Witam,
Piszę z prośbą o rozjaśnienie sytuacji, niby coś tam rozkminiłem, ale chcę wiedzieć, czy myślę w dobrym kierunku.
Poznałem dziewczynę przez moją koleżankę z pracy. Owa koleżanka rozmawiała z tą dziewczyną i wiedziała, że jej się podobam. Któregoś razu nadarzyła się sytuacja, że nas poznała. Ja sam jakoś bardzo nie zwracałem na nią uwagi (chociaż dziewczyna co najmniej HB9). No i się zaczęło, uśmiechy itp., więc zainteresowanie moją osobą było. Jakoś tak to nabrało pędu, że "przypadkiem" spotykaliśmy się na przerwach (pracujemy razem, tylko nie piszcie, że nie podrywa się kobiet ze swojej pracy, bo ja to mam daleko w tyle, skąd jest dziewczyna, moim kierownikiem nie jest). Sama coś tam zagadywała, no to poprowadziłem to po swojemu. Cały czas zainteresowanie było na wysokim poziomie, była taka sytuacja, że miałem bilety do kina, ona o tym wiedziała i jak odchodziła ode mnie na przerwie to rzuciła "musisz mnie zabrać do tego kina", na co ja jej odpowiadam z wielkim uśmiechem "chyba sobie żartujesz". Dalej rozwija się to idealnie, siada obok mnie pod pretekstem zepsutego komputera, no to dwa razy mi nie trzeba było powtarzać, biorę ster w swoje ręce. Rozmowy z podtekstami, ona cały czas interesuje się skąd jestem, dlaczego i po co. Wszystko wiadome, dlaczego się wypytuje. Trochę testów z jej strony, typu sytuacja, gdzie ona się niby obraża, bo wyszliśmy razem na przerwę, a ja gadam z inną koleżanką z pracy. Foch z jej strony, co skwitowałem, że nie obchodzi mnie co ona sobie myśli i powiedziałem jej, że ma zachowywać się jak kobieta, a nie rozwydrzona dziewczynka. I na zakończenie wyszedłem wcześniej z pracy, rzucając jej tylko, że musi przeczytać jeszcze dużo książek. Oczywiście na następny dzień już mówiła, że ona się nie będzie "fochować". Mniejsza o większość. Idąc dalej, zaprasza mnie na imprezę, biorę od niej numer, przy jakimś chłopaku, który chyba do niej podbijał, to go spłoszyłem. Oczywiście decyzja: idę. Mówi, że będzie szła z jedną koleżanką, dla mnie lepiej. Umawiamy się na wódkę u niej w domu, potem mówię, że musi mnie przenocować, na wszystko się zgadza. Idziemy na imprezę, one piją sporo, ja niestety też (mój błąd, nigdy więcej już tak nie będzie, nawet jak kobieta pije). Obracam na parkiecie dwie HB9 i to co najmniej, obok mnie w chuj facetów chyba zazdrosnych. Robię to na co mam ochotę. Potem już mój target sam na sam ze mną zostaje. Taniec, pozwala mi na wszystko, całuje, trzyma mnie za rękę. Chodzę z nią po klubie jak para. Zajebiście jest, prosta droga, wystarczy przejść po drodze, która ma szerokości 100 km. Nie idzie się wyjebać. Wychodzimy z klubu, ja pijany (wiem, błąd), ona czeka przy szatni, chciałem do niej zejść, a tłok straszny. Jakiś typ stoi za nią, coś tam do mnie sapie, że tu nie ma miejsca. Ja mu tłumaczę spokojnie, tam stoi moja koleżanka, ona jeszcze trzyma mnie za rękę w tamtej chwili. I zaczyna się jazda. Szarpie się z tamtym gościem, chociaż tego nie chciałem. I wyprowadzają mnie ochroniarze, bo po prostu byłem bliżej, akurat pod ręką. Jeszcze mnie lekko przy niej nadruszył, bo byłem wstawiony trochę bardziej niż zwykle. Wracamy razem, jedziemy do niej, wiadomo, jak było ustalone. Tylko, że ja będąc pod wpływem, gdzieś znikam, zajeżdżam dopiero do miejsca, w którym już powinienem spać