Mam taką sprawę. Jest dziewczyna z mojej grupy ćwiczeniowej, którą można powiedzieć znam 2 lata. Właściwie troszkę bardziej poznałem ją w zeszłym roku, wcześniej to było na zasadzie cześć-cześć i paru słów. Dołączyła do nas na II roku i właściwie to można powiedzieć, że powróciła w tym (grupy ulegają zmianie). Poznaliśmy się tak, że przysiadłem się do niej na ćwiczeniach, bo akurat koło niej było wolne miejsce a ja nie miałem podręcznika. Zamieniłem z nią wtedy parę słów i uznałem, że jest nawet fajna, chociaż wydała mi się nieśmiała, zdystansowana i może trochę wyobcowana. Z urody żadna piękność, ale uważam, że ma to coś i mi się podoba a to najważniejsze. Później siedziałem z nią jeszcze parę razy na innych zajęciach. Wtedy zacząłem patrzeć na nią jak na kobietę, chociaż jeszcze niczego od niej nie chciałem. Miałem wówczas inne obiekty zainteresowania, które jak muszę z perspektywy czasu przyznać, okazały się niewarte mojego czasu. Niemniej uznałem, że mi się podoba.
Na 3 roku zaszły zasadnicze zmiany.
Po pierwsze wydawało mi się, że ona mnie też dostrzega, zawsze była wobec mnie miła i można powiedzieć była otwarta na kontakty ze mną. Raz nawet wpadła na mnie w bibliotece i spytała o drogę do pracowni komputerowej, bo jakieś szkolenie tam miała. Powiedziałem, że chętnie pomogę i objaśniłem jej co i jak. Kiedy moje objaśnienia drogi nie zadziałały (ciekawe czy kobiecy brak wyobraźni przestrzennej, czy celowy zabieg?) powiedziałem, że zaprowadzę (dzisiaj żałuję, że wtedy tego lepiej nie wykorzystałem), zrobiłem to po czym podziękowała mi i rozeszliśmy się, trochę bez sensu jak już napisałem.
Pomyślałem, że to całkiem fajna dziewczyna i w mojej głowie narodził się wówczas pomysł by do niej podbić. Niedługo później, spotkałem ją jednak w towarzystwie jakiegoś gościa, niedaleko uczelni (nikt z roku i raczej z wydziału, być może chłopak, albo ktoś z jej 2 kierunku który zaczęła, lub jej starszy brat). Gość wyglądał na w miarę ogarniętego, a ona na zadowoloną, minęliśmy się i jak zwykle tylko wymieniliśmy się serdecznym powitaniem. Byłem zaskoczony, ze taka nieśmiała dziewczyna ma chłopaka ale tak jakoś przyjąłem i uznałem wtedy, że nie będę tracił czasu na wzdychanie do zajętej laski, bo i tak mam inne HB w głowie.
Niedługo potem, zakończeniu uległa moja dłuższa znajomość z jedną dziewczyną z roku. Zakończenie to odbyło się w dość niesmaczny i powiedziałbym, że tak upokarzający dla mnie sposób, że szkoda gadać. Postanowiłem jednak, że muszę to naprawić/zmienić się dla niej lol. Obwiniałem się za to (poniekąd słusznie), ale też nie dostrzegłem w porę z kim się zadaję jak i tego, że ludzie się zmieniają, szczególnie pod wpływem grupy (iluzje wzięły górę, bo bardzo chciałem w końcu kogoś fajnego mieć przy sobie na dłużej). Niezłą musiała mieć ze mnie zabawę. Jednym słowem byłem głupi i zmanipulowany. Trwało to w zasadzie do końca zeszłego roku akademickiego. Od tego czasu stoczyłem się na dno, próbowałem się od niego odbić i znowu zostałem sprowadzony na ziemię (standard w życiu). Dzisiaj nie mogę na nią patrzeć, i dziwię się sobie co ja widziałem w tym człowieku. Jaki byłem zaślepiony.
