Cześć,
napiszę kilka słów o sobie, dopiero co założyłem konto, mimo że przeglądam forum z uwagą od pewnego czasu.
Kiedyś nie myślałem że dam radę dojść w takie miejsce w jakim jestem dzisiaj, mówię o kontaktach z ludźmi.
Pochodzę z biednej rodziny, świadomy tego że wiele osób wkładało nas w szufladkę "patologia". Sporo się wydarzyło, oszczędzając szczegóły, dzisiaj mieszkam sam, w rodzinnym mieszkaniu w bloku, na jednym z gorszych osiedli które jednocześnie uwielbiam i nie cierpię, przestaję pasować tam, puzzle przestają się łączyć. Parę lat temu pewne sytuację źle na mnie wpłynęły i zacząłem szukać informacji jak rozmawiać z ludźmi, byłem bardzo nieśmiały, dla wielu introwertykiem. Wszędzie czytałem że tego nie da się zmienić, byłem wkurwiony. Całe życie w cieniu, w blasku innych osób, dość bolesne. Trafiłem na materiały w internecie, wydawały mi się głupie i takie były z perspektywy czasu, potem trafiłem na książkę Volanta która dała mi pewnego powera. Zacząłem czytać wiele książek z tej tematyki, starałem sie rozwijać mentalnie, ciało i życie prywatne było w stagnacji. Z czasem udawany tryb życia przeszedł w coś czego do tej pory nie potrafię zrozumieć, zaczęło wszystko się zmieniać, dziś jestem otoczony osobami, ludzie sami do mnie dzwonią, odmiana po czasach gdy byłem tylko ogonem w jakimś towarzystwie które przypominało sobie o mnie wtedy gdy czegoś potrzebowali.
Robiłem rzeczy dzięki którym moja pewność siebie jest prawie niezachwiana, prawie bo ostatnio mam pewne wątpliwości co do drogi którą obrałem.
Nie podchodziłem do setek kobiet z zamiarem zdobycia numeru, nie wiem czy to kwestia nieśmiałości której przecież nie da się zmienić, czy innego czynnika. Zacząłem poznawać nowych ludzi, zostałem zapraszany na imprezy, nie musiałem się martwić tym że przez kilka tygodni nie zobaczę nowych twarzy. Zmiany były wszędzie, mentalne, wygląd, dosłownie wszystko. Nie potrzebowałem umawiać się z dziewczynami przez internet, mój fb nie był aktualizowany od prawie dwóch lat, dobrze mi z tym, używam go tylko do kontaktu z bliskimi, spojrzeniem kto gdzie jaką domówkę robi (grupy) - nie czuje parcia na bycie gwiazdą w internetowym świecie.
Nie stało się to w jeden dzień, prawie trzy lata zajęła mi zmiana, a to dopiero początek, teraz chce zmienić tylko kierunek, zarzucić nowy azymut żeby być ze sobą szczery. Przestaje samemu sobie ufać.
Skoro wstępną autobiografię napisałem to chciałbym właściwy temat poruszyć, nie będę opowiadał o wszystkich sytuacjach z mojego życia towarzyskiego, tylko ostatnią przez którą się zagubiłem. Mam nadzieję że dobrze ją opiszę, bo straszny burdel w głowie mi zrobiła.
Na studiach mam pewną koleżankę, znamy się prawie 2 lata, nigdy nic o niej nie myślałem, chociaż mi się podobała. Ma chłopaka od 9 lat i jest od 1,5 zaręczona - dlatego zawsze dystans do niej. Zawsze do niej zachowywałem się jakby ją trochę podrywał, ale w granicy przyzwoitości, negi w towarzystwie, delikatny flirt, ale tak, że nawet ona nie zauważyła (podświadomie). Ostatnio mieliśmy dwa wypady z uczelni na tydzień w odstępie miesiąca. Najpierw mieliśmy domki 4 osobowe z samymi chłopami, jednak z ludźmi spotykaliśmy się imprezując w pokojach itp. tak już zaczęło coś iskrzyć. Potem mieliśmy domki 8 osobowe, po 2 pokój, ona powinna mieć z koleżanką go, oficjalnie tak było. Jednak już od pierwszych dni nocowaliśmy w jednym, drugiego dnia już byliśmy w jednym łóżku (pierwszego mocno się hamowałem, drugiego nie dałem rady). Zawsze z nią do rana leżałem, zabawne, tylko w pierwszy dzień przespaliśmy z 3h, potem do samego rana, do pobudki zajmowaliśmy się sobą, rozmawialiśmy bardzo szczerze. Obydwoje wiemy że to co robimy jest złe, jednak nigdy mi tak przy kimś dobrze nie było - tym bardziej jako chłopak który wychowywał się praktycznie sam, bez okazywania uczyć ze strony bliskich dostałem takie apogeum zrozumienia, delikatność, prawdziwej a nie sztucznej jak z innymi. Dodam że nigdy nie bylem w związku, poza jednym w wieku 16 lat kończącym się pocałunkami i trwającym z 5-6 tygodni. Słabo.
