Siema wszystkim!
Dla tych co nie chcą czytać: Wyobraźcie sobie, że to jest gra komputerowa, w stylu GTA, nie ma opcji „jak wrócić do byłej” a Twoją misją jest odzyskanie kobiety. Jakbyście to rozegrali?
Jestem przekonany w 100%, że ona jest w stanie do mnie wrócić. Takie sygnały od niej odbieram. Przeczytajcie tylko ostatni akapit.
Dla reszty
Dziewczyna rozstała się ze mną po „dniach ciszy” mówiąc, że nie jestem już taki jak byłem kiedy i teraz jej się nie podobam, jeśli wrócę do tego kim byłem to będę jej się podobać. W skrócie stałem się w niektórych sprawach pizdą i nawet nie zauważyłem kiedy.
Wiem jakie macie zdanie na temat powrotów: że nie warto, że jest już za późno, przeczytaj wpis jak wrócić do byłej itp. Itd. Zawsze podzielałem to zdanie, nie mniej jednak zadałem sobie kilka pytań i stwierdziłem, że byłem z nią szczęśliwy i rozstaliśmy się tylko dlatego, że zcipiałem. Myśląc dalej uznałem, że jeżeli czegoś chcę to o to powalczę. Dostrzegłem 2 drogi:
1) zgodnie z wpisem „jak wrócić do byłej” – skupiam się na sobie, rozwijam, bawie się i wtedy albo ona to zobaczy i znów się zainteresuje albo ja zainteresuje się kimś innym
2) walczę o nią teraz - najgorsze co może się stać to że po prostu nic z tego nie będzie, później zawsze mogę wrócić do opcji 1, która i tak nie gwarantuje powrotu.
Zdecydowałem się podjąć walkę od razu, co nie znaczy, żeby robić to nieumiejętnie. Traktuję to dodatkowo jako trudne wyzwanie, bo z góry jestem niby spisany na straty. I chcę, żebyście potraktowali to tak samo. Jako wyzwanie dla Was. Wyobraźcie sobie, że to jest gra komputerowa, w stylu GTA, nie ma opcji „jak wrócić do byłej” a Twoją misją jest odzyskanie kobiety. Jakbyście to rozegrali?
Jestem przekonany w 100%, że ona jest w stanie do mnie wrócić. Takie sygnały od niej odbieram.
Co zrobiłem do tej pory i co zyskałem? Na początku uciąłem całkowicie kontakt z mojej strony. Otrzymałem po tym jej zainteresowanie. Rożne smsy, jej ciekawość czy faktycznie tak jak mówię przejrzałem na oczy i co robię (przyznałem jej, że nawet nie wiem kiedy zmieniłem na minus swoje życie, podziękowałem za to, że mi otworzyła oczy i znów zaczynam robić to co kiedyś), jej podziw odnośnie tego jak teraz spędzam czas. Na sylwestra zdecydowałem się iść do znajomej i dobrze się bawić, ona była gdzieś z przyjaciółką na domówce. W trakcie napisała do mnie gdzie jestem i jak się bawię. Po jakimś czasie opisałem jej zdawkowo, że jestem u koleżanki, impreza konkretna, że są spoko ludzie. Momentalnie zbombardowała mnie smsami co to za koleżanka, kto jest na imprezie itp. nie czekając na moją odpowiedź. Kiedy nie odpisywałem na kolejnego smsa zadzwoniła. Słyszałem jak kipi z zazdrości kiedy mówiłem, że długo tańczyłem z dziewczyną, o którą zawsze była zazdrosna. Nie potrafiła tego ukryć. Pytałem czym się tak przejmuje skoro nie jesteśmy już razem, nie mam zamiaru płakać tylko będę się dobrze bawił. Trochę okrężnie powiedziała, że jej na mnie zależy. Chciała żebym przyszedł do niej na imprezę. Ja byłem stanowczy, że chyba żartuje, nie będę latał tak jak chce. Szedłem akurat odprowadzić pijanego kumpla i wyszedłem z propozycją, żeby wyszła mi naprzeciw bo to nie daleko. Spotkaliśmy się, pozytywnie na mnie reagowała. Ostatecznie załatwiłem wolną chatę u kumpla i zabrałem ją tam ze sobą. Ciągle mówiła, że jesteśmy tylko kumplami ale nie broniła się za bardzo przed czułościami i sama też je rozpoczynała. Całą noc się ściskaliśmy, pocałunki w policzek, dłonie. Nie pozwoliła się pocałować tylko w usta, mówiąc, że boi się że jak teraz do siebie wrócimy to ja się jeszcze nie zmienię. Podjąłem kilka prób pocałunku, nie chciała (trochę teatralnie się broniła, prawie jak droczenie) ale wiem, że odebrała moje próby pozytywnie. Wczoraj pisząc z nią dalej podkreślała, że jesteśmy tylko kolegami i nie możemy robić nic konkretnego. Starałem się ją uwodzić tak jak robiłem to kiedyś. Ostatecznie dałem jej do zrozumienia, że ja nie zbieram koleżanek, tylko „bliskie koleżanki” i uwielbiam je całować w szyję, a ona nie jest na tyle odważna. Wprost napisała mi, że mogę to robić i możemy spróbować. Dziś jednak nie chciała się spotkać.
