Troszkę źle mnie zrozumiałeś:) Dla mnie czytanie Greya, Crossa jest podniecające, ale nie wszystko z tych książek chciałabym wcielić w życie. Chodziło mi o konkretne romantyczne sceny:) Co nie zmienia faktu, że takie książki są mega podniecające. Naprawdę czytanie Greya nie oznacza, że się lubi ostry seks:) Wiem, że to jest mylące, bo ostatnio pożyczałam książkę przyjacielowi, on zobaczył u mnie w biblioteczce Greya i Crossa, po czym stwierdził, że nigdy nie podejrzewał mnie o sado-maso. Wyjaśniłam mu, że lubię to czytać, bo to jest podniecające, ale powtarzam to, co jest lightowe w tych książkach. A o Greyu mu napisałam, żeby brzmiało to trochę zabawnie, bo on wie, jakie mam podejście do tych powieści. Kiedyś o tym rozmawialiśmy, bo akurat moja przyjaciółka wysłała mi SMS-a, że zarezerwowała nam bilet na premierę kolejnej ekranizacji. Dlatego uznałam, że on nie powinien tego źle zrozumieć i potraktować jako zaproszenia do sado-maso. Mówiłam mu też kiedyś, że nie kręci mnie przemoc w sypialni.
Po prostu jego zachowanie mnie intryguje. Podskórnie czuję, że gdyby miał mnie gdzieś, to zerwałby kontakt całkowicie, a nie sam pisał: jak mija niedziela. Gdyby bał się zaangażowania, a je u mnie zauważył, a chciał tylko seksu, też by nie pisał. Tak przynajmniej podpowiada logika. Może on rzeczywiście jest po prostu inny. Jako kobieta zawsze się zamartwiam, czy zrobiłam coś nie tak, może za bardzo po mnie widać zaangażowanie lub za mało, może go nie kręcę etc. Z jednej strony można powiedzieć, po co się martwić. Z drugiej jakieś wątpliwości i problemy pojawią się zawsze i to w każdej relacji. A on mi odpowiada, więc chciałabym się do niego jakoś przebić. Po prostu relacja romantyczna nie wyklucza też seksualnej. Jeśli rzeczywiście się wycofał, bo zależy mu na budowaniu więzi emocjonalnej, to mnie to nie martwi. Bo ja nie mam nic przeciwko związkowi z nim, tylko sama nie będę na to naciskała, żeby go nie wystraszyć.
Może po prostu poczekam do kolejnego spotkania i sama wyjdę z inicjatywą, przytulę się do niego, pocałuję. Seksu wprost nie zaproponuję, ale dam mu w ten sposób, że mnie kręci i jest dla mnie ważny.
Ale przy nim nie potrzeba mi kochanka;) Po prostu chciałabym się z nim kochać, bo jest mi z nim dobrze. Ale jeśli teraz nie ma seksu, bo on chce w ten sposób wyrazić swoje głębsze zainteresowanie, to też okej. Przeżyję to, w końcu o to mi chodzi, żeby się z nim związać i ten seks mieć regularnie;)
Na pewno jest jakieś ryzyko, że on jest gejem, nie jest zainteresowany w dostatecznym stopniu lub ewentualnie trzeba będzie po prostu trochę poczekać, aż w końcu zaskoczy. Do tej pory opłacało się czekać. Na to, aż mnie w końcu pocałuje, też czekałam dobrych parę miesięcy. Ale potem się rozkręcił. Może on po prostu potrzebuje czasu, aby sobie na spokojnie przemyśleć, jaki charakter ma dla niego nasza relacja, bo sam zwyczajnie tego nie wie.
