Siedzę sobie i naszła mnie taka rozkmina. Jestem z dziewczyną od 3 miesięcy. Wszystko cacy, seks jest, dużo rozmawiamy, śmiejemy się razem, widać że jej zależy. W piątek poszła na urodziny do koleżanki (wszystko dzieję się w jednej miejscowości, w której razem mieszkamy), a ja wybrałem się do baru ze znajomymi, z racji tego że nie jestem lubiany wśród jej dużo młodszych znajomych. Spotkaliśmy się jeszcze przed salą, pogadaliśmy, buzi, buzi i każde w swoją stronę. W sobotę zapytałem jak tam po imprezce, to tylko jakieś zdawkowe odpowiedzi dostałem. Po godzince jakiś sms, że ona nie widzi sensu dalszego spotykania, że jej przykro, że zbyt wiele nas dzieli i takie tam. Myślałem, że chodzi jej o mój wypad do baru, bo wcześniej czasami była o to zazdrosna. Zaprzeczyła i powiedziała, że zbyt wiele nas dzieli, mamy różnych znajomych. Dla mnie był to bezsens, bo wcześniej rozmawialiśmy na ten temat i nie było żadnego problemu. No ale podziękowałem za znajomość, pożyczyłem szczęścia i powiedziałem, że szkoda, że nie miała odwagi stanąć twarzą w twarz i powiedzieć co jej leży na sercu.
Minęła sobota i prawie cała niedziela. W międzyczasie wrzuciła na fb jakiś głupi obrazek, że lepiej odpuścić, czy coś w tym stylu. Wieczorem dostaje wiadomość, czy sylwester nadal aktualny (wcześniej zapraszałem ją). Odpowiedziałem, że tak, przecież może iść bo tam się idzie i płaci pojedynczo, a nie parami. W poniedziałek miałem jej potwierdzić po rozmowie z kumplem, który to organizuje.
Siedzę w poniedziałek i dostaje wiadomość od kumpla na fb. Ten kumpel jest troszkę opóźniony w rozwoju, ale tak poza tym bardzo w porządku gość. Pisze mi czy jadę do klubu bo moja jedzie z jakimiś koleżankami. Napisałem więc, że nie bo już nie spotykamy się. Kumpel mi pisze, że wie bo mu mówiła i że wspominała że jej na mnie zależy. Ok, zlałem to.
Wieczorem napisałem jej wiadomość, że wszystko ok z sylwestrem. zaczęła się jakaś wymiana zdań na temat naszego związku. Powiedziała, że czasami lepiej odpuścić niż kogoś ranić. Doszło do tego, że powiedziałem jej, że albo nie wie o co jej na prawdę chodzi albo nie chce mi tego powiedzieć. Powiedziałem jej, że zachowuje się niedojrzale. Chyba ją to ruszyło, bo stwierdziła, że mam rację, że nie chce mi czegoś powiedzieć, no ale powie mi bo na to zasługuję i jestem wspaniałym mężczyzną. To na końcu powtarzała już wcześniej.
No i jak to tu rozkminić?
Według mnie to są dwie opcje. Pierwsza to taka, że poznała kogoś/wydupczyła się na tej imprezie. Dłuższy romans odpada, bo do soboty było wszystko tip top, a nagle załamanie. Myślałem jeszcze, że może wyszło, że jest w ciąży i się wystraszyła, no ale w sumie to głupie mi się wydaje. Jak Wy to widzicie?
Po mojemu to zamiast rozkminiać jak w jakiejś modzie na sukces, powinieneś wszystko zlać i poznawać nowe panny. Powiedziałeś A to się trzymaj A - chociaż ty bądź konsekwentny bo od kobiety to widać jak można oczekiwać stałego stanowiska w sprawie.
Laski zachowują się często nielogicznie więc szkoda twojego potencjału umysłowego na jakieś łamigłówki bez rozwiązania.
serio nie masz nic ciekawszego do roboty niż rozkminianie jakiś jej cyrków? 
---------------------------------------------------------------
Think different
Zdaję sobie sprawę, że już jest pozamiatane, bez względu na to o co jej tak na prawdę chodzi. Spoko, mam swoje życie i zajęcia więc dam sobie radę
Chwilowo jestem chory i siedzę w domu więc pomyślałem, że spróbuję zrozumieć kobiecą logikę 
Skoro mówisz, że zależało jej to w sumie wątpię, że coś na boku dzialała na tej imprezie, chyba, ze alkohol tankuje za bardzo i skłonności takie miała
Stawiam, że koleżanki zjebały sprawę, poszła, pogadały przy stoliku, namąciły w głowie i finito.
