Witam, zalogowałem się na forum z polecenia kolegi. Mam, jak pewnie dużo z Was miało, problem z kobietą, z którą jestem już prawie 4 lata. Ja mam 25 lat a ona 22. Jest mi z nią dobrze, mamy kilka podobnych hobby np. kino. Jest czuła i uwielbia czułe słówka w stosunku do mnie (częste kocham cię itp.) Chwali mnie i wspiera w mojej pracy, jest poza tym bardzo opanowana i nigdy się nie kłóci, nie robi problemów ani scen zazdrości (mnie jak się zadrzyło jakieś wkurzenie na nią to ona łagodziła sprawę, nie potrafiła się gniewać nawet jak raz jej powiedziałem kilka nieprzyjemnych słów to miała łzy w oczach, ale nie obraziła się). Chcę trochę zarysować sytuacje, stąd te szczegóły. Od jakiegoś czasu odsunąłem się od niej, ponieważ jest trochę typem flirciary i były dwie sytuacje budzące moje wątpliwości: raz pisała z kolegą na co zrobiłem jej scenę zazdrości (ponieważ widziałem, że jej się ten kolga trochę podobał)po tej scenie zazdrości powiedziała, że już nie pisze z nim, a sprawdziłem jej fb i miała tam wiadomosci z nim (neutralne). DRugi raz wystąpił rok później kiedy flirtowała z innym kolegą na imprezie tj. gadała z nim i jego dziewczyną, śmiała się i pobiegli razem do fontanny (zdenerwowałem się z zazdrości i powiedziałem jej że mnie znowu zawiodła i że zachowuje się jak by była strasznie łatwa - tu się prawie popłakała.
Moje błędy: zazdrość i pretensje które spowodowały jej zwiększoną aktywność poza związkiem (pisała z tamtym bo miała pewnie dość mojej zazdrości)
W tej chwili opanowałem zazdrość i staram się unikać jakichkolwiek pretensji i myślę, że to dobrze działa na ten związek, choć jeśli chodzi o staranie się, dzwonienie, proponowanie spotkań to ona zawsze wykazywała jeszcze większą inicjatywę niż ja (60 do 40).
Mam pytanie czy te jej flirty można nazwać zdradą emocjonalną? Bo ja się czuję zdradzony, z tym, że wiele osób mi mówi, że cierpię na przesadną zazdrość i że to nic dziwnego że w takich okolicznościach kobieta szuka pocieszyciela.
Napiszcie co myślicie o tym co napisałem, z góry dzięki!
Też jestem osobą przesadnie momentami zazdrosną, kwestia niskiego poczucia własnej wartości. Kobiety lubią popisać z chłopakami, chociaż może nie tyle lubią co po prostu to robią. Każdy ma koleżanki i kolegów, kumpli, kumpele, to normalne. Tym bardziej, jeśli wiadomości z nim były neutralne, nie ma co przesadnie jej tego wypominać. A już na pewno nie czytać jej wiadomości. Daj kobiecie swobodę i luz, a doceni Cię, bo w jej oczach będziesz wartościowy. Może to po prostu test z jej strony, kobiety, zwłaszcza w początkowej fazie znajomości, uwielbiają sprawdzać potencjalnych partnerów. Ale w ogóle dzisiejsze czasy są tak pojebane, że co drugi facet ma takie jazdy z kobietami, które nie wiedzą czego i kogo chcą.
Stań się mniej zaborczy, choć oboje wiemy, że to trudne. Związek z takim stażem albo się rozpadnie wcześniej czy później przez zazdrość, albo się umocni przez to, że nie będziesz jej kontrolował i będziesz szanował jej przestrzeń.
