Witam serdecznie. 
Jesteśmy ze sobą już dziesięć miesięcy, znikomy staż. Między nami jest z reguły w porządku, ale jest faktem że zdarzają się momenty kryzysowe. No ale do meritum problemu.
Ostatnimi czasy moja luba ma jakieś dziwne zaburzenia osobowości. Potrafi rozpętać gównoburzę o nic, oczywiście się wybielając i obarczając winą... mnie. Sam już nie mam pojęcia jak się zachować. W takich kryzysowych sytuacjach rozważam już zakończenie relacji, ale jakoś albo brakuje mi jaj (co jest pewniejsze), albo uczucie jest na tyle silne że trzyma mnie przy niej (fakt jest faktem, jestem dość uczuciowym człowiekiem). Czuję, że momentami działa na mnie destrukcyjnie, tylko nie potrafię sam sobie odpowiedzieć na pytanie - jest sens to kontynuować? To wspaniała dziewczyna, co prawda dużego bagażu doświadczeń nie posiada, ale bardzo się szanuje, jest inteligentna i darzymy się wzajemnie olbrzymim zaufaniem. Szkopuł w tym, że czuję się jak rozemocjonowany nastolatek któremu dali pierwszy raz kobietę. Z jednej strony czujecie się na tyle dobrze, że nie widzisz świata poza nią a z drugiej przy jakiejś przeszkodzie masz jej dosyć. Sam nie potrafię się określić - czy takie kryzysy to początek końca (który stricte ja inicjuję) czy po prostu wyboje związku? Przy jakiejś trudności przestaję czuć się dobrze i nachodzą mnie dziwne myśli. Tak, młody jestem, targają mną emocje, ale naprawdę chciałbym wiedzieć co mi się w głowie roi i jak to wygląda z perspektywy trzeciej osoby.
Z góry wybaczcie za zawartość i chaotyczność tekstu, ale mam nadzieję że jest w miarę zrozumiałe. Po prostu chciałbym wiedzieć co takie prześwity w głowie mogą oznaczać. Skoro ja już sam nie mogę sobie odpowiedzieć na to pytanie, to Wy na pewno będziecie mogli.
Pozdrawiam i życzę miłego wieczoru. 
W sumie nic konkretnego o związku nie napisałeś, zwal sobie... poważnie i wtedy przemyśl sytuację co do niej czujesz i czy akceptujesz ten związek w takiej postaci.
~ Uczucia tych, których przestaliśmy kochać, są zawsze śmieszne.
Nie akceptuję, są rzeczy które chciałbym zmienić, które mogą ulec zmianie przy chęci obu stron i rzeczy których niestety nie zmienię. Na dłuższą metę nie czułem niczego podobnego do żadnej kobiety. Generalnie nasz związek ma pewien zachowany schemat, ale to chyba swoista norma: jest w porządku, jakaś mała animozja, punkt kulminacyjny rozterek i... znowu jest super. Sęk w tym, że gdy dochodzi do punktu kulminacyjnego to jakbym po prostu zrezygnował z tego wszystkiego i miał dosyć. Jednak nie mam na tyle jaj i to nigdy nie jest na tyle poważne żebym zaryzykował rozstaniem.
Chyba warto dodać, że to mój pierwszy tak "poważny" i długi związek.
Stwierdziłem po prostu po ostatnim manewrze (coś jej się nie spodobało i kazała mi wyjść z jej lokalu) że to było na tyle krzywdzące, że jeżeli taka sytuacja się powtórzy to po prostu z nami koniec. Oczywiście jej to powiedziałem, a co ona z tym zrobi to już jej problem. ...inne też mają.... Dziękuję oczywiście za słowa otuchy, co do posiadania jaj to miałem bardziej na myśli przywiązanie emocjonalne, raz już próbowałem się z nią rozstać i wyszło, na jeden dzień. Na razie stosunek jest sceptyczny, a co z tego wyjdzie to jeszcze się zobaczy. Po prostu nie wiem jak się dalej zachowywać.
a czego tu wymagać od dziewczyny w tym wieku ? może jej hormony robią rozpiździej w głowie i szaleje
they hate us cause they ain't us
Dzięki Panowie ponownie. Jej wyobrażenie po takim czasie jest realne, idealizacja zakończyła się po jakichś kilku miesiącach wspólnego życia, jeżeli można nazwać to miłością - to ją kocham (chociaż to trochę sprzeczne z twierdzeniem Gracjana). Dzisiaj miała jakiś dziwny odpał (nihil novi) i w nerwach napisała mi że nie musimy być razem (uprzednio napisałem jej, że jak ma mieć takie loty to naprawdę już nie chce) a potem gdy wypytywałem czy jestem już wolny i czy jest w pełni świadoma tego co napisała - mimo że rozwiązywanie problemów emocjonalnych przez portal społecznościowy jest megadziecinne - zaczęła się wykręcać, że napisała tak żebym już nie pisał i że to było takie na odpierdol. Zobaczymy co wymyśli, sam już tracę powoli do niej cierpliwość.