Cześć,
Potrzebuję rady. Sprawa wygląda tak.
Znalazłem jedną, z którą zapowiadało się że to coś więcej.
Dobrze się przy niej czułem, lubiłem spędzać z nią czas a dodatkowo w kluczowych momentach iskrzyło.
Zjebałem, bo nie przypieczętowałem tej relacji. W sensie miałem okazje, kilka okazji, aby przerobić ją na "swoją kobietę".
Nie skorzystałem, zawahałem się. Potem tego żałowałem, zacząłem wszystko od początku, znowu, dobrze się przy sobie czujemy, znowu zaczynało iskrzyć, znowu miałem taką okazję i znowu się zawahałem.
W okół tej kobiety kręci się sporo facetów. Jest bardzo atrakcyjna i ma naprawdę fajny charakter. Jest bardzo serdeczna i bardzo ciepła.
Mimo że nie byliśmy parą, to i tak zawsze dawała mi do zrozumienia że niezależnie od tego w jakim towarzystwie by aktualnie się znajdowała, zawsze mogłem po prostu przyjść i ją "zabrać". Poświęcała mi czas i uwagę zawsze kiedy tego chciałem, i potrafiła przerwać rozmowę z innym kolesiem, dlatego że przyszedłem. W sensie zawsze miałem ten komfort, że jeżeli będę ja, ona i jeszcze jakiś koleś, to zawsze wybiera mnie.
Teraz tak, tu się komplikacje zaczęły.
Musiałem ją sobie na jakiś czas odpuścić. Na skutek pewnych wydarzeń w moim życiu, na chwilę (kilka tygodni) zamknąłem się w sobie, musiałem się uspokoić, przemyśleć i poukładać pewne rzeczy, a ona i ludzie którym się podoba cały czas gdzieś się koło mnie kręcili, nie mogłem się od nich odciąć.
Zacząłem tracić nad sobą kontrolę, zwłaszcza jak nowy facet zaczął się w okół niej kręcić. Puściły mi nerwy i odepchnąłem ją od siebie. Stawiała mnie przed nim, ale ja ją od siebie odpychałem.
Tak jak mówiłem, nie "dokręciłem śruby" wcześniej i ostatecznie nie byliśmy parą, ale ona i tak, mimo wszystko dawała mi zawsze do zrozumienia że nie mam o co być zazdrosny.
Ale mnie zaczęło to męczyć, ten brak pewności, no bo przecież, nie mogę od niej wymagać żeby się przede mną tłumaczyła, nie mogę mieć też o nic do niej pretensji, bo parą nie jesteśmy.
Mimo, że ona i tak stawiała mnie na pierwszym miejscu, to i tak zrobiłem jej chłodnik, odepchnąłem od siebie.
Na początku nie wiedziała o co mi chodzi, ale nie zapytała o wyjaśnienia. Też się musi czuć niepewnie, nie wiedziała czy np ja sam nie zacząłem traktować "poważnie" jakiejś innej.
Z jej perspektywy, nagle, bez wyraźnego powodu po prostu ją od siebie odepchnąłem.
Teraz zaczęło się coś tworzyć między nią a tym nowym.
Niepewnie, bo niepewnie, ale jednak widzę że jego stawia teraz na pierwszym miejscu. Tak jak wcześniej stawiała mnie, i zawsze przy mnie, mimo że w okół pełno ludzi którzy mówiąc wprost, mają na nią parcie, to ona i tak zawsze jasno pokazywała kto jest dla niej najważniejszy.
Teraz mi pokazała (zrobiła to bardzo niepewnie, ale jednak) że ważniejszy jest ten nowy.
Nie podoba mi się to. Wiem że to ja skopałem, raz że nie sfinalizowałem relacji kiedy miałem okazję, dwa, że zacząłem ją od siebie odpychać.
Sytuacja jest bardzo niezręczna, i to mój brak zdecydowania to spowodował. Bo ona przez ponad miesiąc praktycznie codziennie była gotowa żeby sfinalizować relację. Przez ponad miesiąc stawiała mnie na pierwszy miejscu, przez ponad miesiąc mogłem po prostu temat zamknąć, mówiąc jej że jest dla mnie kimś wyjątkowym itd. Ona przez cały ten czas była na to gotowa i przez cały ten czas dawała mi do zrozumienia, że mogę to zrobić, że mogę po prostu ją "wziąć". A zamiast tego, jakoś między wierszami starałem się z nią rozmawiać, zamiast po prostu po męsku zamknąć temat.
