Witam wszystkich.
Nie ukrywam, że jestem nowy i w zasadzie tego tematu nie powinno być, ale jest coś w czym się pogubiłem i myślę, że mi pomożecie.
Sytuacja wygląda tak.
Jakiś czas temu poszedłem na imprezę, ze swoją ex(na imprezie jeszcze byliśmy parą) i jej 2ma koleżankami. Przez kilka dni przed imprezą czułem od niej 'wyjebkę na mnie'. Tego wieczoru przesadziła. Mnie miała już w dupie konkretnie, a z każdą inną osobą się śmiała, gadała... Poszedłem z nią pogadać i chciałem się dowiedzieć co ona o mnie sądzi, czy bierze mnie za swojego chłopaka czy za zwykłego kolegę (mimo, że byliśmy razem już z 2 miesiące), bo to co robi jest dziwne. Ona broniła się tym, że jej kiedyś powiedziałem, że przyjaciółmi nie zostaniemy (mieliśmy już raz taki kryzysowy moment, ale wybrnąłem), fakt tak jej powiedziałem. Kazałem jej podjąć decyzję na spontanie i ma nie patrzeć na mnie, moje uczucia, tylko zachować się egoistycznie, po 5minutach powiedziała o przyjaźni, na to ja odpowiedziałem "To cześć" i się zawinąłem. Od tamtej pory nie utrzymywałem z nią kontaktów, nie pisałem, nic, zero. (Byłem dla niej trochę za dobry, dałem się ponieść emocjom i przez to się zfrajerzyłem, ale byłem zadowolony z tego jak wszystko rozegrało się w trakcie i po zerwaniu.)
Do tego, dobrze się znam z tymi dwoma jej koleżankami, a co najlepsze mój przyjaciel jest z jedną z nich. No i bywało tak, że byłem 2x w domu ex, bo robiły sobie coś w stylu posiadówki. Mój przyjaciel oczywiście tam jechał, bo miał do kogo. Ja nie chcąc być gorszy pojechałem z nim, bo w zasadzie i tak nie miałem co robić.
Pokazywałem jej, że bawię się dobrze i bez niej. Ogólnie to chciałbym, żeby znowu z nią być, bo ona mi odpowiada.
Kilka dni temu sytuacja się powtórzyła.
Kumpel pojechał do swojej dziewczyny, która była w domu mojej ex, trzecia koleżanka też była. Ja również pojechałem. Doszło do tego, że zacząłem gadać z tą koleżanką, wszystko powiedziała. Z początku ex miała wyjebane na rozstanie (okazało się, że aż tak nie czuła do mnie za wiele), ale po jakiś czasie zaczęło jej brakować naszych rozmów, spotykania się i chciałaby, żeby znowu tak było, żebym do niej wpadał, ale miał na nią w pewnym stopniu wyjebane. Brakowało jej mojej osoby, źle się czuła beze mnie, a jak do niej nie pisałem, to ją krew zalewała. Nawet powiedziała tej koleżance, że tęskni i doceniła mnie dopiero po tym jak mnie straciła.
Bardzo się z tego powodu ucieszyłem, pragnąłem doprowadzić do tego, żeby było jej źle beze mnie, żeby tęskniła.
Do tego, ex doszła do wniosku, żeby zacząć od zera, nie od związku, tylko bez zobowiązań, żeby później nikt nie miał sobie za złe, była z tego zadowolona i chciała żebym się o tym dowiedział, tak też się stało.
Przeczekałem 2 dni, kiedy znowu się spotkaliśmy w 5tkę, byliśmy nad morzem, dobrze się bawiliśmy, nie ukazywałem jej, że brak mi jej, brałem ją za koleżankę.
Pod sam koniec spotkania postanowiłem z nią pogadać o tym rozwiązaniu 'od zera' i mówię 'chodźmy pogadać na chwilę' a ona do mnie 'ale o czym ty chcesz dzisiaj ze mną gadać?' ja na to 'nie daj się namawiać chodź.' a ona 'nie', odparłem zwykłym okej i na tym się skończyło, niedługo po tym każdy się rozszedł w swoją stronę. Jej koleżanka była bardzo zdziwiona na jej zachowanie i nie wie o co chodzi mojej ex, a do tego ona nie chce jej powiedzieć.
Jak postąpić w tej sytuacji? Z mojej strony jest tyle, że wciąż nie będę z nią utrzymywał kontaku, a na spotkaniach w 5tkę poświęcał jeszcze mniej uwagi niż wcześniej. Nie mam zamiaru już rozmawiać z nią na temat 'od zera', chyba, że sama się odezwie.
