosłości jest miłość do samego siebie, a ta definiuje, że nie godzisz się na doświadczanie krzywd.
"Każdy orze jak może, a każda koza na pochyłe drzewo wskoczy".