z samego rana. Niby wszystko okej, gadam z jej koleżanką, target leży, słucha co tam mówię, ale jakaś jest wkurwiona. Pierwsza moja myśl - aha jesteś zła i wszystko to co budowałem, swoje ja dla ciebie prysło, bo dostałem przy tobie w ryj od jakiegoś chłopaka. Potem pomyślałem, że no tak chciałaś wrócić ze mną i żebym Cię zerżnął, a ja gdzieś sobie poszedłem, bo kogoś spotkałem. Nie wiedziałem o czym myśleć, choć byłem przekonany, że pierwsza myśl jest poprawna. Jadę do domu, nie odzywam się do niej, w niedzielę dzwonię, bo coś tam chciałem, byłem przekonany, że nie odbierze, a tu bach od razu odebrała, no to coś tam jej mówię i powiedziałem "pogadamy w pracy". Myślę sobie jest wszystko w porządku. Przychodzę do pracy, a ona mnie traktuje jak powietrze. Był chłopak, i go nie ma. Myślę sobie, no ładnie przez głupią sytuację z jakimś gościem, to co zbudowałem się spierdoliło. Poszedłem z nią pogadać, powiedziałem jej wszystko wprost, ona mówi, że jest zaskoczona moim zachowaniem i że inaczej sobie to wyobrażała (ma trochę racji). Inaczej zaczęła się zachowywać, myślę, że w tamten dzień użyła swojej ulubionej broni (teraz to się zaczęły testy) "push and pull" - bo w poniedziałek zero, traktuje jak obcego, a we wtorek już uśmiechy, zagadywania. To sobie myślę, mam to w dupie, zachowuję się tak samo jak ona. Coś do mnie mówi, ja udaje, że nie słyszę, ignoruje ją w towarzystwie, chociaż widzę, że domaga się zainteresowania. Powoli zaczyna być jak było wcześniej. Ale przesiadła się w inne miejsce (mały szczegół, ale kontakty ograniczyliśmy do minimum). Potem impreza firmowa, dopiero zacząłem się normalnie do niej zachowywać, bo zauważyłem, że ona już nie pogrywa sobie i nie stosuje swoich aktorskich zdolności. No to prawi mi tam komplementy, spogląda w moją stronę, patrzy mi w oczy, uśmiecha się. Wychodzi wcześniej, ja zostaje. Wracam do domu i myślę sobie, pogadam z nią chwilę na facebooku, choć wcześniej tego nie robiłem. Gadamy dosyć długo, ona mi pisze, że mi to się podobają blondynki, że ona nie ma szans, iż po co ma się starać, jak i tak nie będzie miała szans, ale ona pisze całkowicie poważnie, bo trzeba oddać klimat rozmowy. Pisze jeszcze, że chyba sobie da spokój, bo ona mnie nie potrafi zrozumieć, co wynika z tego, że tak jakby zapomniała o tej klubowej farsie i jest dobrze. W pracy wiem od koleżanki, że chciała się ze mną pożegnać i mnie pocałować (w końcu święta), bo się już nachylała, ale ja jej nie widziałem i dopiero później się zorientowałem, że podeszła. To taka tam luźna gadka, kiedy, co i jak. Po kilku godzinach piszę jej smsa "nawet nie dostałem buziaka na pożegnanie...", odpisuje mi po 40 minutach, że "najwyraźniej nie zasłużyłeś, będzie jeszcze czas żeby przez ten okres pogadać, spokojnie" (okres świąt), no to jej odpisuje po 3 godzinach "zasłużyłem, wiem, że chciałaś się pożegnać, ale cię nie widziałem, miłego wieczoru".
Co myślicie o tej całej sytuacji? Jeśli potrzeba szczegółów więcej chętnie napiszę.
szło ci super a potem ech szkoda gadać, akcja w klubie jak akcja, nic wielkiego. Nie potrzebnie się jej tłumaczyłeś. Ignorowanie, udawanie że się nie słyszy że coś do ciebie mówi, dziecinne zachowanie. Chciałeś ochłodzić reakcje, dobrze, nie zapominaj jednak o kulturze osobistej, szczególnie że w pracy jesteś.
