Witam, mam problem z excusami. Akcja z dzisiaj:
Jestem w supermarkiecie, patrze dziewczyna, na początku wyglądała trochę plastikowo, ale jak się podeszło bliżej to od razu lepiej. Szatynka, długie włosy, koszulka na ramiączka, piersi ładnie wyeksponowane, była w leginsach (dziękuje Ci Boże za leginsy), tyłek ładny, po prostu piękna. Pierwsza myśl podejdę powiem że mi się podoba, pogadam chwile, zgarnę numer. I nagle excus. Liczenie do trzech nie pomaga, stoję i myślę sobie "stary masz tylko jedną szanse, więcej jej raczej nie spotkasz" " jesteś cipą, wiesz jak i co robić, ale nie podejdziesz", też nie pomaga. Co jeszcze mogę zrobić, żeby mi pomogło. Podpowiedzcie, proszę.
Po prostu musisz nauczyć się podchodzić bez zastanowienia, wręcz z miejsca.
Widzisz jej ciało i myślisz, że to niezła laska?
życie masz tylko jedno
Jeżeli tak to uświadom sobie, że możesz przeżyć z nią piękne chwile. Wystarczy podejść i powiedzieć cokolwiek. Przecież to co powiesz jest praktycznie bez znaczenia. I tak będzie mile zaskoczona. Przecież to będzie przyjemne dla was obojga, a chyba o to w życiu chodzi.
Jeżeli dostaniesz od niej spierdalaj widać, że kobieta nie warta uwagi, więc podejdź i zagadaj
Nie ma takiej rury na świecie, której nie można odetkać
by Jerzy Stuhr
jak wyższe rady Cię nie motywują, to jak bedziesz z jakims kumplem/bratem/ siostrą czy kim tam chcesz, to np daj mu/ jej swój telefon/ inny przedmiot czy jakąś kase i powiedz że jak nie podejdziesz do tej laski, to może sobie to zatrzymać.. ;]
** PAMIĘTAJ!: Jutra może nie być...
Lepiej żałować tego co zrobiłeś, niż tego czego bałeś się zrobić..
**
Przypomnij sobie, że w grudniu będzie koniec świata... Masz niewiele czasu, żeby zakutasić w końcu.
jeżeli myślisz sobie "stary masz tylko jedną szanse, więcej jej raczej nie spotkasz" to niech to będzie dla Ciebie motywator, przecież w razie zlewki i tak jej nigdy już nie spotkasz.
Zdecydowanie zgadzam się z
Pancerstonką. Miałem ten sam problem, ale gdy zacząłem bezmyślnie podchodzić do dziewcząt, które mi się podobały, szło mi dużo lepiej. Nawet łatwiej było mi utrzymywać konwersacje na wysokim poziomie, ponieważ mój świadomy umysł nie miał czasu, by wymyślać excuse'y, nie miał się więc czego bać. Jest to chyba najlepsza metoda.
Jay też ma rację, dobrze jest zrobić coś takiego, jeśli zawalisz i pojawią Ci się w głowie negatywne myśli.
Pomogło?
Powiedz: "dziękuję!"
Kolego, te całe excusy to jest takie destrukcyjne i sabotujące Cię działanie Twojego własnego mózgu. Mechanizm obronny przed opuszczeniem strefy komfortu, bo to działa na takiej zasadzie, że "nie podejmę żadnego działania, to nie grozi mi odrzucenie/ośmieszenie się/otrzymanie negatywnej reakcji". Tyle tylko, że wtedy nie masz też szansy na poprawę jakości swojego życia i ogólnie trzymanie jego sterów, robienia tego, na co masz ochotę, bycia panem swego losu i czuciem się dobrze z własną osobą i we własnej skórze, bo będziesz miał świadomość, że nic Cię nie ogranicza i robisz to, czego pragniesz.
Zwykłem przekonywanie się w myślach, że jak nie podejdziesz, to będziesz ciotą etc. nic Ci za bardzo nie da. Generalnie polecałbym właśnie tego wszystkiego nie analizować, nie nakręcać się i nie mieć wewnętrznych rozkmin, tylko lecieć "na wariata", robić podejścia z marszu, z miejsca i bez zbędnego pieprzenia. Czysty instynkt, krótka piłka, nie zasada 3 sekund, tylko zasada 0,1 sekundy, bez dopuszczania do siebie tych głupich, sabotujących Cię myśli.
"Don't trust the smile, trust the actions"