Witam!
Jest to mój pierwszy post na forum tak wiec pozdrawiam wszystkich uwodzicieli tych mniej jak i bardziej doświadczonych.
To tyle ze wstępu a teraz pragnę przedstawić Wam po krótce o co mi chodzi ( lub jak kto woli, przedstawić sytuacje )
Mianowicie, zacznijmy może od mojej byłej, bo to da nam lepszy obraz całej sytuacji. Chodziłem z nią trochę ponad miesiąc po którym zerwała ze mną. Heh ktoś powiedziałby że jakie to "chodzenie" i słusznie, jednakże przez ten miesiąc udało mi się osiągnąć naprawdę sporo ( że tak powiem, wszystko oprócz sexu ) Panna była moją koleżanką/znajomą a ja byłem jej kumplem/przyjacielem i to jeszcze ze szkoły i praktycznie w 2 spotkania udało mi się wyjść z ramy tegoż kumpla. Rozpisałbym to bardziej (czuje że mam do tego skłonność ^^ ) jednakże napisze tylko tyle że było całkiem fajnie dopóki jej zazdrosna koleżanka/koleżanki nie włączyły się do akcji i nie nagadały jej głupot. Reszty można się domyśleć jak mniemam, lecz dla chętnych powiem, że dziewczyna wyciągnęła wszystkie "brudy" ( dosłownie wszystko nawet jakieś teksty które w danej chwili były żartem itp. ) i zerwała ze mną a zrobiła to w sposób tak tragiczny ( bała się konfrontacji/rozmowy ze mna ) że miałem banana na twarzy długo po tym
Wiadomo po czasie przyszły przemyślenia co mogłem zrobić lepiej co mogłem nie mówić. Wiadomo. Cały czas się uczę.
Podsumowując mój ostatni związek. Jak na "chodzenie" z koleżanką ze szkoły, która była dosłownie parę dni po rozstaniu ( dodatkowe trudności typu, wybić z głowy poprzedniego chłopaka itp.) całkiem udany, chociaż...
i właśnie tutaj zaczyna się moim zdaniem właściwa cześć 
... ucierpiał na tym mój socjal w niektórych "kręgach" dziewczyn.
Po "paru przeczytanych blogach" i kilku nieprzespanych nocach ( nie no to ostatnie to żart ofc
a co do czytania zaglądam na tą stronę no już ze 2 lata i miło wspominam ten czas
) postanowiłem zakręcić się poważniej wokół następnej panny. A żeby zdobyć więcej jakże potrzebnego doświadczenia, postanowiłem podnieść poprzeczkę i wybrałem inna koleżankę.
W tym miejscu pragnę powstrzymać wszystkie negatywne komentarze typu " nie podrywaj dupy ze swej grupy " albo "najgorsze są związki szkole bo wtedy widzicie się cały czas i bardzo łatwo można zepsuć socjala " itp. itd.
Wiem o tym. Ale mam nadzieje że pamiętacie czasy gdy sami mieliście po 17/18 lat i szczególnie w czasie roku szkolnego ( wakacje się kiedyś kończą
) ciężko ( jak dla mnie ) szukać jakiś bliższych kontaktów z dziewczynami z poza szkoły. To tyle, jedziemy dalej 
Dziewczyna ta jest znajomą mojej byłej ze szkoły ( gorszy socjal + mogła sama do tego gorszego socjalu dopuścić, zaznaczam jednak że są to tylko moje domysły ) i jak jest napisane w tytule ma chłopaka. Z tego co udało mi się dowiedzieć z raczej "wiarygodnych źródeł" chodzi z nim ponad rok i to by było na tyle
bo chłopak to podobno straszna "pierdoła" ( chodzi mi po prostu o zachowanie/ styl bycia, nie mam zamiaru nikogo obrażać ) i wszystko w ich relacji stoi w miejscu, znaczy to mniej więcej tyle że cały czas są na etapie całowania i to ona trzyma ten "związek" w garści bo tak jest dla niej wygodnie a on tylko posłusznie pieskuje. Tak wiec z tej "miłości" ( jestem na 100% pewny że to jej pierwszy chłopak ) lub jak to woli "chodzenia" zostaje tylko przywiązanie, uzależnienie od siebie IMO. Co do relacji miedzy mną a nią. Hmmmm podobne zainteresowania, miło mi się na nią patrzy ( uważam to za naprawdę wartościową cechę :DDD) oraz mamy podobny charakter, przynajmniej tak mi się wydaje musiałbym z nią przecież chodzić, żeby "tak naprawdę" ją poznać ( najlepsze jest to że i tak mogłoby mi się to nigdy nie udać znając te dziewczyny ^^ )
Wiem, że będzie ciężko coś ugrać, ale z pomocą przychodzi wyjazd klasowy ( parę klas ) na którym STOP heh przed chwila miałem zawał bo "...cały misterny plan poszedł w pizdu" jak to mawiał pewien krągły pan
mianowicie jej chłopak miał jechać razem z nią ( czyli + 100 do trudności
) ale na szczęście zrezygnował. Wracając...mam zamiar zaatakować ( nie będzie tylu zazdrosnych koleżanek chłopaka i byłej ). I tutaj właśnie proszę o wasze rady i podpowiedzi ( których się naczytałem że hej ^^ ) jak to wszystko rozegrać.
