Witam drogich czytelników, szanownych podrywaczy:]
Mój problem polega na tym że nie mogę się zdecydować jak ''uderzyć'' do dziewczyny która mi się spodobała...mam dwie możliwośći:
Przez internet i próbować wydobyć jej numer telefonu(Znam jej profil na jakże popularnym ostatnio Facebooku, przez wyszukiwarkę gg znalazłem też jej numer na popularnym ''gadu gadu''lecz nie pisałem, ponieważ nie wiem czy jest sens zaczynać to przez internet)
Druga możliwość to poczekać na wrzesień i zaatakować w szkolę, ponieważ chodzimy do tego samego LO tyle że ona jest o rok młodsza.Szkoła jednak nie wydaje mi się najlepszym miejscem na tego typu sprawy...wiadomo jej koleżanki, moi kumple itd.
Co mam zrobić w tej sytuacji?
Ja na Twoim miejscu poczekałbym do wrzesnia, bo o niebo lepiej jest zagadac na zywo. A na razie podrywaj inne dziewczyny i z czasem sam zrozumiesz, ze jej kolezanki i Twoi kumple nie są problemem. Poza tym jesli dobrze rozumiem to boisz sie wysmiania przez kolegow lub tego co będą gadac? Po co Ci tacy koledzy? Daj sobie z nimi spokoj i przyczyn sie do tworzenia sobie bardzo ogarniętego otoczenia.
Jednak jesli nosi Cie zeby napisac, to zrob to, bo i tak nie masz nic do stracenia. Ona moze Cie zlac czy to bedzie na zywo czy w internecie.
Powiedz zyciu TAK !!!
Wrzesień... a to dlatego, że masz nie cały miesiąc na zbudowanie własnej osobowości(pewność siebie na pierwszym miejscu u Ciebie do wypracowania!) to wtedy nie będziesz miał takich dylematów
Właśnie poczekaj z tego co pisesz i co już wspomnieli "koledzy" musisz narazie skupić się na sobie na nabraniu pewności siebie bo bez tego i tak trudno będzie ci przełamać się i ją poderwać chyba że już na Ciebie leci
.
Co mnie nie zabije to mnie wzmocni!
jak ją kiedy zauważysz, policz do 3 i uderzaj.
Dobrze by było, żebyście mieli dużo kontaktu wzrokowego, więc zaczekaj do września. Nie podrywaj jej w szkole, bo może nie masz na tyle mocnej psychiki, żeby umówić się z nią wobec swoich kolegów, koleżanek. Jak będziecie wychodzić ze szkoły, albo spotkasz ją gdzieś na mieście to możesz już zacząć eskalacje i samo wszystko wyjdzie, przeczytaj wszystkie podstawy i na pewno Ci się uda. Gwarantuje !
Nie ma sensu teraz pisać.
Proponuje poćwiczyć przez miesiąc podchodzenie do dziewczyn na ulicach, parkach itd. by zdobyć trochę pewności siebie wtedy mam nadzieje, że nie stchórzysz przed podejściem. Jeśli nie chcesz w szkole jej zaczepić to możesz to zrobić po jak wraca do domu lub czeka na autobus.
Tak to ty jesteś zajebisty !
Dzięki wam za odpowiedzi do tej pory, zastosuje się i mam nadzieję że pomoże:)
Proszę o dalsze wypowiadanie się jak ktoś cos wniesie...zdecydowałem już że na pewno nie będe zaczynał tego przez neta, pomogły mi w tym wasze opinie.
Najlepszego wrażenia to Ty na niej nie zrobisz, pisząc do niej na fejsbuku, nie mówiąc już o wyśledzonym numerze gg. Zalatuje to z lekka desperacją i ona też to wszystko dziwnie odbierze. Dodatkowo pokazujesz, że nie jesteś na tyle odważny, żeby podejść i zagadać w realu, więc kombinujesz na boku, bawiąc się w jakieś półśrodki. Nie ma sensu taka zabawa, bo dobrze wiesz, że możesz to rozegrać inaczej, tak jak przystało na konkretnego, zdecydowanego faceta, czyli podchodzisz w realu, nawet czekając już do tego września. Cierpliwość jest cnotą. Co do pracy nad sobą, to nie ma złudzeń- w miesiąc nie zrobisz jakichś spektakularnych postępów, nie od razu Rzym zbudowano. To długi i żmudny proces, ale warto rozpocząć jak najwcześniej.
