Witam, czy ktoś z Was miał kiedyś problem nadwrażliwości i udało się Wam go pokonać?
Współpraca serce-rozsądek działa poprawnie, ale do czasu. Oczywiście - dopóki nie zacznie mi zależeć na jakiejś kobiecie na poważnie. Wtedy robię się "za słodki, za dobry", chcę spędzać dużo czasu z tą drugą osobą, rozmawiać jak najczęściej, a co za tym idzie nudny i przewidywalny.
Za każdym razem, gdy ktoś staje się dla mnie ważny obiecuję sobie, że więcej taki nie będę, ale wtedy dzieją się jakieś szumy w mojej głowie, nie myślę racjonalnie i wygrywa "natura romantyka".
Wiem, że to niepoprawne i chciałbym to w sobie zwalczyć. Jak to zrobić? Na siłę zmieniać swoją naturę, tłumić w sobie wszystko? A może problem ma źródło gdzie indziej - kompleksy, poczucie niskiej wartości?
Czy serio trzeba być łysym Sebą spod bloku, żeby utrzymać przy sobie atrakcyjną kobietę?
Czy serio trzeba być łysym Sebą spod bloku, żeby utrzymać przy sobie atrakcyjną kobietę?
Nie. Wystarczy nie być miękką fają...
Tak poważnie, to że jesteś romantynczny traktuj jako atut i jako rozwinietą cecha Twojej osobowości. I nie uważaj tego za nic złego, bo jest to potężne narzędzie, które wabi kobiety. Masz skrajność, którą większość osób posiada, a mianowicie życie iluzjami, na temat drugiej osoby. Ona nigdy nie jest tak słodka jak Ci się wydaje, i niegdy sytuacje nie są tak chujowe za jakie je bierzemy. Te stany powodują w nas emocje, od których jesteśmy uzależnieni. Jedną z cech nad którymi warto byś popracował jest inteligencja emocjonalna. Dodatkowo rzadko kiedy ludziom to radzę, ale może warto zagłębić się w egozim. Dlaczego? Mi popadanie w skrajności pozwoliło odnaleźć równowagę życiową, którą cały czasz trzeba doskonalić. Bardzo dobrze opisuje to w swojej książce Robert Glover "No more nice guy".
PS. Po za tym znajdź sobie hobby i nie myśl tak dużo o niej, bo ci pompka strzeli. Powodzenia!
Chyba wiem o co chodzi, bo mam bardzo podobnie.
Nie czuje ochoty spotykania się z 90% kobiet, nawet z tymi ładnymi, które chciałyby się umówić ze mną. Ale jak już któraś wpadnie mi w oko to się zapominam i oddałbym się cały na tacy dla niej. To nie jest oznaka słabości, tylko traktowanie kobiet w sposób bardzo poważny. Myślę, że Ty jak i ja raczej szukamy sobie żony a nie dziewczyny czy kochanki.
Nie wiem czy da się zmienić nasze charaktery, ale może praktyka i dodawanie do romantyzmu poczucia humoru i dotyku sprawi, że znajdziesz tą jedyną
dlaczego stawiasz znak równości między dawaniem siebie "na tacy" a traktowaniem kobiety w sposób poważny?
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
"Na tacy" w sensie pokazywanie dziewczynie, że ona o wszystkim decyduje w wzajemnej relacji.
Wydaje mi się że faceci którzy szukają dziewczyny tylko po to żeby ją zaliczyć potrafią dużo łatwiej pogodzić się z niepowodzeniem.
o wszystkim decyduje?
aż mnie ciary przeszły....
czuję, że z takim podejściem będziesz stałym bywalcem tego forum
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
Dzięki. Pocieszyłeś mnie
Kolega wyżej to pojechał ostro z tym "daniem się na tacy"
, ja po prostu poszukuję rozwiązań, odpowiedzi dlaczego nie mogę znaleźć dziewczyny do dłuższej relacji. Wszystkie trwają maks. kilka miesięcy i najczęściej je kończę "bo tego nie czuję". Dotychczas tylko raz żałowałem. No i teraz kobieta, która mnie pochłonęła całkowicie zrobiła mi to samo, co ja robiłem tym "poprzednim" dziewczynom.