Jak mi się fajnie pisało, tak teraz jakoś straciłem wene, wiec w razie jakichkolwiek pytań proszę śmiało pisać to najwyżej rozwieje resztki wątpliwości które mogły zostać po takiej długości wypowiedzi. Wiem że tekst jest długi, ale z przymrużeniem oka powinno fajnie się go czytać, wiec jak już pisałem wcześnie, każdy z nas kiedyś się uczył, zmieniał i miał te 17/18 lat 
Z góry dzięki za pomoc i pozdrawiam
Amras
P.S. Gdyby się okazało że zrobiłem jakieś straszne faux pas pisząc ten temat to miło by było dostać chociaż linki do pasujących blogów, bo może o czymś zapomniałem, albo nie przeczytałem.
"Chodziłem z nią trochę ponad miesiąc po którym zerwała ze mną(...)praktycznie w 2 spotkania udało mi się wyjść z ramy tegoż kumpla"
skoro panna zerwała z Tobą po miesiącu, to niestety ale nie udało Ci się wyjść z ramy przyjaciela
"chodzi z nim ponad rok i to by było na tyle bo chłopak to podobno straszna "pierdoła" ( chodzi mi po prostu o zachowanie/ styl bycia, nie mam zamiaru nikogo obrażać ) i wszystko w ich relacji stoi w miejscu, znaczy to mniej więcej tyle że cały czas są na etapie całowania i to ona trzyma ten "związek" w garści bo tak jest dla niej wygodnie a on tylko posłusznie pieskuje"
ha ha nazywasz typa pierdołą? to zastanów się kim Ty jesteś... typ od ponad roku jest z panną która Ci się podoba, a Twój związek trwał miesiąc...
Mentis dobrze napisał- gdyby to taka ,,pierdoła" była to by ze sobą już rok nie byli.
Nie oceniaj innych - najpierw spójrz na siebie.To klucz do sukcesu kolego;]
Pozdrawiam.
"Strach" to tylko rzeczownik
Osobiście nie widzę żadnego związku miedzy długością związku ( ^^ ) a jego "jakością" Mało było już wpisów, gdzie chłopak chodził z dziewczyna x czasu ( parę lat ) z czego połowa tego czasu to była zwykła "posucha". Za to sam związek dla któreś ze stron ( albo obu ) był toksyczny i nie czuli się w nim dobrze, ale byli ze sobą na siłę.
Powinniście to zrozumieć szczególnie w przypadku pierwszej miłości i/lub młodego wieku.
To że moja ostatnia dziewczyna rzuciła mnie po miesiącu nic nie znaczy. Przecież napisałem że to przez ingerencje jej zazdrosnych koleżanek, które nagadały jej bzdur o mnie. Do tego czasu wszystko było w porządku, aż zaczęła świrować. Ofc nie będę udawał niewiniątka, że z mojej strony wszystko było ok, bo to jest po prostu niemożliwe, jednak miało to wpływ na jej "decyzje" minimalny, o czym jak dla mnie i kumpli może świadczyć m.in. fakt, że nie było żadnej rozmowy przy zerwaniu ba rzuciła mi nie patrząc w oczy ze ze mną zrywa i uciekła
( po rozmowie wiedziałaby że zrywa ze mną pod wpływem jakiś irracjonalnych bodźców i do niczego by nie doszło ).
A co do tego, że nazwałem go "pierdołą". Napisałem, że jest "...podobno pierdołą" bo tak słyszałem od ludzi, którzy znają go lepiej i dłużej ode mnie. Pzt z widzenia nie odbiegał od tego opisu.