Pytanie, bo chcę ja odzyskać i wreszcie tę sprawę domknąć. Chcę żeby była spowrotem moja.
Jak z tej sytuacji wyjść? Bo nie mam pomysłów.
Wiesz co ? Dobrze ,że tak wyszło .. nie jestes gotowy na związek . Za dużo negatywnych emocji w tobie drzemie . Zacznij ogarniać swoją samoocenę , pewnosć siebie , uświadomić sobię kilka rzeczy na temat relacji damsko- meskich jak i podejmowanie DZIAŁANIA !!! na te chwilę pozostaje ci stopniowe urywanie kontaktu , niech zateskni i ogarnianie siebie .. Pozdrawiam
Nie napisales na czym mialoby polegac owe "przykrecenie sruby" i "sfinalizowanie relacji bo miales okazje".
Również "odepchnalem ja" nie mówi w jaki sposób to zrobiłes.
kilka razy w kółko o tym samym. Bardzo Ci to jakoś zalega...
jestes bardzo skuteczny: chciałeś ją wychłodzić to ją wychłodziłeś. Zareagowała prawidłowo. Czyżbyś liczył, że przejmie inicjatywę, wbije do Ciebie o północy z okrzykiem "jam Twoja, aliści bierz mnie"?
czego Ty chcesz? Wiem - najpierw chcesz wyhodować jaja.
A potem?
Chcesz z nią być? To weź telefon, zadzwon do niej i zaproś ją na randkę.
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
Nic dodać, nic ująć
To co ma i tak spaść, należy popchnąć.
Przykręcenie śruby miało polegać na ustaleniu kim my dla siebie jesteśmy.
Nasza relacja wyglądała tak, że spędzamy ze sobą czas spontanicznie. Jest jakiś event w mieście, typu impreza firmowa, koncert czy cokolwiek w tym stylu (zapomniałem wspomnieć że pracujemy razem). Ustalamy że idziemy razem, potem między mną i nią do czegoś dochodzi, czasem się tylko całujemy, czasem spędzamy noc. I na następny dzień rano nie rozmawiamy o tym. Jesteśmy dla siebie mili, żartujemy, bez jakiegoś skrępowania. I tyle, po kilku godzinach widzimy się spowrotem w pracy. Raz próbowała mnie zapytać kim my dla siebie w ogóle jesteśmy, to odpowiedziałem że nie wiem.
Tak, w sumie to chyba właśnie na to liczyłem, że to ona przejmie inicjatywę, że przyjdzie i powie czego chce, a ja jej wtedy to dam. Że przyjdzie i powie że chce związku, spotkań na wyłączność itd.
Jest mi wygodnie w relacjach od których od początku do końca wiem, że niczego nie chce.
W takich relacjach poruszam się z zamkniętymi oczami, ale obecność osoby na której mi zależy jest dla mnie czymś rzadkim, stresuje mnie to, nie umiem się do tego przed tą osobą przyznać. Raz stworzyłem związek, był dość udany, i powstał tak, że to dziewczyna w sumie się otworzyła przede mną. Powiedziała, że czuje się przy mnie dobrze, że nie chce mnie stracić itd, a ja jej odpowiedziałem, że jej nie zostawię i że nie musi się o to martwić. Że będę przy niej itd. I spędziłem z nią potem kilka lat.
Mam dość spory autorytet w pracy, jestem całkiem dobry w tym co robię. Dużo osób przychodzi do mnie o pomoc. W tym ona. Ale do wczoraj ją od siebie odpychałem jak to robiła. Byłem surowy, zimny i pozbawiony jakiejkolwiek życzliwości. Wczoraj zachowałem się inaczej, usiadłem koło niej, zacząłem z nią rozmawiać. Zachowując dystans, bo widzę jaka jest sytuacją, nie będę udawał że nic się nie stało. Ale jednak byłem względem niej bardzo ciepły, miły i traktowałem ją z szacunkiem. Trochę się pośmialiśmy, ale było czuć ten dystans. I znowu zaczęła mnie traktować wyjątkowo, zmieniłem wczoraj swoje zachowanie i było widać że zaczęła się wahać.
