Cześć,
Pewnie część z Was spotykała się z typem kobiet, które wśród znajomych mają więcej przyjaciół i kolegów płci brzydkiej aniżeli koleżanek. Są to z tego co zauwazyłem dziewczyny bardzo otwarte, rozrywkowe, wyluzowane. W moim przypadku panna ma takiego przyjaciela, który jest dla niej jak brat (jak sama twierdzi). Poznali się kilka lat temu na studiach, mają ze sobą milion zdjęć na fejsbuku począwszy od wspólnych imprez, poprzez wycieczki a skończywszy na jakichś spacerach, weselach, niewinnych przytulaniach się, lajkują i komentują wszystkie, a przynajmniej większość swoich zdjęć. W większość w tonie podobnym jakby byli parą (na zasadzie oh i ah jakiś ty zajebisty/a, buźki itp).
Taki już jestem, że w przyjaźn damsko-męską nie wierzę i wkurwia mnie taki psiapsiół. Znam laskę kilka tygodni, miałem i mam z nią seks, ona deklaruje coś więcej, ale moje pieprzone samolubne ego podpowiada mi, że taki przyjaciel (którego nigdy nie poznałem) może co najwyżej nabruździć (podejrzewam, że laska mu się zwierza a on jej daje złote rady i interpretuje przedstawione przez nią moje zachowania).
Może to płytkie co mówie i zaraz ktoś mi wygarnie "ej stary, ale to Ty a nie on ją bzyka, gdzie Twoja pewność siebie? olej typa, on jest tylko friendem (z wyboru albo przez swoje nieduolne działanie i cały czas apsiruje) i rób dalej swoje." Nie no spoko, czaję, ale jak mi laska mówi, że on ją gdzieś zaprosił (czy może iść się pyta) to mnie chuj strzela, a tym bardziej, że gość wie, że ona spotyka się ze mną. Nie boję się go jakoś bardzo, ale chcę po prostu uniknąć sytuacji, że gość poczuje, że jego niespełniona miłość jest w tarapatach i zaraz zacznie sączyć na mnie jad, obniżając w jej oczach moją wartość, albo próbowac podbijać do niej na zakrapianej alko imprezie na którą ona z nim pójdzie (po mojej apropbacie która była moją pierwszą reakcją). Podobną sytuację miał kolega, gdzie laska też tłumaczyła, że to tylko przyjaciel, jakiś nieszczęśliwy i szuka pocieszenia tylko, a później okazało się, że wymieniali się smskami jakby to sobie wskoczyli do łóżka (kumpel wypierdolił ją potem na zbity pysk, imho słusznie).
Trochę dało mi to do myślenia, bo moja też twierdzi, że to dawny kolega ze studiów, największy przyjaciel, że kiedyś miał dziewczynę ale nie wyszło, że ona czuję się zobowiązana mu pomóc i jakoś go pocieszać i że w ogóle wg niej to on jest taki trochę gej (tak jakby mówiła to tylko po to, żeby uśpić moją czujnosć).
WTF? Co byście zrobili na moim miejscu wyjadacze? 
wiesz, co to lustro?
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
Nie zrozumiałeś o co chodzi? Ma zastosować zasadę lustra,czyli jeśli ona ma jakiegoś tam kumpla to niech i on ma koleżankę
Myster Heat... Tłumaczysz mi tak, jakbym napisał gdzieś, że ta rada jest dobra a tak nie napisałem...
Szczerze? Ja osobiście zdania na ten problem nie mam dlatego rady swojej i zdania swojego nie wygłosiłem. Niezależnie czy lustro byłoby tu dobrym rozwiązaniem czy też nie, to nie chciałoby mi się bawić czy to w taka relacje (zakładając ze obecność tego gościa by mi przeszkadzała) a tym bardziej nie chciałoby mi się bawić w gry z jakąś koleżanką bo z trójkąta robi się czworokąt. Ale może wynika to tez z tego, że zrobiłem się strasznym leniem ostatnio w sferze damsko-męskiej? Nie wiem;) reasumując? Ja bym w to wszystko wbijał... Była by okazja to umówiłbym sie z inna dziewczyną. Nie miałbym okazji? To nie... Tyle, że zrobiłbym to dla samego siebie, dla swojej równowagi psychicznej a nie w imię wielkiej gry w jakies zdjęcia na śmiećbooku z tą laską... Ot, tyle...
