Witajcie, to mój pierwszy post na tej stronie.
Przejdę do rzeczy. Ja lat 27, Ona 29...Poznaliśmy się w pracy w której się zatrudniłem. Na początku wymiana uśmiechów itp...Aż do inicjacji kontaktu z Jej strony, spotkania, imprezy, seks, deklaracje...
I tutaj zaczęły się schody. Jest bardzo atrakcyjną kobietą, jednak pomimo swojego wieku była tylko w dwóch poważnych związkach. Bardzo długo musi przekonywać się że aktualny facet jest właściwym.
Z mojej strony zaczęły się testy zazdrości, jakieś kłótnie...zaczęła odpuszczać spotkania "dając nam czas"...w końcu wszystko zaczęło się ustawiać i pojechaliśmy razem na trzaskanie butelek u kumpla z pracy. Schlałem się jak świnia (niestety), coś Jej nawyrzucałem po pijaku, zachowałem się jak idiota, wiem o tym. To było we wrześniu. Po tej akcji twierdzi że nie widzi we mnie partnera do życia "bo takie sytuacje mogą się powtórzyć"...Mimo to mamy codzienny kontakt, wiadomo w pracy, czasem rozmowy telfoniczne.
Nie widzę niestety w Niej angażu do głębszej relacji ze mną. Wiem o tym że ja mam dązyć do seksu, ale niestety nie mam zbytnio do tego okazji, zupełnie nie chce się spotykać po pracy, prywatnie.
Nasz kontakt wygląda naprawdę ok jeżeli przyjrzy się temu osoba trzecia, w pracy każdy myśli że jesteśmy razem.
Ale ja będąc w tym, męczę się. Niby jest zajebiście...ale nie mogę Jej przeramować na kontakty po pracy, seks...wciąż twierdzi że "dwa razy nie wchodzi do tej samej rzeki", "po tym co się stało nie jest w stanie mi zaufać".
Pytanie do Was? Co można z tym zrobić? Jak można odzyskać zaufanie czy dobre wrażenie w Jej oczach?
Wiadomo, chciałbym Ją odzyskać, chociaż widzę że będzie trudno.
Dzięki za zagłębienie się w temat!
Powiedz jej - Wiem ,że zjebałem ale zależy ci na niej bardziej niż byś chciał .. i wtedy oddal się , minimalny kontakt z twojej strony . Zobaczysz czy to sie rozwinie czy nie. Jeśli to nie zadziała to Next
Ok, wszystko jasne...tylko jak utrzymać ten "minimalny kontakt" w pracy? siedzimy w jednym pomieszczeniu, chcąc nie chcąc rozmawiamy.
Neutralne tematy - pogoda ,sport . Wymyśl coś. Bądz poprostu oschły
Zacznijmy od tego, że to nie jest strona o odzyskiwaniu byłych, masz to nawet w regulaminie.
Jest taki piękny i oklepany slogan który idealnie pasuje do Twojej sytuacji.
Tam gdzie się pracuje tam się [sam wiesz czym] nie wojuje.
Co do waszej relacji - wkręciłeś się za wcześnie w biurowy romans. Początkowo wszystko wyglądało super, [bo zawsze tak wygląda jak jest się przynajmniej trochę ograniętym] niestety z czasem każda kobieta sprawdza swojego wybranka na różne sposoby. Tutaj wyszły Twoje braki, odsłoniłeś słabe strony i ten tęczowy obraz Twojej osoby w jej oczach nabrał szarych odcieni. Powoli lądujesz z szuflady "kandydat na partnera" do "dobry kolega z pracy". Dlatego mówi się, że prawdziwego faceta poznaje się po tym jak kończy.
Masz 27 lat i bawisz się w jakiś nieistniejący związek z kobietą która nawet nie chce się z Tobą spotkać po pracy. Trochę nieciekawie to brzmi, nie sądzisz?
PS: Chyba oboje nie rozumiecie znaczenia "nigdy nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki".
Pozdrawiam NC.
Nikt tutaj nie napisał że byliśmy w związku. Ale ok, co do odsłonięcia słabych stron, zgodzę się w pełni
Co wg Ciebie oznacza: "dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki"?