Była umówiona wczoraj z tym nowym kolesiem, ale odwołała spotkanie, wróciła do domu.
Proszę, feedback i zimny prysznic się przyda, ale mi serio na tej dziewczynie zależy.
Nie chcę jej stracić przez taką głupotę.
malutki niedojrzały chłoptaś, lekko wybujałe ego, jezdem zajebizdy, wiec laski - latajcie! Nie zrobię pierwszego kroku, bo mega zestrachany jestem. Pogadam, bede miły, przyjacielski... Ty zrob, lasiu, ruch. Nie chcesz? No to mam bol dupy. Angażujesz się z kims, kto ma jaja? Uuuuuuu. Wychłodzę, obrazę się, strzelę foszka. I czekam, czekam... Ja - rycerz na białym koniu. Marzenie lasek i facetów orientacji przeciwnej.
No najwyrazniej nie jestes wystarczająco wyjątkowy, zeby laska padła do Twych stóp.
aaaaa.... a co rozumiesz pod szumnie brzmiącym: "czasem spedzamy noc"? Bo to bardzo ciekawe.
Jak już sie zdecydujesz czego chcesz, to daj znac.
I zrób DOKŁADNIE to, co tu zostanie napisane. Bez wątpliwosci, rumakowania, przekonywania, ze ona jest inna niż wszystkie.
Czy wszystko jest (poki co) dla Ciebie jasne?
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
Dobra, będę szczery.
Raz ze sobą spaliśmy, i to był jedyny raz kiedy rozmawialiśmy potem "o nas". I w wyniku tej rozmowy doszła (ona, bo ja prawie nic nie mówiłem) do wniosku, że lepiej będzie jeżeli zaczniemy unikać takich sytuacji. Przez co na jakiś czas nasza relacja się wychłodziła.
Trafiłeś idealnie w sedno z tym opisaniem sytuacji.
Chcę to naprawić. Nie wydaje mi się żeby chłodnik miał coś pomóc, ale z drugiej strony teraz zacząć za nią biegać i próbować rozmawiać wydaje się równie słabe.
Wielkie dzięki za pomoc. Jeżeli masz jakieś rady, to zamieniam się w słuch.
to "lepiej bedzie, jesli bedziemy unikac" to był ST. Miało być zupełnie odweotnie
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
ST?
Taki mały offtop, ale ważny: jeśli przychodzisz po anonimową poradę na forum, to jakim cudem wydaje Ci się, że pominięcie kluczowych informacji sprawi, że dostaniesz tę poradę bardziej trafną?
Z tej całej sytuacji powinieneś przede wszystkim wyciągnąć wnioski na przyszłość (i posłuchać Guesta, bo trafił tu w punkt).
To jeszcze "szczerze" napisz nam w jakim stadium jest jej relacja z tym "nowym"?
Ok.
Sytuacja od wczoraj bardzo sie zmienila. Spedzilem caly dzien kolo niej. Chcialem byc otwarty, przestac ja odpychac, popisywac sie i po prostu zachowac sie tak jak powinienem sie zachowac kilka tygodni temu. Zaprosic ja gdzies i tak dalej. Zadbac i
docenic po prostu.
Tylko ze ona tym razem juz nie zachowywala sie jakby na to czekala. Jakbym ja gdzies zaprosil to by odmowila. Po kobiecie to widac.
Uznalem ze z tym nowym to cos wiecej. Mialem ochote sie wkurzyc. Wiec tego nie zrobilem.
Zamiast tego "pierdolnalem zajebistoscia". To znaczy wyeksponowalem wszystko co we mnie najlepsze jak tylko sie da. Moja praca polega na kontakcie z ludzmi. W skrocie. Jezeli nikt nie wie co robic i wszyscy rozkladaja rece to wtedy przychodzi sie z tym do mnie a mi placa za to, ze takie sytuacje ogarniam.
I mam w zwiazku z tym mase kontaktu z ludzmi. Bylem bardzo mily dla kazdej osoby ktora przychodzila. Poswiecalem kazdej osobie msnostwo troski i uwagi.
No i flirtowalem jezeli sie dalo z innymi.