heath... to, ze Ty nie masz koleżanki takiej do pogadania, a nie jedynie to bzykania, takiej z którą można troszkę dłużej niż zwykle pokonwersowac, poswięcic jej ciut więcej czasu niż by wypadało, to nie oznacza, ze autor-bohater nie ma
Ja rozumiem, ze obracając się w kręgach szukających sponsoringu lasek, a w konsekwencji spuszczających Cię na drzewo, trudno dostrzec, że są jeszcze najzwyklejsze "kumpele"
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
ona ma i faceta i przyjaciela, ktory na pewno coś do niej czuje. I będzie sabotował nowego chłopaka chociażby po to, żeby mu się kontakt nie ukrócił.
Więc dlaczego on nie miałby trochę zdywersyfikować znajomości?
Heath... no błaaagam:) Prowokujesz i dziwisz się reakcjom.
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
W teorii wiem, ale w praktyce nie korzystałem mówiąc szczerze. Mam wziąć kumpelę, albo którąś ze swoich ex (bo zyjemy jak łyse konie co niektórych dziwi) i jebnąć se wspólne selfie na fejsa? ;p Czy napisać, że nie mogę się z nią wtedy i wtedy spotkać BO idę z koleżanką gdzieś tam?? Zawsze wydawało mi się to zajebiście dziecinne i sztuczne, takie pokazywanie, że ty masz kolegę to patrz- ja ci pokażę, że mam koleżankę, zobacz jak się z tym obnosze... Wiesz, na fejsie mało działam (na innych portalach mnie nie ma), ale jak nagle zacznę szastac zdjęciami z koleżankami na lewo i prawo (akurat po tym jak ona zapytała czy może iść z tym kolegą) to będzie to wyglądało trochę hm... dziwnie. Nie sądzisz?
Tym bardziej, że lasencja napisała mi wprost (z uśnmieszkiem ale zawsze), że "ma nadzieję, że ja nie mam takich bliskich przyjaciółek". Ja to przemilczałem, w ogóle po tym tekście jeszcze bardziej odsunąłem pomysł "pokazywania jaki to ja nie jestem z laskami".
Wystarczy, że na wspólnym weselu zgadałem się z taka jedną slicznotką, później taniec. Wkurw widoczny mojej na twarzy nie do opisania, a później jeszcze wypominki "jak tam moja koleżanka". Cóż, mówię, nie koleżanka a przyjaciółka
dodam jeszcze do poprzedniego postu, że bardziej udostępniam na FB swoje pasje niż dziewczyny. Od 3 lat posiadania FB mam może 2-3 zdjęcia z kobietami...to chyba tym bardziej robi średni grunt na pokazywanie się nagle z innymi dziewczynami.
Istnieją dwie prawdy:
Prawda (kobiety nie lecą na frajerów)
Prawda (latał aż wylatał)
Tyle może być różnych przypadków ile lasek na Ziemi
“Życie to to, co się wydarza, gdy jesteś zajęty robieniem innych planów.”
Czyli wg Ciebie kategoreczynie powinienem wyrazić się negatywnie o spotkaniu jej z nim i tym samym próbowac ograniczyć kontakt, zaznaczając tym samym, że nie podoba mi się to?
I myślisz, że zerwie z nim kontakt, usunie zdjęcia i o nim zapomni?
Ludzi, z którymi spędzasz sporo czasu nie wywala się ze swojego otoczenia od co.
Wrzuć na luz albo daj sobie spokój z dziewczyną. Ckliwe rozmowy o zazdrości do przyjaciela sobie daruj.
Mówi się, że kobiety kochają tych, którzy je kochają. To nieprawda. Ulegają one temu, kto im mówi, że ulegną.
