Mój post będzie zawierał w sobie 2 sprawy jednocześnie. Pierwszą z nich jest przerwa od czytania strony, pozostawania na bieżaco itd. Otóż w wakacje zrobiłem sobie taka przerwę, wiadomo sezon ogórkowy więc w zasadzie zrobiłem sobie przerwę od wszystkiego, rozleniwiłem się i moje kontakty z kobietami także uległy jakościowemu pogorszeniu. Tu jestem ciekaw czy jest to kwestia rozleniwienia, braku aktywności, braku czegoś co zajmowałoby czas, czy może też tego że odstawiłem czytanie tej strony na jakiś czas i moja czujnośc uległa uśpieniu.
Drugą kwestią jest pewna dziewczyna, moja dawna znajoma ktora ostatni raz widziałem w podstawówce. Dziewczyna wyrosła na HB9. Ostatnio byliśmy na wyjeździe. Razem imprezowaliśmy, dosyć agresywny taniec, potem siedzieliśmy razem przy ognisku na plaży, dziewczyna non stop do mnie usmiechnięta. Wrócilismy z wyjazdu, bylismy razem na jednej domówce gdzie w sumie tam gdzie byłem ja tam była i ona, kiedy ja byłem w basenie to ona siedziała i gadała ze mną na leżaku pomimo tego że reszta bawiła sie w domu. Zegarek który oddałem innej koleżance magicznym sposobem znalazł się na jej ręce, w żartach wycierała mnie ręcznikiem, później znowu wspólny taniec. O 1 musiała sie zmywac do domu, więc szybko sie do mnie przytuliła, buziak w policzek i rzuciła że "widzimy sie niedługo". Ogólnie dałbym sobie rękę uciąć że widziałem tam standardowe oznaki zainteresowania, niestety są dwie rzeczy które podcinają mi skrzydła:
1) Laska jest zajęta, co prawda na taką nie wygląda, z chłopakiem nikt jej nie widuje, na żadnych imprezach sie z nim nie pojawia, na wyjeździe też go nie było, więc jest to troche koleś widmo. Oczywiście moi kumple widząc co się kroi postanowili wypytać jej najlepsze przyjaciółki które zgodnie stwierdziły "że jest ona w nim zakochana na zabój". Wiem że nie powienienem słuchać takiego biadolenia, ale jak już wyżej pisałem przez ostatni okres marazmu w moim życiu trochę wypadłem z formy, a co za tym idzie straciłem trochę na pewności siebie przez co teraz ruszają mnie takie rzeczy
2) Jak już wyżej pisałem, ostatnio prowadziłem bardzo bierny tryb życia (mało ruchu, wyjscie na miasto co kilka dni, duzo siedzenia przy kompie i marnowania czasu). Mam wrażenie że wpadłem w strefę komfortu i teraz mam duże problemy by zaryzykować i wyjść poza nią. Moi kumple zgodnie stwierdzili że straciłem swój instynkt zabójcy, chodzi tu o to że kiedyś w kontaktach z tą dziewczyną nie zastanawiałbym sie nawet chwili nad tym co robić, a teraz moje bariery są tak duże że boje się wyjść poza nie. Chciałbym się dowiedzieć czy ktoś miał kiedyś podobny problem, bo trochę mnie to niepokoi. Zacząłem juz zmieniać tryb życia, wróciłem na siłownie, nie gnije przed komputerem, ale nadal mam wrażenie że nie mam tej samej pewności siebie co kiedyś, może to jest kwestia czasu, a może muszę zrobić coś by to na nowo zbudować. Nie wiem czy sobie to wmawiam ale czuje że żeby cokolwiek próbować z tą laska najpierw musze wrócic do dawnej formy.
Jesli ktoś był w podobnej sytuacji i może obiektywnie spojrzeć na mój przypadek to byłbym wdzięczny za wszelkie porady, bo być może ona rzuca mi nowe światło zarówno w kwestii owej dziewczyny jak i mnie samego.
Na Twoim miejscu odpuściłbym odbijanie laski innemu kolesiowi. To zazwyczaj oznacza wjebanie się do wielkiego szamba. Laska może potem skakać z kwiatka na kwiatek i mieć trudności kogo wybrać, a jak napisałeś to nie jesteś zbyt pewny siebie, więc wątpię żebyś wytrzymał takie akcje.
Co innego jak chcesz z nią przeżyć parę fajnych chwil i nie wpierdalać się z nią w związek
- ta opcja bardziej wydaje się możliwa do zrealizowania
.
Może Ci jakoś pomogę. Moje życie od poznania stronki wygląda trochę sinusoidalnie. Kiedyś od 2009 przebywałem na tej stronie pod innym kontem. Z początku okres zachłysnięcia, ale potem raczej weszło mi to w krew. Miałem chęci, jako taki błysk w oku i ten magnez. Potem poznałem kobietę, z którą spędziłem 3 lata i niestety całkowicie wyszedłem z formy. Po rozstaniu moja pewność siebie była bardzo niska. Z czasem (pół roku) wróciłem do jako takiej formy. Potem zaczęły się wakacje i tak samo jak u Ciebie. Stagnacja 100%. Mało ruchu, komputer itd. Teraz zaczynam to wszystko odstawiać.
