Witam.
Dzisiaj w pracy nasunęła mi się pewna myśl - pytanie.
Jak wyglądają Wasze związki? To znaczy ile byliście najdłużej z kobietą, ile ich mieliście i do czego dążycie? Do poznania kobiety na całe życie, założenia rodziny czy może do tego aby co jakiś czas podrywać nową? AHA i najważniejsze. Wasz najdłuższy, najpoważniejszy związek. Dlaczego się rozpadł, o ile się rozpadł. A może nadal trwa? Są tutaj mniej lub bardziej obyci faceci, jeśli chodzi o relacje damsko męskie. Niech się wypowie jak najwięcej osób. Wyjaśnię potem o co mi konkretnie chodzi jak zobaczę jak to u Was wygląda.
Do dzieła!
P.S.: Okey. Pisze czemu to ma służyć. Przez 11 lat jak byłem z kobietą nie miałem pojęcia o psychice kobiet, o tym, że chemia trwa 2-3 lata, że one są takie przebiegłe. Mimo iż wychodziliśmy osobno na imprezy, spotykaliśmy się czasem ze wspólnymi znajomymi, a czasem ja ze swoimi, a ona ze swoimi. Studiowaliśmy też oddzielnie i wszystko się układało. Jak w ostatnim roku się rozpadło przez kłótnie i poznanie nowego faceta, to dopiero zacząłem czytać o relacjach damsko-męskich, o dawaniu emocji itd. Jak to jest możliwe, że są takie pary, której my byliśmy przykładem? 12 lat to przekroczyliśmy kilka razy tą chemię, która miała się wypalić. Bogaty też nie byłem. Miałem auta ponad 10 letnie, a jakos wszystko działało między nami. Jedyne co było dobre to seks przez wszystkie te lata. Czy to może być spójnik Panowie? Zawsze był urozmaicany w miarę poznawania siebie.
Tutaj jest wielu facetów, których związki rozpadają się po 2,3,4 latach, a niby są świadomi wszystkich tych technik, które trzeba stosować na kobiety.
To jak to jest? Skoro tyle osób wie, to chyba takie wziązki powinny trwać dużo dłużej niż wspomniane 2,3,4 lata.
Może się wypowiedzieć ktoś?
ok 3,5 roku w liceum, po 1 roku to nie była zdrowa sytuacja, ale lubiliśmy się kochać. Rozwoju i przyszłości w tym nie było, po roku powinniśmy się rozstać. W bilansie straciłem 2,5 roku, seks nie jest warty zatrzymania się w miejscu w innych dziedzinach.
Fajnie, że rzuciłeś pytanie - nigdy nie starałem się zebrać tej historii w 2 zdaniach, a w sumie więcej nie jest potrzebne. Przegrałem 2,5 roku, teraz będę nadrabiał poświęcając tej historii 2 zdania zamiast wielogodzinnego wywodu.
Dzięki!
________
Wpisałem tutaj strasznie długi opis, historię całego życia..
system przyciął go kawałek przed morałem więc zostanę przy:
Jestem na TAK!
No jest 1. Spoko.
Z góry mówię, żeby nie czepiać się mnie, czy jakiejś mojej traumy po związku, tylko po prostu ludzie po tylu latach znają się można powiedzieć na wylot,a tu rozstania.
Być może czasy się zmieniły i teraz inaczej się patrzy na związki? Kobiety są bardziej wyzwolone, mają większe wymagania?
Popatrzcie na starsze roczniki. Powiedzmy nasi rodzice. W ich czasach nie było aż takich wymian partnerów. Ludzie się dobierali i trwają ze sobą do dziś. Wiadomo nie wszyscy, ale dużo większy % niż teraz. Być może to internet zabił prawdziwą męskość, która jest moim zdaniem największym magnesem, żeby zatrzymać przy sobie kobietę. Hmm...ciężkie przemyślenia, ale coś w tych czasach jest na pewno nie tak.
To, że zna się kogoś 10 lat, to jeszcze nie oznacza, że się tę osobę poznało.
Co do "zmian czasów", wklejam tu mój post na ten temat z niedawnej dyskusji na forum (link do tematu: http://www.podrywaj.org/forum/ja...):
"Jak sobie z tym radzic? Po kilku latach doszedlem do prostego wniosku: dzisiejszy swiat oferuje bardzo duze mozliwosci, wychowuje czlowieka wlasciwego swojej epoce z mentalnoscia i wartosciami, ktore znamy.
