Wiem że pewnie było ze 100 razy ale..
Specjaliści mówią przeważnie że nie podrywa się kobiet które już gdzieś idą, tzn na ulicy.
Więc moje pytanie jest takie, jakie są najlepsze miejsca do zagadywania panienek?
Doczytałem się że są to miejsca gdzie potencjalny cel się nigdzie nie spieszy..
W sumie jest to logiczne i dość opatentowane przeze mnie.
Fakt faktem że jeżeli laska już gdzieś idzie w konkretnym celu to jest potencjalnie bardziej nastawiona na to żeby klienta spławić.
Ponadto generalnie to takie trochę żałosne czy jak to nazwać biegać za panienkami, z desperacją
, a wręcz je gonić... pozatym jakąś nienaturalność sytuacyjną tu widzę i dość duże wymuszenie całej sytuacji...
Ale są np takie miejsca jak jakieś główne ulice starych miast, bulwary, deptaki itp. gdzie są to miejsca wręcz pozornie stworzone do podrywania, ale tak naprawdę niezbyt dobre bo generalnie patrząc z punktu widzenia sytuacji jest tu dużo ruchu itp itd.
Zatem wyobrażam sobie że należało by dążyć do komizmu sytuacyjnego jak ja to mówie, gdzie cel jest w miarę luźny, ma czas i miejsce żeby odpowiednio zareagować a nie być zaskoczonym ;p generalnie tego typu akcje są proste i najlepiej mi to wychodzi.
Ale tak naprawdę przeważnie dość ciężko o taką sytuację w życiu codziennym, więc myślę wypadało by mi pewnie wskoczyć level wyżej ;D
Co na ten temat sądzicie??
tj. podrywanie w ruchu na ulicy vs miejsca spokojne.
Na ulicy zawsze dobrze hahaha tutaj teks Anarkiego - ' Cześć, zastanawiałem się czy do Ciebie podejść i pogadać czy napisać na spotted ' ^^
Dlaczego niby ulica jest zła? Przecież możesz podejść do jakiej chcesz a jak spalisz to zwyczajnie odejdziesz.
Tylko lipa jest w miejscach gdzie mało ludzi chodzi, tyle na tinderze widze a w drodze do roboty to pustki i trzeba trafić w dobre miejsce.
Zła jest albowiem ciężko na ulicy zwrócić czyjąś uwagę chyba, jak ktoś już gdzieś po niej idzie w jakimś celu, nie wiem tak mi się wydaje, oglądam czytam trochę laski zagaduje i bym się z tym zgodził.
W zeszłym roku pobiegłem na ulicy za jedną dziewczyną, szła dość szybko to nawet się zmachałem. Pogadałem może z dwie minuty, okazało się, że idzie(a wręcz pędzi) na spotkanie z kolegą. Mimo tego umówiłem się z nią na weekend i wziąłem numer.
Także moim zdaniem, jeśli choć trochę zainteresowałeś dziewczynę swoim wyglądem, postawą lub jakimś innym czynnikiem, to jest naprawdę duża szansa, żeby ta dziewczyna mimo tego, że się spieszy, zatrzymała się i z tobą porozmawiała.
"Nikt nie mówił , że będzie łatwo"
Jako, że mam za pasem całkiem sporo podejść na ulicy, w kawiarniach, w sklepach, na ulicach, w centrach handlowych, środkach komunikacji, na przystankach, na ulicach, placach, parkach, ulicach i innych, postanowiłem, że się podzielę potencjalnymi miejscami... co chyba zrobiłem.
Nie jest to nienaturalne, a wręcz normalne, że dziewczyna zwraca na siebie uwagę faceta, a rzeczony facet podchodzi i zagaduje. Większe szanse na spławienie masz w klubie nocnym niż gdy dziewczyna idzie bo kefir i bułki albo po nową kieckę.
Nie ma co dążyć do komizmu - trzeba szczerze powiedzieć, że szedłeś sobie ulicą, że zwróciła twoją uwagę (i dlaczego) i co w niej takiego ciekawego widzisz. Tylko tyle i - niestety - aż tyle.
Z moich doświadczeń wynika, że zagadywanie "zawsze i wszędzie" ma całkiem wysoką skuteczność. Wszystko zależy od czasu spędzonego na rozmowie. 5 minut jest taką barierą, po której jest lepiej niż gorzej. 10 minut to już solidny lead. A już "zagadującego" w tym wszystkim głowa, żeby sytuacja nie wyglądała na nienaturalną.
I jak zwykle są dwie szkoły późniejszych kontaktów. Niektórzy dzwonią (jak Ty) inni (jak ja) tylko i wyłącznie SMS-ują. Zanim się z góry skreśli daygame warto przetestować obie opcje.