Według mnie dużo leży w odpowiednim dobraniu diety oraz w małych sukcesach. Nie wiem jak się odżywiałeś przez wakacje, ale ja ubogo. Odkąd wróciłem do warzyw, owoców i częstszego jedzenia niż 3 razy dziennie nabrałem więcej energii. Do tego oczywiście koniec z waleniem. No a co do małych sukcesów. To z każdym małym sukcesem stopniowo będzie wracać dawna forma, większa pewność siebie i błysk. To jest po prostu kwestia czasu.
Jednak zauważyłem u siebie, iż niestety nawet w rok po rozstaniu po 3 letnim związku nie potrafiłem wrócić do formy z przed wejścia w związek. Miał ktoś może podobną sytuację? Czuję się jakoś mniej pewny siebie, bardziej zdystansowany i mniej przebojowy. Wydaje mi się, że po prostu jest to kwestia zrozumienia tego, że kobiety to nie wszystko i w związku z tym jakoś mniej mnie ciągnie do osiągania sukcesów na tym polu.
---------------------------------------------------------------
Morning of awkwardness is far better than a night of loneliness.
Norma. U mnie było podobnie będąc singlem poznawałem masę nowych ludzi, dziewczyn do tego uczyłem się podrywu i rozmawiania z ludźmi. Kim byłem ? Nie byłem mistrzem podrywu nie miał co wieczór innej. Ale byłem kimś interesującym dla kobiet bo pojawiłem się z znikąd (długo historia) Kiedy wchodziłem do klubu to z całą paczką znajomych jako ich przewodnik, zawsze uśmiechnięty, zadbany, pewny siebie, z błyskiem w oku i działało to jak magnes pojawiały się pierwsze dziewczyny z czasem koleżanki/przyjaciółki z którymi zacząłem chodzić po imprezach i kiedy wchodziłem się do klubu np. z sześcioma 7/8 to inne dziewczyny jeszcze bardziej się tobą interesują twoje pewność siebie wzrasta i masz świadomość ze możesz mieć prawie każdą. I co ? Pojawiła się dziewczyna mniej czasu dla znajomych koleżanek, później doszła praca i inne zainteresowania wtedy głownie spotykałem się z nią. Parę błędów, monotonia itp. Rozstaliśmy się. Co teraz ? Brak znajomych/koleżanek albo znaleźli swoich życiowych partnerów albo wyjechali i nie został prawie nikt... Wiec na nowo zaczynam poznawać ludzi nie przychodzi mi to z taka swoboda ale jednak. Powoli odzyskuje to co straciłem ale do mojej dawnej wersji siebie brakuje mi wiele. Ja mam motywacje chce znowu wchodzić do klubu i widzieć spojrzenia ludzi skierowane w moją stronę i podchodząc do lasek nie czuć presji ale zabawę z gry czego i tobie życzę
To się z wami zgodzę, też miałem jakąś dwu miesięczną przerwę, bo tylko praca a na imprezach chlanie i podryw pijanego mnie pijanych lasek. I pojawiła się masa excusów, wyszło się z formy, a jak się ogarnąłem i znalazłem sobie 2 nowe koleżanki to czuję jak to wszystko wraca na dobry tor ;p
Ja jeszcze dodam że dzisiaj przy pewnej czynności znalazłem być może jeszcze jedną z przyczyn mojego zamulenia zyciowego. Ostatnimi czasy sporo pale, i nie mówie tu o papierosach. Nie dzień w dzień ale często spotkanie z ziomkami zaczyna się od spalenia jointa, na imprezach to samo alkohol i do tego joint i być może jest to kolejny powód przez który jestem taki zajebany, spada mi samoocena, pewnośc siebie, błyskotliwośc itd. Palenie odstawiam, od tej pory co najwyżej okazjonalnie.
Tak czy siak nadal czekam na jakieś porady odnośnie poprawienia pewności siebie, sytuacja nie wygląda tragicznie ale czuje że brakuje mi tego ostatniego szlifu, dopięcia na ostatni guzik i od 2 tygodni nie wiem jak sobie z tym poradzić, jesli ktos ma dla mnie jakieś wartościowe porady to wciąz chetnie ich wysłucham.
Co do tej laski, z tego co wiem związek nie jest na odległość, aczkolwiek tego gościa naprawdę rzadko kiedy ktoś widuje. Narazie nie będe wchodził all-in, postaram się wybadać sytuację, może to mój spaczony pogląd na sprawę. Postaram sie w dalszym ciągu dlaej pracowac nad sobą, a na porady nadal jestem otwarty.