Ta dziewczyna na to zareagowala. Dam se reke uciac ze w jednym momencie byla bliska placzu. Kiedy to widziala to probowalem z nia rozmawiac, ale mowila ze o nic, ze wszystko ok i ze przesadzam.
Nie odpychalem jej, bylem wzgledem niej tez bardzo cieply i bardzo mily.
Przychodzila do mnie o pomoc i smiala sie kiedy zartowalem. Ale caly czas podkreslajac dystans. Czego nie robila nigdy do tej pory.
Potem nagle zamknela sie w sobie. Siedziala cicho przez kilka godzin. Byla na maksa zirytowana. Ale jak ja sie do niej odzywalem to zawsze wciaz bardzo mila. Choc bylo widac ze wolalaby jakbym sie nie odzywal. Rzucila kilka niesamowicie nieszczerych komplementow. Byla bardzo zdenerwowana kiedy je mowila. Wygladalo to tak jakby sie czula winna, i chciala mnie za cos przeprosic wlasnie tymi nieszczerymi i przesadzonymi komplementami.
I siedziala cicho przez kilka godzin co jakis czas z kims piszac na tel i powoli sie uspokajajac.
Az wreszcie powiedziala ze ma chlopaka. Szczescie polegalo na tym ze dokladnie w tym momencie zostalismy zajebani po uszy praca. Masa ludzi nagle zaczela potrzebowac mojej pomocy. Wiec nie mialem jak odpowiedziec.
A kiedy sie uspokoilo, nie zareagowalem. Zdalej zalewalem wszystko w okol swoja zajebistoscia i moj sposob traktowania jej sie nie zmienil. Moze byl odrobine bardziej stonowany.
Stwierdzilem ze nie bede z nia o tym gadal. Poczekam az sama to zrobi i ze to c robie do tej pory najwidoczniej dziala wiec tego nie zmieniam.
Potem chciala pogadac jak konczyla prace. Chciala wyjsc ze mna na papierosa. Ale odmowilem zaslaniajax sie natlokiem pracy. Mocno naciskala ale sie nie dalem. I tyle. Poszedlem sie napic do kumpla i przed chwila sie obudzilem.
Warto zauwazyc ze jak chciala ze mna gadac to byla bardzo spokojna. Jakby sie pogodzila z tym ze "tak jest" i ze musimy z siebie zrezygnowac. O ile w ciagu dnia bylo widac ze ja to meczy, ze meczy ja ten dystans. To na koniec wygladala tak jakby byla z tym pogodzona.
Jak teraz czytam to co napisalem i generalnie o tym mysle to wyglada na koniec.
Zrobilem wczoraj wszystko co sie dalo najlepiej jak sie dalo. Ale bylismy w pracy a nie na piwie. Nie mialem jak w tym kluczowym momencie jej do siebie przysunac ani pocalowac zeby zrobic jeszcze wiekszy metlik w glowie.
Udalo mi sie doprowadzic do sytuacji kiedy moglem ja pocalowac. Kiedy miala taki balagan w glowie przez to moje eksponowanie zajebistosci, to mialbym swoja okazje gdyby to nie byla praca.
A tak to uj. Mogla sie odciac. Zamknac w sobie, poukladac mysli i emocje. Uspokoic sie. A na koniec "chciec gadac".
Zastanawiam sie tylko co by bylo gdybym jednak wyszedl z nia na tego papierosa. Pozwolil jej mowic, tak zeby znowu zaczela sie denerwowac, zeby znowu wezbraly w niej emocje i wtedy po prostu ja pocalowal. Ona cos mowi a ja tak bezpardonowo po prostu przysuwam ja do siebie i caluje. Na poczatku pewnie stawialaby opor i sie wahala. Ale jezeli ja bym nie odpuszczal i byl stanowczy i zdecydowany to i ona by przestala sie wahac.
Ale takiej mozliwosci tez nie mialem bo z tego co wiem jej facet mial 10 minut pozniej po nia przyjsc.
Oh well. O ile nie macie jakies zmieniajacej o 180 stopni rady to mi to wyglada na zaorane. Gg wp
Proste, spaliście ze sobą raz i nie kontynuowałeś tematu. W międzyczasie pojawił się ktoś, kto faktycznie chciał z nią być.