Przecież to wręcz logiczne, że podziała na nią tylko i wyłącznie "inna" atrakcyjna kobieta, a i uprzedzam Twoje "wyidealizowane" spojrzenie na nią.. jest cała masa atrakcyjnych kobiet w tych czasach. Rozmawiaj neutralnie, ale zacznij się spotykać z kimś to zobaczysz jaka będzie reakcja - jeśli ulga i obojętność z jej strony to znaczy, że "jest po zawodach" - jeśli wkurwienie i zazdrość to sam sobie odpowiedz.
A i tutaj nie wydaje mi się, że to temat o powrocie do "byłej".
Napiszę tak: dość szybko Cię skreśliła, albo tylko tak powiedziała - dwa razy się do tej samej rzeczy nie wchodzi, ale Ty ledwo zamoczyłeś nogę.. olej temat i zacznij spotykać się z kimś innym, ona się o tym dowie - wtedy będziesz miał odpowiedź, czy da to się uratować czy nie.
A wracając - jeżeli tak jak twierdzisz, jest ponadprzeciętnie piękna, to może zadziałać w drugą stronę, bo ona ledwo kiwnie palcem i ma masę sterczących fiutów na zawołanie, więc działaj i wyrwij coś na szybko
to chyba dla Ciebie nie problem, skoro poderwałeś tą "swoją" hmm?
Z tej mąki chleba nie będzie. NEXT
Szybki strzał w gadce.. ale w sexie nie bardzo
Czyli radzicie Ją sobie odpuścić czy walczyć o to? Wciąż przy próbach flirtu rzuca tekstem "Nie potrafię Ci już zaufać". Da radę to zmienic?
Przeczytałeś mój wpis?
Jakie walczyć? To nie wojna -ona ma poczuć, że za moment będzie inna kobieta i wtedy :
a) zareaguje obojętnością
b) wskoczy Ci prawie na chuja w tej pracy z desperacji, że już sobie "poradziłeś"
Nie ma innej rady, Twoje próby "flirtu" w jej oczach są żałosne, bo wie, ze Ty dalej chcesz.. dalej jesteś na wyciągnięcie ręki, na kurwa lekkie muśnięcie krocza - nie możesz taki być, pokaż jej,że nie ona jedna jest na tym świecie i obserwuj - podkreślam, obserwuj - nie słuchaj.. one mówią jedno robią drugie - "nie potrafię Ci zaufać" - akurat ! To zobaczysz, jak nie będzie Ci potrafiła zaufać jak Cię zobaczy z jakąś panienką na przyzwoitym poziomie.. spróbuj, bo przegrasz...
A może po prostu zacznij rozglądać się za innymi? Bo jak dla mnie wpadłeś w syndrom jedynej czyli popełniłeś podrywajowe samobójstwo. W wierność i lojalność to się można bawić jak masz żonę i trójkę dzieci, a nie z laską z którą nic Cię nie łączy. Mostów palić nie musisz, ale nie trzymaj się jak piesek laski która Cię olewa. Weź no się chłopie ogarnij bo to żenada jakaś jest.
To fakt, chyba syndrom jedynej...pierwszy raz w życiu taki strzał mi się zdarzył.
Fakt faktem, jednego dnia potrafi być bardzo miła (zagadywanie, zwierzanie się..)z żeby za chwilę rzucać tekstem"nie ufam Ci", "nie bedę się zwierzała Tobie", "narzucasz się". Normalnie huśtawka dzień w dzień.
Sam już nie wiem, o co Jej chodzi?
Pokaż się jej z inną panną - mleko sie wylało, a gadaniną ch*ja zdziałasz.
Ale sporo ludzi ma problem ze zrozumieniem tego klasyka:
"nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki"
Zgodnie z tym co to oznacza, to po takim tekście ja bym się raczej cieszył i zapewnił że ma absolutną rację :]
Może @Autorze rozkimń jakiś portal filozoficzny, a później weź laskę pod włos hehe
Ale w sumie jak nie jest zainteresowana, to nawet jak by cytowała Hitlera to nic to nie zmienia.
Pozdrawiam