Piszę tego posta z dwóch powodów. Pierwszy to być może uświadomię niektórym, że czasem warto się zatrzymać i zastanowić, a drugi to ewentualne podbudowanie mnie.
Bez zbędnego pierdolenia.
Będę bardzo streszczał i musicie uwierzyć mi na słowo, że jestem pewien tego co mówię.
Mam 27lat, wygląd 8,5-9 wg kobiet. Tematyką uwodzenia interesuję się od wielu lat i wdzięczny jestem za to co zyskałem dzięki temu. Miałem w życiu na prawdę wiele kobiet, w tym kilka długich poważnych związków. Nie będę się bawił w skromności i wiem, że mogę mieć każdą, ale...
Ok 3 lat temu poznałem pewną dziewczynę (ok 7), mój obraz świata i plany wtedy (do nie dawna także) opierały się na wyjebce na wszystko i chęci jeszcze długiego "szumienia", zero myślenia o ustatkowaniu się, żonie, dzieciach itd. Umawiałem się z nią, zostaliśmy parą, była bardzo zakochana, ja nie okazywałem uczuć, nie starałem się, ogólnie zlewałem temat, niech przykładem będzie to, że nawet gdy była chora to nie odwiedziłem jej bo mi się nie chciało. Pytanie czemu z nią byłem w takim razie? Otóż cudownie spędzało się czas razem, byliśmy dopasowani prawie idealnie, była dla mnie bratnią duszą, nigdy nie czułem się tak wspaniale z nikim innym itd itd.
Więc w czym problem? Otóż nie czułem tych pieprzonych "motylków w brzuchu" itp. tłumaczyłem sobie, że skoro nie czuję tego to nie jest to (pieprzone dziecinne wyobrażenie nt. miłości i fascynacja wyglądem co równało się dla mnie w skrócie miłością). Wiedziałem, że nie jest mi obojętna, coś czuję do niej, ale nie rozumiem tych uczuć, nigdy nie powiedziałem że ją kocham czy cokolwiek w tym stylu. Na początku ubiegłego lata zerwałem, wciąż utrzymywaliśmy kontakt, widywaliśmy się kilka razy, nie umiałem odstawić jej całkowicie, prowadziłem swoje życie zadowolony z myślą że ona i tak tam jest i wciąż mnie kocha, byłem wygodny.
Teraz od ponad miesiąca spotyka się z innym, dowiedziałem się o tym jakieś półtora tyg temu. Są sobą zafascynowani, zakochani itd. twierdzi że jest cudowny, docenia ją, jest po prostu wpatrzony w nią jak w obrazek. Gdy się o tym dowiedziałem coś we mnie pękło, przestawiło się (wiem wiem myślicie pies ogrodnika), zrozumiałem swoje uczucia, zrozumiałem na czym polega prawdziwa miłość i że nie wygląd jest najważniejszy (yup byłem egoistyczny, myślałem że potrzebuję jeszcze ładniejszej). Może się to wydawać śmieszne, ale na prawdę miałem wiele tych kobiet i żadna nawet nie umywa się do niej w kwestii dopasowania do mnie i tego jak się przy niej czułem.
Właściwie jestem przekonany, ze straciłem ją na zawsze (nie wierzę że się rozejdą), cóż nie życzę nikomu odnalezienia na prawdę tej jednej jedynej (to się po prostu wie, czuje całym sobą i jest to dla człowieka najpewniejsze przekonanie jakie może istnieć) i stracenia jej.
Dobrymi stronami tego jest to, że wreszcie znam dokładnie swoje wymagania co do kobiet, nauczyłem się co jest ważne i zrozumiałem, że wielki egoizm nie prowadzi do niczego dobrego.
Więc postanowiłem tej społeczności której wiele zawdzięczam opowiedzieć o tym, by choćby ktoś inny nie popełnił takiego błędu jak ja (co za pieprzony debil ze mnie).
Po drugie chciałem się dowiedzieć (a raczej pocieszyć o ile to możliwe...) z waszych doświadczeń jakie są szanse na znalezienie kolejnej tak wspaniałej, gdzie przez tyle lat i tak wiele kobiet nie spotkałem innej choćby zbliżonej do niej. Tym gorsza sytuacja, że teraz przed kolejnymi zawiesiła wysoką poprzeczkę i ciężko mi uwierzyć by udało się odnaleźć tak idealną dla mnie. (choćby statystycznie czy uda mi się?)
nihil novi... standard... doceniasz jak tracisz.
