Witam wszystkich, jestem tutaj całkowicie nowy, odkryłem tę stronę dzięki wujkowi Google, gdy szukałem podobnych do swojej historii, którą miałem w swoim - już poprzednim - związku. Sorry jeśli nie będę pisał waszym slangiem, zależy mi tylko na tym by w końcu gdzieś napisać o kobiecie, z którą miałem nieprzyjemność być ponad sześć miesięcy.
Było jak w bajce. Poznałem dziewczynę wielu sukcesów, z pięknym głosem, uśmiechem, spojrzeniem i osobowością. W życiu zawodowym same sukcesy, wiele kursów, ciągłe rozwijanie się z łatwością wspina się po drabinach swojej kariery. Podróżniczka, wiele zainteresowań - kilka wspólnych. Nie starczało nam czasu by się nagadać, było o czym.
Bajka ta oczywiście długo nie trwała. Mieszkaliśmy od siebie 5km, ona zmotoryzowana - ja nie, mimo to akceptowałem to, iż to ja do niej codziennie przyjeżdzam - prawie codziennie, bo w co drugi weekend wyjeżdzała pomagać rodzicom.
Pierwszą dziwną sytuację mieliśmy na imprezie dla jej znajomych która zorganizowała u siebie w domu. Ci znajomi to w wiekszosci pracownicy jej podlegli w firmie, w której zajmuje stanowisko kierownicze. Co rzuciło mi się w oczy na tej imprezie pierwszy raz to to, że nie siedziała ze mną, wszyscy w parach a ja byłem sam przeciwko całkowicie nowym ok dziesięciu osobom, prawie do mnie się nie odzywała z wyjątkiem, gdy wychodziło moje zmęczenie po 12h pracy wtedy i 4h snu zeszłej nocy, na co zwracała przykuwała na mnie uwagę innych, czego nie znoszę bo chciałbym jak najlepiej wypaść w nowym towarzystwie i bardzo sie o to starałem, jednak zostałem pozostawiony sam sobie. Wszyscy siedzieli w parach, przytuleni, szczęśliwi a ona siedziała obok każdego tylko nie obok mnie, w koncu mi sie udalo dosiąść do niej. Do tego wszystkiego nie piłem, więc miałem podwójnie trudne zadanie. Po wszystkim jak znajomi stwierdzili, że czas zwijać żagle posprzątałem wszystko zanim jeszcze wyszli, gdy jedna znajoma to pochwaliła przy wyjściu do mojej byłej to ta powiedziała tylko "miło że wpadliście, musimy sie szybko zobaczyć ponownie". Dopiero po kilku dniach gdy doszło między nami do kłótni zrozumiałem, że to cała ta impreza w stosunku do mnie i to co na niej się działo było pokazem z jej strony przed jej podwładnymi, że w domu również rządzi. Wtedy zapaliła mi się czerwona lampa po raz pierwszy.
Mieliśmy w sumie osiem kłótni. Każda z nich zaczynała się od tego, że zwróciłem na coś uwagę mojej kobiecie. Pierwsza kłótnia zaczęła się gdy dostałem info , że będzie jutro sprzątać dom, ale zrobi to sama bo nie sądzi, że będę w stanie jej pomóc - zapytałem tylko: skąd taki pomysł? - wiem, że masz mało doświadczenia w zajmowaniu się domem - ale ja chętnie pomogę. Generalnie kłocilismy sie cala noc o to, ze chcialbym aby nie wątpiła w cokolwiek co jest ze mną związane, bo gdybym ja poszedł sam do kina bo wątpie czy ona polubi ten film to bym chyb a uznał siebie za najbardziej egoistycznego typa na świecie. Całą noc próbowałem jej wytłumaczyć, że nia ma w ten sposób na to patrzeć tylko mamy tworzyć związek a nie wątpliwości, ale kończyło się tylko i wyłącznie na tym iż to ja musiałem się tłumaczyć, gdy dochodziłem już do celu dostawałem tylko info "ale ja już przeprosiłam" "ja tego nie powiedziałam" a na każdy zarzut w moją stronę że "to nie był zarzut" i że już powiedziała, że bedzie tak robić jak chce (wcale nie powiedziała, nastepne klotnie pokazały, ze mowi tak by powiedzieć: a co ty możesz poprawić w sobie by kłotnia przeszła na atak we mnie).
