Cześć, jestem tutaj kimś zupełnie nowym, moje życie jest zupełnie nowe a ja sam chyba zaczynam ewoluować, ale może od początku. RafaKoralowa, lat 22.
Pół roku temu rozstałem się po dość długim związku, który wynikł z mojego zetknięcia się z tematem PU. Mocno stuningowawszy siebie pod wieloma względami, zdobyłem dziewczynę, której nie wiem czy synonim będzie mi dany jeszcze w tym życiu spotkać i przeżyć coś równie głębokiego.
Dziewczyna bardzo mi odpowiadała pod wieloma względami i nigdy nie spotkałem równie dobrej dla mnie kobiety, kobiety która była mną zauroczona do tego stopnia, że rzuciłem dla niej te wszystkie zasady w kąt. Efekt tego był prosty, lecz rozłożony w czasie. Koncertowo to oczywiście zepsułem, tracąc w zasadzie jedyną ostoję mojego marnego życia, które już zanim ją poznałem, miało ulec zmianie. Poprzez zmianę toksycznych znajomych, otoczenia, zainteresowań...
Zaraz po rozstaniu wiedziałem, że będzie to krok milowy na drodze do tego kompletnego przewartościowania każdego pojedyńczego aspektu mojego życia, do kompletnej zmiany, a nie jedynie przybrania PU maski, która jak widać nie zaprowadziła tego związku na piedestały szczęścia.
Do tego jednak by tak się stało, potrzeba było czegoś konkretnego. Wyprowadziłem się do nowego, wielkiego miasta jakim jest Kraków.
Tutaj zaczyna się część druga - właściwa. Pracę znalazłem bez problemu. Teraz już sam się utrzymuję, sam mieszkam, chodzę na siłownie i jest to dla mnie życiowy progres. Życie na własny rachunek. Ale... no właśnie.
Pochodzę z daleka i wyprowadzając się obiecałem sobie, że skreślam absolutnie wszystko co za mną, paląc wszystko do ziemi. Do gołego piachu.
Nie znam tutaj nikogo. Nie mam nawet kolegi, z którym mógłbym przy piwie powymieniać się spostrzeżeniami o głupim meczu ligi mistrzów. Zachodzę w myśl jak poznać nowych ludzi? Nowych znajomych, którzy to byliby w aktualnym rozdziale mojego życia czymś luksusowym?
Nie chodzi nawet o laseczki. Świadomość tego, że gdy zdarzy Ci się coś złego i nikt nawet tego nie zauważy jest delikatnie mówiąc lekko niepokojąca.
Gdybym miał możliwość by studiować, z pewnością zrobiłbym to, ale nie ma takiej możliwości. Dowiedziałem się, że na studiach/w pracy większość osób poznaję swoje paczki, ale to odpada, bo gdybym miała taką możliwość, to nie pisałbym tego posta.
W głowie mam cały czas cztery opcję:
- Pierwszą z nich jest jakiś kurs tańca, na który się zapiszę i na którym będę naturalnym sobą jakim jestem zawsze - lekko zabawnym, komunikatywnym, nienatarczywym. Nie mam za grosz pomysłu jak zagadać ma takim kursie tańca, ale wiem że wiele lasek tam przychodzi by kogoś poznać. Nie będę ukrywał, że aktualnie moje umiejętności socjalne nie istnieją. Ale w planach przed tym wszystkim jest DC - jakoś to będzie, mam nadzieję...
- Drugą opcją jest kurs językowy, który bardzo mi się przyda a jednocześnie mógłby przyczynić się do poszerzenia choć o jedną osobę, kręgu znajomych, których aktualna liczba wynosi: 0. Nie mniej jednak nie mam w tym wyczucia ni kalibracji: Cześć jestem Rafo, skoro chodzimy razem na kurs to może powinniśmy też wyskoczyć razem na piwko? Brzmi dziwnie moim zdaniem, freak ze mnie 
- Trzecią opcją jest dom kultury i jakieś zajęcia, w zasadzie większej analogii niż w przykładach powyżej nie znajdę. Zależy mi jedynie, by ludzie reprezentowali poziom podobny do mojego. Nie byli toksyczni jak poprzedni i nie spędzali całego dnia pod blokiem w oczekiwaniu na pińdziont groszy.
