Witam!
To mój pierwszy wpis na forum i będzie długi, ale wydaje mi się że warto przeczytać (szczególnie gdy jest się w podobnej sytuacji). Przejdę do meritum.
Na początku listopada poznałem piękną dziewczynę. Miało to miejsce na imprezie, na której (de facto) rozmawialiśmy raz. Tak się złożyło, że nie chciałem wracać do domu komunikacją a samochód nie wchodził w grę. Położyliśmy się razem, w nocy całowaliśmy się (nic więcej)...
I od tego momentu zaczyna się cała historia. Nie będę wchodził w szczegóły, chcę jednak opowiedzieć jak staram się o kobietę która w sierpniu skończyła letni związek, i co robię żeby ją zdobyć (sam jestem po roku 'wolności' i szukam kobiety na poważnie).
Tak więc C.D. Rano, od razu przeszedłem do działania - pół żartem pół serio rzuciłem pytanie kiedy idziemy na randkę i zaproponowałem dzień następny. Gdy się spotkaliśmy nie zwolniłem tempa, od razu pocałowałem ją w usta, na spotkaniu dotykałem po nogach, patrzyłem prosto w oczy.
Wtedy też dowiedziałem się o jej poprzednim związku - nie broniłem się od tej rozmowy, musiałem wiedzieć 'na czym stoję'. Być może popełniłem błąd, tego jeszcze nie wiem, ale od razu powiedziałem jej ŻE ZALEŻY MI NA NIEJ, CHCE JĄ LEPIEJ POZNAĆ I CHCE BYĆ DLA NIEJ WSPARCIEM - ALE NIE JAKO PRZYJACIEL - CHCE POKAZAĆ JEJ ŻE MOŻE BYĆ LEPIEJ, ŻE JETEM SILNY I CHCE SIĘ Z NIĄ SPOTYKAĆ. Uważam że dobrze postąpiłem, bo mówiła że nie chce być 'koleżanką na imprezy' czy też 'znowu się oparzyć' (mówiąc co myślę zaszczepiłem w niej trochę nadziei i przełamała się, bo spotykamy się do dziś).
Wiedząc o tym, że przez 5 lat była w związku z frajerem (sorry koleś, zje****ś), wciąż gdzieś tam przeżywa ten czas, jest wrażliwa, ale nie jest typem dziewczyny-księżniczki (ma poczucie humoru) musiałem obrać jakąś taktykę. Tak aby mieć ją blisko, myślała o mnie, również wykazywała zaangażowanie ale też trzymać dystans, dać jej przestrzeń i przyzwyczaić ją do mnie - jako swojego mężczyzny. A o tamtym powoli zapominała.
Tak w skrócie (wiem że wygląda to mechanicznie, jak recepta, ale chyba o to chodzi w tym forum
):
1. spotykamy się w kawiarniach, kinie, maks 2 razy w tygodniu - pracuje cały tydzień, mieszka 40 km ode mnie. Parę razy odwiozłem ją do domu, ale ją też ostatnio o to poprosiłem po imprezie - musi być równowaga zachowana.
2. na początku, pierwszy tydzień, pisaliśmy sporo... naprawdę dużo. Ale już z tym delikatnie skończyłem, ograniczając do 'dzień dobry' 'miłego dnia' od czasu do czasu. No i oczywiście telefon - codziennie! TO WAŻNE! Dziewczyna nie jest przeze mnie oblegana, a telefon wieczorem ode mnie pozwala utrzymanie zdrowego kontaktu. Ona też czasem zadzwoni - znów równowaga.
3. nie naciskam w przypadku imprez itd. Nie chce - nie na mawiam żeby ze mną szła. Musi mieć przestrzeń po związku. Ale gdy idę sam - napiszę, zadzwonię - niech wie że o niej myślę.
