Witajcie,
sytuacja trwa baaardzo długo i jest mocno zawiła, mnóstwo zwrotów akcji, momentami komedia, czasami dramat, że o sensacji i horrorze nie wspomnę.
Mianowicie - była. Kobieta którą pokochałem jak nikogo dotąd i z którą wiązałem długoterminowe plany (całe życie).
Nie będzie to o próbie powrotu czy innym tego typu cudzie.
Będzie o trzymaniu się własnych zasad, konsekwencji i - a chuj tam, teście.
Całej szopki by nie było, gdyby nie to że "wieczną miłość" mam parę metrów od siebie w robocie 5 dni w tygodniu (ale sobie te moje serce wybrało, kurwa.
)
A że mam ją wiecznie w robocie, to kontaktów nie dało się uniknąć.
No właśnie - raz kurwa chciała na cześć - ok, no to niech sobie będzie cześć. Potem - rozmawiajmy, "olewasz mnie, lekceważysz, unikasz!" - Na pytanie "wiesz czego Ty w zasadzie ode mnie chcesz?" nie było odpowiedzi. Jeszcze potem - nie wiem co do Ciebie czuję i tym podobne. W tym momencie ja już byłem tak zakręcony,że położyłem chuj na to co się dalej będzie działo - a niech sobie płynie w pizdu jak chce. Tak, to wcale nie był koniec (...). Potem znów cisza nastała, mimo że jak to leciało ? Aaa - jestem porządny facet i świetny kolega, a nawet przyjaciel(!!), jakiś pseudofilozoficzny bełkot rodem z smętnych pieśni Sylwii Grzeszczak (czy jakoś tak), a od jakiegoś czasu radocha z każdej rozmowy ze mną, szklące się oczy, okazywanie zainteresowania (na jaki chuj?), wesołe zaczepki słowne (w tym podteksty erotyczne, a i jakiś sarkazm się znajdzie), na które (na moje nieszczęście jak się okazało) odpowiadałem tym samym. Czytaj - dostosowałem się kurwa do niej, ba - jeszcze trwałem w przekonaniu, że "tak być musi". A przecież wcale tak nie musi być.
Wpadłem parę godzin temu na pewien pomysł. Sytuacja ma się tak, że jest w domu jej 2 letnie dziecko - na wypady brakuje czasu. A więc siedzi większość czasu w domu z synem. Pamiętając że do domu rodzinnego, w którym mieszka z rodzicami często wpadali jej koledzy/koleżanki/przyjaciółki/przyjaciele w odwiedziny - JA postanowiłem że umówię się na taki mini pikniczek z nią i jej pociechą pod chmurką. Tj. spróbuję się umówić, bo rzecz jasna mi odmówi (zresztą, jakim ja jestem kurwa świetnym kolegą i przyjacielem, jak nie tak dawno widziała zaprojektowany osobiście pierścionek będący przecież dowodem moich najwyższych uczuć do niej?) a wtedy postawię sprawę jasno i definitywnie zakończę tą znajomość (stanie na neutralności, albo na "pocałuj mnie w dupę").
W jaki sposób ? Obnażę jej kłamstwa i gierki w spokojnej rozmowie z uśmiechem na twarzy. Konsekwentnie ograniczam w życiu kontakty z ludźmi nie mającymi do mnie szacunku - po co trzymać gówno w pobliżu siebie, przecież można w nie wdepnąć. Nazwijcie mnie frajerem i będziecie mieli rację - jak patrzę z perspektywy czasu - ta zasada jej nie obowiązywała poza paroma przypadkami, gdy po prostu ją za takie kłamstewka opierdalałem.
Na sam koniec zadam 2 pytania. Pierwsze, czy pamięta co robię ludźmi którzy mnie okłamują, czyli nie mają do mnie szacunku. Drugie - czy wie co teraz zrobię. Po czym odejdę.
Po co to pisałem ? Dla opinii ? - na pewno. Bo nie chcę dusić tego w sobie ? - zdecydowanie. Dla akceptacji tego co chcę zrobić ? - być może. Dla świętego spokoju od jutra ? - cholera tak!