Dla mnie zrobienie kolejnego kroku, zwłaszcza pod względem seksualnym, nie jest żadnym problemem. Do pokazania mu, że jest dla mnie kimś ważnym, też mogę się zmobilizować, choć nigdy tego nie robiłam w przeciwieństwie do inicjowania seksu. Ale wiem, że jak czegoś chcę, to w końcu to robię, więc mogę mu nawet wprost powiedzieć, ze się w nim zakochałam. Ale tę kartę wolę sobie zostawić na sam koniec. To tak, jakby w makao wyrzucić jedynego jokera, żeby nie pobrać dwóch kart z kupki.
Jak trzeba będzie, to ja wezmę się za domykanie;) Nie lubię tracić okazji na coś fajnego, dlatego zawsze doprowadzam sprawy do końca.
Ale on nie wydaje mi się mało męski. Są rzeczy, w których jest silny i zdecydowany. Np. nie boję się tego, że mnie nie obroni, bo miałam okazję przekonać się, że potrafi być męski. Powiedziałam mu kiedyś o przykrej sytuacji z facetem, który mnie regularnie zaczepia, chce obmacywać w osiedlowym sklepie lub gdy wychodzę z psem na spacer. Wówczas zareagował prawidłowo i rozwiązał sprawę z tym kolesiem. Dla odmiany byłam kiedyś w związku ze starszym od siebie o 10 lat facetem. Odwagi mu nie brakowało, pewności siebie w łóżku też nie. Ale gdy szefowa w pracy na mnie naskoczyła i zaczęła we mnie rzucać różne rzeczy, on nie tylko nie stanął w mojej obronie, co jeszcze można zrozumieć, bo tam pracował, ale gdy byliśmy sam na sam, powiedział, że pewnie ona miała rację. To dopiero był facet bez jaj.
Seks mogę zainicjować, ale sama się nie obronię przed narwanym facetem czy chamskim babskiem, rzucającym we mnie, czym popadnie.
To właśnie nie był menel, ale jakiś dziwny, napalony koleś po 40-stce, którego się boję. Często mnie zaczepiał i nie pomagało straszenie policją, zwyzywanie. Dopiero jak on się zajął sprawą, to koleś przede mną ucieka na ulicy.
To fakt, że w kwestiach erotycznych brakuje mu odwagi. Ale może z czasem jej nabierze. Przecież każdy kiedyś zaczynał. Ja też kiedyś nie byłam zbyt odważna w tej materii, bo dopiero się uczyłam. Ta sytuacja jest trochę frustrująca i budzi we mnie obawy, ale wydaje mi się, że nie powinnam się tak łatwo poddawać. Gdybym go teraz sobie odpuściła, to zawsze miałabym wątpliwości, czy postąpiłam słusznie. Gdybanie by mnie zniszczyło od środka. Poza tym to by było tchórzostwo i niesprawiedliwość. Jak kobieta odmawia seksu, to ma prawo, a mężczyzna zaraz dostaje kopa w tyłek. Wydaje mi się, że powinnam dać mu szansę i jakoś pomóc.
Ale zawsze jest jakiś problem, gdybyśmy zawsze od razu odchodzili, to nigdy byśmy nie znaleźli swojej drugiej połówki:) Jeden będzie miał problem z inicjowaniem seksu, a drugi będzie za mało czuły, trzeci nieodpowiedzialny, czwarty będzie szukał kury domowej, a piąty będzie silnie związany z mamusią, szósty babiarzem, siódmy agresywny i chętny do bitki, ósmy bez jaj i niepotrafiący bronić kobiety. Grunt to spośród osób posiadających wady wybrać tę, która najlepiej rokuje lub ma wadę, która najmniej nam przeszkadza, jest do obejścia etc. Trzeba to wszystko wyważyć. To, że on ma problem z inicjatywą seksualną, to jest na pewno problem, ale nieporównywalnie mniejszy od tego, że brakowałoby mu odwagi i nie potrafiłby mnie obronić albo nie umiałby okazywać czułości.
W końcu bierze się na partnera kogoś, kto zapewnia poczucie bezpieczeństwa. Dla mnie to jest właśnie prawdziwy samiec:) On jest pracowity, odpowiedzialny, umie mnie obronić, zadbać o mnie. Myślę, że w przyszłości będzie dobrym ojcem. Tylko musi się odblokować.
