Witajcie,
mam taki problem ciekaw jestem czy Wy też. Mianowicie nie chce mi się umawiać na randki, której celem jest TYLKO poznanie dziewczyny.
Mam 3numery do dziewczyn, (do jednej już od marca, do pozostałych od kwietnia) i nie mogę się z nimi umówić. Starałem się z każdą umówić tak ze dwa razy, ale akurat nie mogły i mają na to mocne alibi.
O co mi chodzi? Chodzi o to, że trochę mało razy im coś proponowałem. Ale nie chce mi się umawiać z nimi na jakiś spacer czy na piwo, bo szkoda mi czasu. Dotąd proponowałem squasha, teatr(czasem mam darmowe wejściówki na takie rzeczy), wyjście na juwenaliowe koncerty, grill, film u mnie(jak miałem wolną chatę). Tzn. chce się z nimi umówić już jakby przy okazji czegoś, bo jakieś takie spotykanie się po to żeby nawzajem coś o sobie powiedzieć wydaje mi się obecnie jakieś takie głupie, sztuczne i zalatujące desperacją.
A jakie są Wasze odczucia?
No i dobrze, uważam, że w spotykaniu się z dupami nie chodzi o to, by się spotykać na siłę albo z nudów, tylko by stanowiły miły dodatek do życia. Więc to normalne że chcesz żeby towarzyszyły Ci w Twoich sprawach. Ja robię tak, że najpierw się spotykam, żeby trochę pogadać z babką, poznać ją, dowiedzieć się czy sam chcę się z nią spotykać a potem zabieram je na rolki, łyżwy, basen bo i tak jeżdżę i pływam i załatwiam od razu trening + randkę.
W ten sposób nawet gotowanie udaje mi się podciągać pod randkę - robię se żarcie w pięcioliterowym garze na cały tydzień a laska w ramach randki pt. "gotowanie" obiera razem ze mną ziemniaki i marchewkę na ten obiad, którym następnego dnia poczęstuję inną dupę
Opcje:
Za późno dzwonisz, nie pamiętają już ciebie.
Może za mało je zainteresowałeś sobą żeby chciały sie umówić.
Może właśnie proste nie zobowiązujące spotkania są dla nich najprostsze, może za bardzo wydziwiasz i to je płoszy, koncerty, teatr, kino itp. w hałasie ciężko sie rozmawia, kobietki wolą raczej kameralnie się zapoznać, takie standardowe=bezpieczne
they hate us cause they ain't us
ale ja je wszystkie już znam, dwie są z mojej uczelni, z jedną się nawet całowałem, trzecia poznana na przystanku, prawie zaciągnąłem ją do siebie, gadaliśmy chyba z godzinę jeszcze po wyjściu z autobusu, bo okazało się, że mieszka przystanek ode mnie. pamiętają mnie, bo odpisują, odbierają, ale ja np. czasem dzwonię zapytać co słychać i nie proponuję spotkania heh. no akurat teatr to nie jest najlepsze miejsce, ale mialem dwie wejsciowki, a koleżanki szły na juwenalia i nie miałem z kim iść