Teraz kwestia przebywania razem. Jeszcze się przed nią totalnie nie otworzyłem, ale już powoli zaczynam traktować ją coraz bardziej poważnie, jeżeli chodzi o moje wymagania co do niej, o moje zachowania. To że trzymamy się za rękę, całujemy - zaczęliśmy tak naszą znajomość i tak musi zostać. Nie będę w tym temacie robił kroku wstecz. To też od samego początku pozwoliło nam wejść na etap jakiegoś przywiązania - w sytuacji, kiedy jest po związku muszę być bardzo blisko niej, kiedy się spotykamy. W rozmowie czasem jej dogryzę, nie prawię komplementów gdy nie mam na to ochoty - musi być naprawdę błyszczeć. A o tym że mi się podoba wie - inaczej... wiadomo
. Jeszcze nie zapraszałem jej do siebie - za wcześnie. ale zrobię to w Święta - muszę już kreować więzi między nami.
Powiedziałem jej że jestem silny - trochę skłamałem. Cierpiałbym, gdyby się wycofała. I mówiła na samym początku ''boję się, że się wycofam. że będę bała się zrobić kolejny krok''. W takiej sytuacji muszę być TOTALNYM optymistą. Ma się czuć przy mnie dobrze, ma być uśmiechnięta, radosna. Ma myśleć o mnie - o nas.
Jak widzicie mam dużo pracy przy niej - ale powoli zaczynam się przekonywać że jest tego warta. Parę miesięcy po związku, dużo wątpliwości i tyle samo wspomnień po byłym. Z jednej strony - muszę traktować ją jak każdą dziewczynę którą bym poznał i chciałbym coś zbudować. Ale z drugiej - muszę być ostrożny i zachować równowagę we wszystkim. Nie mogę jej wystraszyć a zarazem muszę sprawić by coraz bardziej się do mnie zbliżała.
Ja też mam sporo wątpliwości. Ale jestem optymistą. Jeżeli ona, dziewczyna po przejściach, nie będzie tego czuła - game over.
Z jednej strony ktoś pomyśli - nie ma szans, jest po związku (świeżo) i nie wyrzuci myśli o byłym, nie poukłada sobie w głowie. OCZYWIŚCIE że od razu tego nie zrobi. Ale czy będąc przy niej, dając jej przestrzeń i nie wymagając żadnych decyzji NA TERAZ nie zdziałam więcej niż odpuszczając i dając jej czas? Najważniejsza jest równowaga - moje emocje, starania a czas dla niej i poczucie bliskości.
I tak na koniec - nigdy nie można być pewnym tego, co się ma - ludzie rozwodzą się po 20 latach
. A o kobietę powinniśmy starać się cały czas - zasługuje na to. Niezależnie od jej przeszłości.
Pozdrawiam i proszę o przemyślenia, opinie - wszystko co przyjdzie wam do głowy. 
"Powiedziałem jej że jestem silny - trochę skłamałem". Takie rzeczy trzeba pokazywać czynami a nie o tym gadać bo wyjdzie szydło z worka. według mnie za bardzo się jej boisz. Małe kroczki nie zawsze są dobrym rozwiązaniem. Jak to ktoś napisał "Żeby mieć kobietę musisz być gotowy ją stracić", a ty niestety nie jesteś na to gotowy. Więcej odwagi! Powodzenia
w jakim wieku jesteście?
ja 25 ona 2 lata mlodsza
@Mugen. Właśnie w tym rzecz że okazuję czynami. A skłamałem bo nie mogłem powiedzieć - słuchaj, bede umierał jeśli nic z tego nie wyjdzie po 2 miesiacach spotykania. Nie jestem typem goscia, ktory mysli ''uda sie, nie uda - znajde sobie nowa''.
Prawdę powiedziawszy mam trochę podobną sytuację. Nie będę jej opisywał bo wyjdzie z tego niezły elaborat. Nie mniej jednak też cały czas siedziała mi w głowie i dążyłem do związku, ale prawda jest taka, że niestety czy dziewczyna wydaje Ci się tą złotą to nią niestety nie jest (choćby nie wiem co - wiem bolesne), a gdy Ty okazujesz słabe cechy to podświadomość nakazuje jej to wykorzystywać. Naucz się jej nie potrzebować bo raz będzie Ci łatwiej, a dwa ona zacznie potrzebować Ciebie (a na tym Ci zależy). Poza tym uśmiech na ustach, pozytywna energia i dużo emocji...