Heathcliff, nie wiem na ile to istotne, ale on podobno zaprosił ją na to wyjście jeszcze wtedy kiedy moja znajomość z nią kiełkowała. Dziewczyna, po tym jak zaczęliśmy się spotykać intesywnie, zapytała co sądzę o jej wyjściu z nim bo wtedy mu to obiecała, ale nie chciałaby, żebym w razie czego czuł się z tym źle. Stwierdziła, że jeżeli mam jakiekolwiek objekcje to mu odmówi bo rozumie, że ta sytuacja może nie być dla mnie komfortowa- zresztą dla niej też stąd pyta mnie o zgodę. Po tym jak się zgodziłem (a co miałem zrobić) dwukrotnie dopytywała czy aby napewno. Czy to zmienia trochę postać rzeczy?
A co do dwóch spraw o których napisałeś, myślę, że nigdy się tego nie dowiem, niby skąd i jak? Z isotnych kwestii on mieszka w innym mieście, rzadko się widują, za to utrzymują intensywny kontak via fb. Co do mnie to panna jest dość mocno napalona, sama nakręca temat związku. Chciałbym to kontynuować tylko potrzebuje strategii na tego pizdeusza. Nie wypytuje o niego, nie wplywam w zaden sposób na ich wzajemne integracje, w interakcji z nią traktuje temat jakby go nie było, ale czuję ze to moze byc ten maly kamyczek w bucie, który zacznie zaraz uwierac, a w kazdym razie moze zacząć. Przez takiego frienda powinienem z gory szykować drugą opcję?
Miałem plan, aby poczekac na to co będzie po imprezie. Czy on dalej będzie ją zapraszał i sie ustawial na coś wiecej (przyjąlem ze faktycznie, dopiero zaczelismy zaciesniac relacje, moze faktycznie juz mu to obiecala wczesniej i moze faktycznie będą sie grzecznie bawic jak na wspolnych zdjęciach ze wczesniejszych wesel). Jeżeli dalej będzie działal w ten i podobny sposob, to zostaje chyba tylko rozmowa z nią, niech wybiera wóz albo przewóz, no chyba ze laska sama zacznie mu odmawiac. Nie zabronie jej kontaktu z nim, ale glebsze integracje jak wspolne wesela, wyjazdy imho odpadają. Jako ze to nasz początek nie chciałem wyjsc na buraka i czegos zabraniac, zresztą ona sama zapytala mnie o zdanie. Teraz zaczynam myslec ze przez to moglem nieco wpasc w rame ciotowatego goscia co to wypozycza panne innym. Ktoś ma inny pomysł?
Zapytam może ze inaczej. Czy na tym etapie, w tej chwili (nie mowie o pozniej) warto w jakis sposob ingerowac w ich relacje i pomowic z nią na ten temat? Wydaje mi się, ze w swietle tego co napisalem i jak sie zachowałem, byloby to teraz niespojne, nie mniej wolę sie upewnic.
Powiedz jej że nie masz zwyczaju bawić się w jakieś śmieszne układy i trójkąty, bo się dziwnie w tym czujesz.
Tak, tylko że ty już powiedziałeś że Ci to nie przeszkadza..
Może odsuń się trochę na bok jak laska wyczuje że coś się zaczyna pieprzyć, to gościa z automatu ususnie bo się domyśli że tu jest problem
“Życie to to, co się wydarza, gdy jesteś zajęty robieniem innych planów.”
Zasadniczo robisz wszystko dobrze, bo pokazywanie jej zazdrości, "zabranianie" jej iść, pokazuje tylko twoją słabość, brak pewności siebie i atrakcyjności. Plus dla dziewczyny, że była gotowa nie pójść jakbyś jej zakazał.
Z przyjacielem nie walcz bo nie wygrasz - oni znają się kilka lat i relacja jest silna, ty jak mówisz kilka tygodni i jakby miała wybierać, raczej wybrała by go. Ty nie jesteś zbyt pewną opcją. Zasadniczo na teeraz bym odpuścil, bo on mieszka i tak w innym mieście, więc jako kamyk za bardzo cię nie będzie uwierał. Im twoja relacja z swoją dziewczyną będzie coraz silniejsza, tym bardziej ona będzie mniej zainteresowana tym przyjacielem, który może być jakas opcją rezerwową albo fuck friendem.
