Witam.
Jestem nowym użytkownikiem forum więc z góry przepraszam jeśli ten temat umieściłem w nieodpowiednim dziale ale wydawał mi się on najbardziej "akuratny".
Chciałbym prosić Was abyście ocenili moją sytuację, moje zachowanie i doradzili jak dalej postępować. Bardzo mi na Waszym zdaniu zależy.
Sprawa wygląda tak. Od marca zeszłego roku kręciłem z jedną dziewczyną z mojej grupy dziekańskiej. Wszystko było spoko. W lipcu zanim rozjechaliśmy się do domów na wakacje zapytałem w końcu czy chciała by być ze mną. Następnego dnia się zgodziła. Ten jeden dzień, który jeszcze spędziliśmy razem przed wyjazdami z miasta, w którym studiujemy, było okej. Potem przez 3 miesiące wakacji nie spotkaliśmy się ani razu. Raz ja byłem na wyjeździe, potem ona. Kontakt smsowy utrzymywaliśmy względnie normalny. Z czasem coraz gorszy. Spowodowało to, że zacząłem jej mówić, że powinniśmy się oboje po równo starać a nie, że w 80 proc przypadków ja piszę. Najpierw mówiła, że ona się do nikogo zwykle pierwsza nie odzywa. Potem po kilku tygodniach mówiła, że generalnie ma doła i się podłamała psychicznie. Chciałem się dowiedzieć co się stało, dociekałem ale ona mówiła, że sama nie wie co z nią jest. Mówiła, że w te wakacje praktycznie z nikim się nie spotykała, wyłączyła telefon i siedziała w domu. (to jest prawda akurat. Poza wyjazdem z rodziną nigdzie nie była, tylko w swojej rodzinnej miejscowości). Mówiłem jej, że zawsze może do mnie pisać, wyżalać się, ze ja nie będę miał z tym problemu, i że od tego jestem żeby ją wspierać ale po pewnym czasie olewki nie wytrzymałem i kiedy mieliśmy się spotkać (bo była chwilowo w mieście, w którym studiujemy) piszę do niej, że już przyjechałem a ona na to, że zapomniała mi powiedzieć ale wróciła do swojego miasta bo się źle psychicznie czuła, nie wytrzymałem i wysłałem jej długiego "ssmana", w którym powiedział między innymi, że albo gra ze mną w jakąś grę albo po prostu ma mnie w dupie i jeśli to to pierwsze to niech wie, że ja w nic z nią grać nie będę a jeśli drugie to niech po prostu się określi. Powiedziałem też, że zależy mi na niej i dowodem tego jest to co piszę ale jeśli nie potrafi szczerze wykrzesać z siebie nic więcej to ja łaski nie potrzebuję. Wiem jedno na 90 proc - nie poznała nikogo innego, z nikim innym nie kręciła. Skąd to wiem ? Bo swoje najlepsze przyjaciółki też olała co spowodowało, że dzisiaj już rozmawiają tylko sporadycznie. Z tą jej najlepszą przyjaciółką a moją koleżanką rozmawiałem na ten temat bo wiem, że ona jest ogarnięta i mnie w maliny nie wpuści. Ona mi to wszystko (, że ją też olała i nie chciała sie spotkać) powiedziała. Na końcu września jak znów oboje byliśmy w mieście, w którym studiujemy, umówiliśmy się na wyjście do kina. Przełożyła na następny dzień bo jak stwierdziła, musiała posprzątać mieszkanie. Jak się czułem widząc, że sprzątanie mieszkania jest dla niej ważniejsze niż wyjście ze mną bo 3 miesiącach "rozłąki" to możecie sobie wyobrazić. No ale nic. Zgodziłem się. Chciałem iść za rękę ale jak kolwiek to nie zabrzmi - nie dała mi
. Gadka już nie była taka sama ale można powiedzieć, że trochę się starała. Mam na myśli to, że nie dawała swoją mową ciała znać "Boże po co ja tu jestem. Niech on się już odpier...oli". Zmęczyliśmy w tym kinie 2h mieliśmy iść potem gdzieś jeszcze ale widziałem po niej, że nie chce i szliśmy w kierunku jej domu. W końcu wziąłem ją na chwilę na ławkę widząc, że wszystko między nami jest zupełnie nie tak jak powinno. Sadzam ją i pytam o co chodzi. Ona, że o nic. Nie była obrażona a ni nic. Byłą speszona, smutna i zawstydzona. Mówię do niej w końcu :"Nie chcesz prawda" ? Ona mówi no, że na razie nie. Nic więcej nie powiedziałem tylko w milczeniu odprowadziłem ją do domu. Na koniec z lekkimi łzami w oczach mnie przytuliła i bez słowa się rozstaliśmy. Potem w drodze do mojego domu dostałem do niej smsa "Proszę powiedz jak dojdziesz do domu i uwierz, że to na prawdę nie Twoja wina. Zasługujesz na kogoś lepszego. To nie cytowany tekst." Odpisałem następnego dnia, że nie chciał się