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
nihil novil, ale nie wkrecaj sobie... tez kiedys z kolezanka mialem niesamowita chemie i co z tego... tez zauroczona we mnie, skutecznie to zabilem, znajdziesz jeszcze taka, ktora docenisz od poczatku a ten epizod cie tego nauczyl, mam nadzieje. Laski pod tym wzgledem wydaja mi sie silniejsze psychicznie, tak btw.
bez histerii, masz 27 lat jeszcze mnóstwo czasu na poznanie kogoś, może jak nie było chemii to nie było, trudno, skąd wiesz czy jak byś słodził to i tak z czasem by się nie zesrało, ze szklanej kuli nie czytasz
najgorsze co możesz zrobić to szukanie na siłę związku, bo tak wypada w tym wieku
they hate us cause they ain't us
tak bo zapominają że ich złote czasy przemijają o wiele szybciej od męskich, tam gdzie kończy sie górka kobiet, tam zaczyna się mężczyzn, dlatego nie warto sie za wcześnie hajtać
they hate us cause they ain't us
To jest nauka na całe życie
ale im później tym lepiej kwalifikujesz, w pewnym momencie patrzysz na to wszystko i wiesz że już nie warto popełnić błędu.
W przeciwieństwie do lasek, my faceci (jak o siebie dbamy) mamy w wieku 40 branie nawet u 22 letnich lasek, często są ciekawe tego doświadczenia.
To prawda, fajnie jest być facetem między innymi dlatego, że z wiekiem nasza atrakcyjność wzrasta. Oczywiście musimy o siebie dbać ale jak byliśmy młodsi też musieliśmy to normalne.
Natomiast te zmarszczki na ciele jak i na duszy dodają nam uroku. Ja sam mam dziś 30-ści lat,niby jeszcze gówniarz ale jako facet się czuje lepiej, pewniej a i na powodzenie mimo, że nigdy nie narzekałem, zawsze byłem obiektem zainteresowania kobiet tak nie narzekam. Sam obecnie umawiam się z młodszymi.
Dlatego jakiekolwiek ciśnienie na laski czy żeniaczkę jest idiotyczne.
ja uwielbiam moje staropanieństwo
they hate us cause they ain't us
A ja dla odmiany powiem, że wg mnie, wcale ta kobieta z którą zerwałeś, nie jest taka idealna. Miotają Tobą teraz emocje. Gdyby ona zawsze była dla Ciebie taka niedostępna, to czuł byś się tak od początku waszej znajomości. Nagle sobie uświadomiłeś co straciłeś? Gdyby nie znalazła sobie nowej sympatii to pewnie dalej byś miał ją w poważaniu. Byliście 3 lata razem i przez 3! lata ona nie potrafiła przekonać Ciebie do niej, a teraz nagle Cię oświeciło. Taa...
Poza tym, zdradzałeś ją, że wiesz, że ciężko znaleźć drugą taką?
Kurde dlaczego dopiero gdy dowiedziałeś się, że jak jest z innym to w Tobie coś pękło?? Jeśli tak rzeczywiście było to może to efekt jakiejś Iluzji...no bo gdyby jeszcze przez pół roku nikogo nie miała, to odpowiedz sobie jakby było?? Ja myślę, że gdyby było tak fajnie to byś nie zerwał. Kiedyś miałem podobną sytuacje do Ciebie, tylko kilka miesięcy później uświadomiłem sobie, że to wcale nie było to. W związku z zaistniałą sytuacją życzę Ci abyś znalazł interesującą i inspirującą Cie kobietę. Wbrew pozorom może to być trudne. Uroda to nie wszystko, wielu o tym zapomina.
A co do wątku żeniaczki i odpowiedniego momentu, to uważam że najważniejsze jest to aby poznać samego siebie, być jak najbardziej samoświadomym. W takiej sytuacji łatwiej dobierać partnerki, a także pozbyć się marnotrawstwa czasu.
Ja niestety dużo życia straciłem na relacje z kobietami, które zabierałem na tzw "przyczepę". Często jechaliśmy, nie wiedząc gdzie jedziemy. Tankowały, pomagały przy zmianie opon, robiły śniadania, podskakiwały na dziurach;), a w gruncie rzeczy jadąc, szukałem jakiejś tajemniczej autostopowiczki, którą tak naprawdę chciałem zabrać w ciekawą podróż. Czasem na pace było ich kilka, a wypatrywanie kogoś na horyzoncie kończyło się małymi stłuczkami w których najmniej ucierpiał kierowca;) Za dużo energii poszło na taka bylejakość....Teraz się tego wystrzegam jak ognia i nawet wolałbym być sam niźli obcować z taką bylejakością....
To był pewien etap w życiu, powiedzmy między 26 a 30 rokiem życia. Miał też dużo +
Jak często spotykacie dziewczyny/kobiety które są pełne życia, lekko zwariowane tak że nie sposób się nudzić lub nie mieć o czym rozmawiać, a do tego dobre, pokorne i inteligentne? (to dla mnie cechy must have)
Logika podpowiada mi, że są takie, ale jak często się to zdaża? Po prostu obawiam się, że mogę już tak nie trafić, a nie sposób żyć z kimś poniżej oczekiwań...