Będę wdzięczny za wszelką polemikę, konstruktywną krytykę i opierdol (jeśli będzie wskazany
)
Pozdrawiam
A po co krytykować? mnie się podoba
wyjdz do ludzi, wygadaj sie to pomaga, byle zeby to niebyli frajerzy jacyś.
to Ty kreujesz swoje życie!
Nie bardzo rozumiem bo paru faktów nie przedstawiles, seks był ? Parą byliście ?
Bardzo dobra filozofia z tym, że ja wyklaruje Ci jej intencje
.
PLAN A
Otóż pani w oczekiwaniu na lepszy model jest łaskawa trzymać Cię wiedząc albo inaczej czując, że w razie fuckupu np w pracy i zostaniu bez wsparcia i środków do życia rzuci Ci się na szyję i powie Mój Ci ON! Mój! Już wiem czego chcę! Czy Ty chcesz tego samego?
PLAN B
Jak sobie pani będzie z Misiem pogrywać, to Miś wg jej filozofii powinien się coraz bardziej starać i coraz bardziej nadskakiwać, więc zgodnie jej logiką ona też na tym zyskuje.
PLAN C
- cienki był i nie kochał mnie wystarczająco mocno. Dobrze, że już go nie ma aczkolwiek karwa jako wsparcie był przydatny w dupę lepszy! 
Wytłumaczenie sobie ew fukckupu (jak odejdziesz)
JAK NIE AKCEPTUJESZ MNIE JAK JESTEM SFOCHOWANA TO ZNACZY, ŻE NIE ZASŁUGUJESZ NA MNIE KIEDY JESTEM NAJLEPSZA
I tą jakże popularną wśród naszych pań maksymą życiową zakończę ten wywód
Pozdrawiam i trzymaj się obranej drogi!
@Puro_o
Nie bardzo wyobrażam sobie brak seksu przy pierścionku zaręczynowym. Autor wygląda na ogarniętego gościa
////Pani twierdzi, że jest w ciąży, po wizycie u lekarza przychodzi do mnie sms: "Byłam u lekarza, okazało się, że to nie ciąża tylko polip na macicy. Po tym co usłyszałam nie chcę Ciebie znać."
////
Heh, kolego, ale ten pierścionek to chyba był tak w formie żartu, a że kolega faktycznie chciał kupić to już inna bajka, naprawdę nie takie pizdy znam, co rok nie ruchali chodząc z kobietą a o zaręczynach myśleli....
A i czasem trzeba po męsku, nie żadne szczere rozmowy, tylko jak kurwa facet, za łeb złapać i powiedzieć wprost, albo dajesz mi najlepszą siebie, albo wyjdź (a i czasem wypierdalaj się zdażyło powiedzieć heh..samiec alfa mnie opieprzy za to) i nie wracaj, poradzisz sobie beze mnie. Jak kobieta zobaczy, że z męzczyzną wiedzącym czego chce ma do czynienia to naprawdę inaczej patrzy...
a tu kocyk...szczera rozmowa...to na nie nie działa...pokaż swoją siłę, pokaż swoją wartość, jak się jej nie spodoba to trudno.
"naprawdę nie takie pizdy znam, co rok nie ruchali chodząc z kobietą a o zaręczynach myśleli...."
To jest nieprawdopodobne. Nie odbieraj mi resztki wiary w ludzi. Sam byłem latami pizdą, ale to już przekracza granice dobrego smaku.
Pozdrawiam
////Pani twierdzi, że jest w ciąży, po wizycie u lekarza przychodzi do mnie sms: "Byłam u lekarza, okazało się, że to nie ciąża tylko polip na macicy. Po tym co usłyszałam nie chcę Ciebie znać."
////
Pizdą, nie pizdą, czemu tak mówisz? Byłeś sobą, byłeś wtedy prawdopodobnie szczęśliwy, a to, że inaczej na świat patrzyłeś i na kobiety, czy to czyniło z Ciebie pizdę?
Spójrz na to inaczej, spotkałbyś kobietę w tamtym okresie, która pokochała by Cię takiego jakim byłeś i chciała z Tobą być do końca życia, czy to znaczy, że pizdą byłeś?! Teraz tak uważasz, bo patrzysz na to z perspektywy innej, tego 'wyruchanego', a wydaje mi się, że czasem kim byś dla niej nie był to i tak to by się tak zakończyło, po prostu tak miało być.