Recepta to inne kobiety, takimi z własnego doświadczenia wiem, że nie warto. Niezdecydowane to chyba najgorsze.
jak podjęła decyzję (chociaż najbardziej abstrakcyjną) to i tak jej nie przekonasz
a jak robi to by wzbudzić twoje zainteresowanie czy żebyś się prosił, pieskował to i tak nie warto w nią inwestować
pytanie czy warto iść z byłą na sylwka ?
będzie waliła smuty i zabawa spierdzielona ...
swoje lata masz, wiesz że czasami "bycie w porządku" się nie opłaca
they hate us cause they ain't us
Wiesz, ja nie mam zamiaru jej przekonywać do niczego
A co do sylwka, to my w parze nie idziemy. Tam będzie dużo ludzi których oboje znamy. A jeśli się okaże, że poszła w bok, no to wtedy nie mam zamiaru utrzymywać z nią kontaktu, nawet koleżeńskiego. Poinformowałem ją na początku znajomości, że zdrady nie toleruję
Też tak myślałem, że może koleżanki, zwłaszcza że nie przepadają za mną, ale po pierwsze, to rozmawialiśmy o tym właśnie jakieś dwa dni wcześniej i mówiła, że ona ma swój rozum i jej nie przeszkadza taka sytuacja. Po drugie, to z tego co mówiła po tej imprezie, można wywnioskować, że miało miejsce jakieś zdarzenie, które przesądziło o tym że zerwała. W piątek rano wpadła do mnie jeszcze z soczkami i owocami, bez zapowiedzi no i było bardzo miło, a w sobotę odwrót o 180 stopni
To, że o tym gadaliście i ona MÓWIŁA to jest gówno warte. Jedna koleżanka wystarczy, żeby wyłożyć "żelazną kobiecą logikę" takiej Twojej pannie, a co dopiero kilka. Ona rozum swój może mieć, ale z babami to jest jakoś tak, że te ich mózgi są połączone jakimiś niewidzialnymi kablami. Koniec końców najczęściej ich decyzjami kieruje zbiorowa świadomość - sabat nie lubiących Cię koleżanek, sabat teściowej z ciotkami etc.
A czy było coś czy nie? A huk Cię to obchodzi teraz? Nigdy się prawdy nie dowiesz, ale często jest to tylko głupie gadanie, żebyś był wkurwiony, zazdrosny,żebyś pieskował a jej było na wierzchu.
Dobrze jej powiedziałeś, że jest niedojrzała i niech to będzie teraz już tylko jej rozkmina i problem.
A na marginesie - to ile ona ma lat?
Jej koleżanki to jej mąciły w głowie już od początku, ale ona to zlewała. Jeśli zaczęły by ją przekonywać to już wcześniej miałaby jakieś wątpliwości, a nie tak pstryk i nagle zmiana. Da się wyczuć takie coś. No niby mam się z nią spotkać i ma mi powiedzieć w czym rzecz. Na początku to mówiła, że jak kiedyś tam się spotkamy jak kumple, to mi wszystko opowie, ale później zmieniła zdanie. Ma 20 lat
Jeden z nielicznych tematów, w którym autor ma łeb na karku, bardzo dobrze się zachowałeś.
Co do laski, to albo komuś dała, albo (szczególnie, jeśli jest młoda) koleżanki jej zrobiły wodę z mózgu.
Ja miałem kiedyś podobną sytuację, tylko rolę koleżanek odegrał moj świetny do tamtej pory kumpel. Faceci zrobią wszystko, byleby tylko zamoczyć.
Jest dużo młodsza ode mnie, ale dużo dojrzalsza od swoich rówieśniczek jeśli chodzi o życiowe sprawy. Zrozumiałe, że jak każda młoda laska ma swoje światy czasami, ale ogólnie ogarnięta
Jakby była dużo wystarczająco dojrzała i wystarczająco ogarnięta, to po jednym wieczorze nic by się stary nie zmieniło. Nawet jeżeli siedziałoby nad nią stado pieprzących głupoty podlotków.
No to fakt, bo nie wiem co mogłoby się stać takiego, że ona nie chce mnie ranić
Myślę, że nie ma co rozkminiać. Dziś mam się z nią spotkać więc pewnie się coś wyjaśni. Dam znać na pewno co się dowiedziałem 
Raczej już jest pozamiatane. Laski w tym wieku raczej zrezygnują z faceta niż ze znajomych. Sam napisałeś że nie jesteś za bardzo akceptowany w tym towarzystwie a najprawdopodobniej jej "mądre koleżanki" naopowiadały jej jakim jesteś chamem że nie poszedłeś tam z nią bo one przecież nic do Ciebie nie mają.
Jeśli chcesz się męczyć to drąż temat ale wątpię żebyś dostał poważną odpowiedź która tłumaczyłaby rozstanie.
Daj znać czego się dowiesz, ale na moje to poszalała sobie na urodzinach.
"Wrzuciła na fb jakiś głupi obrazek, że lepiej odpuścić. No i jak to tu rozkminić? Według mnie to są dwie opcje. Pierwsza to taka, że poznała kogoś/wydupczyła się na tej imprezie. Jak Wy to widzicie?"