Z jednej strony się dystansuję i pokazuję, że mi na niej aż tak nie zależy, mam inne koleżanki z drugiej jednak staram się ją uwieźć. Trochę to sprzeczne intuicyjnie próbuję być elastyczny.
I na chuj Ci te gierki żeby bylej pokazać jak dobrze się masz, no po co..
ONA JUŻ NIGDY NIE WRÓCI - i takie podejście najlepiej mieć.
Rozumiem.. serce boli i te sprawy, Twoje połechtane ego, ale na chuj Ci ten cyrk?
Pamiętaj, czym się strułeś tym się lecz (ale nie Nia! jej juz nie ma!), zerżnij pare dupeczek, zakochaj się w innej, w między czasie piwko z kolegami, pasje i samoudoskonalanie siebie ( czyt. wysiłek fizyczny, książki) ...
... Trudne?
- a co jeśli pewnego dnia będę musiał odejść, Puchatku? ...
- to wypierdalaj !!!
Czytając wstęp i ostatni akapit, skomentuje to tak:
Elastycznie pierdo**i sie w łeb a potema zastanów sie czy chcesz wracac.
Tych tematów już było wiele i chyba kolego nie czytałes podstaw.
Takie tematy nie powinny w ogóle powstawać. Bo to nie strona o powrotach do przeszlosci...
wiec nie marnuj energii na byłe spożytkuj je na nowe znajomosci...
Do dzieła.
A co do wpisu ona Cie sprawdza, żebys byl dla niej wyjsciem awaryjnym, chce miec Cie pod reka...
Nie ma Game Over, jest tylko Next Level . . .
'Portal uwodzicieli nie jest kącikiem złamanych serc. Wpisy dotyczące odzyskiwania byłych, żalów związanych z rozstaniem będą usuwane.'
* "Intuicja to wołanie rozumu"
* "Nie zgadzaj się na kompromisy, z którymi źle ci się żyje"
* "Człowiek niepotrafiący zadbać o własne granice jest jak ogród bez ogrodzenia, z którego każdy może korzystać, kiedy tylko mu się podoba."
Takie podejście jest dla mnie jeszcze bardziej pizdowate. Nie mam szans - poddaje się. To jest czasem dobre wyjście zgodzę się ale nie zawsze! Tym bardziej jeśli wiem, że nie jestem do końca przegrany, a zależy mi żeby wygrać. Więc wstaję po ciężkim nokaucie, podnoszę głowę i walczę. Nie poddaje się tylko dlatego, że mogę przegrać. Dla mnie to jest ucieczka małego chłopca, który boi się porażki, to jest właśnie pokazanie, że nie ma się jaj walczyć o coś na czym Ci zależy.
Tylko my wiemy/uważamy to za nokaut. One traktuja to jako to,że "go już nie ma".
Pokazanie ,że nie ma sie jaj,to po takim kopie w dupie, dalej jak pizda latać koło niej.
Jesli chcesz pokazać,że jestes facetem,idź swoją drogą. Zyj własnym zyciem, a nie właź w dupe jak prawie każda pizda w dupe tam,gdzie cie nie chcą. Pokaż,że masz jaja, a nie cipe.
Kolego mam do Ciebie pytanie. Po co zakladasz temat skoro masz za przeproszeniem w dupie co Ci radzimy...
Bo my swoje a Ty i tak szukasz 1500 wymówek zeby postawic na swoim.