W zeszłym semestrze letnim dziewczyna o której pisałem wcześniej, znowu zaczęła się ze mną widywać ze względu na to, że chodziła na te ćwiczenia co i ja. Nasze kontakty się wówczas odnowiły i stwierdziłem wtedy, że podoba mi się i chyba mnie trochę lubi. Można nawet powiedzieć, że od czasu do czasu szukała ze mną kontaktu i sama zagadywała. Zrobiłem jednak wtedy jedną z największych i najgorszych głupot w moim życiu. Będąc jak mi się wtedy wydawało ,,na fali’’ i kręcąc z kilkoma innymi, udawałem, że jestem wielkim maczo i mam ją gdzieś, to znów traktowałem dobrze i raz byłem dla niej miły, to znów totalnie olewałem myśląc, że i tak mógłbym mieć ją w każdej chwili. Jednym słowem odbiło mi w drugą stronę. Moje zachowanie pseudosamca alfa z perspektywy czasu jest dla mnie śmieszne. Niedostępnością i szorstkością wobec niej maskowałem, to że mi się podoba. Chciałem to zrobić (tzn. powiedzieć jej, że mi się podoba i umówić) ale za każdym razem kiedy ja widziałem byłem w stosunku do niej okropny to znów needy. Byłem nieszczery sam ze sobą i miałem wymówki, że niedostatecznie ładna i nie na moim poziomie. Żenada. Przyszły wakacje.
Po wakacjach wróciła odmieniona, pewniejsza siebie i bardziej kobieca. Zaczęła dbać o ubiór i widziałem, że ma więcej koleżanek dodam, że nowych koleżanek (wcześniej nie była zbyt towarzyska). Nie lubię ich, uważam za strasznie denerwujące paniusie a także, że mają na nią zły wpływ i oddalają mnie od niej. Zmieniła nawet trochę głos na mocniejszy (również bardziej seksowny). Prawdopodobnie jak i ja kiedyś po poznaniu tej strony, chciała zmienić swoje życie i zacząć wreszcie oddychać pełną piersią, nie mogę więc mieć jej tego za złe. Stała się jednak przy tym troszkę wyniosła i zmanierowana, czego nie widziałem wcześniej, zaniedbywała stare kontakty. Ze mną sprawa wyglądała trochę inaczej. Można powiedzieć, że role się odwróciły. Ja chciałem wszystko naprawić i zbliżyć się do niej ale ona początkowo mnie nie widziała. Poza tym jej nowy image trochę mnie odstraszył i zirytował. Zacząłem udawać, że mnie nie rusza i też olewałem. Potem zmieniła zachowanie, zaczęła patrzeć się na mnie (długo i inaczej niż zwykle), szukać miejsc gdzie ja jestem. Ja miałem to w dupie.
Nie trwało to długo i zaczęła mnie ignorować ponownie, a ja ją. Sądzę jednak, że jako kobieta dość dobrze umiała już wyczuć moje intencje i wiedziała co jest grane. Przez jakiś czas ubierała się i malowała bardzo kobieco i specjalnie nie mi mówiła cześć ani nie zauważała. Po prostu mijała jak powietrze (albo po to aby mnie sprowokować, albo to nie miało związku ze mną i jestem egocentrykiem lol). Poczułem się z tym fatalnie, ale nie zamierzałem nic zmieniać. Zacząłem jej unikać. Uświadomiłem sobie w pełni swoją głupotę i najchętniej zapadłbym się pod ziemię. Chciałem od niej uciec i zapomnieć. Jednocześnie przeżyłem znowu parę nieprzyjemnych sytuacji w życiu pogrążyłem się ponownie w nałogach i lenistwie, odcinając się od świata. Po raz kolejny upadłem nisko.
Postanowiłem jednak, że się podniosę, rzuciłem wszystko co mnie ograniczało i ryło banię postanowiłem wziąć się za naukę i zmienić na lepsze tzn. być bardziej pracowitym i konsekwentnym. Przyniosło mi to już pewne zyski na uczelni w postaci dobrych ocen. Miałem też chyba w głębi duszy nadzieję, że nie wszystko jeszcze stracone i może mógłbym ją zdobyć. Starałem się wykonać w jej kierunku pewne cieplejsze gesty jednak ona ich nie przyjęła i ignorowała jeszcze bardziej. Moja irytacja sięgnęła wówczas kresu, i w przypływie złości powiedziałem sobie, że to koniec, i znika z mojego życia skoro tak się zachowuje.
