Cześć, mam do was pytanie. Jak rozróżniacie fwb od związku. Dla mnie to wygląda tak, że czasami wyskoczę coś zjeść z koleżanką, albo od razu umawiamy się na odwiedziny. Jak spotkamy się w klubie to zatańczymy, ale nie ma żadnej gry, to samo gdzieś na mieście w pubie pogadamy chwilę i tyle. Czasami wyskoczymy do kina czy przypadkiem spotkamy się na siłowni. Nie ma chodzenia za rączkę, wspólnych znajomych, wyjazdów, itp. Ostatnio rozmawiałem na ten temat z kumplem i stwierdził że jak w łóżku nie mamy ustawionych żadnych granic typu brak pocałunków, przytulanie po, to jest nie do końca fair bo kobieta dostaje za dużo i ma nadzieję na przeniesienie tych zachowań do codzienności. Jak to wygląda u was, mechaniczny seks typu:
-cześć, rozbieraj się,
-ja już,
-dzięki fajnie było do następnego,
czy tak jak pisałem normalnie porozmawiacie po, chwile przytulania, leżenia razem? Zdarza wam się nocować u waszej przyjaciółki?
Chyba ze trzy razy byłem w dość długo trwających relacjach typu fwb i powiem Ci tak, według mnie różnica między związkiem jest tylko jedna: brak wyłączności.
Nie miałem żadnego problemu żeby normalnie się z taką dziewczyną zabawić, wyskoczyć na jakieś kręgle, porozmawiać co u niej, czy nawet przenocować. Według mnie to byłoby sztuczne, gdyby relacja miała polegać wyłącznie na mechanicznym seksie. A tak to rzeczywiście byliśmy przyjaciółmi (albo przynajmniej znajomymi), którzy ponadto uprawiają razem seks. Ale oczywiście na początku musisz ustalić pewne granice i jasno zakomunikować "nie jesteśmy razem, możemy się umawiać z kimkolwiek chcemy i jeśli w pewnym momencie któreś z nas zacznie spotykać się z kimś na poważnie, to wówczas kończymy i ewentualnie zostajemy zwykłymi przyjaciółmi". Najważniejsza jest komunikacja i jasne sprecyzowanie własnych potrzeb i oczekiwań. Ty jesteś wtedy czysty i nie będziesz mógł mieć do siebie żadnych pretensji gdyby laska się wkręciła i chciała od Ciebie czegoś więcej.
Seks zawsze zbliża ludzi więc nie spotykałem się nigdy z mechanicznym "ruchaniem i nara", a miałem kilka ff.
Kolega pierdoli głupoty, naprawdę to od was zależy jak to widzicie i ci Wam pasuje. Z resztą seks bez całowania, wtf, chyba tylko z dziwką takie akcje.
Z obecną mam ciekawa sytuacje bo ona się z nikim poza mną nie spotyka, bo nie chce, ale też nigdy nie było z jej strony żadnych sugestii związku czy czegoś więcej.
Po prostu jej pasuje coś takiego, i mi oczywiście też, ale oboje wiemy o wszystkim.
Także nie ma reguł, róbcie tak żebyście oboje byli zadowoleni i nikt nie czuł się pokrzywdzony - to jest podstawa.
~Mówi się że Twoje hobby to kobiety, dziewczyny i panienki.
~I małolaty, nie zapominaj!
"Z resztą seks bez całowania, wtf, chyba tylko z dziwką takie akcje"
Albo mocno psychiczną. Miałem kiedyś taką sytuację i jakbym wiedział, że odwali kilka numerów (m.in. niechęć do całowania się) plus to co potem, a co sprawiło, że chciałem, aby jak najszybciej zniknęła z mieszkania, to żadnego spotkania i seksu by nie było. Nerwy są jednak najcenniejsze.
Nie bać się, tylko działać.
Ja się nie całuję z moim fwb staż 2+ lata. Ale nie widzę, w czym problem? W takich relacjach to może być wskazane.
Myślę, że gość wiedział co robi - wszelkie rzeczy, które mogłbyby za bardzo nas do siebie emocjonalnie zbliżyć odpychał, jakieś okazywanie wdzięczności, symboliczne gesty, osobiste historie były "głupie" itd. Więc jak na początku miałam chęć realizowania z nim potrzeb związanych z bliskością emocjonalną, rozkminiałam, że "a może jak zrobię to, to on zacznie robić dla mnie tamto?" - tak wszystkie były systematycznie frustrowane, że w końcu przestałam oczekiwać, że można tam cokolwiek ugrać i skupiłam się na dawaniu energii komuś innemu.
Efekt jest taki, że się nie potrzebujemy, jest duży dystans, można w każdej chwili taką relację porzucić i nikt na tym nie ucierpii. A im dłuższy staż tym łatwiej idzie!
Odnośnie jak to wygląda, czy tylko seks - nie. Od grubych paru miesięcy (a spotykamy się średnio raz na miesiąc) robimy wszamę i oglądamy nago Netflixa bez seksu, bo mamy niskie libido i wyjebane xD
"There is no glory in being well-adjusted in a maladjusted society" — RSD Tyler