Masz racje wróc do niej i walcz i tak co miesiac. Tarzaj sie w tym bagnie jak lubisz
Nie ma Game Over, jest tylko Next Level . . .
Nie, nie odpowiadacie na moje pytanie. Mówicie to co jest w starym artykule „jak wrócić do byłej",a ja napisałem nie ma opcji „jak wrócić do byłej” dlatego mam to w dupie. Według Waszej teorii jak już dziewczyna Cię zostawi to nie ma szans żebyście byli razem trzeba znaleźć inną. Każdy zna przypadki, które obalają tą teorie.
Arab na Saharze jest mniej potrzebujący wody, niż ty jej atencji... żal... Prawdziwą klasę pokazałbyś, gdybys nie probowaloo ją nigdzie wyciągac, zaciągać, miziać, sryziac i latac jak kundelek za kością... Miętki jesteś... ta zazdrość lada moment jej przejdzie!@
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
Przecież ty i tak spróbujesz do niej wrócić, chodźby wszyscy tutaj radzili Ci co innego
Ja to rozumiem; w sumie i tak lepiej żałować, że nie wyszło, niż że się nie spróbowało.
Co Ci radzić? - poczytaj pare blogów które tu znajdziesz dotyczące "powrotów" Myśl głową a nie główką (albo nie daj Boże sercem) Nie przypalaj się za bardzo !!!!
Pamiętaj, w tych sprawach nie ma reguł, tylko ogólne wskazówki
Wracaj i to szybko za nim Ci ucieknie hahh
Wrócisz na miesiąc, dwa i i tak Cię zostawi. Na tej imprezie na początku zrobiła się zazdrosna, a ty zamiast bawić się do końca i potem iść ładnie spać, to od razu zrobiłeś z siebie pieska i się spotkaliście.
Capii dobrze piszę nie chcesz nie słuchaj naszych rad. Jesteś tak zdesperowany, że robisz sobie wymówki żeby do niej wrócić ( pierdolisz coś o walce, nie poddawaniu się i o GTA) Jak by chciała to sama by prosiła o powrót. A na razie to Tobie na tym zależy, a nie jej.
''Są takie rzeczy, które wywierają na ciebie wpływ i zmieniają twoje życie.''
''Mężczyźni zakochują się w tym co widzą, a kobiety w tym co słyszą, dlatego My kłamiemy, a One się malują.''
''Cokolwiek uczynisz, będziesz żałować.''
Omg..
Czytając gdzieś tak do momentu że "momentalnie zbombardowała mnie sms'ami" myślałem że tak mniej więcej macie tyle samo lat - 20, że dość poukładane w głowach. Ale dalej pokazuje tylko małą dziewczynkę na gimbazjalnym poziomie intelektualnym, która w dodatku dyktuje dziecinne warunki a Ty się na nie zgadzasz.
Nie wiem co Ci konkretnie doradzić, bo obawiam się że również jesteś na nie lepszym poziomie i dodatkowo brniesz w przekonaniu że powrót do niej to będzie niezwykła odwaga męstwa i bohaterstwa i że to rezygnacja z tego jest tchórzostwem..
Oby ona długo Tobie pisała / mówiła: "że boi się że jak teraz do siebie wrócimy to ja się jeszcze nie zmienię".
aż stracisz nerwy na staranie się o ten wiekopomny powrót i może nieco zmądrzejesz po drodze.
Kolego. Jeśli masz bardziej poukładane w głowie niż ta niedojrzała dziewczynka to zajmij się sobą ale tak poważnie - nie pod kątem żeby ona widziała że zająłeś się sobą tylko po to żebyś dla siebie zajął się sobą i odciął od niej.
Poza tym ona zrywa z Tobą a Ty ją potem w nagrodę na wolną chatę kumpla zabierasz na całowanko i mizianko. ...
gratuluję iście męskiej postawy.
Ogarnij się trochę kolego.
To jest jedyna rada w tym temacie.