Nieoczekiwanie przyszła odmiana. Raz na wykładzie, na który razem chodzimy usiadła sobie w tym samym rzędzie co ja wcześniej rozejrzawszy się gdzie jestem. Ja gadam ze znajomym i udaję, że nic. Postanowiłem jednak po zakończeniu podbić do niej (pomyślałem teraz albo nigdy). Nie wiedziałem jak zareaguje. Zebrałem się i ruszyłem w jej stronę i jednocześnie w stronę wyjścia. Zagadała sama ku mojemu zaskoczeniu, z daleka jednak bez przywitania, pytała czy byłem na ćwiczeniach, w tym samym dniu. Odpowiedziałem, że nie i zacząłem coś nawijać na ten temat żeby podtrzymać rozmowę i potem przejść dalej. W pewnym momencie jednak jak coś tam jej powiedziałem na temat odrabiania to ona odparła, że nie idzie i zapadła cisza. Po czym zaczęła się bez żadnego słowa ubierać. Ja stałem jak głupi nie wiedziałem co powiedzieć i co zrobić, po dłuższej chwili poszedłem do wyjścia. Poczułem się jakby chciała się mnie już pozbyć. Poczułem się okropnie i jak byłem już przy drzwiach wyjściowych z uczelni wahałem się czy nie poczekać/nie wrócić się tam, bo ona została w tyle. Poszedłem w końcu i wyłoniła mi się po chwili z zakrętu korytarza powiedziałem, o hej, jak gdyby zaskoczony ona nie odpowiedziała, szła tylko z obojętnym chłodnym spojrzeniem nawet na mnie nie patrząc. Poczułem się wtedy bardzo źle. Albo to był shit test czy jestem zainteresowany albo naprawdę chciała w końcu pomóc mi się poderwać. Nie wiem, wiem że się wyfrajerowałem. Nastąpiły potem 2 tygodnie ciszy z mojej strony.
Dodam, że od tego momentu nie ubiera się już tak wyzywająco i nie maluje (na drugi dzień minąłem ją bez makijażu w jakimś starym ubraniu).
Potem przed świętami wyszedłem z postanowieniem, mając w pamięci tą niemiłą sytuację, że będę starał się nie gniewać ale i nie pieskować i nie latać za nią, po prostu udawać, że wszystko ok, nawet jak ona będzie zła. Spotkałem ją na uczelni dwa razy przed ćwiczeniami i tym razem sam zagadałem neutralnie, badając teren. Odpowiedziała i podjęła rozmowę. Gdy raz zakończyłem i odszedłem krok w bok wydawało mi się, że zerka na mnie i chce żebym podszedł. Postanowiłem, że muszę w końcu poprosić ją o spotkanie i przełamać się, ale nie pojawiła się już do świąt na żadnych ćwiczeniach. Ostatnio naciąłem się na nią w środę na uczelni, siedziała z moją koleżanką i kolegą (którego mam za lamusa i który mi ostatnio podpadł ale nie będę o tym pisał) i wyglądała na zadowoloną w jego obecności. Przyznam, że trochę mnie to zdenerwowało i ruszyło. Wbiłem tam bez namysłu i rozmawiałem ze wszystkimi, starając się zabawić towarzystwo myślę, że dość dobrze mi to wyszło. Z nią zamieniłem tylko parę słów, podbijając lekko do jej koleżanki siedzącej obok (pomimo obecności jej chłopaka
) ale słyszałem jak śmieje się z moich anegdotek i zerka na mnie. Zauważyłem też pewną nerwowość bo wstawała i niby odchodziła ale potem wracała co jakiś czas, jakby sobie miejsca nie mogła znaleźć. Uznałem to za w miarę dobry znak i myślę, że chciałbym w końcu bezpośrednio do niej podejść.
Bardzo się jednak denerwuję. Jesteśmy na jednym roku, mamy wspólnych znajomych więc wiecie jak to jest. W razie czego zaraz wszyscy się dowiedzą, że podbijałem do niej i zostałem odrzucony. Poza tym czasem byłem takim dupkiem i frajerem, że aż strach. Nie wiem jak zareaguje, i nie wiem czy w ogóle ona jeszcze jest zainteresowana (o ile kiedykolwiek się jej podobałem). Nie chcę po raz kolejny się wygłupić, bo już parę razy z innymi dziewczynami wydawało mi się, że jest inaczej niż myślę i się wyfrajerowałem pokazując swoje zainteresowanie, mam złe wspomnienia. Z drugiej strony parę razy też odpuszczałem i żałowałem. Tym, bardziej, że ona pewnie już dawno domyśliła się wszystkiego i jak nic nie zrobię to w sumie jeszcze bardziej będzie mnie uważać za frajera, bo nie miałem odwagi do niej podejść. Poza tym myślę, że być może za dużo już tego wszystkiego i może warto dać sobie spokój, bo moje zachowanie było żałosne, powinienem wcześniej myśleć o podbiciu. Może zmienić myślenie i poszukać gdzie indziej, bo chyba to lekko się nie zdrowe robi? Poza tym jak to mówią nie bierz dupy ze swej grupy. Zastanawia mnie również, forma, tzn. podbić i powiedzieć, ,,cześć podobasz mi się, lubię i chcę cię bliżej poznać, może spotkamy się w innym miejscu’’ po prostu? To dość odważne, ale jedyne co mi przychodzi do głowy. Jutro o 17 ma ćwiczenia na które ja chodzę ale tym razem nie idę bo mam już zaliczone, więc mógłbym przed jej zajęciami spróbować jak będzie sama. Ehh, chętnie poznam wasze zdanie.
