Dojeżdżam niemal codziennie samochodem w kilkuosobowej grupie do pracy w Niemczech.
Początkowo jeździliśmy w 3 osoby, ale dokładnie 1,5 miesiąca temu dołączyła do nas córka
kobiety, która jest z nami od samego początku. Jola – bo tak ta 20-latka ma na imię - jest niesamowicie atrakcyjna, ale jednocześnie pełna kompleksów.
Podejrzewam, że wynikają one głównie z tego, że do niedawna była przesadnie chuda i faceci nie interesowali się nią specjalnie. Wiem to od znajomych, którzy ją znają znacznie dłużej ode mnie.
Postanowiłem przejść bardzo szybko do działania i zacząłem „bajerę”. Uznałem ją za typ introwertyczki, ale z pierwiastkiem wariatki i osoby, mimo wszystko o sporym potencjale rozrywkowym.
Nie myliłem się, bo już po krótkim czasie udało mi się ją całkiem nieźle rozkręcić. Momentami naprawdę świetnie się rozmawiało i żartowało. Uśmiech na ustach i determinacja zaczęły sprawiać, że sprawy przybrały korzystny dla mnie obrót. Dostałem całą masę „miękkich piłek”. Dla przykładu:
- stwierdziła, że jestem inteligentny i strasznie pewny siebie.
- niedawno przytuliłem się do niej w samochodzie i chwyciłem pod rękę. Odwzajemniła uścisk dłoni.
- gdy stwierdziłem, że musi mnie zaprosić na wódkę za to, że pomogłem jej w załatwieniu pracy, to odpowiedziała, że boi się ze mną pić alkohol, bo później może tego bardzo żałować. Pomimo tego umówiliśmy się… i tu pojawia się problem.
W tym miejscu muszę napisać o bardzo ważnej rzeczy. Obie z matką należą do Świadków Jehowy i są dość radykalnie usposobione, a zwłaszcza matka. Gdy zorientowała się, że kręcimy ze sobą, to zakazała się jej ze mną spotykać. Sytuacja jest komiczna, bo paradoksalnie, to bardzo się z „teściową” lubimy. Wszystko rozbija się o to, że ich zdaniem, związek z bezwyznaniowcem może generować bardzo dużo komplikacji w przyszłości. Usłyszałem już nawet werset biblijny, który rzekomo zakazuje związków „mieszanych”.
Mówię wam Panowie po prostu jaja - czeski film…
Zacząłem tracić grunt pod nogami, bo w momencie, gdy chciałem się spotykać z nią poza pracą, odbiłem się od przysłowiowej ściany. Jestem dość impulsywny i stwierdziłem, że nadszedł moment zagrania z nimi w otwarte karty. Wprosiłem się na kawę i poszedłem tam z zamiarem uzyskania konkretnej informacji, czy jest sens żebym dalej zawracał sobie nią głowę, bo jak nie, to zwyczajnie olewam temat.
Teoretycznie powinienem najpierw wyjaśnić wszystko z córką na osobności, ale jak to zrobić skoro widuję ją tylko w pracy i to głównie w towarzystwie matki? Byliśmy już tyle razy umówieni, ale przez religijne uprzedzenia wszystko kończyło się fiaskiem.
Szkoda, że matka przyłapała nas na tym jak się trzymamy za ręce, bo mógłbym udawać, że chcę spotykać się z Jolką, tylko na stopie koleżeńskiej. Teraz musiałem zbić jakoś jej obiekcje.
Gdy zacząłem wykładać kawę na ławę nastąpiła konsternacja. Nie spodziewały się, że przyszedłem w tej sprawie, mimo że wcześniej ewidentnie to sugerowałem.
Jolka stwierdziła, że koniecznie musimy przejść się na spacer i wszystko wyjaśnić.
Gdy zaczęła mówić myślałem, że zaczyna realizować się najgorszy scenariusz. Usłyszałem, że jestem dla niej za mądry (uff… dobrze chociaż, że nie „zbyt dobry”), a poza tym ona stara się wyprostować swoje życie duchowe i ten moment jest dla niej najmniej odpowiedni, by zacząć spotykać się z jakimś facetem (wiem od kumpli, że podobno oddaliła się od swojego zboru przez jakąś akcje z chłopakiem, ale nikt jej niczego nie udowodnił, a matka o tym wie!).
