Witam wszystkich użytkowników tej zacnej strony. Przeglądam ją regularnie, ale ostatnia sytuacja skłoniła mnie do założenia konta w celu przedyskutowaniu sytuacji, w której się niedawno znalazłem. Poznałem przez internet dziewczynę, wiele sytuacji losowych sprawiło, że się poznaliśmy. Rozmowa była bardzo lekka, czułem, że jest zainteresowana i szybko odnaleźliśmy wspólny język. Pierwsze spotkanie, centrum handlowe ( bezpieczne miejsce ) rozmowa, dotyk, nie śpieszyło jej się do domu, odprowadziłem ją na przystanek, za 5 min sms że dziękuję itd. Po pewnym czasie ( teraz już wiem, że za krótkim ) byliśmy już razem, z jej inicjatywy. Nie zgodziłem się od razu, ale też coś do niej czułem, lubiłem z nią rozmawiać, ciągnęło mnie do niej, jest bardzo ładna. Pierwszy miesiąc związku sielanka, super spotkania, emocje, pocałunki, dotyk, wszystko szło bardzo łatwo i bez żadnych oporów, widziałem że jest zazdrosna, byłem czasem niedostępny, miałem swoje pasje, znajomych, uczelnię. Później zaczęły się kłótnie, o różne głupoty i wtedy wyszło na jaw, że jest straszną jędzą i zołzą. Nie potrafiła rozwiązywać problemów, nie potrafiła rozmawiać. Warto dodać, że ma/miała depresję i nerwicę lękową, przez co to głównie ja wyciągałem do niej rękę na zgodę. Chciałem jej pomóc. Najpierw krzyk, potem płacz i bezsilność. Często mówiła mi, że czasem nie ma ochoty żyć. Prosiłem ją, żeby poszła do lekarza, ale podobno to jej nie pomaga, po lekach jest jej gorzej. Starałem się zawsze być przy niej gdy miała jakiś problem i wspierać ją w trudnych chwilach. Później było coraz gorzej. Kłótnie, głupie zachowania z jej strony i obojętność. Zastosowałem "lusterko" ale pewnego razu coś we mnie pękło i spytałem się jej, dlaczego jest dla mnie taka zimna, co się stało ( wiem, błąd ). Później istna sinusoida, dobra dni, gorsze dni, na spotkaniach zawsze było dobrze ( widywaliśmy się tylko w weekendy, w tygodniu było to niemożliwe ze względu na obowiązki). Teraz już wiem, że wkręciłem się w nią za bardzo. Za dużą wagę przykładałem do rozmów przez komunikatory. Powinienem to zlać, a ja jak idiota momentami nadskakiwałem.. nadskakiwałem dlatego, ze widziałem na co jest chora i że takie spadki nastroju są normalne. Później nie widzieliśmy się bodajże 1,5 tyg, było słabo. Napisałem jej, że jeśli teraz nie zawalczymy o nasz związek to nic z tego nie będzie, bo ja nie czuję się tak jak na początku i mimo moich starań jest fatalnie. Kłótnia. "Może jakbym zerwał to byś doceniła, to co masz" --> foch. Kilka dni, jałowa rozmowa. Potrzebuję czasu, my siebie nie znamy. Moja reakcja: słucham? jak to.. jesteś tego pewna? - nie wiem. Krótka wymiana zdań, zakończyłem rozmowę, musiałem wyjść. Nie dawało mi to spokoju. Następnego dnia napisałem jej, że skoro tak stawia sprawę i jeśli chce przerwy, to pójdę jej na rękę ale zaznaczyłem, że jeśli od siebie odpoczniemy to będziemy mieli czas na refleksję i emocje opadną, że będziemy wiedzieć czy chcemy ratować związek. Jej reakcja - " Nie spodziewałabym się tego po Tobie, jesteś wolny, rób co chcesz" Moja mina wyrażała więcej niż tysiąc słów. Przez rozczarowanie, po zniesmaczenie a na sam koniec płakałem ze śmiechu. Zjebałem sprawę tym, że próbowałem jej LOGICZNIE wytłumaczyć, że przecież sama tego chciała, że o chuj jej chodzi za przeproszeniem. Jeden wielki foch, "nie chcę z Tobą rozmawiać". Dobra nara sobie pomyślałem. Po pewnym czasie zaczęło mi jej brakować, to znaczy zaczęło brakować mi wyidealizowanego obrazu jej osoby z przed 2 miesięcy, kiedy była czuła, kochająca, potrafiła dzwonić do mnie, pisać czułe smsy. Wtedy zacząłem ostro