Ten pociąg odjechał, nie rób sobie (i jej) budyniu z mózgu i najzwyczajniej w świecie odpuść. Zajmij się innymi.
Taaa.
Jak sie z nia nie widze przez kilka dni to mi przechodzi.
Tylko ze my pracujemy razem. Jej nowy facet tez.
I ten budyn bedzie sie robil. Bo jej nowy facet, coz nie zywie do niego negatywnych uczuc ale jest glupi. I czesto mi zawracal juz wczesniej glowe pierdolami. Mimo ze pracuje dluzej niz ja w tej firmie.
Ona z reszta tez pracuje dluzej. I oni beda do mnie przychodzic. On nie wie ze ja z nia spalem. Bo ona mu tego nie powiedziala i raczej nie powie.
Nie chce sie stamtad zwalniac. Przynajmniej narazie. Ale do tego czasu jestesmy skazani na kontakt ze soba. Ona bedzie w pierwszej kolejnosci jego prosic o pomoc. Ale koles jest glupi. A ona nie. I wie ze jezeli ktos ma jej faktycznie pomoc to raczej nie on. Bedzie prosila o pomoc kogo sie da byle nie mnie. Ale finalnie, i tak bedzie musiala przychodzic do mnie. Bo nie ma nikogo ze tak powiem wyzej w rankingu merytoryki.
Budyn sie bedzie robil za kazdym jednym razem kiedy bedziemy sie widziec.
Jeżeli w międzyczasie sypiałbyś z paroma innymi, to byś miał wyjebane. Ona, widząc, że masz wyjebane, przeszłaby nad tym do porządku dziennego.
Ps. I to jest właśnie powód dla którego większość społeczności odradza przygody w pracy. Parafrazując znane powiedzenie: bo sypiać z kobietą z pracy to trzeba umieć. I się nie angażować. Dlatego najłatwiej jest po prostu to odradzać, bo mało kto potrafi to ogarnąć.
No wyszło dosyć słabo.
Teraz jestem na etapie że nie chce żadnej innej i że ta była wyjątkowa a inne są nudne. Ale wiem że to tylko głupie pierdolenie mojej głowy które samo zgaśnie za jakiś czas, a im szybciej tym lepiej.
Szkoda.
Wyznaniem, że Ci zależy spieprzysz sprawę jeszcze bardziej. Wyciągnij ją gdzieś, daj sporo emocji, całuj ją i dotykaj. Moim zdaniem jedyna droga, by jeszcze coś tam ugrać. Zależy jeszcze jak ona tamtego typa postrzega, miejmy nadzieję że jesteś bardziej zajebioza gość.
I nie pytaj jej co z nami, sama powinna zauważyć, że ciut się zmieniłeś.
Miałeś okazję a jak sam stwierdziłes coś cie hamowało, to twój błąd i wyciągnij wnioski, pamiętaj z jedną kobieta możesz tylko raz spróbować jeśli się raz coś zepsuje tak jak w tym przypadku to po ptokach
No.
Znaczy juz sie w miare uspokoilem.
Probowala ze mna gadac to odpowiedzialem ze po co, przeciez wszystko jest jasne.
Poukladalem troche w glowie i sobie przypomnialem co mnie hamowalo.
Jakos tak nie chcialem jej wziac pod swoje skrzydla. Uznalem ze na dluzsza mete nie bylbym z nia szczesliwy, ze to nie ona.
W sumie ostatecznie mysle ze to byla dobra decyzja. Mysle ze gdybym z nia byl to za kilka lat bym zalowal.
Tylko i tak mnie strasznie to wkurza, bo caly czas jak ze mna probuje gadac to sie caly czas usmiecha i zaznacza dystans. I jest bardzo mila i caly czas sie do mnie usmiecha. A potem z nim wychodzi. Idac za nim patrzy na mnie z takim zadowoleniem na twarzy pod tytulem "patrz, ide za innym, domyslaj sie co bedziemy robic".
Ahhh, na dluzsza mete to ona w sumie i tak nie pasuje ale drazni i prowokuje mnie ten nowy typek.
No nic. Kolejna umiejetnosc ktora bede musial zdobyc. Opanowanie i nie wybuchanie wkurwem w takich sytuacjach.
Jak dla mnie to koniec tematu.
Dzieki wszystkim za pomoc.