Ja mu daję taryfę ulgową, bo on nie ma wielkiego doświadczenia w tych kwestiach. Myślę, że to go może trochę usprawiedliwiać. A nie szukam nikogo innego, bo naprawdę się w nim zakochałam. W końcu i na mnie przyszedł czas, kiedy emocje wzięły górę. Mam nadzieję, że w końcu uda mi się opracować odpowiednią strategię, aby on się odblokował. Wierzę, że przy odrobinie dobrej woli i dobrej strategii to się w końcu stanie.
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
fajna, atrakcyjna laska, taki min. 8-9/10, ktora Cię mega kręci mówi Ci, ze chciałąby się z Tobą bzykac, niemal tu i teraz, zebys zrobił z nią wszystko: delikatnie, mocno... Co robisz?
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
Jak to ten sam koleś to cytat: "Przystojny, ciemnooki brunet z zarostem, jak mówi moja przyjaciółka: typ a la Rui Patricio".
Poleciała na wygląd, na ciasteczko i dostała po nosie.
Tacy faceci się nie patyczkują z kobietami i wszystko jest w równowadze nieciekawej, bo topowe laski też się nie bawią ze średniakami w okrągłe zdania i piękne zachowania.
Edit: nic do Ciebie nie mam, bo piszesz mądrze, ale oczy mi krwawią, jak od wczoraj się tutaj produkujesz. Szkoda czasu, bo laska poleciała na wygląd, a teraz żąda od gościa, aby pokazał dobry charakter.
PO prostu masz taki poziom wiedzy i kultury, że szkoda byś się produkował do kobiety, która na wstępie sobie sama taki los zgotowała. Poleciała na wygląd. Lepiej byś pomógł chłopakom, bo naprawdę by się im przydała Twoja pomoc i wsparcie.
Sama nigdy nikogo nie zdradziłam ani o tym nie myślałam. A koleżanka za dużo popiła i po prostu od razu poszłam ją odciągać od tego chłopaka, jak tylko zobaczyłam, że coś się dzieje. A jej facet na pewno poczułby się kiepsko, gdyby usłyszał, że ona po pijaku zaczęła się całować z jakimś gościem w klubie. Wyznanie, że się kogoś zdradziło, na pewno nie pomaga zdradzanemu, to przerzucanie na niego odpowiedzialności za własne czyny. Samemu oczyszcza się sumienie, a ktoś inny cierpi. Zdradzający sam powinien borykać się z wyrzutami sumienia, to jego kara za to, co zrobił. Gdyby go porzuciła bez słowa, też by cierpiał. Ona ma nauczkę na przyszłość, bardzo tego żałuje i na imprezach już niemal nic nie pije. Myślę, że to najlepsza opcja w tej sytuacji. Jest żal, były wyrzuty sumienia, jest zmiana postawy.
Na pewno masz rację co do uczciwego podejścia. Ja też zawsze stawiam sprawę jasno. Jeśli spotykam się z kimś, kto nie do końca mi odpowiada, bo np. nie jest w moim typie, nie ma żadnych pasji lub kiepsko nam się rozmawia, to przecież nie będę mu robiła złudnych nadziei. Ja wychodzę z założenia, że dla takiej osoby lepiej jest uciąć kontakt i to tak definitywnie. Zero wiadomości z mojej strony, jeśli pada jakaś propozycja randki, to mówię wprost, sorry, ale nie spotkam się z tobą, bo wiem, że nic z tego nie wyjdzie. Przecież można zakończyć to w kulturalny sposób, starając się jak najmniej skrzywdzić drugiego człowieka.