imprezować, przecież miałem wolne weekendy. Były dziewczyny, były rozmowy, ale.. jakoś tego nie czuję. Myślami byłem nadal przy niej, to znaczy przy analizie tej całej sytuacji. Ostatnio dowiedziałem się, że dopytywała o mnie moich znajomych, co u mnie itd. W tym samym czasie poznała "kumpla" ( już po rozstaniu ) jakieś oznaczanie się, pierdoły, czyt. wzbudzenie zazdrości ( albo już nowa znajomość i kręcenie ). Nie wytrzymałem, napisałem jej że nie życzę sobie żeby nękała moich znajomych i rozmawiała o mnie, jeśli jest ciekawa co u mnie to mogła napisać do mnie. Odpowiedź " mam w dupie Ciebie i to co u Ciebie " mimo iż widziałem te rozmowy między nią a moimi znajomymi. Jak się zachowałem? - Jesteś fałszywą osobą, nie chcę Cię znać. Poleciał blok na wszystkim na czym się da, skasowałem nr. Teraz chyba kręci z tym "kumplem", ja w głowie mam jeden wielki burdel ale przez to że urwałem z nią wszelki kontakt i na sam koniec poprawiłem swój wizerunek w swoich oczach udowadniając jej jak bardzo jest zakłamana jest mi lepiej. Od tego czasu spotkałem się z 3ma dziewczynami, ale żadna mnie nie zainteresowała. Nie czuję po prostu nic. Do seksu nie doszło, dziewica, pełna obaw przez te jej "chore jazdy na bani", chyba też za krótki staż związku ( 3msc ) ale do zabaw doszło, więc minimalna więź emocjonalno-seksualna była, tym bardziej że panna jeszcze nieletnia. Jaki wyciągnąłem wniosek? Nie wiązać się z osobą z problemami, bo mimo iż chce się takiej osobie pomóc, prędzej czy później dostanie się po dupie, przez to nie mogłem czasem jej olać, odejść.. Dużo się też przy tym nauczyłem, było dużo fajnych chwil, śmiechu, zabawy, czułości. Martwi mnie jedynie fakt, że obecnie nie mam ochoty poznawać nowych kobiet. Na imprezach rozmawiam, nie zamknąłem się sobie ale wydaje mi się, że teraz potrzebuję czasu dla samego siebie, żeby się zdystansować, odnowić kilka znajomości i przede wszystkim korzystać z życia. Dobrze rozkminiam? Pomóżcie młodemu, nakierujcie mnie na właściwy tor. Wszystko biorę na klatę, pozdrawiam i miłego weekendu.
Dobrze rozkminiasz jeśli zrozumiałeś że ta kobieta ma problem ze sobą. Tak czasami bywa, a Ty potrzebujesz widocznie jeszcze trochę czasu żeby całkiem ochłonąć i poznać kogoś kto Cie zainteresuje.
Zupełnie niepotrzebne były te szarpnięcia o znajomych itd...trzeba olać totalnie i otaczać się normalnymi, ładnymi i uśmiechniętymi kobietami ze zdrowym podejściem:)
Trafiłeś na kobietę z którą poprostu nie da się zbudować normalnego zdrowego emocjonalnie związku. Taki typ. Możesz ją rozkładać, analizować na czynniki pierwsze (jest tu parę mądrych blogów w tym temacie) ale nic to w sumie nie zmieni. Wynika z twojej postawy, że zmierzasz w jasną stronę mocy, więc wkońcu chęci ci wrócą do poznawania innych.
To z czym się nie zgadzam w twoim tekście, to to twoje obwinianie siebie; że zjebałeś to czy tamto, że tu twoja wina, tam Twój błąd. Otóż nie! Gdyby ona była normalna, wmiare racjonalna to nie doszło by do takich rozmów i zagrywek pomiędzy wami. Ty ją traktowałeś (usiłowałeś) jak partnerkę, ona ciebie jak element gry, jej gry. Miej tego świadomość to będzie ci łatwiej.
Jakbym sam to napisał! Nie wiem czy chce Ci się czytać moją historię, która się dzisiaj zakończyła, ale podobna sytuacja. Dziewczyna z problemami, niezdecydowana, zmiany nastroju itd.
Skup się na sobie, a nie myśl o niej, bo to już było. Jak ją zblokowałeś na czym się da to nie cofaj tego.
Znajdź sobie hobby, poczytaj książkę zamiast ostro imprezować.
Proszę, przeczytaj sobie o zaburzeniach osobowości typu borderline oraz o DDD/DDA.
Wtedy zrozumiesz bardziej, co zaszło.
