Ja już nic nie wiem. Otóż jestem (byłem - sam kurwa nie wiem) z kobietą, która zaciążyła. Oboje chcieliśmy tego dziecka, ale ostatnio znowu się pokłóciliśmy i ona odrzuciła moje oświadczyny wyjaśniając, że nie ma sensu związek dwojga osób, które nie potrafią się dogadać. ALE zrobiła to w tak dziwny sposób, że jednocześnie dała mi do zrozumienia, że nie chce kończyć znajomości i rozważa, że kiedyś znowu razem zamieszkamy. Bo niby jak dziecko się urodzi to będzie inaczej ... Niby tłumaczyła utratę zaufania tym, że ostatnio od niej odszedłem i dlatego nie potrafi ze mną być, ale jak po tym wróciłem bo zaciążyła to ponownie rozpływała się w ramionach. Potrwało to dwa tygodnie i znowu jebło. Stąd to ostatnie rozstanie.
Nasze kłótnie są zawsze o jakieś duperele, które tak bardzo je ranią, że ona zawsze chce z ich powodu się rozstawać. A to butelki zapomniałem wynieść, a to kurwa zupę zrobiłem nie tak jak trzeba, gram na kompie, gdy nie powinienem, itp. Rozstawaliśmy się i schodziliśmy chyba z 5 razy, a znamy się niecały rok. Raz mówi, że każde powinno iść swoją drogą, ale po tygodniu znowu się zakochuje. Innym razem mówi, że powinniśmy od siebie odpocząć, ale po czasie znowu ją coś bierze. Ciąża ciążą, ale odjeby z powodu burzy hormonów chyba mają swoje granice … Dodam, że rzeczywiście ją słowami trochę poraniłem. Poza tym chyba zbyt mocno przyciskałem i stawiałem na swoim. Może chce mieć potulnego faceta na każde zawołanie i stąd to dziwne zachowanie, ale znowu z drugiej strony wielokrotnie dawała mi do zrozumienia, że to ja mam „nosić spodnie”. Ja już nie wiem nic i mam watę z mózgu. Dodam, że ona jest po kilku nieudanych związkach (w tym w związku małżeńskim). Ma córkę z poprzedniego związku. Mam pewną teorię, ale nie chcę sugerować nikomu. Może jakimś cudem ktoś coś sensownego wysnuje z tego opisu ...
"Nasze kłótnie są zawsze o jakieś duperele, które tak bardzo je ranią, że ona zawsze chce z ich powodu się rozstawać" nie przyszło Ci nigdy do głowy, że może po prostu do siebie nie pasujecie? Im dalej bedziesz to ciągnął tym bedzie gorzej, rozumiem ze tylko ten dzieciak Cie przy niej trzyma?
P.S Ciąża to nie choroba! Kobiety w ciązy prawie normalnie funkcjonują, oczywiscie bez podnoszenia cieżkich przedmiotow i paru innych bzdetów..
Oczywiście że przez ciąże kobiety miewają humory, ale jeśli już wcześniej sie nie dogadywaliście to chyba nie wina ciąży tylko niezgodności charakterów.
Możecie z tym walczyć czy próbować iśc na kompromisy, tylko trzeba chcieć.
Myślę że wina leży po oby stronach i to na pewno musicie zrozumieć
Pamiętajcie że już niedługo nie tylko wasze dobro sie będzie liczyć ale tez dobro waszego dziecka, wychowywanie w atmosferze kłótni i awantur na pewno jest gorsze niż bycie oddzielnie.
To że nie będziecie razem nie oznacza ze będziecie kiepskimi rodzicami.
Wiarus musicie poważnie porozmawiać, jak dorośli, coś ustalić i zaplanować przyszłość (czy w ogóle ją kochasz ?) razem lub oddzielnie
Teraz to moment w którym musisz być prawdziwym facetem i okazać jej to, jesli twoja troska czy wsparcie według niej jest niewystarczające, a ty uważasz że robisz wszystko co trzeba, rozstańcie się
pytanie czy robisz wszystko co trzeba ?
przemyśl to, niedługo zostaniesz ojcem
they hate us cause they ain't us
Nigdy się nie awanturujemy. Kłótnie raczej przebiegają dość spokojnie, ale dziecko z pewnością by to wyczuło. Ja się nigdy nie zgodzę na wychowywanie dziecka osobno i to jej jasno wytłumaczyłem i zdanie nie zmienię. Albo razem albo ja znikam - to jej dałem do zrozumienia co ją doprowadziło do płaczu. Kocham ją cały czas i staram się jak mogę, ale czasem nie wytrzymuję i powiem coś głupiego co ją bardzo rani. Obecnie nie mieszkamy razem bo ona "potrzebuje spokoju". Nie ma opcji wychowywania dziecka osobno (przynajmniej ja się na to nie pisze). Różnica między nami to 9 lat i na dziecko zdecydowałem się właśnie dlatego żeby czasem jej biologia nie przegoniła bo jest starsza ode mnie. Chciałem uniknąć sytuacji w której kiedyś bym jej powiedział "chcę zostać ojcem", a biologia by powiedziała "za późno". Nie ma opcji - albo razem albo sama z tym zostaje.