Spytałem wtedy dlaczego w takim razie bawiła się ze mną w kotka i myszkę. Zaczęła coś kręcić, że na początku bardzo jej się podobałem, ale później stałem się zbyt bezpośredni, a ona musi najpierw kogoś lepiej poznać, żeby dopuścić go do siebie bliżej. Poza tym jest to dla niej nowa sytuacja, bo nigdy nie spotykała się z kimś kto nie jest wyznawcą jej religii.
Powiedziała mi, że chce spotykać się ze mną, ale na razie tylko jako znajomi. Prawdopodobnie dała mi do zrozumienia, że musze zrobić jeden krok w tył, by później móc zrobić dwa do przodu.
Podsumowując: wydaje mi się, że ścierają się w niej 2 glosy. Jeden to głos kobiecych potrzeb, a drugi to irracjonalne obawy związane ze swoją wiarą i to, że może to ostatecznie skomplikować relacje z matką.
Na koniec jest jeszcze jedna kwestia o której musze napisać. W robocie zaczynają się lepić do niej całe bandy pajaców. Wypytują czy jestem jej chłopakiem (jedna z plotek mówi, że podobno wyśmiała taką sugestie). Prawią jej komplementy związane z jej urodą, przez co zauważyłem że szybko skacze jej ego i pewność siebie. Być może udaje tylko taką grzeczniutką.
Zaczyna mi powoli brakować pomysłów, jak to rozwiązać. Momentami czuje się jak materac z którego ktoś spuścił powietrze.
Panowie! Wytykajcie moje błędy i dyletanctwo. Co dalej mam robić, bo nie chcę odpuścić?
Jako bezwyznaniowiec możesz oczarować ją świeckim humanizmem, a tu wartości naprawdę wiele, więc co duchowości i norm etycznych będzie miała większy komfort.
Większy problem byłby jeśli byłaby żydówką a jej ojciec ortodoksem.
Przede wszystkim chcesz poderwać córkę a nie matkę. Nie ograniczaj się wiarą, czy matką. Spotykaj się z nią i niech cie lepiej pozna skoro tego chce. Zrób to jak się należy bo jeszcze jakiś Hans ją sprzątnie ci sprzed nosa.
,,Panowie! Wytykajcie moje błędy i dyletanctwo. Co dalej mam robić, bo nie chcę odpuścić?"


No właśnie nie chcesz odpuścić...
A ja już Cie widzę jak zapierniczasz z książeczka pod pacha pod czyiś dom żeby ,,nawrócić" go na wiarę Jechowych...ja na Twoim miejscu uciekałbym w przeciwna stronę...ona nie dala ci znaku ze masz się cofnąć...ona dala ci znak ze wstępujesz jesteście razem i jest pięknie nie wstępujesz zapomnij...według mnie chce użyć elementu wiary żeby cie przeciągnąć...sama powiedziała nigdy nie była z kimś kto nie był z jej wiary...ciekawe czemu?
,,Usłyszałem już nawet werset biblijny, który rzekomo zakazuje związków „mieszanych”."
Wszystko możesz sobie wyciągnąć z Biblii jak powyrywasz zdania z kontekstu i je posklejasz...
Ja bym uciekał...ale jeśli chcesz możesz spróbować np oczarować matkę żeby sama zaczęła wpychać ci córkę do rąk...a z córka konsekwentnie iść dalej...zresztą pamietaj ze czasami lepiej lekko olać i mieć wyjebane(wtedy ona zacznie się zastanawiać co zrobiła i czemu tak jest?)niż cisnąc na sile do przodu...
,,Nie rób priorytetu z kogoś kto ma Cie tylko za opcje"
Najpierw odpowiedz sobie na pytanie czy jesteś świadom konsekwencji. Czyli co się stanie gdy się zwiążecie. Czy wyrzucą ją ze zboru? Czy matka się jej wyrzeknie?
Jeśli dalej tego chcesz to czytaj dalej, jeśli nie to nawet to nie ma sensu.
Kolejna kwestia jest taka, że jako uwodziciel nie wolno ci się zachowywać tak jak wszyscy, tzn. jeśli teraz wszyscy się do nie lepią, to ty odpuść i zyskasz na wartości.
Zastanawiam się dlaczego jej nie pocałowałeś, dostałeś tyle miękkich piłek, a ty doszedłeś tylko do przytulania.
Jeszcze się dziwisz, że zaramowała cię jako kumpla.
Zresztą koleś, nie należysz do organizacji "Free Hugs", więc kiedy siedzicie w samochodzie, przytulacie się, dostajesz kolejną miękką piłkę, to możesz przestać się przytulać i przejść do czegoś konkretniejszego... do czegoś co robisz z pomocą ust.