Opowiem Ci na swoim przykładzie może coś z tego wyciągniesz dla siebie. W czasie długiego związku tak samo jak Ty po prostu przysnąłem, zapadłem w sen zimowy. Kilka miesięcy po tym rozstaliśmy się - można powiedzieć, że mnie zdradziła. Potężny nokaut i zranione ego. Identycznie jak Ty nie poddawałem się, ogromny przypływ energii, zacząłem wracać do tego jaki byłem kiedyś, przeanalizowałem i zauważyłem swoje błędy - bardzo dużo się nauczyłem dzięki temu. Od niej całkowicie się odciąłem. Odnowiłem mnóstwo kontaktów, nowe pasje, znajomi, praca, imprezy. Robiłem to dla siebie ale nie tylko, wiesz jeszcze dla kogo? Dla niej. Nadal coś do niej czułem, podobała mi się etc. i tak jak przez pierwszy miesiąc liczyłem na to, że może wróci pomimo tego co zrobiła, tak następny miesiąc zadałem sobie pytanie "czy ja tego chce?" Odpowiedziałem sobie, że nie mimo, że zaczęły się jakieś sygnały, gierki, głupie ploty (opisałem to w 1 ze swoich tematów) z jej strony więc czułem, że ona tego chce. Mimo to dalej w głębi, w jakimś tam małym procencie zmieniam się, staję się lepszy z myślą o niej ale nie dlatego, że chcę wrócić. O nie.
Chcę żeby przybiegła do mnie zapłakana, zaczęła mnie przepraszać i prosić byśmy do siebie wrócili. A ja bym wtedy mógł połechtać swoje ego po tym jak mnie potraktowała i odprawić ją serdecznym spierdalaj
Ot taka głupia myśl, która się raczej nie spełni. 
Do starego gówna się nie wraca, spuść je w kiblu i więcej go nie zobaczysz. Szkoda nerwów i czasu. Skonfrontowałem sobie 2 sceny w swojej głowie, to jak wracamy do siebie i jesteśmy razem i to jak jestem wolny, poznaje nowe dziewczyny, krótko mówiąc po prostu żyje!! Ta pierwsza nawet nie ma co stać obok, to już nigdy nie byłoby to samo, dawne problemy, znamy sie na wylot, nieporównywalnie mniejsze emocje i napięcie niż z nową dziewczyną, ot jak stare małżeństwo. To nie dla mnie, ja chcę żyć
Jestem w podobnej sytuacji co ty. Tylko podobnej, bo u mnie nie ma żadnych oznak nadziei na powrót. No prawie żadnych, bo te co są mieszczą się w granicach błędu statystycznego. I wiesz co? Stawałem, kurwa, na głowie żeby pokazać jej, że nie wie co traci. Niektórych akcji wstydzę się przed samym sobą. I co? I gówno. Sytuacja bez zmian.
Po co to piszę? Ano po to, żebyś poważnie zastanowił się czy tego naprawdę chcesz. Użyj kurwa mózgu, przeanalizuj swój były związek i odpowiedz sobie szczerze czy jest to warte zachodu. Wiem, że trudno wykluczyć emocje. Szczególnie na świeżo, ale postaraj się.
Powiem ci jedno. Ja wiązałem się z dziewczynami naprawdę wyjątkowymi dla mnie. Moje związki trwały latami. I co? I do każdej z nich chciałbym wrócić. Nawet teraz, zaraz. Każda była dla mnie na tyle ważna, że siedzi to we mnie do teraz. Oczywiście nie ma na to raczej szans, ale fakt jest faktem.
Dlatego jeśli uznasz, że właśnie ona była wyjątkowa - staraj się, porzuć nadzieję i nie rób z siebie pizdy. Za dwadzieścia lat będziesz żałował bardziej tego czego nie zrobiłeś, niż tego co zrobiłeś.
Każdy przypadek jest inny, a uwagi z tej strony traktuj jako ogólne wskazówki.
Tyle ode mnie.
Mówiłeś jej że się nie dasz, a się dałeś. Wyciagnałeś ja na zewnątrz, trzeba było złozyc życzenia i na tym koniec, a ty jak koń który poczuł wodę. Zacząłeś kombinować, załatwiłeś mieszkanie i po co? Myślę że na imprezie nikt jej nie zainteresował, więc kiedy usłyszała że ty bawisz się nieźle, postanowiła że Cie wyciągnie, kiedy już byliście razem miała Cię w garści, to całe gadanie o wracaniu i twoich zmianach, niby w co się masz kurwa zmienić? To że nie doszło do KC to nie przypadek. Ja w odróżnieniu od reszty powiem Ci tak, jako że raczej nie ma co liczyć że ot tak odpuścisz to próbuj, bo będziesz żałował że nie spróbowałeś. Może i nie jest to dobre, ale nikt Ci tego nie zabroni. Do tego typu wniosków trzeba dojść samemu i jestem pewien że każdy na tym forum kiedyś to przeżył. Uwierz mi, jesli naprawdę się dla laski zeszmacisz a ona kopnie Cie w dupę, to będzie to niezapomniana lekcja. Ja Ci życzę powodzenia, jestem przekonany że nikt Cie od tego pomysłu nie odwiedzie, więc rób dalej swoje, chętnie posłucham jak się ta sytuacja rozwija.