Czasem ludzie do siebie pasują, czasem nie, ale to nie znaczy, że Ty byłeś pizdą, tylko inaczej na to patrzyłeś.
A co do kolegi o którym mówię, to naprawdę, przez rok nie ruchał, nawet się do niej nie dobierał podobno (przynajminej tak mówił), mówił, że to dla niego nie ważne i miał się na boże narodzenie oświadczyć, ale oczywiście laska go rzuciła, bo pieskował jej niemiłosiernie, łącznie z tym, że jak ona nie chciała, żeby szedł na trening tylko został w domu, to on to robił.
A z takich zabawniejszych historii o nim, to siedzieliśmy kiedyś w pizzeri i się go pytam, czy jakby co to na wieś się do niej przeprowadzi, gospodarstwo będzie obrabiał, a on na to:''Ja to nawet lubię gnój przerzucać''. Także widzisz, różni są ludzie i rózne priorytety.
By byłem pizdą przerabianą latami w ramach schematu na kotlet
Dałem się przerobić aż rzekłem dość. I od tego czasu żyję na nowo...
Inna rzecz, że instytucja małżeństwa w tym kraju daje kobiecie nieprawdopodobną władzę nad facetem w sensie prawym.
Pozdrawiam
PS: Priorytety NIGDY nie mogą oznaczać rezygnacji z siebie a tu mamy często do czynienia z taką sytuacją.
////Pani twierdzi, że jest w ciąży, po wizycie u lekarza przychodzi do mnie sms: "Byłam u lekarza, okazało się, że to nie ciąża tylko polip na macicy. Po tym co usłyszałam nie chcę Ciebie znać."
////
Piknik to pretekst do wciagniecia rozmowy na temat ktory chce poruszyc. Para bylismy, pierscionek jest juz od jakiegos czasu. Jakies sugestie/ciekawsze od mojego rozwiazania?
Po co ten piknik? pójdzie tam z myślą że będzie miło a tu nagle jej takie coś powiesz... myślę że po cichu liczysz że pobiegnie zapłakana za Tobą i będzie chciała wrócić. Byłe mają to do siebie że lubią mieszać w życiu swoich ex facetów dla frajdy, moja ostatnio zadzwoniła gadka szmatka i pochwaliła się że spotyka się z kolegą z pracy... niby po huj mi to mówi? Stary jak nie chcesz być jej przyjacielem to się zdystansuj ogranicz to do "cześć" a jak zacznie pytać co się dzieje to jej powiedź prawdę że była kimś wyjątkowym dla Ciebie i nie umiesz się z nią przyjaźnić i niech nie liczy na pół przyjaciela pół faceta bo jej tego nie dasz i sorry skarbie, życz jej powodzenia w życiu i ciesz się swoim. Ja też robiłem takie akcje z byłą to do niczego nie prowadzi tylko rozdrapujesz ranę.
Odwaga i upór mają magiczny talizman w obliczu którego trudności znikają a przeszkody rozpływają się w powietrzu
Jesteś jakimś moim Warszawskim lustrzanym odbiciem ?? czytając to miałem małe deja vu
)))) Na pikniczek przyjdzie z kupelą (zobaczysz) i cały misterny plan w pizdu. Poza tym skończenie tego w sposób, który wymyśliłeś sprawi, że w pewnym momencie spojrzysz na to z dystansem i stwierdzisz, że nie zachowywałeś się jak facet (gwarantuję) i będzie Ci z tym źle, źle w sposób który będzie trudno przełknąć, ponieważ to nie będzie przeszkoda do przeskoczenia, to będzie przeszkoda, o którą już się właśnie wyjebałeś. Ja tak się czuję po tym jak przeszacowałem odległość do koleżanki i dałem jej w pewnym momencie prezent (nic osobistego) ale tak kurwa nieadekwatny sposób, że do dziś chciałbym wymazać tamten dzień z kalendarza. Generalna formuła jest taka - nie wykorzystywać pracy do kontaktów z kobietą. To jest przejebane na wstępie. Swoje trzeba robić na spotkaniach 1/1. Nie pisać, nie naciskać, żyć tak żeby k.. myślała co ty tam ciekawego robisz (najlepiej faktycznie coś takiego robić
. Ja właśnie jestem na etapie "odprzyjaźniania się" z pewną damą. To ciężki temat, bo każdy najmniejszy krok trzeba przemyśleć, każde słowo i ruch. A przy okazji nie tracić okazji - z nią i innych.
