Siema,
Piszę 2 temat po dłuższym czasie spędzonym na tym forum.
Sprawa wygląda na bardzo zagmatwaną, dlatego też postanowiłem podzielić się ją z Wami.
W podstawówce miałem paczkę kumpli i koleżanek. Wiadomo, po czasie relacje się urywają, zostają nieliczni. Z jedną z dziewczyn (Która zawsze w sumie mi się podobała) ostatnio złapałem przypadkiem kontakt. Jakieś pisanie na fb itd. i jakoś tak wyszło, że pojechaliśmy na weekend sami nad morze. Spanie w jednym łóżku, całusy, przytulasy, więc spytałem się jak mam to odebrać (nie ukrywam, że liczyłem na związek). Odpowiedziała, że powoli, bez pośpiechu możemy spróbować. Powrót do domu i walka z myślami. Muszę się tu przyznać do błędu jaki zrobiłem. Za często do niej pisałem, bo strasznie mnie irytowało jej olewcze podejście. Niby próbujemy, a jednak wyglądało to jakby się tym w ogóle nie przejmowała. Poszedłem do niej i powiedziałem, że chcę się angażować. Skończyło się na tym, że zakończyliśmy temat szybko jak go zaczęliśmy i na wspólnym oglądaniu tv. Tego samego dnia wylądowałem z nią w łóżku.
Po tym wszystkim więcej o niej myślę, chcę działać. Nadal wyczuwam olewcze podejście w stosunku do mnie, więc postanowiłem również się nie wyrywać, choć nie ukrywam, że ciężki kawał chleba.
Moje pytanie jest takie. Jak ja mam to traktować - FF czy LTR (choć ciężko to nazwać związkiem). Czuję się jakby grała moimi uczuciami, dlatego ja chcę moją pozycję odwrócić, żeby to ona się starała. Liczę na wasze rady 
No tak, pewnie jakiś test, czy się nadasz na jej partnera/chłopaka. Generalnie najważniejsze, aby go nie oblać - pamiętaj, że jak zbyt wcześnie pokażesz, że Ci zależy i za bardzo się zaangażujesz to przegrasz. Bez spiny, na spokojnie. Daj jej przestrzeń, ogranicz kontakt, niech ona pierwsza go inicjuje, a potem 50/50.
Ani to nie jest FF ani LTR. Na razie to ona cię testuje do czego ty się nadajesz jako facet no i raczej za dobrze(w perspektywie twojej chęci na LTR) to ty nie wypadasz.
W ogóle to trochę beka... laski ogólnie źle patrzą na kolesi którzy spieszą się z jakimś wyznawaniem uczuć, gadają o jakimś zaangażowaniu na samym początku relacji. A laska ci powiedziała "powoli, bez pośpiechu". A ty do niej poleciałeś z tekstem, że chcesz się angażować. Przed pierwszym bzykaniem. COMBO!
Może i panna cię lubi, no bo w sumie sama daje ci rady, że masz wyluzować. Więc wyluzuj z tym swoim zaangażowaniem, bo za chwilkę się spalisz.
Faktycznie, jestem w gorącej wodzie kompany. Czasu nie cofnę, więc mogę tylko naprawić to co zepsułem (o ile się da). Po prostu nie chciałem wpaść w ramę przyjaciela i postawiłem sprawę jasno.
Po prostu ochłoń, idź spać i od jutra się zdystansuj. Nie jest jeszcze za późno, ale stąpasz po cienkim lodzie. Pamiętaj o eskalacji.
Człowiek na własnych błędach się uczy. Na pewno po takiej wtopie będę miał się na baczności przy następnych relacjach. Oczywiście nadal będą o nią walczył, więc trzymajcie kciuki
Walczyć to złe słowo, walczyć możesz o ukochaną po tym jak ją zraniłeś i ona od Ciebie odeszła. Daj po prostu temu płynąć i nie bądź w gorącej wodzie kąpany, bo ona wyczuje, że jesteś needy i trafisz do szufladki z napisem "friendzone". A to droga bez powrotu.
Wiem po sobie, że jak zbyt szybko i intensywnie na początku to potem chujnia, płacz i zgrzytanie zębami. Czas, czas i raz jeszcze czas.