Niemniej masz rację, nie każdy facet tak potrafi zrobić. I to jest właśnie ryzyko. Jeden będzie podtrzymywał kontakt, aby mieć koło zapasowe. Drugi z uprzejmości, a trzeciemu zabraknie jaj, żeby zwyczajnie go urwać. No i masz ryzyko, że sporo ryzykuje. Z jednej strony on może być zainteresowany tylko koleżeństwem, wyciszać relację. Z drugiej może być gejem, a z trzeciej tak nieogarnięty, że nic z tego nie wyjdzie. Niemniej wychodzę z założenia, że warto to doprowadzić do końca, żeby później niczego nie żałować. Zaangażować się i tak zaangażowałam, więc gorzej już nie będzie. Tak przynajmniej będę miała satysfakcję, że doprowadziłam sprawę do końca. Poczekam, aż wyjdzie z propozycją spotkania i zrobię tak, jak radził jeden z użytkowników. Sprzyjająca okazja i wprost: lubię seks z tobą, jest mi z tobą dobrze. Zastanawiam się, czy za jednym zamachem dodać, że jest dla mnie kimś ważnym, aby nie czuł, że traktuje go tylko jako sekszabawkę. Po tym chyba już będzie musiał się jakoś określić. Jak powie, że nie jest zainteresowany, to nic nie stracę. Przynajmniej będę miała jasność sytuacji i nigdy nie będę mogła żałować, że z nim szczerze nie porozmawiałam.
Uwaga! Tematy odzyskiwania ex, powrotów do byłych kobiet - są tu zabronione i będą USUWANE. Jeśli już chcesz, to szukaj rozwiązania na www.jakodzyskacbyla.pl
Troszkę źle mnie zrozumiałeś:) Dla mnie czytanie Greya, Crossa jest podniecające, ale nie wszystko z tych książek chciałabym wcielić w życie. Chodziło mi o konkretne romantyczne sceny:) Co nie zmienia faktu, że takie książki są mega podniecające. Naprawdę czytanie Greya nie oznacza, że się lubi ostry seks:) Wiem, że to jest mylące, bo ostatnio pożyczałam książkę przyjacielowi, on zobaczył u mnie w biblioteczce Greya i Crossa, po czym stwierdził, że nigdy nie podejrzewał mnie o sado-maso. Wyjaśniłam mu, że lubię to czytać, bo to jest podniecające, ale powtarzam to, co jest lightowe w tych książkach. A o Greyu mu napisałam, żeby brzmiało to trochę zabawnie, bo on wie, jakie mam podejście do tych powieści. Kiedyś o tym rozmawialiśmy, bo akurat moja przyjaciółka wysłała mi SMS-a, że zarezerwowała nam bilet na premierę kolejnej ekranizacji. Dlatego uznałam, że on nie powinien tego źle zrozumieć i potraktować jako zaproszenia do sado-maso. Mówiłam mu też kiedyś, że nie kręci mnie przemoc w sypialni.
Po prostu jego zachowanie mnie intryguje. Podskórnie czuję, że gdyby miał mnie gdzieś, to zerwałby kontakt całkowicie, a nie sam pisał: jak mija niedziela. Gdyby bał się zaangażowania, a je u mnie zauważył, a chciał tylko seksu, też by nie pisał. Tak przynajmniej podpowiada logika. Może on rzeczywiście jest po prostu inny. Jako kobieta zawsze się zamartwiam, czy zrobiłam coś nie tak, może za bardzo po mnie widać zaangażowanie lub za mało, może go nie kręcę etc. Z jednej strony można powiedzieć, po co się martwić. Z drugiej jakieś wątpliwości i problemy pojawią się zawsze i to w każdej relacji. A on mi odpowiada, więc chciałabym się do niego jakoś przebić. Po prostu relacja romantyczna nie wyklucza też seksualnej. Jeśli rzeczywiście się wycofał, bo zależy mu na budowaniu więzi emocjonalnej, to mnie to nie martwi. Bo ja nie mam nic przeciwko związkowi z nim, tylko sama nie będę na to naciskała, żeby go nie wystraszyć.