Im twój związek dłuższy, tym więcej broni masz w swoim arsenale - dopiero wtedy grał bym lustrem, chłodnikami, prowadził rozmowy ( ale nie z perspektywy słabości, a siły).
Oczywiście nie ma przyjaźni damsko-męskeij w rozumieniu takim, że nie może przerodzić się w związek czy seks-relacje, więc to , że na dzień dzisiejszy to "brat" nic nie zmienia.
Miałem bardzo podobną akcję, na początku "przyjaciel" był ważniejszy odemnie co wkurwiało mnie niemiłosiernie, jakoś po 3 miesiącach gdy bardzo się zaangażowała, miała go gdzieś.
To trochę taka walka o wpływy niestety.
Jakey, miałem podobnie wrażenie z tym zabranianiem, toteż wypaliłem od razu (a nie miałem dużo czas na namysł), że niech idzie (byle wstydu nie przyniosła na parkiecie ;p).
Nie chcę walczyć z gościem, bo będzie dokładnie tak jak napisałeś. Weźmie mnie za zaborczego, zakompleksionego szczeniaka, szczególnie, że mnie zna miesiąc, jego parę lat (chyba, że jest właśnie odwrotnie i chciała poczuć, że o nią zabiegam?).
Powiedz mi kolego tylko jak byś postąpił gdy przy następnym spotkaniu wypłynie (z jej strony bo ja nie będę podejmował) nieszczęsny temat jej wyjścia? To co mi z głębi duszy płynie, gdy mnie zapyta czy naprawdę nie mam nic przeciwko, albo coś około tego to odpowiedź mniej więcej taka:
"XXX, jesteś już dużą dziewczynką, wiesz co wypada a co nie w relacjach damsko-męskich, nie mam nic przeciwko żebyś w tym konkretnym przypadku z nim poszła tam i tam - ja sam staram się zawsze dotrzymać słowa i nie lubię niesłownych osób więc skoro już mu obiecałaś gdy się jeszcze nie znaliśmy to idź i baw się dobrze. Może mi Cię tam nie zje
Jeśli jednak mamy kontynuować znajomość w aktualnej formie, wiedz, że nie toleruje krzywych akcji. Osobiscie zawsze w pdobnych sytuacjach zadaje sobie pytanie czy chciałbym aby ta druga strona zachowywała się wobec mnie tak jak ja się zachowuje wobec niej. Czy ty chciałabys abym chodził z koleżankami po imprezach? Wydaje mi się, że w związek partnerski to sztuka kompromisów i wzajemnego poszanowania się partnerów, którzy oczywiscie powinni mieć zupełną wolność wyboru, bez przymusów i nacisków, jednakowoż powinni podejmować te deyczje siwadomie i dojrzale tak by pozostac w zgodzie z własnym sumieniem i ie tracić tego co wypielęgnowali.
Generalnie, wiadomość napisana przez ciebie jest ok, tylko na poziomie logicznym się niestety z kobietami niegada i niedogada... Najczęściej
Do "Może mi cię tam nie zje" spokojnie możesz powiedzieć. Ja poszedł bym w stronę, że związek musi być oparty na szacunku, zaufaniu i szczerości, a z twojej strony jej ufasz i może sobie z nim iść i mieć kontakt. Nie jesteś zazdrosny, bo gdy coś "odpali", to po prostu wasz związek się zakończy. W żartach dodaj, że tak długo jak jej nie przeszkadzają TWOJE koleżanki z którymi się spotykasz, ty też nie widzisz problemu. Kobiety są dużo bardziej zazdrosne od nas, więc pewnie sama zmniejszy kontakt z przyajcielem by ciebie nie prowokować do spotkań z kumpelami. Najgorsze co można zrobić, to mówić do kobiet wprost niestety, ona sama musi wpaść na pomysł, że z was dwojga, bardziej zależy jej na tobie. "Namawianie jej" nic nie da niestety, dlatego na ten moment zachęcałem cię by za bardzo o tym nie gadać, tylko pójść w rozwijanie waszej relacji, bo z czasem ona sama zrezygnuje z "tego trzeciego". Tak było u mnie.
