Niedawno zrozumiałem, że dowód społeczny jest wbrew pozorom niezwykle ważny. Nawet bardziej w szkole, gdy codziennie mijasz się z gromadą tych samych osobowości. Zbudowanie go od samego początku nie jest wcale takie trudne, ale przez złe podejście zamiast kroczyć do przodu, robimy kilka kroków w tył. Nauczyłem się tego na własnej skórze.
Oto kilka błędów które popełniłem ja przychodząc do szkoły średniej:
1. Postawa macho wobec wszystkich dziewczyn.
2. Zależało mi na byciu "popularnym i lubianym"
3. Zgrywanie lidera klasy, najzabawniejszego i najbardziej cool.
4. Za dużo mówiłem. Zbyt dużo przysłowiowego "pierdolenia"
5. Podrywałem wiele kobiet w bardzo krótkich odstępach czasowych. Dawałem się podrywać dziewczynom już "zajętym" narażając się na złe plotki
6. Chodziłem z nastawieniem, że wszyscy mogą być moimi znajomymi.
7. Nie dbałem o tych znajomych, którzy byli najbliżej mnie.
Zrobiłem rachunek sumienia ale nie czuje ulgi. Nie mam problemów z dziewczynami. Na prawdę z tym nie ma najmniejszego problemu ale to nie powód do dumy. Mam zszarganą opinię, ludzie są co do mnie nieufni i uprzedzeni, dziewczyny boją się ze mną rozmawiać (od razu metka "rozmawiacie z casanową"), a koledzy traktują mnie jakbym szukał u nich akceptacji i delikatnie unikają. Nie dziwi mnie ten stan rzeczy.
Powiedziałem sobie "Dość ! Chcę to zmienić. Chce zmienić swoje życie. Chcę zacząć w końcu żyć dla siebie, dla małego grona przyjaciół. Chce być w końcu szczęśliwy !"
Ale czy te słowa wystarczają, by wszystko powróciło do normy ? Nie wydaje mi się 
Może problem tkwi we mnie. No cóż, jeszcze rok temu byłem cichym, zakompleksionym chłopaczkiem (aż znalazłem Tą Stronę) i w sumie dążyłem do tego samego co opisałem powyżej. Wydawało mi się, że mogę już podbić świat i grubo się myliłem, zaryłem głową o beton no i są tego efekty. Pewne cechy mojego charakteru sprawiają, że może jestem taki właśnie, że chce skupiać na sobie uwagę innych.
Chcę to zmienić. Pewnie wielu z was spojrzy teraz na mnie jak na zadufanego w sobie jerka, ale na prawdę chce zmienić swój lifestyl. Czuje, że czeka mnie spora praca nad inner game i mam nadzieje, że nie odbije się to na moim stylu uwodzenia kobiet lub może to tylko kwestia zmiany nastawienia. Nie wiem, jestem młody, naiwny i nie mam się do kogo z tym zwrócić.
Szukam pomocy u kogoś kto przechodził chodź w 1/6 podobne problemy "młodego wieku". Chcę odbudować to co da się naprawić i nie popełniać już tych samych głupich błędów psujących wszystko co dobre miałem. Myślę, że każdy zasługuje na drugą szansę. Thank'ya, brothers if ya read this all !
Idź do hospicjum, jako wolontariusz. Po mcu coś ciekawego zobaczysz, w sobie, bo tu jest problem
Powodzenia!
"Granice są tam, gdzie je sobie sam wytyczysz."
"Masz głowę i chuj? Kombinuj!"
Kijem Wisły nie zawrócisz. Zaprzestań takiego zachowania i skup się na zdobyciu zaufania u kilku osób. Rozejdzie się po kościach...
Zacznij zachowywac sie naturalnie i nie dzialaj wedlug schematu bo juz raz dalo Ci to takie efekty ze zjebales sobie renome.. Dobrze ze przynajmniej chcesz to zmienic. Ja bym na Twoim miejscu przystopowal z podrywaniem. A jak boisz sie ze stracisz to co umiesz to wybieraj sie na podryw do innych szkol, na imprezy i wgl gdzies w plener ale nie w szkole! Co sie tyczy kumpli to nie staraj sie im imponowac bo to w huj zalosne jest. Po prostu idz z nimi na piwo i badz soba. Mysle ze co do znajomych to latwo bedzie Ci wrocic do tego co bylo a jezeli chodzi o dziewczyny to zawsze mozesz sie pocieszac ze za rok dojdzie nowe pokolenie i bedzie x nowych dziewczyn ktore mozesz podrywac


Pamietaj ze jak zachowujesz sie naturalnie jestes o wiele bardziej wartosciowy niz jak probujesz imponowac po za tym dziewczyny czuja to kiedy zachowujesz sie normalnie
Zycze powodzenia
1. Postawa macho wobec wszystkich dziewczyn.
2. Zależało mi na byciu "popularnym i lubianym".
3. Zgrywanie lidera klasy, najzabawniejszego i najbardziej cool.
4. Za dużo mówiłem.
6. Chodziłem z nastawieniem, że wszyscy mogą być moimi znajomymi.
Nie widzę w tych podpunktach niczego złego, serio. No, może poza zgrywaniem - po co udawać kogoś, kim się nie jest? Ja nikogo nie udaję, jestem sobą. Mam wyjebane. Z takim nastawieniem humor nigdy się nie psuje, wiem to po sobie. Żyję tak, jak opisałeś i nie przeszkadza mi to zupełnie. Kocham Siebie
.
Nie szukasz przypadkiem na siłę problemów?
Ja też nie widzę nic złego, jeśli wynika to z naturalnego charakteru, a jeśli to udawane, to prędzej czy później idzie to rozpoznać, co jak widać z czasem przynosi odwrotne skutki.
Autor tematu na zewnątrz jest super-cool, a w domu chlipie w podusie ...
powyższe punkty powinny wynikać z mocnego rdzenia charakteru,a nie odwrotnie
they hate us cause they ain't us