Ale jak to zrobić? Jak zrobić, żeby zrobiło się jej jeszcze gorzej, żeby przejęła inicjatywę i postanowiła wrócić?
Przepraszam za tak długi tekst, ale chciałem wszystko zobrazować jak najlepiej.
Pozdrawiam 
Zacznij podrywać inne dziewczyny , nie myśl o niej , bądź dla niej chłodny gdy się widzicie i miej wywalone na nią.
Tak to ty jesteś zajebisty !
Patrz kolego, jaka ciekawa i zarazem gówniana sytuacja. Przejdę już do tego, co działo się po waszym rozstaniu, chociaż tak naprawdę mogę zaryzykować stwierdzenie, że Ty w tym związku, kiedy jeszcze istniał, zapewne nie bardzo kwapiłeś się do wytwarzania między wami bliskości i napięcia seksualnego, skupiałeś się na rozmowach, wysłuchiwaniu jej i uczyniła z Ciebie prywatnego terapeutę. Za to się płaci w gabinetach specjalistycznych, a ona miała za darmo taką możliwość. Rzekłbym, że ten związek przerodził się bardziej w relację, z której ona mogła czerpać to, czego chciała, nie dając w zamian Tobie tego, czego oczekiwałeś. Dla niej możliwość wygadania Ci się była pewnie dużo atrakcyjniejsza niż możliwość zbliżenia seksualnego, nie pociągałeś jej i raczej nadal tak jest. Ona tylko tęskni za tymi waszymi rozmowami, a raczej ona nawijała, a Ty pewnie w głównej mierze słuchałeś. Taki obraz podświadomie wytworzył mi się w głowie, jak to czytałem.
Dalej, nie wiem po co rozmawiałeś z przyjaciółką ex, do tego bardzo wziąłeś do siebie jej słowa, zasugerowałeś się nimi, a możliwe, nawet bardzo możliwe, że miały one głównie na celu skłonienie Cię do konkretnych działań, pośrednio przez Twą ex. Zaczęła tęsknić za waszymi rozmowami, więc za pomocą przyjaciółki dała Ci to do zrozumienia, ale nie po to, żebyś chciał do niej wrócić, ale po to, abyś dalej był chłopcem od wysłuchiwania opowieści.
W dalszej kolejności już jest to, co najbardziej chciałem poruszyć, czyli fakt, jak kobiety właśnie traktują przyjaźń damsko- męską, bo uczyniła z Ciebie przyjaciółkę z penisem obecnie, a więc 90% Twojego zaangażowania w relację i jakieś 10% jej. Zauważ sam:
- "Z początku ex miała wyjebane na rozstanie (okazało się, że aż tak nie czuła do mnie za wiele), ale po jakiś czasie zaczęło jej brakować naszych rozmów, spotykania się i chciałaby, żeby znowu tak było, żebym do niej wpadał, ale miał na nią w pewnym stopniu wyjebane. Brakowało jej mojej osoby, źle się czuła beze mnie, a jak do niej nie pisałem, to ją krew zalewała. Nawet powiedziała tej koleżance, że tęskni i doceniła mnie dopiero po tym jak mnie straciła."- MAKSIMUM Twojego zaangażowania- ona czerpie jak najwięcej i tyle, ile aktualnie potrzebuje i ma ochotę.
- "Pod sam koniec spotkania postanowiłem z nią pogadać o tym rozwiązaniu 'od zera' i mówię 'chodźmy pogadać na chwilę' a ona do mnie 'ale o czym ty chcesz dzisiaj ze mną gadać?' ja na to 'nie daj się namawiać chodź.' a ona 'nie', odparłem zwykłym okej i na tym się skończyło, niedługo po tym każdy się rozszedł w swoją stronę."- MINIMUM zaangażowania z jej strony- gdy Ty czegoś chcesz, nie możesz się doprosić. Klasyczny przykład, klasyczny przypadek.
Co z tym fantem zrobić? Nic, bo nic z tego nie będzie, a przynajmniej nie w takim kształcie, jaki Cię satysfakcjonuje, bo wasze oczekiwania się, najzwyczajniej w świecie, rozmijają w tej relacji. Czego innego oczekuje ona- możliwości rozmów, zwierzania Ci się etc., a czego innego Ty- zapewne związku w pełnym słowa tego znaczeniu i wszystkimi tego naturalnymi następstwami. Jeśli natomiast jest inaczej i chcesz być misiem do przytulania i wypłakiwania, to brnij w to i wysłuchuj jej zwierzeń, ale nic poza tym z tego nie wyciśniesz moim zdaniem.