Sytuacja o tyle zabawna, że to mnie koleżanka zaprosiła na wesele na co oczywiście się zgodziłem : " Przecież nie masz z tym problemu, prawda? " 
Pany wracam z tematem bo koleś cały czas mi się zaznacza w mojej relacji z panną. Poszedłem za radą Jackeya i niby wszystko ok, wciąż słyszę teksty, że za mną tęskni, cały czas spotykamy się 2-3 razy w tygodniu, łóżko itp, ja nie pokazuję zazdrości, zlewam typa ogólnie. Po weselu, o którym wspomniałem wcześniej (uzywałem okreslenia impreza), na którym razem byli po mojej aprobacie oczywiście ma 300 wspólnych selfie z nim na telefonie, na FB rozmawia z nim 2 razy częściej niż ze mną (inna kwestia, że staram się spierdalać od fb i nie inicjuje za bardzo rozmów), wymieniają 2-3 telefony na tydzień jakkolwiek nie mam żadnych dowodów, aby podejrzewać skoki w bok (rozmowy są neutralne, czysto koleżeńskie, przynajmniej ja takie widziałem/słyszałem, jej wypowiedzi o nim są też pozbawione emocji, ona sama przysięgała, że nigdy nic z nim nie było i nie będzie i, że z zresztą on jest podobno "specyficzny i gejowaty").
Obecnie (sob) szykują się jej urodziny, a dzień wcześniej (pt) jej wspólokatorki. Mam zaproszenie na obydwie imprezy, jednak powiem szczerze nie chce mi się jak cholera iść na tą pierwszą (muszę być sprawny w robocie w sobotę rano poza tym nie chcę kupować jakiejś lasce prezentu ;p), za to obiecałem swojej, że do niej oczywiście przyjdę kolejnego dnia. Ona niemalże błagała tego typa aby też wpadł (jak już wspomniałem mieszkają w innych miastach), na co zdawkowo przystał słowem "ok" co z jednej strony zdaje się być totalnie neutralne, a nawet olewcze, z drugiej brzmi coś jak jakiś push and pull. Mniejsza. W każdym razie, oprócz mnie, 3 innych par, będzie też on - sam, bo nie ma panny.
Jak powinienem się zachowywać wobec gościa? Będę widział go po raz pierwszy i nie wiem czy traktować jak powietrze czy wręcz przeciwnie podejść jak do kumpla? Chodzi o zachowanie zarówno na domówce jak i w klubie. Bo jestem pewien, że będzie się pchał z moją na parkiet i tu się obawiam, że moje nerwy mi puszczą jak się okaże, że to ja stoję pod scianą większość imprezy, a on z nią wywija. Podbijać do innych dziewczyn? Zaraz zarzuci mi, że "przecież to tylko przyjaciel, a ja na oczach jej znajomych bawie się z jakimiś obcymi".
Nie wiem też jak zachować się w sytuacji kiedy, po mojej odmowie uczestnictwa w imprezie urodzinowej wspolokatorki, moja sciągnie na moje miejsce tego gościa? Mam pewne poszlaki, że tak się stało, jakkolwiek ta impra jest w piątek, a ja przyjadę dopiero w sobotę wieczorem więc nie dowiem się czy był z nią jeżeli sama mi nie powie :/
Nawet jeżeli to tylko dobrzy przyjaciele (znają się prawie 8 lat, złazili wiele wesel, wycieczek, wyjazdów słuzbowych, wspolne studia itp) to w chuj mi ta relacja jej z nim nie leży. Obawiam się, że jest to na tyle duża zażyłość, że wbrew temu co pisał Jakey nigdy nie zerwie z nim kontaktu. Czy jakakolwiek rozmowa z nią o nim ma tu sens?
sorry za edycję