Już myślałem że to praca magisterska:), nie zła objętość. mógłbyś tak w skrócie??
Ciekawa historia. Jesteś zabujany na maxa.
Nie rozumiem tylko końcówki. Po tym czasie, który już się wsumie znacie chcesz wyskoczyć z otwieraczem ,,cześć podobasz mi się, lubię i chcę cię bliżej poznać, może spotkamy się w innym miejscu’’ ?
To trochę niespójne. Ona już rok temu wiedziała że tego chcesz.
Przepraszam bo nie chcę cię urazić ale tu trzeba jaj i zdecydowania. Nie jestem pewny czy podołasz.
moda na sukces
Tworzysz love story w swojej głowie. Większość reakcji, jej zachowań, które opisujesz nie miała w jej przypadku w ogóle miejsca. Jesteś wkręcony na maxa i ona doskonale o tym wie dlatego się dystansuje. Pomyśl, jeśli Ty w tak skrupulatny sposób opisujesz tę znajomość to ona widzi Twoje zaangażowanie przy każdej okazji kiedy Cię spotyka a Ty udajesz niedostępnego, niezaangażowanego, ''tylko'' kolegę, gościa, który zabawia towarzystwo itd. i tak już od 2 lat jeśli dobrze zrozumiałem. Gdzie tu jest facet, który wie czego chce i do tego dąży?
Zobacz - mijaliście się, graliście, odpuszczaliście, prowokowaliście... Co wam to dało?
Czy jest zainteresowana? Tego nie wiem. Jest jednak jeden sposób, żeby poznać odpowiedź na oba pytania.
Przede wszystkim widać, że Ci bardzo zależy bo pamiętasz mnóstwo szczegółów. Musisz odrobinę wyluzować i zrozumieć, że świat w wypadku odmowy się nie skończy. Co więcej - będziesz już wiedział przez co ta odmowa jest spowodowana, więc dostaniesz nauczkę i nabierzesz doświadczenia. To taki negatywny akcent, z którym musisz się liczyć.
Co masz zrobić? Iść i się najzwyczajniej w świecie umówić. Żadne "podobasz mi się..." tylko po prostu podchodzisz i pytasz się, czy ma wtedy i wtedy czas z Tobą gdzieś wyjść. Zasady ze strony mam nadzieję znasz. W każdym razie jak byś to nie zrobił, jeżeli zechce, to się z Tobą spotka, jeżeli nie - trudno.
Powiem ci co ja bym zrobił z tym wyjawieniem intencji. Nie bądź bezpośredni, tylko ją przestraszysz a afekt będzie taki że osłupieje. Macie wspólnych znajomych, jesteście razem na roku hmm.. jest ryzyko, że zostaniesz odrzucony jeśli podejdziesz do sprawy poważnie, przez co inni będą cię mieli za frajera(nigdy nie wiadomo co nagada innym). Moim skromnym zdaniem w obecnej sytuacji to ona powinna dawać jasne sygnały aby coś z tego ugrać. Dawałeś jej niejasne sygnały, z tego co piszesz ona tobie też. Wnioskuje, że nie wiecie o sobie zbyt wiele poza uczelnianym życiem. Próbowałbym ustawić się na browara z jej/twoimi znajomymi i pokazać się w dobrym świetle, bez jakiś gierek czy schematów po prostu pogadać jak ludzie, pośmiać się na neutralnym gruncie. Żadnych wyzwań, poważnych rozmów, zacznij od zera zaskocz ją i zainteresuj na nowo. To tylko moja opinia w tej sprawie, mogę być w błędzie. Pozdro
Anonim
Przeczytałem... Jak Ty taki elaborat piszesz na temat... no właśnie, właściwie nic nieznaczących pierdół (bo działania tu za grosz nie było), to aż boję się co by było, gdyby dziewczyna pozwoliłaby Ci się potrzymać za rękę. Kurde, stary, jakiś niezdrowy dreszcz mnie przeszedł po plecach jak to wszystko przeczytałem. Wyobraziłem sobie jakiegoś psychopatę z ołtarzykiem swojej "ofiary" w pokoju etc. Ciężko musi być takim ludziom, którzy wszystko analizują, rozkładają na czynniki pierwsze, byle pierdnięciu dopisując wzniosłe ideologie. Właściwie w tej ścianie tekstu doszukałem się zaledwie paru rozsądnych słów, więc czym prędzej spieszę z ich zacytowaniem: "może warto dać sobie spokój". To już zakrawa na jakąś psychozę, nie znam się na medycznych aspektach, więc może Guest poratuje.