Takich kobiet nie da się zrozumieć. Nie próbuj. To nie pomoże, a pomnoży dodatkowo Twoje wszystkie inne myśli.
Jest stwierdzone w literaturze medycznej stricte psychologicznej/psychiatrycznej, iż takie osoby z zaburzeniami zmieniają cele: o co tu chodzi? Ano o to, że jak już wydaje Ci się, że ją zrozumiałeś i chcesz dać to, czego ona pragnie, ona zmienia reguły gry: wymyśla nowe kryteria, nowe zasady, a Ty robisz wszystko, by je spełnić. I gdy spełnisz, ona znowu wymyśla nowe i tak w kółko. Gonisz jak klaun za kapeluszem, którego nigdy nie złapiesz. NIGDY. BŁĘDNE KOŁO.
To wszystko to iluzje.
Powiem Ci tak: dobrze, że to się skończyło. Z osobami chorymi psychicznie/zaburzonymi nie ma co się zadawać, gdyż w 95% przypadkach jest to skazane na niepowodzenie.
Dobrze się stało. Dziękuj za to. Wyciągnij wnioski i jedź do przodu.
PS.
"Po pewnym czasie zaczęło mi jej brakować, to znaczy zaczęło brakować mi wyidealizowanego obrazu jej osoby z przed 2 miesięcy, kiedy była czuła, kochająca, potrafiła dzwonić do mnie, pisać czułe smsy." - tak tak... Stary, przestań biegać jak chomik po tym zabawkowym kole. Tu tak naprawdę nie chodziło o Ciebie - chodziło o nią, o jej problemy z dzieciństwa, o próbę wypełnienia jej pustki, którą w sobie miała/ma. Ty nie miałeś tutaj nic do rzeczy. To przykre, ale tak mają ludzie zaburzeni.
Oni się najedzą taką "miłością" jak obiadem, potem są syci. Skoro są syci, to po co jeść znowu? I wtedy odpychają. Odsuwają, bo przecież się nasycili, co nie? Tak mają. Mają posraną osobowość i nie zmienisz tego. Nie pomożesz im. Nie masz tutaj tak naprawdę nic do rzeczy. W normalnej, zdrowej relacji intymność wzrasta z każdym krokiem, decyzją, zaufanie idzie do góry, ludzie stają się sobie coraz bliżsi: ufają sobie, cenią siebie nawzajem: krótko mówiąc, kochają się. A skoro kochają, to nie krzywdzą siebie nawzajem tekstami w stylu jak u Ciebie "mam Cie w dupie etc. itp". Powiem Ci wprost: jeśli kiedykolwiek usłyszysz krzywdzący tekst od swojej "połówki" w stylu mam Cie w dupie, uciekaj. Zdrowa, kochająca Cię osoba nigdy by tak nie powiedziała. To naprawdę nie ma sensu. Tacy ludzie to toksycy i nie zmienisz tego. Powie raz: ok, przymkniesz oko: wymsknęło się jej. Ale ona to powie drugi raz, trzeci, setny. Będziecie się godzić w nieskończoność, porozumiewać się w nieskończoność, dążyć do zgody, której nigdy nie osiągniecie. To droga donikąd.
Grzebanie w tym nic nie da. Jej problemy emocjonalne powstały na długo przed tym, jak się pojawiłeś. Owszem, było fajnie, momentami pewnie bardzo fajnie: ale chciałbyś mieć w życiu 5% fajnych momentów, a 95% piekła? Takie laski same siebie nie rozumieją, więc nie próbuj ich zrozumieć. Bo jak masz to zrobić, skoro one same nie wiedzą o co im chodzi? Nie wiedzą, bo mają rozpierdoloną osobowość i naturę emocjonalną przez swoich wspaniałych rodziców.
Jakiego rozstania oczekiwałeś? Dzieci tak robią, dzieci są niedojrzałe, więc Wasze rozstanie było niedojrzałe. Poszukaj sobie dorosłej kobiety, a nie dziecka w ciele dorosłego. Serio!
Jak masz pytania, to śmiało. Wątpliwości.. Pisz. Wyjaśnię Ci wszystko, a przynajmniej się postaram. Temat mi bardzo znany.
"Jaki wyciągnąłem wniosek? Nie wiązać się z osobą z problemami"
I to wystarczy.
Poczekaj, za kilka miesięcy Ci przejdzie niechęć i wszystko będzie dobrze.
Nie wiedziałem czym jest ten cały border, ale po zagłębieniu się w temat wszystko zrozumiałem. Dziękuję wszystkim za odpowiedzi a w szczególności użytkownikowi "fanborder" za obszerny post , wielka piątka!