spotkać przez 3 miesiące, nie chciała iść za rękę tak jakby to było coś nienormalnego a teraz pociska pierdoły, że zasługuję na lepszą. Sam wiem kto jest dla mnie najlepszy i to Ty nią byłaś. Po prostu nie odpowiadam Ci jako facet i wiem, że nic nie czujesz ale szkoda, że na koniec nie potrafisz być ze mną szczera. Ona odpowiedziała, że to nie tak, że naprawdę jest szczera ale nie jest jeszcze gotowa na żaden związek i, że zawsze jak ktoś próbował się do niej zbliżyć to uciekała, że boi się bliskości. Poprosiłem, żebyśmy się spotkali jeszcze raz w 4 oczy i porozmawiali. Powiedziała, żę okej ale musi ochłonąć i ja chyba też. 2 dni później zobaczyłem, na fb, że zaznaczyła "wezmę udział w wydarzeniu" jednej imprezy studenckiej. Strasznie się czułem bo dotarło do mnie, że kompletnie jej nie zależało i wcale po naszym rozstaniu nie płacze. 3 dni później do niej napisałem, co słychać ? Słabo a u Cb ? Dlaczego, u mnie też słabo. Nie no żartowałam, przecież życie jest takie piękne, co się dzieje ? Nic, myślę o Tobie. To sobie odpuść, uwierz mi lepiej na tym wyjdziesz. Sorry, że tak piszę ale na prawdę nie jestem na razie gotowa na żadne związki i jeszcze wszystko zaczyna sie psuć mam dość, nie wnikajmy. Kiedy pierwszy raz zobaczyliśmy się na uczelni wśród znajomych ona unikała kontaktu wzrokowego. Widać było, że nie jest to taka bezczelna olewka ale zawstydzenie. Np rozmawiając z koleżanką stawała tak żeby inna ją przede mną zasłaniała bo się mnie krępowała. Po tym dniu napisałem do niej: To jak, spotkamy się ? Głupio się czuję jak się zachowujemy jakbyśmy się nie znali. Ona odparła, że okej, jej też dziś było głupio, kiedy chcę się spotkać ? Mówię, że jak jej wygodnie. Kiedy się 2 dni później spotkaliśmy wręczyłem jej różę i powiedziałem, że nic z tego nie rozumiem, że bardzo mi na niej zależy, że jeśli coś się dla niej za szybko działo to niech mi mówi i niech będzie tak żeby jej było wygodnie bo chcę żeby była przy mnie szczęśliwa. Ona odpowiedziała, że jest jej bardzo przykro, że tak się to potoczyło ale jednak nic nie czuje. I teraz tak - wiem Panowie, że się sfrajerzyłem. Wtedy nie czytałem jeszcze o postępowaniu z kobietami. Wiem, że popełniłem błąd, który popełnia 99 proc nowicjuszy czyli po rozstaniu latałem za nią jak głupi. Pełna zgoda. Jednak od zakończenia tego ostatniego spotkania zmieniłem swoje postępowanie posiłkując się licznymi lekcjami, między innymi z tej strony. Odtąd moje zachowanie jest takie, że zerwałem całkowicie kontakt. Jedyne co nas łączy to to, że na uczelni się widzimy i nic więcej. W październiku pod koniec jeszcze proponowała mi kawę po przyjacielsku bo mówi, że wie, że to jej wina więc wyciąga rękę. Powiedziałem bez entuzjazmu okej ale jak chciała przełożyć bo się z robotą, jak twierdziła nie wyrobi to powiedziałem, żebyśmy sobie na razie podarowali spotkania. Powiedziała okej i żebym dał znać jak bd miał ochotę. W żaden friendzone nie zamierzam się pchać. Od października nasza relacja wygląda tak, że ja się nie odzywam, nie dążę do kontaktu. Tylko tyle co chłodne "Cześć". W grudniu było grupowe wyjście, z którego ja się wcześniej zwinąłem bo byłem umówiony jeszcze z inną ekipą. Kiedy ja się zwinąłem padł pomysł, żeby iść do kogoś na domówkę i moja była zaproponowała aby iść do niej. Tam był mój dobry kumpel, który po powrocie mi powiedział, że poszedł z nią po wódkę i ona będąc lekko już podchmielona zapytała go jak ja się czuję. On doskonale wiedział ale nic jej nie powiedział. Tylko tyle, że nie wie ale z własnego doświadczenia domyśla się, że jest mi teraz ciężko. Generalnie on też chciał się dowiedzieć co ona myśli i czy mnie okłamywała czy nie. Ale jemu mimo alkoholu we krwi powiedziała to samo co mi. Dodała też, że z 2 poprzednimi chłopakami, którzy chcieli z nią być też taka sytuacja była. Od jej przyjaciółki wiem, że tamci dwaj nie dali rady wejść z nią w żaden związek. Odmówiła im już gdy pytali czy będą razem. Tak więc mogę przynajmniej podejrzewać, że to co mówiła moja była jest prawdą. Mówiła mojemu kumplowi, że chciałaby się spotkać, pogadać. Kumpel mi to przekazał ale ja stwierdziłem, że dalej się nie odzywam. I tak zawzięcie cały czas mimo ,że bycie znów z nią jest moim największym marzeniem i poza wyrzeczeniem się własnych rodziców, zrobił bym wszystko żeby tak było. Ona odezwała się w wigilię. Napisała tylko smsa z życzeniami. Wszystkiego najlepszego, świąt spędzonych z Bogiem i szcęśliwego nowego roku P...