To, że Pani ma problem to ja wiem już od jakiegoś czasu. Wcześniej chorowała na depresję. Ona ma takie chwile, że potrafi się tempo patrzeć w telewizor albo w ścianę. Niby patrzy na 2 metry przed siebie, a oczy mają wyraz jakby patrzyły na co najmniej 100 metrów w dale. Gdy wpada w ten stan to rozmowa z nią jest NIEMOŻLIWA. Po prostu się z nią nie dogadasz bo zamyka się w sobie i tylko apatia i sarkazm z niej bije. Wtedy wszystko chce rozgrywać emocjami. A gdy w nocy pójdziesz się odlać to pyta co robisz bo się boi czy aby nie wyjdziesz z domu. Trzeba mieć przy niej klatę jak cyborg. Jak mi zmarła bliska osoba to mnie oskarżyła o to, że żałobę udaję po to by coś zyskać od niej ... Nie możesz sobie pozwolić na słabość ani na błąd.
Generalnie jest tak, że z nią można tylko na dobre chwile bo jak pojawi się sprzeczka, nawet o byle drobiazg, to zawsze idzie w kierunku rozstania - chyba, że ustąpisz. Ale jak ustąpisz to Ci wypomni, że "musisz nosić spodnie", a jak postawisz na swoim to "nie szanujesz moich emocji bo jesteś egoistą".
To sie lepiej dobrze zastanów czy warto dzielić życie z taka osoba? Bo z tego co tutaj wypisujesz to dom wariatow...
Wybrałem kobietę miłą i uśmiechniętą, a nie wpatrzoną tempo w ścianę z pretensjami o wszystko i nic. Niestety zbyt późno się zorientowałem, że dwie osobowości (anioł i diabeł) to stały pakiet mojej partnerki. Pociągało mnie to, że trzeba było ją non stop zdobywać, ale wkrótce zaczęło wyczerpywać bo cholera wie o co jej biegało ...
"To, o czym piszesz wygląda jak klasyczne bpd."
To jest niestety to. Poczytałem trochę o tym i zasadniczo 90% symptomów się potwierdza. Bardzo dziwne, jest to, że na początku znajomości seksualnie wręcz wybuchła, ale wraz z czasem trwania naszej znajomości zaczęła używać tego jako instrumentu do kontrolowania mnie.
Czasem mnie przepraszała za swoje zachowanie, ale w 80% sytuacji emocjami, bo nigdy słowem, przenosi winę na mnie. Ona uważa, że to ja mam problem ze sobą. Czytała kiedyś jakieś książkę psychologiczną, która rzekomo miała mi pomóc się wyleczyć z moich "dolegliwości". Mnie to też wydaje się dziwne, że kobieta w tym wieku po tylu związkach "nie wie" co robi. To jest dla mnie tak dziwne, że nieustannie jakieś teorie o niej tworze by wytłumaczyć to zachowanie. Bo trudno za przyczynę uznać fakt, że mamy sprzeczki o butelki źle położone, moją "nachalną" wizytę u lekarza, nieposprzątany bród na biurku czy inne duperele i to jest powód to rozstania. Zupełnie jakbym czasem kłócił się 14-latką. A później kobieta popada w załamkę i po jakimś czasie jej przechodzi. Ostatnio jak ją widziałem to wyglądała jak siedem nieszczęść.
Masz pewność, że to będzie Twoje dziecko?
"There is nothing more satisfying than having someone take a shot at you, and miss."
Trzy słowa: test na ojcostwo.
Chyba że jesteś pewien. Jak nie to test, i mądrzej będzie to zrobić cichcem, by nie wybuchła III Wojna Światowa jeżeli się okaże że jednak twoje a ją oskarżałeś.
"Tato, czy kobieta kiedyś zrobiła ci coś tak strasznego, tak odrażającego, że zrujnowało ci to całe życie?"
"Tak synu, ty tę kobietę nazywasz matką"
Al Bundy - król;)
O ja pierdolę, aż gęsiej skórki dostałem, brrr...
Przy dostatecznie dużej ilości czasu w towarzystwie tej babki zryje Ci beret mur-beton. Najbardziej to dzieciaka szkoda...
Swoją drogą szybko zdecydowaliście się na dziecko. Nie krytykuję, nie oceniam, bo wiem, że życie różne scenariusze pisze - po prostu rok czasu to w pizdu krótko, a właśnie sporo takich "kwiatków" wychodzi po czasie, niestety...
Pimpin' ain't easy, but somebody gotta do it.