Po czasie obserwacji, doswiadczen wlasnych i cudzych widze, ze zwiazki dzis bez wzgledu na zaangazowanie, trwalosc, nieskonczona ilosc seksu, stopnia formalizacji, zobowiazan i lat stazu moze skonczyc sie z dnia na dzien. Bo tak. Strona stwierdza, ze cce sprobowac czegos nowego, innego lub czuje, ze sie nie spelnia z obecnym partnerem.
Kto nie rozumie tego swiata bedzie jeszcze nieraz smutny po rozstaniu. Wazna jest tez dojrzalosc emocjonalna. W pewnym wieku milosc jest mozliwa bez utraty wlasnej tozsamosci i zatracenie siebie dla drugiej osoby.
Majac swoje zycie, oddanych i prawdziwych przyjaciol, swoje zainteresowania i wartodc (i nie chodzi mi tu o mechaniczne powtarzane afirmacje czy zwykla zarozumialosc) nie bedziesz juz smutny.
Stopien zaangazowania ma wtedy znaczenie, tego nie zaprzeczam. Ale nie ma efektow druzgocacych.
I widzisz, ze zycie nie stoi, nie czeka na Ciebie. Idziesz dalej, albo bezproduktywnie nad tym sie rozczulasz.
A zycie jest zdecydowanie za krotkie, oferuje zbyt duzo mozliwosci a ludzie sa tacy jacy sa - decyduja snie na zmiane z dnia na dzien.
Poki wiesz, ze nie ma wymian ekwiwalentnych i ze dajac nikt nie powiedzial, ze cos dostaniesz w zamian, to wtedy radzisz sobie z tym zaangazowaniem.
Sorcia za brak polskich znakuf ale pisze z tel."
__________________________________________________________
Kobiety są nienormalne ale u nich to normalne.
To co piszecie jest prawdą. Trzeba się z tym godzić jakie są teraz czasy. Bądź co bądź prawie każdy szuka tej jedynej/tego jedynego, żeby wspólnie iść przez życie i co najważniejsze być z tą drugą połówką szczęśliwym/ą. Są oczywiście wyjątki, gdzie ludzie świadomie nie chcą ślubu, dzieci i tej całej szopki. Wydaje mi się jednak, że na starość żałują i są zgryźliwymi tetrykami
Kiedyś miałem takie marzenie. Przez wiele lat je powtarzałem mojej byłej, że chciałbym na starość siedzieć obok niej przy kominku, uśmiechnąć się i podziękować za wspólne szczęśliwe życie. No ale....to było bardzo naiwne biorąc pod uwagę to co się dzieje dzisiaj na około nas. Chociaż zazdroszczę tym starszym ludziom, którzy są swoją 1 miłością i ostatnią i mimo tego, że są w podeszłym wieku, przeszli w życiu niejedno to okazują sobie nadal uczucie i widać po nich, że są szczęśliwi. Kurwa no zazdroszczę i pewnie nie jeden z Was widział takich staruszków. Nie da się przejść obok tego obojętnie.
Da sie. Ci staruszkowie mieli swoje zycie, swoje wartosci, swoje marzenia, swoje ambicje.
A Ty masz swoj swiat.
Sorcia za brak polskich znakuf ale pisze z tel.
__________________________________________________________
Kobiety są nienormalne ale u nich to normalne.
... i swoje błędy, i je naprawiali, i też mówili "kiedys było inaczej"
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
Bull shit, po prostu, kiedyś więcej było prawdziwych facetów radzących sobie z życiem (trudne czasy tego wymagały), dlatego też w związkach było inaczej
Tak samo z urządzeniami elektrycznymi, już się ich nie naprawia i podobnie jest ze związkami
chodzi o to, żeby w miarę szybko sobie uświadomić, że za rogiem stoi ktoś z innymi różnicami. Kiedyś nie mieli internetu, a o tym (albo dzięki temu) wiedzieli...
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
ja uważam że wiele ma do tego zmiana kulturowa, kiedyś podział ról był jasny, teraz nastąpiła zmiana biegunów, faceci zniewieściali, kobiety mogą się "realizować" rozwody czy zdrady nie są tak piętnowane, wszędzie walka o atencję, bądź super, korzystaj z życia, zasługujesz na coś lepszego i pelikany to łykają ...
bardziej wiąże kredyt niż przysięga małżeńska
they hate us cause they ain't us
Nie bez powodu mowi sie "moja druga polowka kredytowa"
Sorcia za brak polskich znakuf e pisze tel.
__________________________________________________________
Kobiety są nienormalne ale u nich to normalne.