Nie, nie chodzi mi o mówienie nimi.
O tym, że zamiast jebnąć chłodnik, gdy matka jej zabroniła z tobą się spotykać i w sytuacji gdyby się domagała wyjaśnienia stwierdzić "Nie podoba mi się twoje zachowanie" już nie wspomnę.
-------------------------------------------
Szczęście żonatego mężczyzny zależy od kobiet, których nie poślubił.
Oskar Wilde
-------------------------------------------
Uparty jesteś, bo jak na razie martwisz się jej mamusią, ciekawe czy pomyślałeś o tym, że jak zaczniesz się z nią na poważnie spotykać to twoi rodzice, machną ręką na jej wyznania. Będzie kolejny problem? Zresztą mniejsza o to... Jak dla mnie wyznanie się tutaj nie liczy i jest tak jakby ucieczką od kłopotliwego zdania: "Fajny jesteś, ale nie aż tak abym mogła z tobą być". Dlaczego tak sądzę?
Tak bardzo się na niej skupiłeś, że ty znałeś praktycznie każdy szczegół z jej życia, jaka była kiedyś, jak się zachowuje, jakiego jest wyznania, co tam o niej inny faceci mówią a to nie powinna być twoja działka. Ty masz po prostu dziewczynę sobą zainteresować, aby to ona PRZEPROWADZAŁA TAKIE WYWIADY... Bo co ona o tobie wie? Jesteś mądry okej, jest to jakiś komplement ale z tego jeszcze nic nie wynikło.
Więc jak dla mnie ta sytuacja jest podobna do tej w której kobieta wmawia facetowi, że "Na razie ze sobą nie możemy być, dopiero co skończyłam długi związek..." -> czyli typowy bezsens.
Zwycięzca zaczyna tam, gdzie przegrywający rezygnuje - PAMIĘTAJ!
@Italiano
"Będzie kolejny problem? Zresztą mniejsza o to... Jak dla mnie wyznanie się tutaj nie liczy i jest tak jakby ucieczką od kłopotliwego zdania: "Fajny jesteś, ale nie aż tak abym mogła z tobą być". Dlaczego tak sądzę?"
I tu pojawia się pytanie czy to Jej zdanie czy zdanie "przewodnika duchowego" czy innego bonza ze zgrupowania.
Bierz pod uwagę że laska może mieć konkretnie zryty czerep - zwłaszcza że ma 20-kę i jest zdrowo od dzieciństwa przesiąknięta jehowymi.
Choć w jednym się zgodzę. Nie byłeś alternatywą dla Jej obecnego życia, choć szczerze powiedziawszy to trudne bo dla niej jehowi to rodzina, znajomi i życie. Musiałaby to wszystko rzucić sprzeczność na poziomie emocjonalnym - "facet-rodzina".
Tak czy siak. Niech robi swoje i pokazuje Jej że świat to nie tylko jehowi a powinno być dobrze.
----------------------------------------
"...gdy kruszą się kawałki brązu, srebra albo żelaza, kowal scala je w jedno i tak tworzy się wieź..."
01. Spierdalaj.
02. Spierdalaj dalej...
03. Spierdalaj jeszcze dalej.
Zapominając na chwilę że jestem Katolikiem jako zwykły człowiek napiszę krótko.
Jehowi to pojebani ludzie - już sam tekst że jesteś za mądry o czymś świadczy. Najczęściej do tej "wspólnoty" włączają się ludzie pełni kompleksów, te kompleksy są w nich bardzo mądrze podsycane tak by czuli że jedyne spełnienie i wyzwolenie od kłopotów daje ugrupowanie (to taka gra psychologiczna uzależniająca ludzi - i żeby nie było że tu demagogię odstawiam, uważam że część katolickich księży też uprawia ten proceder rozbudzając w ludziach strach i potępiam takie nastawienie).
Zauważ że do "jehowych" przyłączają się głównie ludzie "po przejściach", ludzie słabi psychicznie i "pseudointelektualiści" których łatwo zamknąć w pętle psychologiczne.
Słowem ludzie słabi o skrępowanej własnej osobowości (czy to w wyniku przejść życiowych czy też w wyniku poszukiwania czyjejś akceptacji).
Już sam ten fakt powoduje że nie chciałbym się ładować w ten gnój.
Kolejny problem to konsekwencje jakie będą w wypadku rozwoju tego związku i pytanie czy jesteś na to gotów.