Nie wiem co siedzi w jej głowie. Nikt z tutaj zasiedziałych na forum również tego nie wie. Tak więc nikt na to pytanie nie udzieli odpowiedzi. Wielce prawdopodobne, że i ona do końca nie wie, ale to jest akurat u bab normalne. Szkopuł polega na tym, że to w ogóle ważne nie jest co baby tam sobie myślą. Istotne jest to w jakim stanie umysłu Ty się znalazłeś. Śledzisz ją po jakiś fajebukach w nadziei, że odczytasz jej myśli no bo jeżeli "zalajkowała" coś tam to ... kocha, nie kocha, kocha, nie kocha ... A w między czasie się zastanawiasz czy ciągnie komuś po kątach czy nie.
Nie masz do niej za grosz zaufania, a to dopiero trzeci miesiąc znajomości. No tak żyć Panie Premierze to się nie da.
Poznała kogoś kto został ładnie zarekomendowany przez grono znajomych i to by było na tyle nie przejmuj się !
No powiem Ci Wiarus, że nie trafiłeś
Nie śledzę jej i nie nagabuję, po prostu widziałem to na fb i tyle. A że ona nie jest tym typem który przesiaduje na fejsie i wrzuca milion obrazków, no to rzuciło się w oczy. Nie brakuje mi też zaufania, no ale skoro coś się stało to jestem ciekawy co, myślę że to normalna reakcja. Co innego gdybym znał ją tydzień czy dwa, to pewnie bym to olał. Poza tym kiedy spotykaliśmy się, to nie dałem jej nigdy odczuć, że jej nie ufam.
Obiecała, że jak jej przejdzie to pogadamy, no ale nawet tego nie komentowałem. Pożegnałem się i tyle.
A co do rozmowy, to nie odbyła się bo dziewczyna jest chora. Pewnie gdyby jej zależało to wyszłaby na te 5 minut, ale widocznie nie chce, wstydzi się czy boi, czy ma mnie w dupie, czy cholera wie co
Wczoraj byłem na urodzinach i była tam owa dziewczyna i wyjaśniliśmy sobie wszystko. Są pewne istotne fakty, o których wam tu nie wspomniałem. Po pierwsze, kiedy ją poznałem to ona skończyła właśnie swój 3-letni związek z pewnym kolesiem. Był to jej pierwszy związek. Kolesia znam, bo z tej samej wsi. Ogólnie straszna cipa z niego, non stop zazdrosny, mówił jej co ma robić, zabraniał wychodzić z domu, mówił w co ma się ubrać do szkoły. Ogólnie straszna padałka. Jak z nim zerwała wydzwaniał, wypisywał, przychodził pod dom, nie dawał spokoju. Aż dziwne, że w miarę mądra laska, tyle czasu była z takim kolesiem. Druga sprawa to jej matka. Według mnie ma problemy ze swoją psychą. Kiedy się dowiedziała, że z nim zerwała i zaczęła z dużo starszym kolesiem, czyli ze mną, to zaczęły się akcje typu, że się kurwi, że ja jestem kurwiarzem (choć nikt z nich mnie nie zna), że ją wykorzystam, żeby z brzuchem nie wróciła, itd., itp. Matka i koleś utworzyli kółko wzajemnej adoracji. Gość potrafi przychodzić do matki i tam przesiadywać. Do tego doszli jej znajomi, którzy nie mają swojego rozumu i jej były ich nakręcił (wszyscy trzymają razem). To wszystko działo się na początku i kiedy mi to opowiadała, to mówiłem, że pewnie im przejdzie z czasem, na wszystko przyjdzie czas. Z czasem przestała mi o tym opowiadać, więc uznałem, że sprawa się rozmyła. Jednak wczoraj powiedziała mi, że to wszystko trwa nadal i musiała się ukrywać przed znajomymi, żeby ci nie donieśli matce. No i przyszedł feralny piątek, kiedy to przyniosła mi rano soczki, a następnie powiedziała swojej kuzynce, że u mnie była. No i kuzyneczka doniosła dalej, aż doszło do matki. Matka postawiła jej ultimatum. Albo zerwie ze mną kontakt albo ma wypierdalać z domu. Przykra sprawa, szkoda dziewczyny bo z każdej strony każdy chce jej "dobrze zrobić", nawet rodzinka. Ze znajomych ma tylko dwie osoby, które ją popierały. Te osoby są starsze ode mnie więc już swoje w życiu wiedzą. Do tego wszyscy jej mówią, że ma wrócić do byłego, bo przecież to taki fajny gościu. A to nie dość, że pizda, to jeszcze baran bo nawet technikum nie chciało mu się skończyć.
A póki co powiedziałem, że może wpadać jak będzie miała czas na miłe spotkania
Zgodziła się z uśmiechem
Zakończyliśmy długim pocałunkiem i rozeszliśmy się, każde w swoją stronę...
No a my pogadaliśmy sobie na ławeczce przytuleni. Widać było po niej, że zależy jej na mnie, zresztą sama też to powiedziała. Powiedziałem, że wszystko rozumiem i że będzie mi jej brakowało. Pożyczyłem szczęścia i powiedziałem, że pewnie kiedyś znajdzie fajnego mena w podobnym do siebie wieku