Druga jest z mojej ekipy na osiedlu w Olkuszu, ludzie z którymi wychodzę w wolnym czasie na piwo, ogniska, bary itp. Około 40 osób, ale na co dzień wychodzi z 8-12. Byliśmy z częścią z nich na 18stce, miałem się kontrolować... miałem. Wcześniej wiedziałem że zerwała z chłopakiem, ale postanowiłem nic nie robić, mimo że wydawało mi się że dostrzegam pewne znaki od niej jak nagle tak często z nami zaczęła wychodzić, olałem to. Gdy na 18stce zacząłem rozmawiać albo flirtować z innymi dziewczynami to chodziła mega wkurzona, ale myślałem że ma tam swoje problemy, więc olałem. Na imprezie tańczyłem bardzo często z dwiema dziewczynami na raz, mimo że tancerz ze mnie żaden (tyle co z filmików hoon'a, na kurs mnie nie stać/ jestem żydem - nie chce bulić). Podszedłem do niej pogadać jak z każdym, naprawdę fajnie było, potem przez połowie domku w którym byliśmy szła do mnie, przytulić się, alkohol za mocno i tylko delikatnie ją po szyi całowałem, rano myślałem że nie będzie pamiętać... myślałem. Zaczęliśmy pisać... długie nocne rozmowy, kilka dni potem jechałem na pierwszy wyjazd...
Jak to czasowo wygląda? Z drugą zacząłem po drugim wyjeździe, miedzy jednym a drugim. Zdecydowałem wtedy że skoro tamta ma narzeczonego to nie będę jej życia marnował, sporo ją znam, lubię, po co taki bałagan komuś w życie wnosić, jestem debilem.
Z tą drugą się nawet nie całowałem, nie chciałem tak z jedną i drugą jednocześnie, tylko delikatny dotyk. Wiem z wiadomości i rozmów że jej zależy, mi też zależało, ale to przez sytuację z tą pierwszą nie potrafię się skupić. Jak jest obok to nie myślę o tej pierwszej, to jest też chore, przeraża mnie strasznie, dlaczego takie skrajne emocje można przeżywać. Czy może nam zależeć na dwóch osobach jednocześnie tak mocno, mimo braku kontaktu fizycznego?
Jak jestem sam to nie ma tak że myślę tylko o którejś z nich, nie jest to jednostronne, obie będę widywał często i już czasu nie cofnę, pewne rzeczy zostały powiedziane.
Godzina 23 zebrałem się na odwagę, napisałem drugiej że to w sumie koniec (musiałem namieszać, nie miałem odwagi wprost napisać), początek a jednak koniec, jednak furtka ciągle zostaje otwarta z tego co wynika z rozmowy. Zależy mi na nich, nie wiem co zrobić, czy dobrze wybrałem? Jeszcze kilka razy mamy być na uczelni, oczy się nie odlepiają od nas nawzajem.
Mam doświadczenie z szybkimi spotkaniami bez podłoża emocjonalnego, nie wiem czy dobrze robię, ale poczułem że chciałbym zbudować coś więcej. Potrafię dość mocny kontakt emocjonalny budować, dlatego tak dobrze szło mi z kobietami, teraz przekonałem się że jest to obusieczne i nie potrafię sobie z tym poradzić. Czy będę miał wyrzuty niezależnie od tego która wybiorę?
Czy w takiej sytuacji można być z którąkolwiek szczęśliwy?
Do rozwoju trzeba dorosnąć, albo trzymać się własnych zasad, moim błędem było to, że nie przewidziałem czegoś takiego. Chętnie poczytam o waszych podobnych doświadczeniach, 2 dni myślałem nad wrzuceniem tego postu, coś się też powoli zmienia.
Pytanie jak poradzić sobie ze sobą a nie z kobietami w takich sytuacjach. Dam wam radę, możecie posłuchać albo nie, nigdy nie bierzcie się za kobiety z waszego towarzystwa, chyba że wam naprawdę zależy.
Nie wiem nawet gdzie umieścić ten post, czuje się jak laik w tej sytuacji, dlatego umieszczam w dziale dla początkujących.
"nieśmiałości, której przecież nie da się zmienić" a niby czemu się nie da?
Długi wpis, gratulacje za zmianę swojego życia.
)
A teraz do sedna. Z tego tekstu wynika, że pani nr 1 jest dla ciebie idealna lecz zajęta, nr 2 jest ok, lecz moim zdaniem to tą pierwszą jesteś bardziej zainteresowany.
I teraz najważniejsze pytanie. Cenisz bardziej swoje szczęście czy szczęście obcego faceta? Skoro kobieta spędziła z tobą ten czas, oznacza, że czegoś jej brakuje. Może to być też wywołane przez rutynę w ich związku lub coś się poprostu wypaliło.
Wybór należy do ciebie i twojego sumienia
PS ( à propos) myślenie typu nie odbije kobiety, bo i mi odbiją jest czystą głupotą. Jeśli tego nie zrobisz i tak może cię to spotkać.
Pozdrawiam.
Mówi się, że kobiety kochają tych, którzy je kochają. To nieprawda. Ulegają one temu, kto im mówi, że ulegną.
""nieśmiałości, której przecież nie da się zmienić" a niby czemu się nie da?"
Sarkazm, tyle razy to kiedyś przeczytałem i usłyszałem że długo w to wierzyłem, za długo.
Nie jestem pewien czy będzie miała odwagę zakończyć taki związek, wiem czemu u nich jest źle, całe noce rozmawialiśmy, czuła się przy mnie doceniona, zadbana. Tak to jest gdy związki są długie a my, faceci nie dbamy o własne kobiety, do tego była poniżana dość często przez niego. Damy sobie chyba czas, to było kilka dni, nie wiem czy warto przekreślać wszystko, nie wiem czy mogę żyć w sielance że będzie ok, nie zamierzam czekać na nią, już bywałem tym drugim, w tym wypadku nie ma na to szans.
Tę drugą skrzywdziłem dość mocno, ale furtka jest otwarta, nie powiedziałem całej prawdy. Poczekam tydzień, ochłonę, zdecyduję.
Liczę że ktoś napiszę też własne sytuacje, nie wierzę że na forum o takiej tematyce wszyscy są emocjonalnymi skałami