"Don't trust the smile, trust the actions"
Bardzo możliwe, że postrzegała mnie za przyjaciółkę z kutasem. Ale.
Nigdy nie było tak, że wypłakiwała mi się w ramię i sypała zwierzeniami, że jest jej ciężko z czymś. Nie było rozmów o naszych problemach tak więc co za tym idzie, nikt nikomu nie doradzał co ma zrobić w danej sytuacji. Rozmawialiśmy, ale ogólnie, o wszystkim, bez żadnych żalów itd.
Mówiła tej przyjaciółce, że bardzo jej na mnie zależy, nie chce mieć mnie za kolegę, przyjaciela, tylko właśnie kogoś więcej. Sprawę początkowo spartoliłem ja, czasem za bardzo się angażowałem, szybko nam to przyszło, bycie razem itd, może się pospieszyłem, ale przecież bycie pewnym siebie jest równie ważne.
Także jak mówiłem, ona nie chce ze mnie robić sobie przyjaciela, terapeuty, ani kolegi, tylko kogoś więcej, ale wcześniej miała to jak na tacy. Teraz ona nie chce tego tak łatwo, a i ja wiem jak mam postąpić, gdybyśmy mieli od nowa zaczynać. Problem jest w tym, że ona nie wie co ze sobą robić i postępuje dziwnie, raz chce od nowa, innym razem uważa, że nie ma o czym rozmawiać w tej sprawie wnioskując po jej pytaniu.
@edit
a z całkowitym zerwaniem kontaktu może być mały problem, bo zostaje towarzystwo, z którym zadaję się ja jak i ona. Także zostaje mi nie pisanie z nią i nie poświęcanie jej uwagi, jedynie w szczególnych sytuacjach. Z chęcią postaram się kogoś przyprowadzić ze sobą, a niech patrzy i żałuje, że mnie traci, bo wiele już osób jej mówiło, że jest głupia postępując tak, że jestem spoko, ogarnięty itd.
zresztą sama stwierdziła, że gdyby mnie pokochała to by był bardzo ale to bardzo zajebisty związek.
ruchałeś ją chociaż?
Hmm... Ogranicz kontakt też z towarzystwem:) spotykaj się rzadziej i wtedy gdy masz pewność, że jej nie będziesz. Oni jej na pewno jej przekażą jak dostrzegą, że ''jakoś kurwa się zmieniłeś''
''...Facet jesteś czy pipka? Jeśli facet, to weź samego siebie za mordę i ... nie oczekuj od życia zbyt wiele, bo rzeczywiście nie dostaniesz od niego więcej, niż sam sobie weźmiesz...."
niestety nie ruchałem
Gdyby towarzystwem był zwykły kolega, a nie najlepszy przyjaciel to już dawno bym tak zrobił
Ale postaram się coś wykombinować i nie przebywać z nimi za dużo, albo nie tyle co z nimi, a z nią.
Jeszcze mi się przypomniało, że jak odmawiała mi spotkań to kazała się zastanowić czy chcę taką dziewczynę mieć, a ja jej na to 'to jakas ukryta aluzja żeby zerwać?' odpowiedziała, że z jej strony jest wszystko w porządku i nie chce kończyć tego związku. Koniec końców sama do tego doprowadziła i musiałem to z niej wyciągnąć, żeby to zakończyć.
Problem w tym, że nie jestem bezpośrednio z samego koszalina, tylko z małego miasteczka, gdzie wszystkich znam, a bynajmniej o każdym coś wiem i od dawna nie planowałem z żadną tutaj się wiązać.
Inaczej jest z moją ex, która mieszka też obok, jej akurat nie znałem, tylko z widzenia.
Traf chciał, że się poznaliśmy i ona bardzo mi spasowała, dlatego nie bardzo chcę dać za wygraną, gdyby tu było więcej nieznajomych, to tego wątku by pewnie nie było
W zasadzie masz rację, jestem napalony, nie ukrywam, ale u siebie żadnej nie znajdę i tego jestem pewny, w gimbusy się nie pcham
.
Fakt faktem, postaram się jakoś oderwać od tego wszystkiego, popracować nad sobą.
Jej koleżanka sama mi wszystko powiedziała, ona bardzo chce żebyśmy znowu byli razem, ja się nie wypytuję o nic, chyba że ona mi coś przedstawi w słabym świetle i nie rozumiem, wtedy zabiegam o wytłumaczenie. Ta koleżanka sama się wkurwia, tym, co robi moja ex i jak postępuje.