No to co proponuje Dedal to bardziej drastyczna wersja. Owszem, można - na własnej skórze się przekonać i dostać zajebistą lekcję, ale często takie lekcje sporo kosztują..
to co większość tu proponuje to po prostu łagodniejszą formę, mniej bolesną - acz. może i mniej skuteczną na przyszłość, bo nie zahartuje tak jak lekcja na własnej skórze.
"Jestem przekonany w 100%, że ona jest w stanie do mnie wrócić. Takie sygnały od niej odbieram."
Ale wrócić do Ciebie by zrobić co ? Bo z tego co widzę to ona chętnie by Ci czymś dowaliła bo niewygodnie jej w roli ofiary i chce z samej siebie zrobić kata - kopnąć cię w dupę tak mocno by samej przed sobą wytłumaczyć iż postąpiła słusznie. A Ty sobie nadzieję robisz bo ona zazdrosna jest i nadinterpretowujesz tą jej zazdrość doszukując się tam czegoś więcej. Tam nic już więcej nie ma oprócz niskich emocji i chęci dojebania drugiemu. Zresztą reagujesz wobec niej tak samo - vide szczeniackie wzbudzanie zazdrości na zasadzie "ah bo wiesz jo żem tończył z tą babką o którą byłaś zazdrosna huehuehue". Reagujecie i odczuwacie identycznie. To jest poziom gimnazjum.
Miej trochę jaj i idź dalej nie patrząc się za siebie. Albo wróć do niej i na samej skórze poprzez ból zrozum dlaczego nie wraca się do byłych.
Ja wiem że do byłych się nie wraca, że z tego już nic nie wychodzi ale mój przypadek jest inny, to jest ta prawdziwa miłość.
ta inny, taki sam jak każdy inny, taka prawda. Znudziła się, odeszła a teraz nie ma nic na oku to do ciebie zagaduje. Polatasz trochę, może nawet pocałujesz a potem jej się znudzi i cześć albo znajdzie się jakieś "ciacho"
Kobiety dojrzewają do 10 roku życia, potem rosną już im tylko cycki
Postanowiłem opisać jak potoczyła się sytuacja dla tych, którzy w podobnej sytuacji trafią na ten wątek.
Nie słuchając Waszych rad, próbowałem ją zdobyć. Spotkaliśmy się w przeciągu tygodnia chyba jeszcze ze 2 razy. Udało mi się ją pocałować. Jednak czułem, że coś jest nie tak. W końcu w szczerej rozmowie powiedziałem jej, że wg mnie ona nie chce mnie zranić i dlatego daje mi pozorną szansę, a tak naprawdę już tego nie chce. Potwierdziła. Nie zgodziłem się na jej propozycję przyjaźni, ale POPEŁNIŁEM BŁĄD tłumacząc to tym, że to będzie dla mnie raniące doświadczenie, ewentualnie jak minie trochę czasu, a póki co musimy uciąć całkiem kontakt. Nie powinienem był tego mówić. To pokazało już dobitnie moją żałość
Tu przyznaję rację tym co pisali, żeby powiedzieć "ok, rozumiem" uśmiechnąć się i chociaż boli, udać, że nas to nie ruszyło.
Jak napisał Dedal musiałem odrobić tę bolesną lekcję samemu, żeby zebrać doświadczenie i nauczyć się już na zawsze jak postępować w takich sytuacjach.
To nie koniec historii.
Zdałem sobie sprawę jaką dupą się stałem i postanowiłem się ogarnąć wszystkie dziedziny życia, głównie zaniedbane znajomości. To był na swój sposób bolesny ale piękny czas.