Facebook, daj se spokój, a te jej gadki na fb, to już się zaczyna takie pierdolenie. Laska przejmuję wyraźnie stery i zaczyna pogrywać, a w pracy, jak jej na to pozwolisz pokaże swój kunszt kobiety
Jeden z powodów dlaczego nie spotykać się z dziewczyną z pracy, ma większe pole manewru aby pogrywać
Kobiety dojrzewają do 10 roku życia, potem rosną już im tylko cycki
Stary, zabierasz sie do panny jak pies do jeza! Troche wiecej zdecydowania i ..trzezwego myslenia (swoja droga, maksymalnie zjebales akcje po imprezie, bo pewnie moglbys wtedy zamoczyc ogorasa, jesli nie bylbys zbyt najebany, a tak teraz mozesz miec pretensje tylko do siebie)
Masz rację. Już napisałem poniżej, po nowym roku jak wrócimy 2 stycznia do pracy, to wtedy (nie, nie w pracy!), będę ją ogarniał konkretnie. Będzie nowe rozdanie
Dobrze, że kilka razy przeczytałem Twojego posta, bo już chciałem głupoty wklepywać do komputera
Myślisz (myślicie), że jej zachowanie w poniedziałek było czym podyktowane? Tym, że się szarpałem z tamtym gościem i lekko mnie trafił, a wtedy mój wizerunek u niej został zepsuty? Bo ja to zawsze uważałem, że to zbrodnia dać się przy dziewczynie pobić. Jeszcze jak to ja bym mu coś zrobił i robiłbym to w swojej obronie, to okej, ale patrząc na tę sytuację tak nie było.
Czy jej zachowanie, wracając do meritum, było z tym związane, co stało się w klubie (ja to tak odbierałem), czy że nie pojechałem z nimi. Trudno to rozkminić
Co do tłumaczenia, to zgadzam się, nie pomyślałem. Mogłem olać sytuację i robić swoje. Miałem nawet mały plan, żeby zagadać do innej dziewczyny i chciałem sprawdzić jej reakcję, ale jakoś nie wyszło. Chciałem, żeby to widziała. Choć pewnie, nie zrobiłoby to na niej żadnego wrażenia
Chciałem ochłodzić relacje i tak rzeczywiście się stało, tu akurat według mnie dobrze zrobiłem. A z tym, że jej nie słyszałem, to była jedna taka sytuacja (muszę doprecyzować), że ona coś tam powiedziała, czy ja gdzieś nie idę i nic nie odpowiedziałem, to wszystko. It's all. Potem było tylko tak, że ją ignorowałem w towarzystwie (chodzi o to, że mnie dużo ludzi słucha jak coś opowiadam, to gdzieś ją tam odsuwałem na boczny tor), jak ona to zrobiła w poniedziałek. Niby się uśmiechnąłem czasem, coś odpowiedziałem, ale jak na początku napisałem, chciałem stonować wszystko do minimum.
Co do jej prowadzenia, wiadomo, że muszę to jakoś odwrócić. I teraz co polecasz (polecacie)? Jak to z nią rozegrać? Na facebooku już z nią pisać nie będę. Co dalej? Jakiś sms na święta wskazany, potem rozkminiłem to tak, że umawiam się z nią w jakimś miejscu na spokojnie, na piwo (mam takie ulubione, gdzie zapraszam wszystkie kobiety, dobrze, że się nie znają, ale fajnie na mnie się patrzą chociaż kelnerki) po nowym roku. W pracy kontaktu mało, po pracy tylko i wyłącznie, to mam nadzieję, że dobry kierunek. Proszę piszcie śmiało, co myślicie. Co dwie (albo 10 głów), to nie jedna
A propo, podrywania w pracy. Tutaj akurat jej nie odpuszczę, bo jest za ładna
Tak jak ona do mnie podbijała, to ja podbijam temat. Niech ktoś napisze coś konstruktywnego, bo samemu to nic wielkiego nie wymyślę.
Badz bardziej konkretny i nie zatrac sie w swoim "wyje***niu" bo przez przypadek mozesz jeszcze bardziej zepsuc temat z ta dziewuszką