Jeśli matka tej dziewczyny siedzi "mocno" w jehowych to uwierz że związek córki z bezwyznaniowcem może w najlepszym wypadku kompletnie zniszczyć ich relacje i życie rodzinne.
Dlatego dziewczyna ma obawy - i słuszne bo nie raz już czytałem o sytuacji gdy rodzina z sekty odwracała się od kogoś kto jehowych opuścił - tzw. żmija w rodzinie.
Musisz zadać sobie pytanie czy to dla Ciebie zabawa i wyrywasz żeby przelecieć czy zamierzasz coś więcej.
Jak chcesz tylko przygody to zniszczysz komuś życie. Jeśli myślisz o czymś więcej to zastanów się czy jesteś w stanie zapewnić dziewczynie alternatywę dla rodziny i "wspólnoty".
Nie tylko sex ale ciepło rodzinne, akceptację, życie w którym się odnajdzie i nowych znajomych.
Jehowy to szczwane lisy i laska z wypranym przez nich mózgiem potrzebuje dużej dozy cierpliwości i naprawdę OGROMNEJ pracy by wejść do społeczeństwa - zwłaszcza że będzie sama bo rodzina się jej wyprze.
Wreszcie trzecia sprawa. Czy jesteś gotów na ewentualną konfrontację z Jaj matką z którą jeździsz do pracy. Gwarantuję Ci że będą z tym kłopoty - tak samo będą komplikacje w pracy bo "mamusia" się o to postara i zrobi wszystko żeby "wam" nie wyszło a córeczka żeby nie opuściła sekty.
Anyway.
Jak już sobie odpowiesz na te pytania i jesteś gotów zaryzykować... to jedziemy:
Proces długi i wymaga cierpliwości.
01. Musisz sprawiać wrażenie neutralności - przynajmniej na pokaz żeby Jej matka nie odcinała kontaktu albo w domu nie robiła lasce siana we łbie.
02. Musisz obudzić w dziewczynie chęć życia. Zacząć Jej pokazywać życie poza jehowymi. Nie musi to od razu być prowadzanie się po mieście i stymulacja fizyczna itd.
Zacznij od czegoś stonowanego - nie wiem może w drodze do pracy pokazuj zdjęcia podróżnicze miejsc do których "chciałbyś pojechać" - poczytaj trochę przewodników w np. w empiku i wkręcaj Ją w to co chciałbyś jeszcze w życiu zobaczyć (stymuluj jej umysł tak żeby czuła że np. doceniasz jej myślenie, intelekt itd. - Jehowi często utwierdzają ludzi w przekonaniu że są beznadziejni więc musisz pokazać lasce że jest inaczej, że jehowi się mylą... wymagaj od Niej, stymuluj do rozwoju, pokazuj że doceniasz i działaj - to jak z wychowaniem dziecka).
Pytaj Ją "...co myśli o...", "...jakie jest jej kobiece zdanie..." itd.
Generalnie chodzi o to żeby Laska zobaczyła że istnieje świat poza tym jej sektą. Opowiadaj o tym z pasją, koloryzuj, żeby Ona sama zapragnęła to zobaczyć, ma o tym marzyć!!!
To Dziewczyna musi sama chcieć wyjść ze swojej "muszli" - wtedy nawet matka jej nie powstrzyma a świadkowie nie będą już autorytetem.
Pamiętaj że laska pochłonięta przez emocje nie słucha starych autorytetów - to jeden z Twoich głównych atutów - musisz tak działać by Ona sama do Ciebie szła po więcej.
03. Obejrzyj sobie parę kultowych filmów romantycznych - np. "Dirty Dancing - Havana Nights" i zobacz jak tam postępuje "Diego Luna" pokazując amerykance zupełnie inny "świat Havany". Postępuj tak samo - nawet nie wiesz jak dobrze to zadziała
04. Nie zwracaj uwagi na Jej wygląd albo nie komplementuj Jej cielesności - od tego ma stado napalonych piesków kręcących się wokół. Za to komplementuj i pobudzaj Jej umysł. Komplementuj jeśli zasłuży, stawiaj Jej "nowe" wyzwania, choćby jakimiś prostymi grami słownymi w trakcie jazdy do pracy.
05. Najważniejsze raz jeszcze. Zachowuj się neutralnie w oczach matki - matka musi myśleć że sobie odpuściliście bo inaczej - przynajmniej do pewnego momentu będzie mieć większy wpływ na dziewczynę niż Ty.
