Witam wszystkich po raz pierwszy na forum, od razu zaznaczam że wpis jest długi , ale mam nadzieję, że ktoś bardziej doświadczony ode mnie rzuci na to okiem ; ) Od października, początku studiów, borykam się z dość skomplikowaną dla mnie sytuacją. Dotyczy ona jednej dziewczyny z mojej grupy. Zacznę od początku. Chodziłem do liceum gdzie nie było zbyt wiele urodziwych dziewcząt, co jednak nie znaczy, że nie znalazło się tam kilka „perełek”.
Jedna, z nich często zwracała moją uwagę na prerwach, wg mnie była jedną z najładniejszych dziewczyn w szkole o ile nie najładniejszą. Aczkolwiek nie myślałem wtedy żeby się z nią zapoznawać, nie czułem żadnych większych emocji, ot po prostu, fajnie było czasem na niej zawiesić oko heh ; > Szczególnie, iż wiedziałem, że mój kumpel z klasy serio coś do niej czuł. Jednak z tego co wiem, po próbach nawiązania kontaktu nic nie wskórał, ponoć zlewka. Nie zgłębiałem się z nim w ten temat, ale wiem, że nic z tego nie wyszło, chociaż na szczęście już mu przeszło jakiś czas temu.
No i tak sobie było aż do października, wiadomo, nowe miasto, I rok studiów, przychodzę na spotkanie z opiekunem roku a tam w tłumie pierwszoroczniaków dostrzegam właśnie ją… Nie powiem, trochę mnie zamurowało. Parę dni później pierwszy dzień roku i uwaga, okazuje się, że jest ze mną w grupie. Wiadomo, podbijam na pierwszej przerwie żeby nie było niezręcznie, mówię coś w stylu „cześc, Ty jesteś X i chodziłaś do Y LO w naszym miescie ?” No i potem gadka o tym , że się kojarzymy itp.itd. Następuje koniec zajęć i zaprasza mnie i koleżankę na obiad do siebie do mieszkania. Wiadomo , poszedłem, na takie rzeczy się nie odmawia ; d Akurat miałem grype zoladkowa wiec tego obiadu nie zjadlem ale pomogłem im w robienu obiadu i przyrządziłem jedno swoje danie ; ) Ogólnie przyjemnie było. Pozmywałem po sobie, ona na to, że fajnie bo jej brat nigdy tego nie robi. Myślę sobie, spoko, plusuję ;d W następnych dniach sporadycznie z nią rozmawiałem, generalnie integrowałem się z całkowicie inną częścią ludzi z grupy więc też nie było okazji. Jednak myśli o niej co raz częściej zaprzątały mi głowę… I zacząłem mega się nakręcać, że to szansa, że ona jest piękna, że chciałbym ją zdobyć. Następnie przyszło wszystkich świętych, długi weekend, jako że wracaliśmy do tego samego miasta, zaproponowałem, że wrócimy razem jednym pociągiem i pomogę jej z walizką. No i tak też zrobiłem, poszliśmy do jej mieszkania , pomogłem się jej spakować, wypiliśmy herbate, pogadaliśmy. Generalnie ta walizka wcale nie okazała się jakaś wielka, była po prostu dość rozbudowaną torbą, z którą sama mogłaby sobie poradzić, o czym wspominała kilkukrotnie międzyczasie. Jednak jeśli już się do czegoś zobowiązałem to nie zmieniłem decyzji i zaniosłem to na dworzec. Wpadłem na pomysł, że skoro jest długi weekend to możemy się spotkać u nas w mieście, ona zgodziła się, powiedziała ze nie ma planów. Przystało na tym, że powie mi czy czwartek czy sobota nastepnego dnia. No więc dzwonię na następny dzień, ustaliliśmy , że w sobotę. Czekam do tej soboty, obmyslalm już rozne scenariusze spotkania ale w głowie ciągle taka myśl, że pewnie odwoła. No i cóż, niewiele się pomyliłem. W sobote po poludniu sms, że jest chora, zaraziła się czymś od mamy i nie da rady przyjechać do miasta. Dodała, że obiecuje się spotkać po weekendzie już tam u nas w jednym z miast naszego studenckiego zamieszkania ; ). Aha, dodam, bo to teraz dość istotne, że ona mieszka blisko uczelni w jednym mieście, a ja w innym, oddalonym o kilka kilometrów przez co codziennie dojeżdżam na uczelnie. Cóż, uroki aglomeracji śląskiej… Wracam po weekendzie na studia, okazuje się, że rzeczywiście jest chora, ciagle kaszleitp. Myślę sobie, chuj nie będę teraz proponował spotkania bo wiadomo, że i tak odmówi. Przeczekałem tak tydzień, zagadałem może 2 razy miedzyczasie do niej na uczelni i tyle. Dodam, że ona sama do tej pory ani razu nie rozpoczęła ani jednej rozmowy. W nastepnym tygodniu zagadałem o spotkanie, ustaliliśmy, że być może w czwartek. W