Nie wiem na jakich podstawach Twoje rozkminy urosły i przybrały tak monstrualne rozmiary, serio. Analizujesz rzeczy, które albo nie miały miejsca, albo nie mają zupełnie najmniejszego znaczenia, a to już powinna być lampka ostrzegawcza, że coś jest nie halo. Szok. Na przyszłość radzę też nieco mniej każde, nic nieznaczące zachowanie interpretować, jako wymierzone w Twoim kierunku, bo to już nawet nazbyt egocentryczne. Przez moment próbowałem się nawet wcielić w Twoją sytuację, zrozumieć podstawy takiego rozumowania, ale po chwili przeszła mi ochota, bo to jest przerażające.
Edit: Dodam tak jeszcze na koniec, że mój wpis nie ma na celu obrażania Ciebie etc., ale jednak chciałbym, abyś się zastanowił nad tym, co Twoja głowa wyczynia, bo można to określić mianem sabotażu. Po prostu jest to zwyczajnie niezdrowe i nad tym radziłbym popracować najpierw. Odpuść tak skrupulatne zbieranie znaków z otoczenia, bo poza tym, że niezdrowo dużo różnych sytuacji analizujesz, to jeszcze bardzo wielu z nich przypisujesz zupełnie błędne znaczenia. Pozdrawiam.
"Don't trust the smile, trust the actions"
Po pierwsze ochłoń.
Witaj !
Noooo.... Jedyną myśl jaką miałem przy czytaniu tego, to czy Ty jesteś normalny...
Jak byłbym tą dziewczyną i przeczytał to co napisałeś to naprawdę zacząłbym się Ciebie bać. Kompletnie niedorzeczne teorie z dupy wyjęte, Tak dobrze to opisałeś że nie mam wątpliwości jesteś JEJ kolegą ze studiów z którym wymienia tylko parę zdań z nudów, dlatego że chce być miła, bo nie wie jak znaleźć coś tam, bo chce wiedzieć o której są zajęcia. Normalna relacja,
nie mogę się nie zgodzić z LeTombeur - Jak byś ją za rekę potrzymał to .... to ja sobie nie wyobrażam co by się stało w Twojej głowie...FUCK!!!
Aż boję się myśleć jak wyglądały relacje z resztą Twoich dziewczyn...
PRZEZ TE 2 CZY TAM 3 LATA TO NIE ONA GRAŁA Z TOBĄ, TO TY SAM GRASZ ZE SOBĄ
ale może Ci się to podoba ....
Pozdrawiam!
"...Kiedy czuję pęd powietrza i w kolejny zakręt składam się..."
"Raz na wykładzie, na który razem chodzimy usiadła sobie w tym samym rzędzie" -
postanowiłem posłużyć się cytatem z pewnej polskiej komedii
Halo, Magda? Cześć, tu mówi Oskar. Nie wiesz, jaki Oskar? A pamiętasz, jak byłaś miesiąc temu w klubie „Trzynastka”? No i tam Cię podrywał taki przystojny blondyn w czarnym golfie. Tak, zapytał, czy może się dosiąść. No, miał dołeczki, jak się uśmiechał. I on był z kolegą. No właśnie, i ja wtedy siedziałem dwa stoliki dalej. I oni mi powiedzieli, że jesteś... yyy... bezpośrednia i chętna, więc pomyślałem, że może... Halo? Halo?
Resztę napisał dawid1989
Cokolwiek postanowisz...NIGDY ALE TO KURWA NIGDY NIE ZDRADZAJ JEJ INTENCJI !!!
Tekstem ,,podobasz mi się'' to możesz startować do dopiero poznanych lasek, gdy od początku znajomości laska widzi w Tobie pewnego siebie faceta(wtedy to działa).
Przez dwa lata nie ustawiłeś się z nią...ja jebie
to nie podstawówka, że strach się umówić, tzn Ty się boisz bo Ty dorobiłeś tej znajomości niesamowitą ideologię, a w gruncie rzeczy ustawienie się na browar ewentualnie siedem nie oznacza w tym wieku randki, więc spokojnie mogłeś/możesz/będziesz mógł działać jak to mówi Mancer - ,,pod radarem''.