(tu moje imie) jakieś emotki, sraliz mazgaliz i generalnie tyle. Ja tylko odparłem :dziękuję, również życzę wszystkiego najlepszego. Szczęścia i powodzenia w nadchodzącym czasie. Odpowiedziała "dzięjuję" i to wszystko. Nadal cały czas się do niej nie odzywałem, nie polajkowałem nigdy żadnego postu. Nic, zero. Ona od czasu do czasu średnio co miesiąc lajkuje jakieś moje posty. Teraz w czerwcu były jej urodziny to złożyłem życzenia. Mówię sobie, ona mi złożyła na Boże Narodzenie, ja na Wielkanoc nic jej nie napisałem to nie będę takim chamem, pamiętam to napiszę (na fb ma ukryte urodziny). Niczego nie oczekiwałem, napisałem tylko :Wszystkiego najlepszego. Ona ok 4 nad ranem odpisała :Dziękuję. Czy jest jakaś szansa na kawę po tym całym zgiełku ? Czy za bardzo mnie nie lubisz ? (mówiąc zgiełk miała na myśli sesję) Odpowiedziałem 2 dni później : To nie jest tak, że ja Cb nie lubię. Dobrze, niech będzie. Ona odparła: Wiem wiem, rozumiem ale chciałabym żeby było jak dawniej, aczkolwiek to niemożliwe. Odpisałem kilka prawie dobę później :Nic nie zrozumiałem. Ona nic nie odpisała.
Dziękuję tym co przedarli się przez tę epopeję. Szacun dla Was. Powiedzcie mi proszę jak się powinienem zachować jak zaproponuje mi to spotkanie. Teraz jest z dziewczynami na grupowym obowiązkowym wyjeździe za granicę organizowanym przez uczelnię. Za kilka dni wraca i możliwe, że poprosi żebyśmy się spotkali. Powiedzcie proszę, jak się zachować, jak oceniacie w ogóle to co tutaj opisałem. Bardzo mi na niej zależy, jestem zakochany po uszy i mimo upływu prawie roku, nic nie minęło. Chciałbym jakoś to wszystko nakierować na jej powrót. Czy to jest możliwe w tej sytuacji ? Aha i jeszcze jedna paskudna ale ważna rzecz - ona we wrześniu wyjeżdża na erasmusa do Hiszpanii. Nie wiem czy na pół roku czy na rok. To wydarzenie pogarsza wszystko i między innymi dlatego też nie wiem jak się zachować i co ma a co nie ma sensu.
Pozdrawiam i z góry WIEEEELKIE dzięki za Wasze wypowiedzi wszelkiej maści.
Czekaj, czekaj... Byłeś "w związku" 3 miesiące i przez te 3 miesiące nie widzieliście się, potem ona "zerwała", a Ty od tamtego czasu (prawie rok) śledzisz na FB jej "lajki" itd., itp. To nie na moje siły...
* "Intuicja to wołanie rozumu"
* "Nie zgadzaj się na kompromisy, z którymi źle ci się żyje"
* "Człowiek niepotrafiący zadbać o własne granice jest jak ogród bez ogrodzenia, z którego każdy może korzystać, kiedy tylko mu się podoba."
Nie śledzę bo jak wiesz, komunikaty same wyskakują to po pierwsze. Po drugie nie podniecam się lajkami tylko wspomniałem o nich żeby po prostu jak najdokładniej zobrazować sytuację.
Ty nie jesteś zakochany a uzależniony od niej.Nie wracaj do niej, jak na Erasmusa jedzie to nie liczy sie z tobą zupełnie i wie że zrobisz dla niej wiele....Poznaj inne dziewczyny ona ma cie jako plastra.Jesteś dla niej zupełnie nieatrakcyjny bo sie nie zmieniłeś wcale od rozstania..Musisz poznać inne panny i nie porównywac do byłej.Wtedy zobaczysz czy warto wracać..Inaczej sobie krzywde mentalną zrobisz.
O masakra z tragedią . Doczytałem do połowy i od początku same błędy !! Bierz się do roboty nad sobą . Najlepiej jakbyś zniknął z mediów socjalnych i sie ogarnął .
Woodpecker, zachęcam jednak do przeczytania do końca.
Przeczytałem . Wiesz mi też zdarzyło sie zjebać konkretnie kilka relacji . Byłem zbyt wylewny , zazdrosny , czasami po alko powiedziałem za dużo itp . Dwa razy próbowałem przywrócić relację do życia.. i wiesz co ? to była tylko wyidealizowana iluzja tych kobiet . Wyciągnąłem z tego bardzo dobrą lekcję a mianowicie - Łatwiej jest zacząć budowe domu od podstaw niż naprawiać ruinę . Pozdro