Powodzenia:D
Ja powiem tak. Jako mężczyzna masz nadawać tępa rozwoju relacji. Metoda małych kroczków z pewnością działa, ale są szybsze metody. Trzeba dawać kobiecie emocji, zaskakiwać ją. Czym dłużej będziesz bawił się w podchody tym bardziej stanie się Tobą znużona.
Ale ja się nie bawię w podchody. Ja muszę dać jej czas do zastanowienia się i sprawdzenia czy może być ze mną. To może nawet 2-3 miesiące trwać, zanim podejmie decyzję że jest gotowa. Nie mogę niczego na niej wymusić zbyt wcześnie - żadnej deklaracji co do naszych relacji. Ja też jeszcze nie wiem, czy się zakocham - a to dla mnie jest najważniejsza kwestia przy tworzeniu związku.
Tak jak napisałem - cały czas 'wracam do niej' a dokładnie dzwonię, czasem napiszę. Jeżeli nie poczuje tego co ja, nie będzie na początek 50/50 przynajmniej, to nic z tego nie będzie. A co do zaskakiwania - nie możemy się codziennie widzieć, to też nie jest etap żebym wsiadł w samochód i przyjechał do niej do mieszkania z żarciem. I żebyśmy obejrzeli film. To wszystko jest bardziej skomplikowane niż może się wydawać.
Dodatkowo mamy ZIMĘ i warunki nie sprzyjają spontanicznemu wyjazdowi nad jezioro
A tak z drugiej strony jestem ciekaw - co rozumiesz przez - ZASKOCZYĆ DZIEWCZYNĘ, DAĆ EMOCJE?
Odpisz jak możesz na pw
Co masz na myśli mówiąc, że była w toksycznym związku i dlaczego się rozstali? Wiesz, jeżeli jest atrakcyjna i wytrzymała w takim układzie 5!!! lat, to coś może być z nią nie teges. Może z Twojego punktu widzenia to było toksyczne, a ją właśnie taka chora relacja nakręcała. Są laski, które nie potrafią być szczęśliwe w normalnym, partnerskim związku z prawdziwym facetem. Ty sprawiasz wrażenie takiego gościa z w miarę zdrowym podejściem do życia, więc żebyś nie miał za jakiś czas lipy, kiedy się w niej jeszcze bardziej zauroczysz..
Wiem o czym mówisz major_b. Teraz ją sprawdzam, czego potrzebuje, jaka jest. Może być taka jak mówisz, ale i tak nie wyjdzie to od razu. A może jednak potrzebuje zmiany i czegoś dojrzałego a nie ciągłych kłótni o byle gówno? Toksyczny związek = kobieta robi to czego chce facet i jest w niego zapatrzona jak w obrazek. On ją szantażuje, gdy tylko dochodzi do konfrontacji.
Co więcej, jeżeli jest taką dziewczyną - szybko wyjdzie na jaw. Jeżeli przestanie jej odpowiadać to, jak ją traktuję - zacznę traktować ją tak, jak tego 'oczekuje'. Push & Pull. Wystarczy że przestanę się odzywać, zacznę odwoływać niektóre spotkania i chwalić się że chodzę na imprezy tu i tam, WEJŚĆ na nią. Dziewczyna wtedy, tak jak mówiłeś, zacznie się nakręcać i szybko się nawróci. To nie jest trudne - być dla kogoś złym. Trudno być tym dobrym.
A może uda się znaleźć kompromis? Może wystarczy żeby ją poolewać, dać zatęsknić, ale bez głupich akcji, manipulacji etc? Mam nadzieję jednak, że doceni to co chcę jej dać, ale też nie za darmo - też mam swoje wymagania.
Równowaga pomiędzy jej potrzebami a moimi to podstawa. Musi postarać się CHCIEĆ coś zmienić.