Hej. Ostatnio na jednej imprezie spodobała mi się dziewczyna z klasy. Wcześniej praktycznie z nią nie rozmawiałem, nie zauważałem jej nawet, bo obracałem się wśród innych dziewczyn. Teraz już z nią zacząłem rozmawiać od czasu tamtej imprezy. Lekki push/pull, cocky&funny, ale z dystansem, bo to dziewczyna z klasy i jeśli się nie uda to byśmy się widzieli codziennie itd. W sumie nigdy nie byłem w takiej sytuacji, bo dziewczyny z klasy uważałem z takie, których się nie podrywa. Muszę ją tak jakby poznać od zera. Staram się z nią rozmawiać przez jedną dłuższą przerwę na dzień. Uważacie to za dobre rozwiązanie czy niezbyt? Kiedy byście w tej sytuacji zapraszali dziewczynę gdzieś poza szkołę? I czy na randkę czy tak po prostu się spotkać? Eskalować Kino w normalnym tempie nawet w szkole? Wszystkie inne rady się przydadzą. Wyczyuwam falę hejtu, że to indywidualna sprawa, ale naprawdę nie byłem nigdy w takiej sytuacji i potrzebuje jakichś wskazówek, bo czasem łatwo przesadzić, a z dziewczyną z klasy wolałbym być ostrożny. Dzięki 
Będąc w liceum, >5 lat temu, wiele razy uderzały we mnie strzały amora pod kątem koleżanek z klasy. I radzę Ci, dla Twojego własnego, wewnętrznego spokoju - daj sobie spokój.
W jednej niby zabujałem się na kilka kolejnych lat, nawet na początku studiów jeszcze mnie trzymało (bez wzajemności), ale kiedy zacząłem już na poważnie brać porady z forum i sukcesywnie rozwijać się w relacjach z innymi kobietami, to uświadomiłem sobie, jakim ja byłem dzieciakiem w tej tematyce. Nie powtórzyłbym tego.
Choć kilka innych koleżanek z klasy wycałowałem i w sumie wyszłoby coś z tego, gdyby mi się to nie "odwidziało". Więc jeśli widziałbyś naprawdę duże zainteresowanie z jej strony, to spoko. Ale jeśli nie ma wyraźnych oznak, to próba podrywu może potem zepsuć relację - między wami, jak również między Tobą i jej najbliższymi koleżankami, bo one na pewno się dowiedzą o Twoim zalotach (opisuję na moim przykładzie z życia).
Przede wszystkim odróżniaj zakochanie od "zakochania z nudów/braku materiału"
Na etapie gimnazjum często "podobały" mi się inne dziewczyny, ale było to podyktowane właśnie tym, że bardzo chciałem kogoś mieć, albo po prostu gonić króliczka. Myślę że każdy z nas w większym lub mniejszym stopniu coś podobnego przerabiał.
Co do tematu: ciężki i jest wiele do stracenia. Jeśli nie wyjdzie- stracisz znajomą, atmosfera stanie się niezręczna, a i bądź przygotowany że dowiedzą się o tym wszystkie inne dziewczyny. Czy da się zatem ją zdobyć? Owszem, da się, ale to jest stąpanie po cienkim lodzie. Sposobów na podrywanie koleżanek ze szkoły jest tu tysiąc milionów, poczytaj
Z tym że na pytanie "a który będzie najwłaściwszy?" odpowiedzieć musisz sobie sam, bo Ty ją znasz, nie my.
Gdyby to mi zależało na lasce z klasy to szukałbym kontaktu, w ramach możliwości usiadłbym w ławce, pogadał na przerwie, ale też bez przesady, żeby się nie okazało, że laska nie może oddechu złapać bo nie ma na to miejsca. Raz byłbym miły, raz dokuczał (w granicach żartu!), czasem rzucił coś sprośnego (mniej lub bardziej, musisz widzieć jak na to reaguje). Pamiętaj też o tym, żeby to nie była jedyna dziewczyna, z jaką rozmawiasz, bo szybko wyczuje Twoje intencje. No i złota rada na koniec: Żyj swoim życiem, a przy okazji rozwijaj z nią kontakt- nigdy odwrotnie.
Ja nie jestem typem człowieka, który się od razu zakochuje. Spokojnie. A co do tego, że dziewczyna z klasy, to właśnie obecnie mi to już obojętne, bo kończę szkołę.
"Nie rwij dupy ze swej grupy" dojdzie do związku, potem się spierdoli i masz przejebane w klasie, plotki na Twój temat itp, przerabiałem to i przerabiam teraz, co najlepsze laska szuka kontaktu a ja jestem innym człowiekiem
Albo inna, nieco dłuższa forma tego trafnego powiedzonka: "Gdzie się uczy lub pracuje, tam się ch**em nie wojuje"