czwartek okazuje się, że jednak nie może ale na nastepny dzien tak, choć to też zależy od koleżanki, która ją zapraszała wczesniej ale to jeszcze nic pewnego. To mnie już dość wkurwiło, ale cholera no, zależało mi na tym spotkaniu więc przystałem na to, że ustali z kolezanką co i jak i da mi tego samego dnia znać. Międzyczasie marudziła troche, że nie chce jej się jechać do mojego miasta, że nie ma kasy na busy ale jakoś to zbyłem. Ok, wieczorem wiadomość na fb, że jednak jutro do koleżanki nie wbija i może się spotkać po poludniu. Ja już cały podjadany, ustaliłem , ze idziemy do kina, zarezerwowałem bilety (choc nie wspomniałem o tym) a ona że ten sam film jest tez u niej w miescie. Hmm, wiedziałem że latwo nie da za wygraną, ale postanowiłem sobie, że nie dam się zmanipulować i to ona jutro do mnie przyjedzie a nie ja do niej : ) Ale dobra, na nastepny dzień po zajęciach się jej pytam, o której przyjeżdża dzisiaj żeby odebrać ją z przystanku. Ona na to, ale jak to, to Ty do mnie przyjeżdżasz itp.itd. Hah, ale przewidziałem to i mowie, że bilety zarezerwowane więc nie ma gadania. Później wysłałem jej listę busów, którymi może dojechać. Po poludniu odebrałem ją z przystanku i poszliśmy na ten film, który obydwu nam raczej się nie spodobał, mielismy podobne odczucia co do niego. Coś tam wspominała, że chce mi oddać za swój bilet ale mowie daj spokoj, najwyżej potem cos postawisz. Po filmie poszliśmy na piwo do jednej z knajpek, wybrałem taką, gdzie była kanapa a nie stoliki vis-a-vis.
Posiedzieliśmy z 1.5h, rozmawialiśmy, jednak momentami miałem dosłownie pustkę w głowię nie wiedząc o czym mówić. Wiedziałem , że muszę sprowadzić rozmowę bardziej w stronę flirtu jednak totalnie mi to nie szło. Dotknąłem ją kilka razy podczas rozmowy ale to było na pewno za malo. Jakiś komplement, utrzymywałem kontakt wzrokowy lecz ona nie do końca. No kurde nie było tej wibracji fajnej między nami, wiem o tym. To wszystko było zbyt koleżeńskie. Tak się nakręciłem na to spotkanie, kreowałem sobie różne scenariusze jak to nie będę jej uwodził, że jak przyszło co do czego to czulem się troche jak dziecko we mgle. A już te chwile ciszy mnie dobijały… Był moment, że zaczęła pisać smsy z kolezanka jednak sama się skapnęła ze w sumie nie powinna i przestała. Dobra, czas zapłacić i wyjść. Zapłaciłem za nas obu, mimo że wcześniej powiedziala ze za siebie zaplaci, to na koncu rzucila że „kiedyś odda” bo nie miala drobnych. Odprowadzilem ją na przystanek, w drodze widziałem, że jej zimno, spytałem „Zimno ci ? Może przytulić ?” i objąłem ręką jednak wyczułem że niezbyt jej to lezalo, ani drgnęła na to, więc po paru sekundach przestalem. Poczekalismy na autobus, na pozegnanie cmoknięcie w usta, powiedziałem ze zadzwonie za pol godziny czy dotarla do domu bezpiecznie. Zrobilem tak, jednak odebrala z takim głosem jakby wcale jej się nie podobalo ze dzwonie, bardzo krótka rozmowa, to dobranoc i tyle… Powiem szczerze, że po tym spotkaniu czulem się fatalnie, wiedząc, że gdybym był bardziej obyty w kwestii uwodzenia ono moglo się potoczyc całkowicie inaczej.
To było w ten piątek, pare dni temu, od tamtej pory z nią nie rozmawiałem. I teraz mam mega mętlik w głowie. Z jednej strony bardzo dawno nie czułem nic do dziewczyny aż do teraz, z drugiej wydaje mi się, że sytuacja jest dośc patowa. Dziewczyna jest bierna, sama nie inicjuje kontaktu, mimo pozornych z początku oznak zainteresowania i przystania na propozycję spotkania. Ale co najgorsze w tym wszystkim to chyba to, że jest w mojej grupie. Bardzo obawiam się jakiegoś kwasu, że jeśli cos nie wyjdzie to będę się czuł mega niekomfortowo przez najbliższy kawał czasu spotykając ją codziennie w tej samej sali… Cholera, nie wiem co robić. Jakiś chłodnik na ten tydzień totalny ? Czy może normalnie starać się z nią rozmawiać na uczelni ? Chociaz to tez nie jest takie proste, ona ma swoja grupke koleżanek, ja trzymam się raczej z innymi, nie wiem czy to dobry pomysl żeby wymyślać na siłe jakies tematy żeby tylko zwrócić jej atencję. Co radzicie ?