PS. Już współczuję jej nowemu typowi
"Poszukaj sobie dorosłej kobiety, a nie dziecka w ciele dorosłego. Serio!"
Nie ma lepszego protipu. Skoro dziewczyna nieletnia, to musisz mieć świadomość że to jeszcze dziecko i z każdym rokiem liceum następuje zmiana w zachowaniu, co sami po sobie też mogliśmy obserwować.
Twoja historia bardzo podobna do mojej, też kręciłem z licealistką, na początku słodko fajnie, miała trochę kompleksów z racji swojej choroby, oczywiście człowiek miękkie serce miał więc się zaangażował, dbał, wspierał itd. Nieproporcjonalnie. Gdy tylko złapała wiatru w żagle, od razu było pogodzenie się z byłym, jakieś wymijające słowa nt. przyszłości naszej relacji, mimo że dzień temu byłem najukochańszym i najwspanialszym. Normalnym laskom w tym wieku zdanie zmienia się co chwilę, a co dopiero mówić o tych z problemami?
Nie mówię, bo sam wiele razy zjebałem jak teraz patrzę na to jak się zachowywałem w relacji z nią. Było wiele shit-testów które oczywiście jako przytulasek oblewałem i nadmiernie pokazywałem że mi na niej zależy, bo tak rzeczywiście było, chciałem żeby powróciła do zdrowia. Była zazdrość, kłótnie, w końcu teksty o niknącym uczuciu z jej strony, że musi się zastanowić co dalej, w końcu że chce być sama. Więc zostawiłem ją samą, za co oczywiście po 2tygodniowym okresie milczenia zebrałem zjeby, bo jak mogłem tak kłamać że mi zależy jak nawet o nią nie zawalczyłem. Nie ma co się dopatrywać logiki w działaniu takich dziewuch, bo się tej logiki nie da dostrzec. Nawet gdy wytłumaczyłem, że nie pisałem bo jak sama mówiła chciała być sama, chciała przemyśleć czy chce spróbować jeszcze raz czy nie i inne bzdury, to przeszła do obrony i teksty czemu mnie atakujesz, czemu mnie obrażasz. Znacie to.
Z tej relacji wyciągnąłem cenną lekcję co do shittestów i nadmiernego angażowania się i pomocy dziewczynom z problemami. Jaka by nie była, jak poczuje że facetowi nadmiernie zależy - przegrałeś.
Jeszcze kilka dni temu pisałem czy jest sens aby starać się wrócić do niej. Minęło kilka dni, przemyślałem, wytłumaczyłem sobie pewne sprawy i już jest lepiej, a do niej nie mam zamiaru wracać bo tak jak ktoś napisał, mimo dobrych chwil na początku znajomości, później wyszło niedopasowanie. To co tu napisałem na koniec, musisz przeżyć sam, a przede wszystkim uświadomić sobie, jak wiele wad ona miała i to nie tylko ty zjebałeś, ale ona też się do tego bardzo przyczyniła. Ta pustka jakiś czas po rozstaniu jest dobijająca, ale cieszmy się, że zachowaliśmy jakąś własną godność i laski nie robiły nas w chuja, a my w końcu uświadomiliśmy sobie że nadskakiwanie jak pieski nie popłaca, a przynosi odwrotny do zamierzonego efekt.
Trzymaj się kolego
dobrze przeczytałem? Nieletnia???
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
"Do seksu nie doszło, dziewica, pełna obaw przez te jej "chore jazdy na bani", chyba też za krótki staż związku ( 3msc ) ale do zabaw doszło, więc minimalna więź emocjonalno-seksualna była, tym bardziej że panna jeszcze nieletnia." Tak napisał autor tematu
Moja była-niedoszła 17 lat ma
no to trochę się dziwię, ze się dziwisz
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
Tu myślałem że będzie inaczej, bo na początku sprawiała wrażenie dojrzałej jak na swój wiek i ułożonej dziewczyny. Myślałem że to za sprawą tych przeżyć związanych ze zdrowiem, ale okazało się że jej zdanie zmieniało się co godzinę, potrafiła o 24 w nocy napisać mi że nie wie co dalej z nami, a o 3 kocham cię chcę być z tobą
Dziecko, dziecko... Ludzie z domów dysfunkcyjnych tak mają. Jeśli nie zaczną nad tym pracować, to zawsze będą uwikłani w toksyczne związki.
Takim ludziom zmienia się nastrój z godziny na godzinę. Pierwsza taka oznaka i powinno się spieprzać.
Ja miałem do czynienia z 27-latką. Dojrzała fizycznie, pracująca, zarabiająca kobieta. 27 lat, a zachowywała się jak 3-latka.