Z było 0 kontaktu. Widywaliśmy się raz w tygodniu, bo razem jesteśmy członkami jednej grupy, która ma stałe spotkania. Zlewałem ją totalnie, traktowałem ją jak zwykła znajomą. Ona od czasu do czasu próbowała zagadywać, czasem na facebooku albo sms, ale ja byłem obojętny. Odpisywałem późno, czasem wcale. On zaczęła dostrzegać, że przez ten czas dobrze się bawię. Kiedy słyszała, że spotykam się na piwie z koleżankami to pozornie z tego żartowała, że robię się lovelas ale widać było jak ją to skręcało. Czasami były takie sytuacje, że wychodziłem gdzieś wieczorem (dajmy na to po prostu do sklepu), los tak chciał, że ona mnie widziała i zagadywała gdzie idę. Ja starałem się być tajemniczy i nie za dużo zdradzać, ona od razu mówiła, że pewnie na "randkę" itp. a ja jej po prostu z tego błędu nie wyprowadzałem. Bardzo ją to ruszało. Stopniowo jej "ataki" na mnie były częstsze. Szukała pretekstu żeby do mnie napisać, zagadać, więcej przebywała w pobliżu mnie niż reszty znajomych. Moja niedostępność i obojętność sprawiła, że ponownie zyskałem jej zainteresowanie.
Stopniowo zacząłem ją dopuszczać do siebie ale bardzo delikatnie, żeby jej nie spłoszyć i nie być zbyt łatwym. Ona szukała kontaktu ze mną nie wprost tylko, przychodziła z jakąś prośbą, z którą w związku zawsze ja jej pomagałem. Umawiając się z nią, konsekwentnie odrzucałem jej prośby, ustalałem własny termin i warunki pomocy, czasem w ostatniej chwili odwoływałem spotkanie. Na wszystko musiała zapracować. Zapłatą dla mnie był np. masaż. Po tym doszły seksualne smsy, z których można było wyczytać, że jest już w sieci i czeka, aż ją do siebie dopuszczę. Od jakiś 2 miesięcy jesteśmy znów razem.
Każdemu zostawiam do wyboru czy chce wracać do byłej, czy nie,czy powinno się to robić... Napisałem to, żeby potwierdzić swoim doświadczeniem, że istnieje szansa powrotu jeśli postępuje się zgodnie z artykułem z podstaw.
Dzięki za Wasze słuszne podpowiedzi, których nie posłuchałem. Mam nauczkę na przyszłość. Była to lekcja, którą musiałem sam odrobić w terenie, żeby wbić ją sobie do bani.
"Napisałem to, żeby potwierdzić swoim doświadczeniem, że istnieje szansa powrotu jeśli postępuje się zgodnie z artykułem z podstaw."
Nie istnieje taka szansa, bo jeśli ktoś weźmie do serca podstawy i przy okazji sam nabierze oleju do głowy NIGDY do byłej nie wróci... Do tego czasu nim się ta 'szansa' pokaże pozna już kilka lasek nieporównywalnie lepszych od swojej byłej i nawet gdy będzie singlem będzie z tego czerpać większą satysfakcję niż z tego co miał gdy był ze swoją ex, lub z tego co może mieć gdy do siebie wrócą.
Wiem, że to boli i to jak skurwysyn, ale trzeba zacisnąć zęby i dać sobie szansę na bycie szczęśliwym. Życie jest piękne i zawsze stać Cię na więcej, zawsze - więc nie pozwól komuś kto cię skrzywdził (nazywajmy rzeczy po imieniu) by sprawił, że o tym zapomnisz
Wszystko ok, udało Ci się i ja ze swojej strony życzę Ci jak najlepiej, bądź "wyjątkiem od reguły", tylko mam prośbę wróć do nas za pół roku/rok i stwierdź, że nadal jesteś happy, piąteczka
Nie byłoby tematu gdybym znał tego następstwa...
A dupa tam, nie uda się. Nie wraca się i już, znam kilka przypadków powrotów(w tym swój) i nikomu to na dobre nie wyszło. Mam teraz kumpla który rozstał się z laską jakiś czas temu, pomogłem mu się ogarnąć bo był zniszczony psychicznie, pomogłem mu nawet poderwać laskę po czym stwierdził "miałeś rację, najlepszym lekarstwem na byłą są nowe laski". A teraz jej się znudził jakiś jej przelotny fagasek i zaczęła się ustawiać z moim ziomkiem. Nie wiem jak mam mu przemówić do rozumu, no nie umiem. A wiem, że znowu będzie płakać