Taki schemat pojawiał sie w każdej następnej kłótni, gdy postanowiłem na coś zwrócić uwage - jak to w związku - nie złośliwie, jestem człowiekiem o solidnej spokojności - by odwrócić sytuację tak, bym to ja był głównym tematem tej burzy, którą sama wywołała.
Przyznaje, przy pierwszej i drugiej klotni dałem sie nabrac na ten jej bol i placz bo widzialem to poraz pierwszy i bylo za wczesnie na zobaczenie wiekszego obrazu tej ukladanki i przepraszalem, zeby zapomniec o calej sytuacji i by kontynuowac ten zwiazek, nawet udalo jej sie sprawic bym poczul sie winny, niestety dla niej przy nastepnych klotniach, ktore zawsze zaczynaly sie od tego samego zrozumialem, że wcale nie chodzi o miłość, chodzi o jej chęć władzy, trzymanie na smyczy i granie emocjami za każdym rażem gdy śmiałem na coś zwrócić uwage. Dowiedziałem się pozniej, ze slabo pomagam w domu - okazalo sie, ze przez to ze do niej wpadam wlasciwie w kazdy wieczor to razem mieszkamy i mam sprzatac gdy widze, ze jest cos do posprzatania. R a z e m m i e s z k a m y dowiedziałem się po dwóch miesiącach wpadania do niej, a wlasciwie nie tylko do niej, bo jeden z trzech pokoi zajmował jej starszy brat. Oboje nie mieli czasu na sprzątanie, wiele talerzy, papierów i śmieci leżało po kilka dni w pokoju kuchni, ja sprzątałem po sobie i zastanawialem sie co jest ze mna nie tak, ze nie mam zamiaru po nich sprzatac czy odkurzac. To również był jeden z głównych elementów naszych kłótni, bo watpila czy bede dobrym partnerem jak nie umiem zajac sie domem - nie udalo mi sie jej nigdy przekonac, ze dopoki razem nie zamieszkamy to sie nie dowie, bo nie udalo mi sie jej namowic na wynajecie naszego wlasnego mieszkania bym m.in mógł się wykazać, bo o swoje to nikt mi nie powie, że jest inaczej ale umiem zadbać i nie toleruję gdy w moim otoczeniu leżą jakieś talerze lub śmieci, lub nawet jak jest niezłożone łóżko. Niestety nie udało mi się jej do tego namówić bo nie uznaje wszystkich tych minusów, które sa w bloku - sasiedzi, ograniczona wolnosc gdy chce czlowiek wypoczac, zorganizowac impreze i wspolpraca w spolecznosci, chciała miec dom pod miastem z duzym ogrodem - 10k/na miesiac brutto, więc nie tak łatwo takiej dogodzić a mimo to się starałem - kawka, herbatka, pomaganie przy szykowaniu kolacji, sprzątanie również, przytulanie cały czas, czułe słówka, pocałunki - na koniec sie dowiedziałem, że tego wcale nie było a wlasciwie w kazdej klotni mialem sugerowane, ze jestem egoistą i mysle tylko o sobie - tak, wpadajac codziennie przytulajac, pomagajac w nie swoim domu bylem najgorszym z najgorszych. Wiele naszych "kłótni" konczylo sie (gdy tlumaczylem logicznie o co mi chodzi , bez ataków) na jej placzu, uciekaniu z pokoju, wychodzeniu z mieszkania a od czwartej nawet na tym, że robię z niej potwora i że mam odejść jeśli mi się nie podoba. Później ten placz przestal na mnie dzialac i gdy dochodzilo do klotni to za kare sie nie pojawialem ale caly czas utrzymywalismy kontakt przez messengera - dla niej to bylo jak ucieczka z domu, ze ją zostawiam, a gdy tak sobie pisalismy to moglem zobaczyc na czym jej te klotnie polegają - zaczyna sie niewinnie, zwracam jej uwage na jakąś pierdołę i dostaje atak w swoją strone jakby sie walił mi swiat na glowe, ale najlepsze jest to, ze w tekscie pisanym moge zauwazyc kiedy ona cos rzeczywiscie powiedziala lub nie powiedziala i wlasnie wtedy zrozumialem, ze manipuluje, przekreca fakty tak by była stroną poszkodowaną w każdej sytuacji do tego stosowała sztuczki psychologiczne, że myśle tylko o sobie i robie z niej winną - w kazdej klotni sie tylko bronilem przed atakami a po kazdej to ja wychodzilem z inicjatywa by przestac sie klocic - najlepsze bylo jak w nowy dzien odzywa sie pierwsza z tekstem "twoje rzeczy sa przygotowane w pokoju do wzięcia skoro juz nie rozmawiamy" a pozniej caly dzien mi wmawia ze chciala zakonczyc konflikt jako pierwsza bo to ona napisala 