Ogólnie to ja żyję swoim życiem i w zasadzie nic nigdy nie robiłem pod nią.
Bez zobowiązań, to tyczyło się tego, że mieliśmy zacząć od nowa, nie od razu parą.
Być pieskiem zamiaru nie mam i nie będę, mam swój rozum, znam swoją wartość.
No tak, ja też mówiłem, że fajnie by było gdyby się w nas nikt nie mieszał.
" Ale jak to zrobić? Jak zrobić, żeby zrobiło się jej jeszcze gorzej, żeby przejęła inicjatywę i postanowiła wrócić? "
Kolego, znajomość regulaminu strony się kłania. To nie jest strona o tym, jak sprawić, żeby WRÓCIŁA, tylko o tym jak ją PODERWAĆ.
Jeśli jednak wciąż upierasz się przy swoim - na forum jest MULTUM tematów łudząco podobnych do Twojego. Przy minimalnym nakładzie pracy w postaci obsługi wyszukiwarki + czytania ze zrozumieniem - miałbyś odpowiedź na nurtujące Cię pytanie.
Wątek do usunięcia.
Pozdrawiam.
"wyżej dupy nie podskoczysz"
"Hmm... Ogranicz kontakt też z towarzystwem:)"
Na chuj że tak powiem?
Do kurwy nędzy niech sobie chłopak po prostu wyśle informację do mózgu żeby laskę odpuścić.
Nie widzę powodu by przez krzywe akcje kobiety zmieniać towarzystwo.
Z niektórymi sytuacjami trzeba się pogodzić a nie przed nimi zamykać.
Moim zdaniem to żaden problem, to kolejny excuse dla kolesia do ucieczki przed rzeczywistością.
"Problem w tym, że nie jestem bezpośrednio z samego koszalina, tylko z małego miasteczka, gdzie wszystkich znam, a bynajmniej o każdym coś wiem i od dawna nie planowałem z żadną tutaj się wiązać."
Że to problem?
Zacznij się rozwijać i problemu nie będzie.
Małe miasteczko? A w dużym mieście to jest niby inaczej? Mój kwadrant, moja okolica, znam ludzi...
Szukasz problemów gdzie ich nie ma.
Mieszkasz w okolicy Koszalina to jedź do tego miasta na podryw, Ty nie być chłop pańszczyźniany, wolno Ci jechać do miasta...
Kurde masa masa wymówek i usprawiedliwień.
Edit:
I jeszcze coś. Do kurwy nędzy przestań się mazać człowieku i napalać na to co Ona widzi i co ona myśli.
Nie jesteś z Nią i Ona nie ma ciągu na Ciebie więc co? Przestań uprawiać ten chory teatrzyk w stylu "rozmawiam z innymi ale nie z nią, pokazuję jej jak dobrze się bawię".
No kurwa jak takie coś czytam to mnie trafia. Żyjesz dla siebie a nie po to by udowadniać niedoszłej lasce że potrafisz aktorzyć...
----------------------------------------
"...gdy kruszą się kawałki brązu, srebra albo żelaza, kowal scala je w jedno i tak tworzy się wieź..."
najlepiej było by jakbyś się z nią w ogóle nie spotykał. A z kumplem zawsze możecie się spotkać bez nich no chyba że z niego taki kumpel że zawsze wychodzi z laską ale miejmy nadzieję że zrozumie twoje położenie. Popracuj nad sobą znajdź sobie jakieś hobby zajmujące wychodź z innymi znajomymi(kolegami) i przede wszystkim poczytaj lekcje Gracjana i trochę teorii i zacznij stosować ją w praktyce. Polecam również blog bodajże Mat7: że nie warto wracać do byłych
. Pozdro i powodzenia !
"Nie dałem rady" jest 10 razy cenniejesze niż powiedzenie "co gdyby" Ponieważ gdybając nigdy nie wyjdziesz na arenę!
Macie racje, pierdolić to wszystko, chodzi tego pełno po całej ziemi.
Wiesz to nie do końca tak że chodzi tego pełno.
Nie chodzi o to żeby być skurwielem ale o to żeby mieć szacunek do samego siebie.
Chodzi tego pełno to taki nasz swoisty argument przeciw temu żeby zmieniać się dla kobiety
----------------------------------------
"...gdy kruszą się kawałki brązu, srebra albo żelaza, kowal scala je w jedno i tak tworzy się wieź..."
Tak, ale miałem na myśli, że na jednej świat się nie kończy