Kiedyś spotkałem się z takim założeniem, że jeżeli pomyślało się o rozstaniu z kobietą (tak trochę poważniej, nie w postaci losowej myśli z dnia codziennego) to powinno się to zrobić, bo inaczej oszukujesz samego siebie. Że nie robiąc tego tak naprawdę tylko odwlekamy tę decyzję, przy tym się zadręczając i zastanawiając czy może zamierzamy postąpić słusznie i czekamy na moment, kiedy będziemy tej decyzji pewni (który nigdy nie nadchodzi).
Jak wy oceniacie ten pogląd?
Jak wy dochodzicie do rozstań z kobietą, z którą byliście więcej, niż kilka miesięcy?
Czy są tu żonaci, w wieloletnich związkach, którzy również mieli wątpliwości, a jednak poskutkowało to wartościowym związkiem (poprzedzonym pracą nad sobą, wami obojga)?
Czy może Ci prawdziwie szczęśliwi są u boku kobiet, co do których nigdy nie mieli żadnej wątpliwości?
Rzucę przypowieścią:
Po kilku latach spotykają się dwie koleżanki i jak to baby plotkują co u nich słychać. Jedna z nich opowiada jak to się rozstała z mężem po 5 letnim związku. Najgorzej wkurwiało ją jak mąż po kąpieli odkładał mydło do takiej podstawki, mydelniczki w której zbierała się woda i z tego mydła robił się taki glut. Jak ona szła pod prysznic i patrzyła na te mydło a nie daj Boże musiała go użyć to była strasznie wkurwiona na męża co przekładało się na ich chujowe relację. Wniosła pozew o rozwód i odeszła od niego.
Przez pięć długi lat męczyła się w związku a wystarczyło zrobić dziurkę w mydelniczce albo kupić taką w której nie zbiera się woda.
Drogi kolego nie możesz wrzucić wszystkich sytuacji do jednego wora.
Od Ciebie zależy czy zmienisz męża, mydelniczkę czy będziecie brać prysznic razem.
Na mojej twarzy pojawił się uśmiech, łajdacki i triumfalny zarazem, na którego widok jej piersi napięły się jeszcze bardziej.
Zdaję sobie sprawę, że w każdy przypadek jest inny i to wszystko zależy.
To samo można powiedzieć o powrotach do byłych, a jednak w ogromnej większości przypadków, by nie powiedzieć niemal we wszystkich się tego nie zaleca.
Jeżeli pomyślałeś na ten temat, to poświęć więcej czasu i się zastanów, czy ta osoba pasuje do Twoich planów życiowych i czy ta relacja nie ma terminu ważności. Tylko tyle, i aż tyle.
Przez termin ważności rozumiesz sytuację w której wszystko jest okay ale wiesz, że nadejdzie czas, w którym wspólne drogi się rozejdą?
Tak. Jeśli już teraz wiesz, że to dziewczyna "na góra dwa lata" to albo będziesz z nią te dwa lata (a potem się zobaczy, może w międzyczasie pojawi się ktoś inny) albo dajesz sobie siana już teraz (i spotykasz się z inną/innymi).
Wybór należy do wybierania im więcej kobiet się pozna,to ma się większe rozeznanie. Zrywanie polecam zdecydowanie po Włosku (czyli znikam nic nie mówiąc)
W małżeństwie można być szczęśliwym a będąc po czterdziestce samotnym to można wegetować.
Narząd nie używany staje się nie użyteczny
A to są tylko dwie opcje? "Nie powiedzieć nic" albo "być burakiem"?
"nie ma dobrych pozegnan"
Uwaga na nisko latające kwantyfikatory. Nie ma? To, że Ty nie miałaś, to nie znaczy, że inni nie mieli. Przestań uogólniać.