Jako że jestem na diecie jem posiłki o określonych porach, pewnego dnia ona mi pisze ze idzie do sklepu po kolację dla nas, czy zjem z nią (czesto tak miala pytala mi sie czy moze wejsc mi do wanny, polozyc sie obok mnie, jakby chciala pokazac ze daje mi przestrzen, jak u psa, mimo iz jej mowilem ze ma tak nie robic, bo jestesmy w zwiazku i ma mi sie pchac wszedzie gdzie jestem bez pytania jak i ja to robię caly czas) odparłem, że z przyjemnością zjem i będę o 21. O 20:50 jej piszę że spoznie sie 15min bo mi sie praca przedluzyla (aktualnie pracuje w domu, wlasna dzialalnosc)i juz wychodzę, spieszylem sie bo kolacja stygnie, przyjezdzam i patrzę a ta sprząta kuchnię. Głodny jak wilk zapytałem gdzie jest kolacja, bo umieram z głodu a ta, że wiedziała że się spóźnie i że to moja wina, a pozatym sprząta - stwierdziłem, świetnie, posiłki o określionych porach, spiesze sie, daje znak wczesniej o ktorej dokladnie bede wliczajac spoznienie a siatki nierozpakowane. No dobra pojde sie wykąpać to bedzie miala wiecej czasu, wychodze, sytuacja bez zmian i lezy obrazona w kuchni bo smialem zapytac gdzie jest kolacja...
Nie ma sensu sie wiecej rozpisywac. Powiem tylko, że wczoraj mi napisala, ze nie widziala we mnie uczuc w stosunku do mnie i że to ona jest poszkodowana bo ja jej nie rozumiem - moje 20min mienetki vs jej minuta lodzika bo już może mnie ujeżdżać będzie dobrym podsumowaniem na koniec.
Sorry, może być tu bałagan w tym tekście, pewne rzeczy moglem powtorzyc lub cos napisac nie skladnie, ale chcetnie sie dowiem jak nazwac tego typu laske i poki sprawa jest swieza - 3 dni od rozstania (juz zaktualizowala zdjecia i opis na tinderze, sprawdzilem z ciekawosci, na szczescie nie usunela pary wiec mam wgląd, wiec rzeczywiscie cierpi z milosci) to co moglbym jej jeszcze napisac, bo aktualnie po prostu ja ignoruje.
PS. W każdej z tych klotni uzywala czesto moich argumentów z poprzednich, zagrywka by uderzać tam skąd one pochodzą bo wie, że mnie najbardziej ruszą jak np. jesteś miłością mojego życia i robię dla ciebie wszystko - w trzech pierwszych tego nie bylo dopiero jak uzylem tego w czwartej to od piatej mnie tym bombardowala.
Pozdrawiam!
dzięki wielkie za odpowiedz! wiem, że popełniłem dużo błędów ale dałem się nabrać, że znalazłem kobietę idealną z która w koncu mogę się związać i na maksa zaufać. Za często wpadałem, za dużo czułych słówek, pieszczot, spelniania zachcianek i prezentów niespodzianek. Z tym, że mnie nie szanowała to absolutna racja i było mnóstwo sytuacji, które moglbym tu jeszcze opisac, ale zobacz jakie to jest dlugie i nikt by tego napewno nie doczytał. Teraz jak zaktualizowała swój profil na Tinderze doskonale widze kim była, bo jej opis mówi wyraźnie: jestem zaradna, niezależna (czyt. alpha) i oczekuje adoracji, jak sie nie boisz to zapraszam... Najgorsze jest to że starałem sie brac na klate wszystko żeby iść dalej i wyciągałem wnioski ale na pewnym etapie sobie uświadomiłem, że tylko ja sie poprawiam a ona "nie da sie zmieniać na siłe" więc psem nie będę, a ona nie będzie moją panią, niech sobie bajkę pisze z kimś innym. Ma 28 lat i jest po kilku związkach, mowila ze w jej poprzednim zwiazku bylo duzo agresji, teraz juz wiem o co jej chodzilo z tą agresją, bo gdybym to ciągnął byłoby jej mnóstwo.