Niestety wiem, że zaczęło mi w pewnym momencie za bardzo zależeć i chciałem wszystko mieć pod kontrolą, wziąć jakby odpowiedzialność za ten związek i skutkiem jak gdyby ubocznym była ta zazdrość. Swoją drogą ona mi nie odpłacała zazdrością prawie że nigdy i to mi dawało do myślenia: a może aż tak jej nie zalezy. Zapętliłem się, bo przez pierwszy rok nie było tego typu problemów, po prostu cieszyłem się związkiem. Teraz wychodzę na prostą, bo wiem, że popełniałem błędy i znikają emocje związane z zazdrością, przeżywaniem jej zachowań, znikają te emocje i zastanawiam się czy ja się ne odkochuję, czy w ogóle chcę być z taką flirciarą. Teraz jak to piszę, nie mogę się oprzeć wrażeniu, że wykreowałem problem, karmiłem się nim i że sam nie wiem czego chcę. Jak przysłowiowa baba;/
Jesteś z nią 4 lata to sam powinieneś już mniej więcej wiedzieć co może zrobić z kolegą a co nie i czy jest godna zaufania, a jeśli jej nie znasz i masz wątpliwości to może warto sie zastanowić czy jest sens to ciągnąć ?
) w tych czasach będą nie uciekniesz od tego, robienie scen po 4 latach związku nic tu nie zmieni, pokazujesz tylko że pomimo tego czasu nadal nie jesteś pewny i masz słabe korzenie.
Fejs czy inne komunikatory (oraz fontanna
Mam wrażenie, że trochę histeryzujesz, może sam odnajdź swoją atrakcyjność i poznawaj nowe koleżanki, poczytaj podstawy i klasyki
they hate us cause they ain't us
Jakbym czytał o sobie z przeszłości. Zdecydowanie problem leży po twojej stronie, bo tak na logikę - co jest złego w tym, że laska wymienia neutralne wiadomości na fb z kolegą czy z innym jakimś sobie do fontanny poleciała. Nie doszukuj się flirtu/zdrady tam gdzie tego nie ma i nie traktuj jej jak swojej własności, bo to niszczy psychę i tobie i jej. Też kiedyś zachowywałem się tak samo, ciągle chodziłem wkurzony, bo laska się uśmiechnęła do kolegi czy do innego napisała żeby o coś spytać. Teraz widzę jakie to... kurwa niemęskie
Musisz zrozumieć, że jak panna będzie chciała zdradzić to i tak cię zdradzi, bo nie da się kogoś pilnować non stop. A okazywaniem takiej bezsensownej zazdrości tylko ją do tego możesz zachęcić, bo laska w końcu zacznie mieć tego dość, że zabraniasz jej nawet niewinnej rozmowy z kolegą. Także poluzuj portki i przemyśl to co robisz. Bo problem leży w twojej głowie i ma swoją konkretną przyczynę. Wg mnie przyczyną takiej chorej zazdrości jest paniczny strach przed stratą dziewczyny, strach przed zostaniem samym i dlatego człowiek chciałby laskę upalować. Można udawać, że nie jest się zazdrosnym, ale to żadne wyjście bo nie da ci to spokoju. Lepiej po prostu przyznać się przed sobą że ma się problem, przeanalizować jaka jest tego przyczyna, poukładać sobie w głowie wszystko i poluzować majty. Serio miałem identyczny problem jak ty(albo i większy) i nie został po nim już ślad.
Cenne jest to co powiedziałeś. Też czuję, że zdarza mi się przesadzać trochę na wyrost. Tak jakbym chciał żeby tylko we mnie była wpatrzona jak w obrazek, a to chyba nie o to chodzi. Jeśli możesz napisz jeszcze czy sam po analizie sobie z tym poradziłeś i czy to trwało dłuższy okres czasu?