Zgłodniałeś kolego co? Oj zgłodniałeś. Długo nie miałeś przy sobie jakiejś fajnej dziewczyny i jak wreszcie się trafiła to dopadłeś jakbyś tydzień nic nie jadł.
Mam też znajomego, który miał dziewczyny kiedyś- 4 lata byli ze sobą, i bach, zerwała z nim. Trochę za miękki się zrobił.. I po 2 letniej abstynencji postanowił poszukać jakiejś, na jakimś portalu. Wymiana kilku wiad.- w końcu spotkali się, raz, drugi 3 i się zakochał. Ale z tego co mi opowiadał to po prostu pożarł ją w całości.. smsy, dzwonienie, komplementy. Po 1 tyg. jej powiedział "kocham Cię" po czym ona wyszła od niego z tekstem że dla niej to za szybko.. I więcej nie chciała go widzieć. Kolega załamany.. no jak to? Dawał jej wszystko.. był szczery i co?
Sytuacja mojego kolegi trochę bardziej jaskrawa niż Twoja ,ale coś wspólnego widać.
A więc zauroczyłeś się, zakochałeś i pokładłeś nadzieję co do niej ,nie poznając jej wystarczająco. Na spotkaniu, zwłaszcza na piwie byłeś nienaturalny - starałeś się wypaść jak najlepiej jednoczesnie uważając żeby żadnego błędu nie popełnić = a to dało w efekcie sztywność, i te chwile ciszy, nudy - nie zaiskrzyło. Ty się spiąłeś i zamknąłeś furtkę do swojego prawdziego, wyluzowanego JA i ona nie miała jak tam wejść.
Tutaj przyda się ogólna zmiana przekonań. Poszukaj na YT filmiku "jak przestać potrzebować" Stilla i posłuchaj uważnie co mówi, bo całkiem mądrze gada.
Z tego całego bloga wnioskuję że nie da się tu dać jednej rady.
Więc na razie odpuść sobie tą pannę chwilowo - zajmij się sobą, pasjami, przekonaniami, rozwijaj kontakty z innymi, zagaduj, poznawaj, zaczepiaj - doskonal siebie. Zacznij bawić się kontaktami z ludźmi a nie spinać. Ciesz się, uśmiechaj i bądź sobą. I nie nakładaj presji że musisz być z tą kobietą - wyluzuj trochę.
Friday napiszę ci z mojego doświadczenia , jak zawsze.
Bardzo przeinwestowałeś początek.
Zbyt wiele oczekujesz od tej znajomości , widać to w każdym zdaniu. Nakręciłeś się i przestałeś kontrolować sytuację. A sytuacja wygląda tak że ona nic a nic do ciebie nie czuje.
Miałem dokladnie ten sam problem rok temu. Podobała mi sie kobieta niedostępna. Niesamowita i wyidealizowana moją własną fantazją o niej. Robiłem wszystko aby zwrócić jej uwage i zwróciłem.
Wymusiłem pare spotkań z nią. Inaczej nie da się tego nazwać. Ona była obojętna na moje zabiegi.
Trwało to pół roku , dałem sobie spokój. Po dwuch miesiacach od nowa atakowałem i dalej porażka.
Stracisz ty sposobem trochę czasu. Nauka przyjdzie sama ale czy to warte takiego marnotrastwa?
Jedni powiedzą że tak inni że nie , ale skoro możesz to przemyśl co ci napisałem i być może oszczędzisz sobie czasu i nerwów dzięki mojej radzie;
Jeśli kobieta wymyśla sposoby aby się nie spotkać lub nie okazuje zainteresowania mimo jasnych sygnałów twojego zaangażowania to poprostu przestań się nią interesować , olej ją tak jak na to zasługuje. Miej ją w głębokim poważaniu. To za chuja nie warte niczego.
Nie jesteś jej psem.
Dzięki za wartościowe wpisy chłopaki, dały mi do myślenia ; )
Niestety, ale zostałeś już zaszufladkowany jako dobry kolega i chyba niestety też o tym wiesz.

Generalnie to przegiąłeś z tą walizką, zwłaszcza, że ona sama napomniała, iż da radę.
Kolejna rzecz to fatalne miejsce na takie spotkanie, czyli kino. Zwykły spacer po jakimś ciekawym miejscu, typu park itp byłby lepszy. Można pogadać, eskalować dotyk np siedząc na ławeczce. W kinie też może być 'kino' ale raczej słabe to wtedy jest
No i to dzwonienie na koniec spotkania czy dotarła, tak jakbyś był jej ojcem. Słabo to wyszło. Usuń się w cień i patrz z dystansem i w między czasie ogarnij sobie zastępczy target