Heath wyczerpał w zasadzie temat. Na innych forach o innej tematyce w takich chwilach pisze się "temat do zamknięcia":D
Fajnie, że sam dochodzisz do pewnych i trafnych wniosków. Cóż, bywa i tak. Trochę lekką toksyną zalatuje od tej dziewczyny ale to znak dzisiejszych czasów, korposzczury i kariera numero uno - tak to zazwyczaj wygląda.
ja tylko dodam, że żadnego wilka raczej ona nie szuka. moim zdaniem szuka kogoś kto będzie wykonywał jej wszystkie polecenia i dbał o to by "pani" dobrze się czuła. oglądałem jej zdjęcia z poprzednich kilku lat z wakacji i widziałem tam trzech różnych typów którzy dali się namówić na wyjazd z nią, bo ta lubi plaże naturystyczne, ja kategorycznie odmówiłem takiego typu rozrywki i raz tez sie obrazila ze musi sie dla mnie zmieniac bo zabieram jej wakacje, a ja powiedzialem wprost, ze nie pozwole by ktokolwiek inny ja ogladal nago oprocz mnie, prosta zasada a ponadto nie w moim stylu rozrywki leżenia na kocu, gdy inne parówy mi śmigają nad głową... no i sytuacja z kolacją, bylem bardzo ciekawy, ze w koncu bedzie gotowa kolacja jak przyjade - ale nie dla psa kielbasa, jak jej w 70proc nie zrobie to nie ma na nią szans i weź spróbuj się spytać czemu jeszcze nie ma to będzie cie mieszać z błotem dwa dni
mieszała mnie głównie z błotem argumentów - nie jestem twoją służącą hehe. tak, temat jest do zamkniecia 
One zawsze będą chciały odwrócić kota ogonem
tak by to wyszło że to one są te cierpiące i ze to wszystko nasza wina, a zrobią to jeżeli wdasz się z nimi w dyskusję
Wydaje mi się że dziewczyna zalała cie lawiną shit testów a Ty to wziąłeś na poważnie i zacząłeś się tłumaczyć zamiast przytakiwać że ma we wszystkim racje i to olać
Na imprezie też był shit test. Ona na pewno chciała sprawdzić twoją reakcję
Ja zawsze w takie sytuacji olewam ją i staram się jak najwięcej rozmawiać z ludźmi i nawet na nią nie patrzę efekty widać od razu
Spotykanie się codziennie z kobieta też nie jest dobrym wyjściem
A oprócz spotykania się z nią i pracą robisz coś jeszcze?
Pewnego dnia obudzisz się i okaże się, że nie ma już wystarczająco dużo czasu na zrobienie wszystkich rzeczy, które zawsze chciałeś zrobić. Zrób je teraz.
Niedopasowanie. Ty, domator, lubisz porządek. Ona, alpha. Dobrze, że skończyłeś.
Zobacz, czego się nauczyłeś o swoich potrzebach w związku. Jej zalety z początku, atrakcyjność, sukcesy, wspólne zainteresowania na końcu nic nie znaczyły.
Z następną uważaj, co by nie weszła na głowę. Od razu pilnujesz zasad, co ważne dla cb.
Nieważne, co robisz i mówisz. Ważne, co kobieta ma w głowie.
kek. Mnie się wydaje, że ona jest mega niedowartościowana
Stąd ta kariera i robienie z OPa psa na posyłki. Jak nie robisz tego co ona każe, to pani czuje się odrzucona. Bo jakbyś kochał, to robiłbyś wszystko co każe bez zająknięcia. Tak więc żadna z niej alfa, tylko sreta to s.a na rzadko ze strachu przed porzuceniem.
Wiej jak najdalej bo jeszcze zasiejesz nasionko.
I nie wszystkie laski takie są, tak trzepnięte na taburynie, zlitujcie się....
_____________________________________________________________
Osoba, która wiecznie mówi „tak”, nieustannie pomija osobiste potrzeby i powoli buduje w sobie ogromny gniew.