"Szkoła jednak nie wydaje mi się najlepszym miejscem na tego typu sprawy...wiadomo jej koleżanki, moi kumple itd."- Dlaczego nie? Właśnie szkoła jest jednym z lepszych miejsc do tego typu akcji, szczególnie, jak masz niezłą pozycję, jesteś rozpoznawalny, obracasz się w ciekawym towarzystwie, wtedy możesz jedynie lekko się postarać o to, aby laska to zauważyła i sprawę socjalu masz załatwioną. Co za tym idzie, jesteś już kilka kroków do przodu i masz z górki. Jeżeli potrafisz zadbać o swój wizerunek, to później sztuką jest coś takiego spieprzyć. Podejście do dziewczyny w szkole wcale nie musi, a wręcz nie powinno być traumatycznym przeżyciem. Wszystko oczywiście wiąże się w posiadaniem pewności siebie lub jej brakiem. Nad wszystkim da się popracować. Ważna jest spójność z samym sobą i naturalność. Nawet z gównianej sytuacji da się jakoś wyjść. Kwestia podejścia. Jeżeli jesteś nieśmiały, to postaw na naturalność i przy podejściu możesz nawet jakoś zabawnie zagaić o temat nieśmiałości, że tak się stresujesz etc. Problem koleżanek można rozwiązać różnie, w zależności od stopnia zaawansowania w temacie podejść oraz pewności siebie i tego, na ile swobodnie czujesz się w gronie obcych osób. Jeżeli czujesz się komfortowo, możesz podejść i jakimś indirectem wyizolować koleżankę z tłumu, a później już rozmawiając z nią, directowo, szczerze powiedzieć, że zainteresowała Ciebie i dalej już jedziesz z tematem "po bożemu" i jak należy. Jeśli z odwagą jest gorzej, możesz zawsze poprosić jakiegoś zaufanego, dobrego kumpla, żeby Ci powingował i odciągnął jakoś uwagę reszty koleżanek od targetu. Jedno jest pewne: właściwą akcję podrywu musisz już przeprowadzić Ty sam, nikt za Ciebie nie podejdzie i nie zacznie rozmowy. W każdym razie, jeśli ktoś to zrobi, to najprawdopodobniej sprzątnie Ci pannę sprzed nosa, a tego raczej byśmy nie chcieli. Co do podrywu przez fb, gg, czy inny komunikator- potrzebne Ci to, jak rybie ręcznik.
"Don't trust the smile, trust the actions"
Dziękuje przedmówcy który bardzo rozbudował swoją wypowiedz, zachęcam też do pisania w tym stylu, bez ''lania wody'' konkretnie na temat, LeTombeur dziękuje szczególnie ale też wszystkim poprzednim...każdy pomógł mi na swój sposób, z wszystkich postów postaram się wyciągnąć wnioski.
Jeśli ktoś ma jednak jeszcze jakieś złote myśli czy porady to zapraszam do podzielenia sie:)
DrWATSON pozwolisz ze podepnę się pod twój temat ? < tak >
Ale wiesz mam taki "problem" jak Ty .
> , widzę te jej zalotne uśmieszki jak siada obok mnie , lub naprzeciw . Oczy się jej cieszą 
Lecz ... chodzi do tej samej szkoły co ja .
Widzę ja teraz w wakacje co dzień < praktyki
No ale ... krótko mówiąc mam trochę pietra żeby zagadac tak sam na sam :/
Gdy np. chodziliśmy z kumplami na podryw to nie czułem tego walenia a nie bicia serca , normalnie jak bym zawału miał dostac
No krótko mowiąc mam pietra sam na sam . Co poradzicie ? Walnąc cwiartke
na odwagę.
Czy tak jak radziliście DrWATSON`owi żeby poczekac do września wziąśc któregoś lovelasa i podejśc do niej i koleżanek .
Lecz to trochę inna sytuacja , bo jednak jeszcze do końca miesiąca będe ja widywał w autobusie i siedział jak kołej :> O NIE !
A sam nie wiem