Może po prostu poczekam do kolejnego spotkania i sama wyjdę z inicjatywą, przytulę się do niego, pocałuję. Seksu wprost nie zaproponuję, ale dam mu w ten sposób, że mnie kręci i jest dla mnie ważny.
Ale przy nim nie potrzeba mi kochanka;) Po prostu chciałabym się z nim kochać, bo jest mi z nim dobrze. Ale jeśli teraz nie ma seksu, bo on chce w ten sposób wyrazić swoje głębsze zainteresowanie, to też okej. Przeżyję to, w końcu o to mi chodzi, żeby się z nim związać i ten seks mieć regularnie;)
"Co ma płynąć, nie utonie"
Na pewno jest jakieś ryzyko, że on jest gejem, nie jest zainteresowany w dostatecznym stopniu lub ewentualnie trzeba będzie po prostu trochę poczekać, aż w końcu zaskoczy. Do tej pory opłacało się czekać. Na to, aż mnie w końcu pocałuje, też czekałam dobrych parę miesięcy. Ale potem się rozkręcił. Może on po prostu potrzebuje czasu, aby sobie na spokojnie przemyśleć, jaki charakter ma dla niego nasza relacja, bo sam zwyczajnie tego nie wie.
Dla mnie zrobienie kolejnego kroku, zwłaszcza pod względem seksualnym, nie jest żadnym problemem. Do pokazania mu, że jest dla mnie kimś ważnym, też mogę się zmobilizować, choć nigdy tego nie robiłam w przeciwieństwie do inicjowania seksu. Ale wiem, że jak czegoś chcę, to w końcu to robię, więc mogę mu nawet wprost powiedzieć, ze się w nim zakochałam. Ale tę kartę wolę sobie zostawić na sam koniec. To tak, jakby w makao wyrzucić jedynego jokera, żeby nie pobrać dwóch kart z kupki.
"Co ma płynąć, nie utonie"
Jak trzeba będzie, to ja wezmę się za domykanie;) Nie lubię tracić okazji na coś fajnego, dlatego zawsze doprowadzam sprawy do końca.
Ale on nie wydaje mi się mało męski. Są rzeczy, w których jest silny i zdecydowany. Np. nie boję się tego, że mnie nie obroni, bo miałam okazję przekonać się, że potrafi być męski. Powiedziałam mu kiedyś o przykrej sytuacji z facetem, który mnie regularnie zaczepia, chce obmacywać w osiedlowym sklepie lub gdy wychodzę z psem na spacer. Wówczas zareagował prawidłowo i rozwiązał sprawę z tym kolesiem. Dla odmiany byłam kiedyś w związku ze starszym od siebie o 10 lat facetem. Odwagi mu nie brakowało, pewności siebie w łóżku też nie. Ale gdy szefowa w pracy na mnie naskoczyła i zaczęła we mnie rzucać różne rzeczy, on nie tylko nie stanął w mojej obronie, co jeszcze można zrozumieć, bo tam pracował, ale gdy byliśmy sam na sam, powiedział, że pewnie ona miała rację. To dopiero był facet bez jaj.
Seks mogę zainicjować, ale sama się nie obronię przed narwanym facetem czy chamskim babskiem, rzucającym we mnie, czym popadnie.
"Co ma płynąć, nie utonie"
To właśnie nie był menel, ale jakiś dziwny, napalony koleś po 40-stce, którego się boję. Często mnie zaczepiał i nie pomagało straszenie policją, zwyzywanie. Dopiero jak on się zajął sprawą, to koleś przede mną ucieka na ulicy.