Będąc szczerym muszę powiedzieć, że właściwie ni huhu nie mam pomysłu, co by ci sensownego doradzić
U mnie moja zmiana polegała na tym, że związek się skończył, ja zacząłem poznawać dużo nowych dziewczyn i zmieniły się moje przekonania. To znaczy zdałem sobie sprawę z tego, że laski i tak nie upilnuję, a jeśli ona zdradzi to jej broszka, bo ja bez problemu znajdę sobie nową i mogę bez problemu odbudować to, co czułem do poprzedniej. Tylko widzisz, ja to podparłem praktyką z innymi laskami, a tobie przecież nie powiem żebyś poszedł podrywać inne żeby wyrobić w sobie wyższe poczucie własnej wartości skoro masz świetną dziewczynę. Powinieneś na zimno poszperać w swojej bani i znaleźć przyczynę tego twojego strachu. Bo twoja panna NICZEGO złego nie robi, problem masz ty i jakaś jest tego przyczyna.
Dzięki Urlich za rady, już trochę czytałem i poczytam więcej. Znam moją dziewczynę i wiem, że lubi flirtować co sama mi kiedyś powiedziała (i że nie widzi nic złego we flircie, dowartościowuje ją to trochę i sprawia przyjemność - tak mówiła) i że ma swoje granice, aczkolwiek patrzę przez swój pryzmat = jakbym się posunął do takiego "zauroczenia" innym kolegą w stylu: pobiegnę z nim do fontanny pośmiejemy się pobawimy a mój chłopak będzie gdzię stam siedział z innymi to dla mnie to oznacza, że to nie jest pełne zakochanie, stąd wątpliwości. Ja jak jestem zakochany to nie szukam wrażeń z innymi i nie fascynuje się czy nie flirtuję z innymi. Stąd wniosek, że jej aż tak nie zależy i w konsekwencji moje oddalanie się od niej. Wydaje mi się, że ktoś z tendencją do flirtowania może łatwiej przekroczyć wkońcu jakąś granicę... Jeszcze dodam, że ona bardzo lubi być w centrum uwagi i bardzo cierpi jesli ktoś jej nie lubi nawet nauczyciel, koleżanka, kolega (z tym, że jeśli chodzi o jakiegoś ciekawego kolegę/ koleżankę która dominuje i jest b. atrakcyjna to jeszcze bardziej mojej zależy by ją lubili. To kolejne ryzyko wejścia w niebezpieczną sferę...
no ale cechy, o ktorych napisałeś pod koniec, ma chyba większość ludzi. Rozumiem, że Ty potrzebujesz takiego zakompleksionego, wycofanego nieogara, ktory istnieje na tym swiecie tylko dla Ciebie?
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
brak zaufania z twojej strony mocno nieuzasadniony,stary,daj mi nr do tej Twojej dziewczyny bo z tego co piszesz to jest ok,a ja takiej szukam;).Moim zdaniem to Ty przesadzasz,nie zabraniaj jej miec znajomych i z kims tam sie powygłupiac.taki problem to nie problem.
__________________________________________________
Jak się nie wie, co się gra, to się gra jeden-dwa.
Dzięki Panowie za odpowiedzi, dały mi do myślenia, muszę to jakoś ogarnąć. Sam nie wiem skąd się ta zazdrość bierze, aż czasem mam tak, że sobie myślę, że we mnie chyba uczucia się wypalają i na siłę chcę zatrzymać jakieś większe emocje.. spotkało was kiedyś coś podobnego?
Spotkało, często spotyka. To się bierze między innymi z powodu niskiej samooceny/niskiego poczucia własnej wartości. Potrzebujesz zapewnień co do uczucia, bo inaczej panikujesz i stajesz się zazdrosny/zaborczy. Miałem podobnie, ale zacząłem nad tym pracować i dawać więcej swobody nowo poznanym kobietom, chociaż nierzadko jest ciężko. Z czymże ja po prostu zaufałem pewnym kobietom zbyt szybko i się przejechałem, więc też ten czynnik sprawił, że bywam zazdrosny, bo patrzę na nowe relacje przez pryzmat tego bólu, który zaznałem w przeszłości.