Pomyśl jeszcze
Ostatecznie musiałem wyjść z pracy wcześniej i nie zdążyłem nic zadziałać, a ponadto jakoś nie miałem ochoty z nią rozmawiać tego dnia. Oh eh gdy dojebała sarkastyczny tekścik była cała prze szczęśliwa, ale gdy zacząłem (bez premedytacji) na wesoło rozmawiać z jedną z koleżanek (o którą onegdaj była zazdrosna) i jakąś kobitką, wzroku nie mogła ode mnie oderwać przez dłuższą chwilę z charakterystyczną dla siebie żałośnie smutną miną, a przez resztę dnia "jakaś taka" przybita chodziła.
Nie chodzi o to, że na ten wypad bym się wybrał po to by rozmawiać. Chodzi o to, że mam tą kurewską pewność że mi tego z triumfem na twarzy odmówi, a wtedy ja bez zbędnego pierdolenia się przechodzę do wypunktowania ostatnich zagrywek i ich oceny.
)
Następnie krótka piłka, albo wóz (w tym przypadku normalne zachowywanie się - bez podchodów), albo przewóz (Adieu i możesz mnie oglądać z 10 metrów - a lubi mnie oglądać
Mam tę świadomość że powyższe posty wyglądają jakbym był chłodnym do granic możliwości. Przede wszystkim - musiałem się sporo nagimnastykować żeby zyskać jej zaufanie (Panowie i Panie (to celowe;) ), "frajerstwo i cipowatość" to nic w porównaniu z tym co zafundowały jej pewne 2 skurwysyny w przeszłości - wcale się nie dziwię, że musiałem się starać mocniej niż o inną - i w dalszym ciągu twierdzę, że gra - mimo że przegrana, była WARTA ŚWIECZKI) Gdyby nie była wartościową, ciepłą i opiekuńczą personą nie wkładałbym w nią 1/10 włożonej energii. Po części pod wpływem przeszłości, prania mózgu przez "przyjaciółki", a także typowej kobiecej natury zrobiła/robi to co robi. W każdym razie dałbym się za nią zrzucić do piekła, mimo że przekroczyła granicę zza której ciężko o powrót.
Pozdrawiam
Faktycznie chlodnie mówisz... Chłód charakteryzuje się brakiem emocji, a Tobą aż tqrgaja... Nie mówię ze to źle, tylko ze nie jestes taki cwaniak jak sądzisz:) a ze ja to widzę, to panna z palcem w dupie wyczuje gierki itp pytanie czy jest sens całe życie grać i krolika gonic? Seks seksem, związek zwiazkiem.
Tak Pure, emocje mną targają i nie zamierzam tego ukrywać. Nawet po zrobieniu dziś 117 stadionów x400 metrów. Nawet jakieś gimnazjalistki się przypętały, a mnie bolą nawet ręce.
Nie jestem cwaniak jak sądzisz, jestem aż sobą, a że mój punkt widzenia wygląda tak nie inaczej - no cóż
- za jakiś czas opierdolę bloga w którym opiszę całą moją historię. Nie jest też tak, że kładę na nią po całości chuj - bo to jest osoba, za którą oddałbym każdą cząstkę dobra we mnie. Po prostu manipulacje na które sobie pozwoliłem przerosły mnie i chcę wiedzieć na czym stoję.
Nie, dobranie się panience do majtek nie jest niczym niezwykłym. Nie, zajebanie jej główki duperelami nie jest niczym wielkim. Wielkim, w moim przekonaniu jest zaopiekowanie się KOBIETĄ i jej dzieckiem w taki sposób że będzie bezpieczna i spokojna o przyszłość. A tego jak widać mi brakuje, mimo tytanicznych starań.
Jakiś czas mam od niej "spokój" - wolne, ale ciekaw jestem co będzie dalej i co przyniosą kolejne miesiące - bo mam pewność że to nie jest koniec tej historii...