To fakt, że w kwestiach erotycznych brakuje mu odwagi. Ale może z czasem jej nabierze. Przecież każdy kiedyś zaczynał. Ja też kiedyś nie byłam zbyt odważna w tej materii, bo dopiero się uczyłam. Ta sytuacja jest trochę frustrująca i budzi we mnie obawy, ale wydaje mi się, że nie powinnam się tak łatwo poddawać. Gdybym go teraz sobie odpuściła, to zawsze miałabym wątpliwości, czy postąpiłam słusznie. Gdybanie by mnie zniszczyło od środka. Poza tym to by było tchórzostwo i niesprawiedliwość. Jak kobieta odmawia seksu, to ma prawo, a mężczyzna zaraz dostaje kopa w tyłek. Wydaje mi się, że powinnam dać mu szansę i jakoś pomóc.
"Co ma płynąć, nie utonie"
Ale zawsze jest jakiś problem, gdybyśmy zawsze od razu odchodzili, to nigdy byśmy nie znaleźli swojej drugiej połówki:) Jeden będzie miał problem z inicjowaniem seksu, a drugi będzie za mało czuły, trzeci nieodpowiedzialny, czwarty będzie szukał kury domowej, a piąty będzie silnie związany z mamusią, szósty babiarzem, siódmy agresywny i chętny do bitki, ósmy bez jaj i niepotrafiący bronić kobiety. Grunt to spośród osób posiadających wady wybrać tę, która najlepiej rokuje lub ma wadę, która najmniej nam przeszkadza, jest do obejścia etc. Trzeba to wszystko wyważyć. To, że on ma problem z inicjatywą seksualną, to jest na pewno problem, ale nieporównywalnie mniejszy od tego, że brakowałoby mu odwagi i nie potrafiłby mnie obronić albo nie umiałby okazywać czułości.
W końcu bierze się na partnera kogoś, kto zapewnia poczucie bezpieczeństwa. Dla mnie to jest właśnie prawdziwy samiec:) On jest pracowity, odpowiedzialny, umie mnie obronić, zadbać o mnie. Myślę, że w przyszłości będzie dobrym ojcem. Tylko musi się odblokować.
"Co ma płynąć, nie utonie"
Ja mu daję taryfę ulgową, bo on nie ma wielkiego doświadczenia w tych kwestiach. Myślę, że to go może trochę usprawiedliwiać. A nie szukam nikogo innego, bo naprawdę się w nim zakochałam. W końcu i na mnie przyszedł czas, kiedy emocje wzięły górę. Mam nadzieję, że w końcu uda mi się opracować odpowiednią strategię, aby on się odblokował. Wierzę, że przy odrobinie dobrej woli i dobrej strategii to się w końcu stanie.
"Co ma płynąć, nie utonie"
on nie jest zablokowany... on nie chce!
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
dalej to samo? I te same argumenty?
Artur.... pytanie do Ciebie:
fajna, atrakcyjna laska, taki min. 8-9/10, ktora Cię mega kręci mówi Ci, ze chciałąby się z Tobą bzykac, niemal tu i teraz, zebys zrobił z nią wszystko: delikatnie, mocno... Co robisz?
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
Pomóż jej na PW.
Jak to ten sam koleś to cytat: "Przystojny, ciemnooki brunet z zarostem, jak mówi moja przyjaciółka: typ a la Rui Patricio".
Poleciała na wygląd, na ciasteczko i dostała po nosie.
Tacy faceci się nie patyczkują z kobietami i wszystko jest w równowadze nieciekawej, bo topowe laski też się nie bawią ze średniakami w okrągłe zdania i piękne zachowania.
Edit: nic do Ciebie nie mam, bo piszesz mądrze, ale oczy mi krwawią, jak od wczoraj się tutaj produkujesz. Szkoda czasu, bo laska poleciała na wygląd, a teraz żąda od gościa, aby pokazał dobry charakter.
-----
W życiu nie chodzi o racje a o wibracje.
Zwracam Ci uwagę, bo się podlizujesz jakieś panience... Widać to na km...
Właśnie nie widziałem, byś w tematach męskich był taki aktywny,a szkoda...
-----
W życiu nie chodzi o racje a o wibracje.
Również pozdrawiam.
