Witam. Mam za sobą 8 miesięczny związek z kobietą, u której podejrzewam syndrom DDA. Chcę go zakończyć, ponieważ nie ma w nim szacunku, ani zaufania, są za to krzyki, bluzgi, nawet rękoczyny (spokojnie nie jestem damskim bokserem, tylko się bronię np. łapię za nadgarstki, żeby mi oczu nie wydrapała
). Nie powiem były dobre momenty, ale ta kobieta totalnie ześwirowała. Właśnie traci trzecią pracę, bo nie jest w stanie normalnie funkcjonować. Bardzo ją wspierałem, pomogłem jej w znalezieniu drugiej i trzeciej, ale historia ciągle się powtarza. Ona ma jakąś obsesję na moim punkcie, wytyka mi mój najdrobniejszy błąd, nawet wtedy, kiedy wcale nie zawiniłem, potrafi sobie coś nawkręcać do głowy i potem nie spać całą noc rozmyślając o tym. Kiedy tak ma zawsze prosi o spotkanie, żeby sobie to wszystko wyjaśnić. Po moim przyjeździe zamiast merytorycznej rozmowy jest potok bluzgów, krzyków itp. Ja swoje, ona swoje. Mam wrażenie, że jest jakimś akumulatorem złości, doszukuje się na siłę złego, czasem jedno słowo jej się nie spodoba i już jest powód do awantury.
Kochałem tą kobietę jak żadną inną w swoim życiu, nie widzę sensu być z osobą, która tak mnie traktuje i szuka na siłę powodu do awantury. Sam przez to wychodzę na jakiegoś chama, którym wcale nie jestem, ale jak się słyszy krzyk kobiety przez pół godziny nad uchem, to nie da się zachować spokoju. Kiedy chcę to przerwać i mówię, że jadę do domu, bo nie chcę tego słuchać, to jest jeszcze gorzej, bo "mnie zostawiłeś wnerwioną, ty egoisto".
Nie poddaję się bez walki, sam się zdziwiłem ile we mnie było siły i cierpliwości ile razy próbowałem to wszystko naprawić nawet nie policzę. Moje uczucie wygasło, jej niby na mnie zależy, bo się odzywa po kłótni, wyciąga rękę na zgodę. Ale z miłością to nie ma nic wspólnego, to jest raczej obawa przed porzuceniem, lękiem w jakim stanie ona zostanie, z jakimi myślami.
Jestem wykończony fizycznie i psychicznie. Nie potrzebuję sobie dokładać nerwów, bo i bez tego nie mam w życiu lekko (leczę się na depresję). Jak mam to zakończyć, żeby dziewczyna nie miała traumy, czy wogle się nią przejmować? Czy ratować siebie? Jestem człowiekiem, który czasem bardziej dba o kogoś niż o samego siebie, bardzo źle bym się czuł jakbym ją tak po prostu olał jak jakąś niepotrzebną rzecz. Proszę o pomoc
Właśnie się odezwała, chce się spotkać, przeprosić. Jak zwykle jak widzi, że już nie daję rady, to się robi potulna jak aniołek. Najgorsze jest to, że nie chce się ode mnie odczepić, co ja mam jej powiedzieć, żeby zrozumiała, że już nie chcę z nią być. Jak gadałem z nią przez telefon, to miałem gęsią skórkę i flaki mi się wywracały na drugą stronę.
Zakończ to jak najszybciej i urwij całkowicie kontakt. Ona na pewno będzie tego kontaktu szukała, ale jeśli go nie urwiesz to tylko będziesz ją karmił zludnymi nadziejami lub zmięknie ci serce i wrócisz do tego syfu. Nie można się przejmować tym że panna będzie beczec po rozstaniu. Oczywiście, że ją to jakoś podlamie, ale Ty nie jesteś z nią szczęśliwy i musisz to zrobić. Nie baw się w rycerza który jest opiekunem biednej kobietki, bo to nie jest bajka tylko życie, a związki przedłużane z litości prędzej czy później i tak się rozsypia, a strona która tą litość wywołała ucierpi jeszcze bardziej.
Odezwała się, i co z tego? Jesteś jak robocik, którego ona w tej chwili podładowała żeby całkiem nie padł. Takie cykle mogą powtarzać się bardzo długo. Do czasu aż ty powiesz ,,STOP" lub aż ona zacznie się normalnie zachowywać. A niedojebanie mózgowe(tym jest dla mnie DDA, sam mam ojca alkoholika a ani ja ani rodzeństwo nie odwalamy takiej maniany najbliższym) to nie katar i samo nie przechodzi.
Taki chory związek należy zakończyć i iść swoją drogą.
Żeby zdobyć Kobietę, musisz być gotowy Ją stracić.
PUA:
http://m.youtube.com/watch?v=BRw...
Powiedz jej to co tutaj napisałeś w ostatnim akapicie i odejdz puki czas dla swojego i jej dobra
Mam siostrę DDA. Ciągłe dopatrywanie się zamachu na swoje ego, darcie się bo zwrócisz uwagę żeby po sobie posprzątała, trzaskanie drzwiami. Zostaw ją w pizdu, pożegnaj się jak najszybciej. Sama bez własnej woli się nie zmieni.
_____________________________________________________________
Osoba, która wiecznie mówi „tak”, nieustannie pomija osobiste potrzeby i powoli buduje w sobie ogromny gniew.
Dziękuję za wypowiedzi. Straszna rzecz tak się męczyć w związku, nikomu tego nie życzę
Wielu z nas to przeżyło i wyciągnęło fajne wnioski
Np. mój post pisałem w oparciu o własne doświadczenie(nie tylko), przedłużanie związku z powodu tego, że szkoda mi było kobiety którą miałbym zostawić. To nie może wyjść na plus dla żadnej ze stron, o nie.
Cheatss myślę że już dawał nieraz warunki, pobywało jak to zwykle bywa fajnie przez tydzień lub pare dni/godzin po czym ta sama śpiewka
Autorze ratuj się czym prędzej i znajdź normalniejszą babe
"Jeden odważny zawsze stanowi większość" ~najodważniejszy człowiek na świecie
ujmę to filozoficznie:
niekonsekwentni i homoseksualiści są w dupę dymani... i tyle!
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
Nie pasujemy do siebie, ona to wie i ja to wiem, co nam nie przeszkodziło w tym, żeby spędzić miło ze sobą trochę czasu. Jazdy się zaczęły przez niezaspokojone oczekiwania, dużo ze sobą rozmawialiśmy, wszystko wiadomo o co chodzi. Nasze drogi życiowe się nie pokrywają ze sobą, dążymy do czego innego. Pogadałem z nią trochę, na spokojnie wieczorem w dniu napisania pierwszego posta, wsparłem ją na duchu, powiedziałem parę komplementów na poprawę samopoczucia. Powiedziała, że wrócił jej apetyt, poszła jeść, pożyczyłem smacznego i od tamtej pory już drugi dzień jest cisza i spokój. Zajęła się pracą swoją tak podejrzewam. Odzywać się nie chcę do niej, żeby nie przeciągać tego co i tak nieuniknione.
Obejrzałem katalog z jej zdjęciami, wizualnie kobieta już mnie nie rusza. Widzę ją teraz taka jaka jest naprawdę. W końcu.
Uciekaj chlopaku poki mozesz.