Musisz mieć czas i możliwość nieskrępowanego działania.
06. Zdystansuj się do wszystkiego i żyj własnym życiem do którego laska jest dodatkiem. Ty chcesz gdzieś jechać, Ty chcesz coś zobaczyć, Ty chcesz w przyszłości robić... a Ona co najwyżej może być Twoją towarzyszką.
Krótko mówiąc nie wkręcaj się i nei bądź natarczywy.
Ot i wszystko. Powodzenia.
----------------------------------------
"...gdy kruszą się kawałki brązu, srebra albo żelaza, kowal scala je w jedno i tak tworzy się wieź..."
Tylko dlatego, że ma fajny tyłek ty chcesz ładowac się w takie gówno?
''...Facet jesteś czy pipka? Jeśli facet, to weź samego siebie za mordę i ... nie oczekuj od życia zbyt wiele, bo rzeczywiście nie dostaniesz od niego więcej, niż sam sobie weźmiesz...."
Abstrahując od naszych relacji damsko-męskich, to szkoda mi jej trochę. Widzę, że chciałaby żyć inaczej, ale kajdany religijne robią swoje. Kiedyś powiedziała, że chciałaby żebym zaraził ją życiem. Pytanie tylko jak to zrobić skoro wyciągnięcie jej gdziekolwiek graniczy z cudem.
"Zastanawiam się dlaczego jej nie pocałowałeś, dostałeś tyle miękkich piłek, a ty doszedłeś tylko do przytulania."
Podczas pracy nie ma takiej możliwości, chyba że poszedłbym na hardkora. Niestety mogłoby skończyć się to dla nas konsekwencjami. Gdyby pojawiła się chociaż jedna dogodna sytuacja, to jeszcze do niedawna w ogóle bym się nie wahał. Teraz, jeżeli bycie bezpośrednim zadziałało faktycznie na moją niekorzyść, to co będzie po pocałunku? Cholera wie czy jakieś wersety biblijne jej nie będą po tym prześladować.
Gdyby nie ograniczenia związane z religią, to gdybym spróbował ją pocałować, jestem przekonany, że tylko bym zyskał. Muszę jednak brać poprawkę na jej sumienie, które stanowi jej wiara. Tak czy inaczej jest to dla mnie spore wyzwanie, ale mam coraz więcej obiekcji i chyba gra nie jest warta świeczki. Czekam na dalsze sugestie, które pomogą mi rzucić jeszcze więcej światła na sprawę. Dzięki za wszystkie wpisy.
"Abstrahując od naszych relacji damsko-męskich, to szkoda mi jej trochę. Widzę, że chciałaby żyć inaczej, ale kajdany religijne robią swoje."
01. To nie jest religia... to wymysł paru ludzi którzy nabijają sobie kieszeń na cudzych problemach i nieszczęściu.
02. Jak chcesz ją gdzieś wyciągnąć to pogadaj z Nią czy się gdzieś wyrywie z domu - gdziekolwiek sama pod jakimś pretekstem. I działaj.
Nie jest łatwo no to cóż. Nikt nie mówił że będzie. Musisz kombinować i mieć trochę we łbie. Stara to nie cerber jak zechcecie to ją wyrolujecie.
----------------------------------------
"...gdy kruszą się kawałki brązu, srebra albo żelaza, kowal scala je w jedno i tak tworzy się wieź..."
To daj jej to ,,szaleństwo"...matka ja pilnuje ciągle jak cerber czy jak?Nawet na spacer jej nie weźmiesz?No nie wierze ze aż tak ja pilnuje i steruje...na pewno ja gdzieś wyciągnąć wyciągniesz na spacer czy jak do parku na basen i daj jej dawkę emocji i adrenaliny oraz więzi zaufania bliskości i uczucia...
,,Nie rób priorytetu z kogoś kto ma Cie tylko za opcje"
Spierdoliłeś sprawę, idąc do niej i do matki prawie z oświadczynami.
Trzeba było zawrócić dziewczynie w głowie i poszłaby na żywioł w sprzyjającej sytuacji. Mając ją w garści, nie musiałbyś się przejmować jej matką i jej wiarą.
Teraz trudna sprawa. Powinieneś dziewczynę karmić emocjami poza jej domem, a w jej domu się nie pokazywać i z matką nie gadać bez potrzeby.
a idz od niej daleko:D jest tyle kobitek na świecie daj sobie spokój chyba że lubisz komplikacje...
"Strach" to tylko rzeczownik