Przezywam ostatnio jakis kryzys albo cos na podobizne tego. Nie chce mi sie kompletnie nic. Wiecie z czym to sie je? W srode umowilem sie z kolezanka u mnie(miala urlop), no to wzialem sobie tez bo w koncu czemu nie. Tylko ze ja kurwa odpulilem i zostalem sam caly dzien. Na dzis sie umowilem z inna kolezanka i juz w glowie mam taka sama akcje-nie chce mi sie. Wysyla mi juz fotki w co chce sie ubrac, u mnie przebrac a ja tak wiecie fajnie. Kompletne oleju. Juz sie wykapalem, browarka wypilem-nadal nic. Muzyka sie chce nastroic, ale jakos srednio mi to wychodzi i zaraz spale kolejnego papieroska z wkurwienia na siebie-moze zielona herbatka... Generalnie tydzien temu przez tydzien konkretnie w tango polecialem. O waleniu konai to juz zapomnialem- z 3 tyg temu ostatni raz takze no nie wiem co. HAAAAAAALP
Pandziks spójrz na to z innej perspektywy-kto powiedział, że musisz mieć ochotę ZAWSZE na towarzystwo kobiet? Na moje oko sam sobie wkręcasz,że coś jest nie tak. Daj sobie 3 tygodnie luzu-nadrób zaległości w książkach, czy serialach, poszukaj nowej knajpki, cokolwiek. Jeśli będziesz miał ochotę umów się ze znajomą, albo poznaj nową jeśli nie to nie. Bez ŻADNEGO musu.Po trzech tygodniach sam sobie odpowiedz na pytanie,czy coś uległo zmianie. Pozdro
Założyłeś sobie jakąś presje związaną z poznawaniem kobiet i ciągłego czucia się dobrze w ich towarzystwie. Jeżeli ten stan u Ciebie nie trwa jakoś bardzo długo to nie ma powodów do niepokoju. Człowiek czasem potrzebuje spokoju i nawet perspektywa najlepszego dymania tego nie zastąpi. Odpuść na chwilę kobiety, zajmij się sobą. Jestem pewien, że niedługo wrócą ci chęci na napalone panny
Też miałem okres, gdzie panny dosłownie pchały mi się do wyra, a ja wolałem wypić piwko z kolegami. Po czasie wszystko wróciło normy. Więc nie zaprzątaj sobie głowy takimi ,,problemami" 