- Czwarta opcja jest nieco hardkorowa, bo w grę wchodzi jakaś pielgrzymka albo kółko religijne or smth. Podobno ciekawych ludzi można w ten sposób poznać a i odrzuconym być się nie powinno
. Desperat nie wybrzydza. Desperat zimno kalkuluje 
============
Wiem w którym kierunku chcę iść. Ale ciężko iść tak cholernie samemu, kiedy od paru tygodni jest chyba najciężej w moim życiu. Japy nie mam do kogo otworzyć a i świadomość tego, że gdzieś tam na imprezce-domówce bawią się moi rówieśnicy spędza mi sen z powiek. Czasem w akcie desperacji piszę z kimś w necie, próbując wypełnić lukę w relacjach jakimkolwiek kontaktem. Swojego czasu w liceum dogadywałem się ze wszystkimi, nie wszystkich lubiłem, ale z każdym wiedziałem mniej więcej o czym mogę pogadać. Teraz nie mam żadnego kontaktu, ale serce pełne pragnień co do życia, jakie zawsze chciałem prowadzić.
Co możecie mi doradzić odnośnie poznawania nowych ludzi?
Nie jestem w stanie wyrazić wdzięczności słowami, jeśli ktoś zainteresowałby się moim problemem i napisał coś konstruktywnego. Żyjąc sam jak pies doceniłem, jak wiele znaczy pomoc, kontakt i relacja z ludźmi, praca nad relacjami, praca nad sobą i bycie odpowiedzialnym, dobrym mężczyzną. Z pewnością na tej lekcji nie zakończy się moja kolejna i mam nadzieję w pełni spełniająca mnie w roli uzurpatora chromosomów XY, nauka życia.
Poździro!
Nie sądzisz, że wyjdę na jakiegoś przybłędę, który 'szuka kolegów'? Nie chce niczego w żaden sposób negować, ale nie znam dynamiki społecznej i takie podejście kojarzy mi się z czymś 'needy'.
Drugą sprawą jest to, że ubieram się dość dobrze na tle społeczeństwa, co może działać na moją korzyść i nie wyjdę na żebraka. Grunt to otwartość?
Co do Twojego pierwszego akapitu to dobrze to ująłeś. To osoby na wysokich stanowiskach, którzy nie tylko mają już wpojone jakieś wartości, poukładane w czerepie, ale mają też social proof i mogą sobie pozwolić na 'rozpięty rozporek'.
Fajne pomysły mi podsunąłeś. Nigdy bym nie pomyślał by wpaść na sport, który kiedyś uwielbiałem
Myślisz, że na tym kursie tańca czy boisku, proces poznawania się i adaptowania potoczy się naturalnie?
Nie wiem czy inicjować konkretnie strategie z podrywu i ustawiać się od razu na kolejne 'meetingi' czy być na cześć, cześć i mieć wyjebane, by było mi dane? Nigdy nie poznawałem ludzi w ten sposób a szkoła to co innego...
Dzięki Lupin. Pozapisuję się gdzie się da i będę po prostu otwarty i szczery w intencjach.
Kraków to wielkie miasto ! Może idź na balety, zagadaj do kilku osób, powiedz że robisz domówkę i czy chcieli by wpaść bo wydają Ci się spoko. Kombinować trzeba...
Możesz też zwrócić się do PUA z Krakowa, może któryś z nich będzie miał czas wyskoczyć na miasto z Tobą..
Tu zgodzę się z kolegą wyżej. Nie zaprosiłbym nigdy nieznajomych osób, bo łatwo mógłbym się nadziać na gold diggerów, poza tym to kupowanie zainteresowania swoim dobrem, jakim jest mieszkanie jest moim zdaniem słabym pomysłem, kiedy czuję że mam do zaoferowania coś więcej.
Nie przepadam za night game i klubami. Swój rozwój oprę w 95% na DG bo zwyczajnie w świecie bardziej mi się podoba, jest trudniejszy i szybciej mnie rozwinie.
Mogę wyskoczyć z Tobą na piwko żeby porozmawiać na luźne tematy
W dzisiejszych czasach bycie prawdziwym mężczyzną to sztuka, którą pragnę zgłębiać.
Fajnie, że zmieniasz swoje życie, coś działasz i się rozwijasz. Gratulacje!
Kurs tańca, kurs językowy - dobra opcja.
Dom kultury - całkiem spoko, w takich miejscach jest sporo zajęć od szydełkowania po teatr
Pielgrzymka, hmm osobiście bym odpuścił, ale skoro uważasz że się tam odnajdzie to ok.
"Desperat nie wybrzydza" - Nie myśl o sobie w takich kategoriach. Trochę więcej pewności i wiary w siebie
Nie szukałbym akceptacji i znajomych w necie, bo to trochę zgubne.
Wychodź do ludzi. To o wiele lepsze. Jakiś pub, coś. Zamów piwko, zagadaj - na pewno kogoś spotkasz.
No i tak jak pisze Lupin. Prosto z mostu. To też dobra opcja.
Ogólnie to powodzonka
________________________________________________________
"Projektowanie własnego życia uskrzydla..."
________________________________________________________