Zauważyłem również, że dobra, jest to portal o uwodzeniu wszystko fajnie, do czasu gdy ktoś nie napisze bloga albo pytania o tym jak poderwać dziewczynę, która ma chłopaka. Po tym zaczyna się fala flamu:
jaki ten koleś jest zły że w ogóle o takim czymś pomyślał
jak on by się poczuł gdyby ktoś zabrał mu dziewczynę
i inne "płaczące" teksty
Naprawdę tego nie rozumiem, jeśli związek jest "zdrowy" i właściwie prowadzony to obie strony z łatwością powinny "odpierać ataki uwodzicieli" ( jeśli chcą tej relacji ) m.in. z tej strony a zamiast tego atakuje się ludzi, którzy chcą takie związki zakończyć jak słabe i na siłę by one nie były.
Podam parę przykładów ( które na pewno znacie, albo/i sami w takich relacjach byliście ):
Chłopak i dziewczyna, pierwszy ich poważny związek, po roku kryzys rozstaja się i po paru tygodniach wracają do siebie.
Powód? Tylko i wyłacznie przyzwyczajenie.
Facet i babka, związek trwa powiedzmy od liceum ( znowu, często pierwsze poważne chodzenie), po paru latach koniec.
Powód? wszystkie fajne rzeczy uleciały z rok temu, ale związek "trwał" jakiś czas tylko dlatego, że byli od siebie "uzależnieni" ( negatywnie ofc ) i znowu monotonia.
Ile było tekstów na tej stronie, że nie ma ograniczeń, że trzeba walczyć o swoje itp. itd. a gdy przychodzi co do czego to rodzą się "ograniczenia" i "nie pisane zasady" typu, niemożna się zakręcić wokół jakieś panny tylko dlatego że chodzi z innym chłopakiem.
Taki tok myślenia na stronie dla "uwodzicieli" i "podrywaczy" jest dla mnie co najmniej zabawny
Nie mam zamiaru ( i nigdy nie miałem ) "zabawić" się panną i później ją skrzywdzona zostawić ( m.in. jak to zrobiono z moją byłą dlatego miałem jeszcze trudniejsze zadanie zbudowania czegoś z nią ) prosiłem tylko o rady/wskazówki od bardziej doświadczonych użytkowników jak wszystko z klasą załatwić, ale widzę że moja postawa jest na równi piętnowana z krzywdzeniem i zostawianiem dziewczyn ( a moze nawet i bardziej )
Pozdrawiam i życzę miłego dnia
Amras
@Amras
Pierwsza sprawa.
To ja powiem tak. Z tego co napisałeś widać że zachowujesz się jak panienka.
Jedno piszesz, drugie myślisz, trzecie robisz i szukasz usprawiedliwienia dla tego stanu rzeczy.
Zdecyduj się człowieku. Z tego co piszesz chcesz poderwać koleżankę byłej bo to wyzwanie... to nie pierdol chwilę później że obchodzi Cię to czy jej wyrządzasz coś złego czy nie.
Jak ma być trofeum to sam siebie nie oszukuj i innym ciemnoty nie wciskaj (szczerze powiedziawszy to nawet nie wierzę w to że ktoś rzucał na twój temat pomówienia, podejrzewam że więcej tam było prawdy niż raczyłeś napisać).
Inna rzecz że nie wierzę że chcesz tę koleżankę poderwać bezinteresownie, raczej dlatego że jest koleżanką dziewczyny która Ci podziękowała.
Druga sprawa:
"A co do tego, że nazwałem go "pierdołą". Napisałem, że jest "...podobno pierdołą" bo tak słyszałem od ludzi, którzy znają go lepiej i dłużej ode mnie. Pzt z widzenia nie odbiegał od tego opisu."
Podobno... "Kopernik była kobietą".
Znam kilka "pierdół" bez których ich laski nie wyobrażają sobie życia więc w ciemno nie obstawiaj. Kolejna sprawa - ludzi masz różnych, co dla kogoś uchodzi za objaw bycia pierdołą dla innego może nie mieć znaczenia (budowa fiz, pewne zachowania w konkretnych sytuacjach, a nawet pewne fobie).
Trzecia sprawa:
Sporo ludzi których skrytykowałeś bez problemu mogłoby Tobie odbić każdą laskę którą sobie upatrzysz i poderwiesz, nie robi tego z pewnych własnych powodów. A znajomość pewnych zasad relacji interpersonalnych nie oznacza że masz podrywać wszystko co ma cipę i na drzewo nie spierdala.
Niestety, wiedza niesie ze sobą odpowiedzialność, szkoda że tego obecnie w szkole nie uczą - dekadę temu było trochę inaczej.
Czwarta sprawa:
Zaiste jesteś tytanem podrywu jeśli wyjście poza szkole stanowi dla Ciebie barierę niemal nie do pokonania...
Chyba tyle w temacie... do przemyślenia młody.
----------------------------------------
"...gdy kruszą się kawałki brązu, srebra albo żelaza, kowal scala je w jedno i tak tworzy się wieź..."