Problem tego typu powstaje wtedy, gdy ewidentnie zaczyna ci się nudzić. Nie masz nic ciekawego do roboty, nie masz żadnych pasji (nie opowiadaj bzdur, że masz pasję skoro to widać, że tak nie jest) i w związku z tym wypełniasz cały swój czas kobietą. Dotykasz ją, może nawet ruchasz, myślisz o niej w czasie teraźniejszym oraz przyszłym i zaczynasz analizować całe swoje życie w kontekście tej właśnie kobiety. A skoro jest ona jedynym co wypełnia twoje życie to zaczynasz się przeraźliwie obawiać utraty tej jednej rzeczy i stajesz się przesadnie zazdrosny. Nie potrafisz nawet myśleć w kategoriach innych aniżeli przez pryzmat właśnie tej konkretnej osoby. Czyli masz problem.
Przepraszam, ale oglądanie filmów w kinie czy przed TV to nie jest pasja. Zrób coś ze sobą. Rozwijaj się. Nie wiem, pójdź na studia, zrób jakiś kurs, dorabiaj w innej robocie, naprawiaj samochody albo znajdź sobie inną odskocznię. Jakieś plany na przyszłość związane z tobą, a nie z nią. Przyjmij co by było z tobą za lat 3 czy 5, gdyby jej nie było. Jaki będziesz za kilka lat na przód, itd. Jeżeli nadal będziesz postępował tak jak dotychczas to ona zacznie coraz bardziej odczuwać na sobie ten twój ciężar emocjonalny jaki na niej położyłeś. I żeby było jasne, masz to zrobić dla siebie, a nie dla niej. Masz nauczyć się myśleć w innych kategoriach. W przeciwnym razie stopisz się, stracisz poczucie własnej wartości i będziesz popełniał coraz więcej głupstw w swoim życiu.
Baba może się puścić, zdradzić cię z najlepszym kolegą, targać po sądach co pół roku albo może i być w stosunku do Ciebie lojalna. Nie ważne bowiem największy wpływ i tak masz na siebie samego, a nie na nią. Zmień optykę.
Wiarus, chyba niestety masz trochę racji w tym, że nic innego mnie aż tak nie pasjonuje. Tzn. mam swoje hobby, ale jest to raczej na zasadzie przymusu (chcę coś osiagnąć w danej dziedzinie i pracuję nad tym, aczkolwiek męczy mnie to trochę)
Osttanio coraz częściej dopadają mnie takie chore myśli: gdybyś się zachował tak a nie inaczej to dziewczyna by się w tobie zakochała bardziej i miałbyś spokój bo nie musiałbyś się tak spinać tą relację. Przypominam sobie jak się zachowywałem na początku (wiadomo bardziej wyluzowanie i ciekawie) i zastanawiam się jak to zrobić by utrzymać jej zainteresowanie na wyższym poziomie żeby to ona się bardziej mną przejmowała niż ja ją i że jak sobie idzie biegać do tej fontanny to żeby to ona się spinała że poszła sobie z innymi a nie ja... tak jakbym chciał sobie coś udowodnić, że jeszcze jej pokażę, że ona mnie pokocha bardzo i to ona będzie bardziej "cierpieć". Wiem, że to niepoważne, ale jakoś mnie to dopada...czy jedynym sposobem jest nawet na siłę niemyślenie o związku i wyluzowanie?
Proponuję zacząć od nieczytania jej korespondencji. Będąc z jedną kobietą w dwuletnim związku nigdy nie miałem jej telefonu w rękach i było zajebiście. Nawet sama mówiła mi, że jakiś typ do niej napisał, ale ja miałem to w dupie, dzięki czemu nie było nieprzyjemnych kłótni, a panna starała się o mnie, bo wiedziała, że nie może grać na zazdrości.
Dlaczego tak postępowałem? Bo zacząłem odwiedzać tę stronę, a w poprzednim związku byłem zazdrosny i nie wyszło mi to na dobre ani kurwa trochę.
Powinieneś się cieszyć, że jest taka wyrozumiała i nadal chce się z tobą spotykać po takich słowach, jakie przyszło jej usłyszeć z twoich ust.
Bez spiny oczywiście, piszę to co wywnioskowałem z tekstu.