PO prostu masz taki poziom wiedzy i kultury, że szkoda byś się produkował do kobiety, która na wstępie sobie sama taki los zgotowała. Poleciała na wygląd. Lepiej byś pomógł chłopakom, bo naprawdę by się im przydała Twoja pomoc i wsparcie.
Edit: Co do tej kobiety, to polecam sobie zajrzeć na ten wątek: http://www.podrywaj.org/forum/zd...
Szczyci się tym, że kryje zdradę koleżanki. Karma wraca.
-----
W życiu nie chodzi o racje a o wibracje.
Sama nigdy nikogo nie zdradziłam ani o tym nie myślałam. A koleżanka za dużo popiła i po prostu od razu poszłam ją odciągać od tego chłopaka, jak tylko zobaczyłam, że coś się dzieje. A jej facet na pewno poczułby się kiepsko, gdyby usłyszał, że ona po pijaku zaczęła się całować z jakimś gościem w klubie. Wyznanie, że się kogoś zdradziło, na pewno nie pomaga zdradzanemu, to przerzucanie na niego odpowiedzialności za własne czyny. Samemu oczyszcza się sumienie, a ktoś inny cierpi. Zdradzający sam powinien borykać się z wyrzutami sumienia, to jego kara za to, co zrobił. Gdyby go porzuciła bez słowa, też by cierpiał. Ona ma nauczkę na przyszłość, bardzo tego żałuje i na imprezach już niemal nic nie pije. Myślę, że to najlepsza opcja w tej sytuacji. Jest żal, były wyrzuty sumienia, jest zmiana postawy.
"Co ma płynąć, nie utonie"
Na pewno masz rację co do uczciwego podejścia. Ja też zawsze stawiam sprawę jasno. Jeśli spotykam się z kimś, kto nie do końca mi odpowiada, bo np. nie jest w moim typie, nie ma żadnych pasji lub kiepsko nam się rozmawia, to przecież nie będę mu robiła złudnych nadziei. Ja wychodzę z założenia, że dla takiej osoby lepiej jest uciąć kontakt i to tak definitywnie. Zero wiadomości z mojej strony, jeśli pada jakaś propozycja randki, to mówię wprost, sorry, ale nie spotkam się z tobą, bo wiem, że nic z tego nie wyjdzie. Przecież można zakończyć to w kulturalny sposób, starając się jak najmniej skrzywdzić drugiego człowieka.
Niemniej masz rację, nie każdy facet tak potrafi zrobić. I to jest właśnie ryzyko. Jeden będzie podtrzymywał kontakt, aby mieć koło zapasowe. Drugi z uprzejmości, a trzeciemu zabraknie jaj, żeby zwyczajnie go urwać. No i masz ryzyko, że sporo ryzykuje. Z jednej strony on może być zainteresowany tylko koleżeństwem, wyciszać relację. Z drugiej może być gejem, a z trzeciej tak nieogarnięty, że nic z tego nie wyjdzie. Niemniej wychodzę z założenia, że warto to doprowadzić do końca, żeby później niczego nie żałować. Zaangażować się i tak zaangażowałam, więc gorzej już nie będzie. Tak przynajmniej będę miała satysfakcję, że doprowadziłam sprawę do końca. Poczekam, aż wyjdzie z propozycją spotkania i zrobię tak, jak radził jeden z użytkowników. Sprzyjająca okazja i wprost: lubię seks z tobą, jest mi z tobą dobrze. Zastanawiam się, czy za jednym zamachem dodać, że jest dla mnie kimś ważnym, aby nie czuł, że traktuje go tylko jako sekszabawkę. Po tym chyba już będzie musiał się jakoś określić. Jak powie, że nie jest zainteresowany, to nic nie stracę. Przynajmniej będę miała jasność sytuacji i nigdy nie będę mogła żałować, że z nim szczerze nie porozmawiałam.
"Co ma płynąć, nie utonie"